fbpx

Felieton

Bagno Trzaskowskiego

Rafał Trzaskowski, Katowice
Rafał Trzaskowski, Katowice fot. Silar CC BY-SA 4.0

Jan Śpiewak

Nr 35 (2020)

Trzaskowski, zamiast osuszyć warszawskie bagno, zaczął się w nim komfortowo urządzać.

Awaria Czajki jest tym, co psycholodzy nazywają spotkaniem z realnym. Wydarzeniem, które zmusza do spojrzenia na rzeczywistość taką, jaka ona jest.

A w Warszawie, mimo warstwy europejskiego lukru, rzeczywistość jest mało przyjemna. Na powierzchni wszystko wygląda nieźle, ale pod spodem zbierają się tysiące nierozwiązanych problemów.

Warszawa na pierwszy rzut oka to nowoczesne miasto, ale wystarczy trochę podrapać, żeby zobaczyć korupcję, niszczenie środowiska naturalnego, deweloperską samowolę, nepotyzm i fatalną jakość zarządzania.

Rafał Trzaskowski spełnia wymagania nowego polskiego mieszczanina: nowoczesny, opalony, poliglota, inteligent z Ursynowa. Każdy przedstawiciel klasy średniej z kredytem na trzydzieści lat może się z nim utożsamić i ulokować w nim swoje aspiracje. W dodatku bardzo nie lubi PiS-u. Słowem – idealny kandydat na najważniejsze urzędy w państwie. Nic dziwnego, że tylu wyborców upatrywało w nim rycerza na białym koniu, który pokona Andrzeja Dudę. Na kolejne informacje o awarii w Czajce jego fani zareagowali gniewem i wyparciem. Niektórzy poważni obserwatorzy doszukiwali się nawet w całej sytuacji prowokacji służb i działań o charakterze terrorystycznym.

Czajka popsuła inaugurację ruchu Trzaskowskiego, o nazwie Nowa Solidarność. Tylko, jeśli spojrzeć głębiej to widać, że Trzaskowski po prostu nie radzi sobie z pełnieniem funkcji prezydenta Warszawy. Regularnie unika swoich podstawowych obowiązków, ostatnio nawet tych przyjemnych – nie było go na rozdaniu nagrody literackiej Warszawy, nie było go na obchodach 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej. Na początku pandemii wziął urlop dla poratowania zdrowia… bo był zmęczony. Nie odmawiam nikomu zmęczenia, ale stało się to dość szybko po objęciu odpowiedzialnego urzędu. Zamiast zagospodarowywać energię po wyborach prezydenckich, szybko wyjechał na wakacje do Chorwacji. Życzliwi mówią, że to nie kwestia lenistwa, ale absolutnego désintéressement sprawami miasta.

Trzaskowski wydaje się całkowicie pozbawiony politycznej mocy i sprawczości.

Nie zrealizował praktycznie żadnej obietnicy, którą składał warszawiakom dwa lata temu.

Zrezygnował natomiast z budowy zaawansowanego już projektu tramwaju na Gocław. Budowa mieszkań komunalnych stoi, w centrum miasta straszy pustka, wymiana kopciuchów się ślamazarzy, Sala Kongresowa jest w remoncie dłużej, niż budowany był Pałac Kultury, wycinki drzew jak były powszechne, tak dalej są powszechne, deweloperzy robią, co chcą i inkasują gigantyczne zyski. Nawet wytyczenie przejść dla pieszych w centrum Warszawy przerasta możliwość prezydenta miasta z budżetem siedemnastu miliardów złotych.

Do tego wszystkiego świetnie ma się brzydkie słowo na k., Warszawa tonęła w korupcji za czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz i wszystko wskazuje na to, że dalej w niej tonie za rządów Rafała Trzaskowskiego. Afera reprywatyzacyjna nie skończyła się radykalną zmianą organizacji pracy w ratuszu. Urzędnicy winni zaniedbaniom i łamaniu prawa dalej pracują. Trzaskowski cały czas przed sądami utrzymywał, że decyzje reprywatyzacyjne wydane przez Hannę Gronkiewicz-Waltz były zgodne z prawem. Brak rozliczeń z aferą reprywatyzacyjną było wyraźnym sygnałem, że kraść można dalej.

Znane z dość opieszałej walki z aferami CBA musiało zareagować rok temu, gdy dostało informację, że burmistrz dzielnicy Włochy rozbija się po mieście luksusowym samochodem. Obserwacja szybko (może zbyt szybko) przyniosła rezultaty. Burmistrz Włoch został przyłapany na gorącym uczynku, gdy wziął od jednego z deweloperów dwieście tysięcy łapówki w gotówce za wydanie pozwolenia na budowę. Burmistrz nie mógł działać w pojedynkę, a jego zachowanie już wcześniej budziło wiele wątpliwości. Sam fakt, że burmistrz dzielnicy i wysoko postawiony członek warszawskiej Platformy ma w sobie tyle hucpy, żeby po aferze reprywatyzacyjnej zupełnie nic sobie nie robić z jakichkolwiek pozorów uczciwości i ostrożności poruszając się na co dzień wartym dwieście tysięcy złotych autem, świadczy o głębokiej demoralizacji panującej we władzach warszawskiej PO i nieskuteczności organów ścigania.

Po tej aferze, tak jak po aferze reprywatyzacyjnej, nie doszło w Warszawie do żadnych zmian kadrowych ani systemowych. System planowania przestrzennego wciąż jest nietransparentny, a miasto tonie w chaosie i deweloperskiej samowolce. To samo wydarzyło się w przypadku awarii oczyszczalni ścieków. Czajka jest najdroższym tego typu obiektem w Europie. Została oddana do eksploatacji ledwie dekadę temu. Jej budowa wielokrotnie się przedłużała, pochłaniając gigantyczne ilości środków. Już od dawna nie działa wybudowana za setki milionów złotych spalarnia odpadów. Jak zwykle nikt nie odpowiada za fatalnie przeprowadzoną inwestycję i kolejne awarie. Szefem rady nadzorczej Czajki jest Jarosław Jóźwiak, który do 2016 roku jako wiceprezydent odpowiadał w Warszawie za reprywatyzację. Po dymisji dostał przyjemną synekurę w kanalizacji. W stolicy nikomu nie stanie się krzywda, jeśli jest z politycznego gangu.

Największa afera korupcyjna w historii polskiego samorządu doprowadziła do poprawienia stanu posiadania Platformy w Warszawie. Skutkiem morderczej polaryzacji między dwoma postsolidarnościowymi elitami jest to, że Platforma nie ma z kim w Warszawie przegrać i nie musi nawet stwarzać pozorów, że zależy jej na mieście. Hulaj dusza, piekła nie ma. 

I tylko od czasu do czasu, gdy burmistrz rozbija się po mieście Lamborghini, a w Czajce pęka rura, możemy dojrzeć brzydką twarz Warszawy. Miasta fatalnie zarządzanego, które od blisko trzech dekad jest rządzone przez ten sam układ. Awaria w Czajce przypomina, jaka jest jakość rządzenia przez Platformę Obywatelską. Warszawę, jak widać, stać na utrzymywanie „platformianego bizancjum”. Trzaskowskiego, jeśli chce odgrywać ważną rolę w ogólnopolskiej polityce, nie stać na to, żeby dłużej być zakładnikiem lokalnego układu. Uśmiechy i dobry angielski akcent nie wystarczą. Z bagnem nie da się żyć: trzeba je osuszyć, albo ono cię wciągnie. Trzaskowskiego właśnie wciągnęło.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 35 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.