fbpx

Rozmowa

Aktywiści, bądźcie aktywistami!

Islandia_protesty 2009 rok
fot. protest, Islandia 2009 by álvarozarzuela - CC BY-NC-SA 2.0

Z Daði Ingólfssonem z Citizens Foundation rozmawiamy o rewolucji obywatelskiej w Islandii.

Tekst pochodzi z raportu inicjatywy Obywatele Decydują: Konstytucja dla obywateli, Instytut Spraw Obywatelskich, Łódź, 2015

Rafał Górski: Jak to się stało, że zaangażowałeś się w batalię o nową, obywatelską konstytucję?

Daði Ingólfsson: Po kryzysie gospodarczym w 2008 r. niemal każdy w Islandii zaczął się zastanawiać, co poszło nie tak. Ludzie patrzyli dookoła, przyglądali się politykom, ustawom, systemowi gospodarczemu, a ja zacząłem przyglądać się konstytucji.

Zacząłem czytać ustawy, a skończyło się tak, że po raz pierwszy w życiu czytałem konstytucję. I dowiedziałem się, że konstytucja tak naprawdę nie opisuje, jak ma działać polityka w Islandii. Było wiele dużych luk.

To było jednym z czynników, które sprawiły, że zacząłem szukać rozwiązań. Bo najwyraźniej to, co mieliśmy, nie działało. Politycy kontrolowali kraj bez żadnych podstawowych regulacji. Wtedy więc zdecydowałem, że skoro nikt się tym nie zajmuje, ja to zrobię. I przez ostatnie osiem lat zajmowałem się konstytucją i angażowałem się dzięki temu w wiele inicjatyw. Ale początkiem był kryzys gospodarczy i szukanie odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak.

Ciekawi mnie, czy było coś w Twoim życiu, w przeszłości, co spowodowało, że zaangażowałeś się właśnie w tę sprawę. Wielu obywateli widziało, że jest kryzys, widziało, że coś jest nie tak, a jednak się nie angażowali. A Ty to zrobiłeś. Dlaczego? Czy była jeszcze jakaś głębsza motywacja?

To dobre pytanie. Muszę pomyśleć… Myślę, że to, co popycha mnie do przodu, to silna potrzeba sprawiedliwości. Nie wiem, skąd to się bierze. Kiedy widzę gdzieś niesprawiedliwość, szczególnie kiedy jest to większa siła przeciwko słabszym, automatycznie staję w obronie tych słabszych. Być może ma to związek z moim dzieciństwem, z wpływem mojego ojca i ogólnie z moim życiem, ale taki po prostu jestem. Jestem gotowy ryzykować swoim życiem, by bronić słabszych przed silnymi.

Co było katalizatorem rewolucji islandzkiej? Co sprawiło, że obywatele wyszli na ulice?

Ich portfele. Nagle zobaczyli, że ich sytuacja finansowa drastycznie się pogarsza. Ludzie tracili pracę, tracili domy, tracili oszczędności. I naprawdę czuli, że na to nie zasłużyli, że oni nie zrobili nic złego. Można na to spojrzeć w inny sposób – obywatele zaczęli przejmować kontrolę nad swoim życiem.

Wcześniej odpowiadało im, że rząd kontrolował sytuację, bo wydawało się, że wszystko jest w porządku. Ale później zdali sobie sprawę z tego, że od lat ich okłamywano. Że cały system gospodarczy jest z powietrza. Z niczego. To ich rozzłościło. I obywatele byli wtedy gotowi na rzeczy, których nigdy by się po sobie nie spodziewali.

Jak to się stało, że ci sami obywatele po tym, jak to wszystko rozpoczęli, dali się ograć partiom i biznesowi po kilku latach? Ograć w tym sensie, że nowa konstytucja nie została przyjęta przez parlament.

Nie mieliśmy w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie mieliśmy prawa głosu. Oczywiście próbowaliśmy się sprzeciwiać temu, że temat konstytucji partie schowały do szuflady. Utworzyliśmy nawet partię polityczną, która miała przeciwstawiać się establishmentowi i która miała na celu uchwalenie nowej konstytucji. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Ale niestety nie przekonaliśmy do siebie opinii publicznej. Uzyskaliśmy 2,5% głosów w wyborach. Moim zdaniem stało się tak, ponieważ partie, które obecnie są u władzy, obiecały Islandczykom spłatę ich kredytów. Czyli tak naprawdę obiecały im pieniądze bezpośrednio do kieszeni, co jest bardzo prymitywną obietnicą i prymitywnym sposobem prowadzenia kampanii, ale dzięki temu te partie wygrały wybory. Myślę jednak, że teraz sytuacja ludzi się poprawia i zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że trzeba zmienić działanie całego systemu państwa. Doraźne naprawy nie są wystarczające. Trzeba zmienić sposób, w jaki funkcjonuje cały system. Dlatego właśnie Partia Piratów prowadzi w sondażach, zyskując nawet 37-procentowe poparcie. Ludzie zaczynają również zauważać, że w zarodku tej rewolucji był kryzys gospodarczy. Politycy nie byli w stanie temu zapobiec, nie byli w stanie zrobić czegokolwiek.

Banki mogły rosnąć w niesamowitym tempie, po czym zbankrutowały, pociągając za sobą cały kraj. Ludzie widzą, że partie u władzy nie zrobiły nic, by zmienić prawo. Od czasu kryzysu elity nie zmieniły żadnych ustaw dotyczących gospodarki. Tak więc sytuacja prawna i fundamenty gospodarki Islandii są wciąż takie same jak wtedy, gdy wszystko upadło w 2008 r. Klasa polityczna nic z tym nie robi.

I myślę, że ludzie zaczynają widzieć, że wszystko zaczyna się od nowa. Przeżywamy obecnie boom gospodarczy. Jeżeli ktoś tylko zechce otworzyć oczy, widzi, że wszystko zaczyna się od nowa. I znowu skończy się kryzysem, jeżeli nie zrobimy czegoś, by temu zapobiec.

Co by się musiało stać, żeby sukces odniosła Partia Piratów? Sukces w postaci uchwalenia nowej konstytucji przygotowanej przez obywateli.

Partia Piratów potrzebuje większej liczby kandydatów na posłów. Obecnie bardzo niewiele osób tworzy tę partię. A jeżeli to ma być największa partia w Islandii, potrzebują więcej kompetentnych ludzi. Jeżeli tak się stanie, jeżeli utrzymają prowadzenie przez kolejne dwa i pół roku, nic nie powstrzyma ich przed zmianą politycznego krajobrazu. Lewica zaczyna teraz przytakiwać Partii Piratów w taki przyjazny sposób. Widzą, że to, co robią Piraci, ma wpływ na sondaże. A poparcie dla lewicy drastycznie spada i próbują coś z tym zrobić. Akceptują niektóre rozwiązania, często dość radykalne, proponowane przez Partię Piratów. Zwiększa to prawdopodobieństwo dokonania zmian. Jeżeli więc zgodzą się przed wyborami na uchwalenie nowej konstytucji, są duże szanse, że to się stanie.

Dlaczego ludzie wierzą Partii Piratów?

Bo nie ma nic innego. Wybór jest taki: albo Partia Piratów, albo partie u władzy. Nie ma żadnej innej opcji. A Partia Piratów jeszcze nie rządziła. Jest świeża. Nie popełniła błędów, które popełniły pozostałe partie. Możliwe, że powtórzą te błędy, ale na razie wiele wskazuje na to, że nie. Ponieważ ich wewnętrza organizacja jest ekstremalnie, wręcz fanatycznie demokratyczna. To zmniejsza prawdopodobieństwo, że pójdą w ślady poprzednich partii.

Jak oceniasz, czy ta partia będzie w stanie przyciągnąć kompetentnych obywateli? Czy są chętni do służby publicznej pod szyldem tej partii?

Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Ostatnie pytanie. Jakie są Twoje rady dla aktywistów w Polsce, którzy walczą o konstytucję dla obywateli?

Po prostu róbcie wszystko, co możecie. Po prostu działajcie. Jest zbyt wielu ludzi, nawet zbyt wielu aktywistów, którzy ograniczają się tylko do siedzenia i mówienia. Mówią o tym, jak coś należy zrobić, potem się nie zgadzają ze sobą, potem wyciągają wnioski i mają kolejne spotkania. I tak na okrągło. I nagle okazuje się, że minęły dwa lata.

Dziękuję za rozmowę.

Więc moja rada dla aktywistów: bądźcie aktywni! Działajcie, zamiast mówić. Jeżeli jedna rzecz na sto, o których mówicie, wypali, to już to jest o wiele lepsze niż mówienie o stu rzeczach i niewdrożenie w życie żadnej z nich. Więc, drodzy aktywiści, bądźcie aktywistami!

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 71 / (19) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat Obywatele decydują

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.