fbpx

Książka

Aleksander Gurgul: Podhale. Wszystko na sprzedaż

Krupówki, fot. Photogenica / okładka
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 133 (29) / 2022

Zakopane – niegdyś tygiel artystyczny, dziś „Las Vegas Podhala”. I choć mieszkańcy nie ustają w walce o kształt swojego miasta, wciąż przegrywają z właścicielami firm i inwestorami, którym zależy głównie na pomnażaniu majątku dzięki masowej turystyce. Jego książka to opowieść o polskim kapitalizmie i jego pułapkach oraz reportaż o jednym z najliczniej odwiedzanych regionów w Polsce, w którym wszystko jest na sprzedaż. Wystarczy dodać parzenicę (z opisu wydawcy).

Wydawnictwu Czarne dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Domy duchy

O masowej turystyce na Podhalu pisał już w Na przełęczy Stanisław Witkiewicz. Nie oszczędzał miejscowych: „Nie licząc się z instynktami chciwości, jakie u ludu tak biednego mogło rozniecić rozrzucanie garściami pieniędzy, pieszczono górali i schlebiano im bez miary”. Krytykował też przyjezdnych: „Gość, który chce wszystko dostać jak najtaniej, nie widzi, że robi to samo, co góral, który chce wziąć jak najdrożej. Jest to bardzo charakterystyczne, że ludzie z Warszawy mają lepszą sławę u górali od Galicyan. Widocznie Warszawiak, i w ogóle człowiek z tej strony granicy, przynosił więcej entuzyazmu i z większą łatwością wyzbywał się gotówki”.

Witkiewicz tworzył w czasach, gdy dojazd z Krakowa do Zakopanego zajmował dwa dni. Była to mozolna wyprawa, w trakcie której turyści zdani byli na powożących bryczkami. Od tamtej pory zakodował się w turystach wizerunek górala jako przedstawiciela ludu szlachetnego, obcującego z naturą i prawie nieskażonego cywilizacją. Ten stereotyp z przełomu XIX i XX wieku na Podhalu zarówno górale, jak i cepry, właściciele licznych biznesów, potrafią spieniężyć do dziś.

Chociażby za sprawą tak zwanego góralskiego premium, jak moi zakopiańscy znajomi nazywają różne dodatkowo płatne, często absurdalne usługi. Takie premium działa na przykład na parkingu przed Doliną Strążyską, gdzie oferuje się miejsca w cieniu. I za ten cień nie trzeba nawet dopłacać.

Płacić za to trzeba ekstra na parkingu kilkaset metrów dalej. Usługa premium polega tam na… zawracaniu. Ulica wąska, jak ciężarówki i autokary zajadą za daleko, nie mają wyjścia. Jeśli manewrują na parkingu, płacą dziesięć złotych.

Do śmiechu nie było turystom, którzy łąkami, wzdłuż ogrodzenia kolejki, chcieli zdobyć Gubałówkę. W chatce pośrodku zbocza pobierana była opłata – trzy złote – za przejście przez prywatny teren. Płatność przyjmowano także kartą. Polskie Koleje Linowe udostępniły darmowe przejście wzdłuż płotu dopiero w 2021 roku.

Także pod Gubałówką pewnej zimy kogoś poniosła twórcza fantazja. Na  reklamie potykaczu zobaczyłem narysowanego kota, siedzącego na muszli klozetowej, spod której bucha płomień. Piktogram oznacza, że Centrum Rozrywki pod Gubałówką ma podgrzewane toalety. W zimie – usługa premium.

Zastanawiam się czasem, czy istnieje granica, której górale nie przekroczą, żeby zarobić. Wtedy przypominam sobie pewną historię.

Przy głównym deptaku na Gubałówce, na złamanym świerku, wisi tablica upamiętniająca tamto wydarzenie w formie przestrogi: „Przechodniu! Turysto! Urodziłeś się, a już wyrok wydany! Żyj w zgodzie z Bogiem i sumieniem, bo nie wiadomo, kiedy będziesz powołany. W 21. wiośnie życia, rażone piorunem, zginęły w dniu 17.07.1968 r. Maria Ignasiak, Halina Skrzypkowiak, obydwie z Rogoźna Wlkp.”.

Na miejscu wypadku, jako jeden z pierwszych, pojawił się miejscowy, który zarabiał na życie, robiąc turystom zdjęcia z misiem. Sfotografował martwe kobiety pod drzewem, a potem… sprzedał zdjęcia matce Marii Ignasiak, gdy ta przyjechała po zwłoki córki. Żeby nie było – historię opowiedzieli mi bliscy jednej z ofiar.

Ruch turystyczny na Podhalu generuje krociowe zyski w różnych branżach.

Jedną z nich jest pamiątkarstwo, na które zwracał uwagę także Witkiewicz. „Pamiątki, które goście wywożą z Zakopanego, te małe sprzęciki drewniane, oprócz napisu «Zakopane» nie mają w sobie nic, coby przypominało Tatry. Przepraszam! Głowa górala na nożu do rozcinania książek, no i ten wieczny, nudny talerz do chleba, który z napisu przynajmniej jest polskim – to i wszystko”. Gdyby dzisiaj Witkiewicz przeszedł się po straganach na Krupówkach albo pod Gubałówką, pewnie złapałby się za głowę.

Angry Birds, pokemony, flamingi, jednorożce, trupie czaszki, plastikowe piłki na sprężynach, plastikowe tęczowe włosy, styropianowe samolociki, magnesy na lodówkę z harnasiem albo ciupagą, różowe pluszowe owieczki, skarpety z nadrukowanym krzyżem na Giewoncie. Sakiewki z symbolem Polski Walczącej, fartuchy kuchenne z nadrukowanym półnagim ciałem modelki, chasydzi namalowani na sklejce, trzymający w rękach grosik (a pod spodem hasło: „Kiedy bida, to do Żyda”, albo: „Żyd w sieni, pieniądz w kieszeni”). Świecące balony na bateryjkę, poduszki w kształcie rekinów i delfinów. Można nawet kupić imitacje masek afrykańskich w wersjach słoń, żyrafa, zebra.

Anna Wende-Surmiak pogodę ducha ma wpisaną w osobowość. W 2019 roku razem ze swoją zastępczynią Katarzyną Parą postanowiły coś zmienić. Wpadły na pomysł, jak zacząć wypierać tandetny kicz, którym handlują górale.

Idziemy na Krupówki. Zza straganów ledwie widać główny gmach Muzeum Tatrzańskiego, perłę architektury, zabytek wpisany do rejestru. Jeden z ostatnich projektów Stanisława Witkiewicza. Razem z dawną Szkołą Przemysłu Drzewnego i Dworcem Tatrzańskim tworzy szlachetny architektonicznie cichy zakątek.

Rzucamy okiem na stragan.

– Rażą mnie te maskotki. Zwierzątka, które nawet nie żyją w Tatrach. – Wende-Surmiak wskazuje na świnki, wilkołaki i postacie z Minecrafta. Mało jest pamiątek drewnianych. – Nie mówię, żeby wycinać lasy, ale drewno to jednak podstawowy materiał – dodaje.

Lawirujemy między autami dostawczymi. Dzwonią dzwonki przy dorożkach. Na stoiskach góralskie pantofle mieszają się z crocsami z tworzywa.

– Albo proszę popatrzeć na kubek z łowickimi wzorami i z napisem „Zakopane”. No i ta parzenica, która legitymizuje wszystko…

Wende-Surmiak nie jest góralką, ale w Zakopanem się urodziła. Tata, Tadeusz Pawłowski, warszawiak, kochał Tatry. Przed wojną przeniósł się na studia do Krakowa, żeby mieć bliżej. Przeszedł szlak bojowy z armią Andersa, walczył pod Monte Cassino. Gdy większość jego kolegów została w Anglii, on wrócił prosto do Zakopanego w 1947 roku. I został kierownikiem TOPR-u.

Mama pani Anny trafiła z Wilna na roboty do Niemiec, gdzie poznała pierwszego męża. Po wojnie przyjechała do Zakopanego, rozwiodła się, poznała Tadeusza.

Ich córka studiowała romanistykę w Warszawie. Śmieje się, bo poznała wtedy przewodnika tatrzańskiego. Próbowali żyć w stolicy, ale on „nikł w oczach”. Wrócili pod Giewont. Ona zajęła się tłumaczeniem, uczyła francuskiego w szkole. Zgłosiła się do pracy w dziale promocji muzeum, w 2012 roku została jego dyrektorką. Dziś Muzeum Tatrzańskie ma jedenaście filii, w których pracuje ponad pięćdziesiąt osób.

Na kolejnym straganie oglądamy klasykę: ciupagi, chusty i kapelutki z muszelkami. – Mam nadzieję, że produkowane u nas – słyszę westchnienie. Oglądamy metkę: „Wyprodukowano w Chińskiej Republice Ludowej”. – Nie widać ani wełnianych skarpet góralskich, ani rękawiczek… 

W 2019 roku muzeum ogłosiło konkurs na pamiątkę. Wzbudził sporo emocji – wpłynęło niemal trzysta prac z całej Polski – ale i dyskusji jurorów. Wśród nadesłanych projektów były na przykład: ciupasol, czyli skrzyżowanie ciupagi i parasola, podkładki pod kubki, breloki do kluczy, futerały na telefon komórkowy, ramki do fotografii, torby na zakupy, T-shirty, kapcie, peleryny przeciwdeszczowe i trochę biżuterii. Sztampa.

Ostatecznie wygrał projekt Domy duchy Łukasza Leśniaka, absolwenta zakopiańskiego liceum im. Kenara. Domy duchy to trzy świece dekoracyjne, które odwzorowują: willę Monte (sprzed okrzyknięcia jej przebudowy Makabryłą), willę Ros-Ami (sprzed samowolnej rozbiórki) i starą chatę góralską Tea przy Bulwarach Słowackiego (obecnie się rozpada).

Po konkursie Leśniak wyczytał w internetowych komentarzach, że zachęca do niszczenia zabytków.

 – Chyba nie wszyscy zrozumieli, że na tym polega dylemat użytkownika. Ponieważ jest to świeca dekoracyjna, można ją postawić na półce, by ładnie wyglądała jako ozdoba mieszkania. Można ją też, oczywiście, zapalić, ale wtedy straci się pamiątkę. Jest wybór – zauważa. I dodaje: – Na Facebooku wyczytałem, że ogień nad drewnianym domem źle się kojarzy. Nie chodziło mi jednak o to, by ktoś zobaczył, jak jego dom się pali, ale żeby ludzie dostrzegli, że w Zakopanem płoną perły architektury.

Niektórzy pracownicy Muzeum Tatrzańskiego mówili mi, że decyzja o przyznaniu pierwszej nagrody temu projektowi była odważna. Dlaczego? Płonący dom, a nawet sam symbol ognia wywołuje na Podhalu skojarzenia z tragiczną historią rodziny Józefa Kurasia, któremu w odwecie za partyzancką działalność hitlerowcy wymordowali bliskich. Jego dom i ciała siedemdziesięciotrzyletniego ojca, żony Elżbiety i dwuletniego synka Zbyszka oblano benzyną i podpalono, zabroniwszy ludziom gaszenia pożaru. To po tej zbrodni Kuraś przyjął pseudonim „Ogień”.

Leśniak liczy, że jego projekt da do myślenia architektom, właścicielom zabytków i deweloperom. Oni także stają przed wyborem: zburzyć zabytek i zaprojektować w jego miejsce obiekt o czystej funkcji mieszkalnej, bez wyrazu, który przyniesie wysoki zysk, czy dbać o dziedzictwo, konserwować i ponosić nakłady finansowe, aby ochronić dla siebie i miasta jego unikatową wartość.

Tak czy inaczej zwycięskie pamiątki – świece Domy duchy, przypinki Zakopiny i zasłona Grań Giewont – będą produkowane i sprzedawane na straganach. O ile górale zechcą. Projekty można wykorzystywać bezpłatnie w ramach otwartej licencji creative commons. Władze muzeum myślą, by wyjść z ich promocją do właścicieli hoteli i pensjonatów. Mają nadzieję, że nowe pamiątki wyprą chińską tandetę. Zdają sobie jednak sprawę, że to plan na dekady.

fot. Wydawnictwo Czarne

Aleksander Gurgul: Podhale. Wszystko na sprzedaż, wydawnictwo Czarne, 2022

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 133 (29) / 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: