Rozmowa

Blaski i cienie 5G, czyli jak ucywilizować cyfrową cywilizację (1)

Małgorzata Jankowska

O problemach ludzi z nadwrażliwością elektromagnetyczną, stawianiu w nocy masztów telekomunikacyjnych przez operatorów i walce z nimi opowiada Barbara Gałdzińska-Calik, ekspert ds. zanieczyszczenia polami elektromagnetycznymi.

Dlaczego zainteresowała się Pani oddziaływaniem pól elektromagnetycznych na środowisko i człowieka?

Trzynaście lat temu przeprowadziłam się w miejsce, gdzie stały dwie stacje bazowe telefonii komórkowej. Wtedy nie zwróciłam na nie uwagi. To były czasy, kiedy funkcjonowała technologia 2G, planowano wejście technologii 3G, która miała umożliwić transmisję danych, czyli działanie internetu mobilnego. Urodziłam córkę, która w trzecim roku życia zaczęła mieć nietypowe dolegliwości: gorączka w nocy, bóle brzucha, zlewne poty. Lekarze nie mieli pojęcia, skąd się one biorą. W międzyczasie zaszłam w ciążę i straciłam to dziecko. Ponieważ poronienie było bardzo nietypowe, trafiłam pod opiekę pani profesor immunolog z Krakowa. Po trzech miesiącach kompleksowych badań lekarka przeanalizowała wyniki i spytała, czy w okolicy mojego miejsca zamieszkania są jakieś nietypowe czynniki środowiskowe: chemiczne, promieniowanie elektromagnetyczne. Powiedziałam, że mieszkam i pracuję w pobliżu dwóch stacji bazowych, a niedawno dostawiono trzecią. Opowiedziałam o dolegliwościach córki, zaczęłam wymieniać choroby, na jakie cierpią moi sąsiedzi: glejak, chłoniak, rak piersi. Wtedy pani profesor powiedziała, żebym jej obiecała, że dopóki te stacje tam stoją, nie zajdę w ciążę; albo przeprowadzka, albo doprowadzenie do likwidacji stacji bazowych. Moja mina była bezcenna – popatrzyłam na nią jak na osobę niespełna rozumu. Niech się pani nie martwi, pomogę – usłyszałam w odpowiedzi. I tak się zaczęła ta historia.

Razem z sąsiadami na drodze prawnej podjęliśmy walkę o usunięcie stacji bazowych. Trwało to kilka lat. Wraz ze zniknięciem stacji bazowych, zniknęło szereg dolegliwości u naszych dzieci. Kiedy córka poszła do przedszkola, dolegliwości wróciły. Wtedy lekarka zarządziła kompleksowe badania, sprawdzono poziom promieniowania w przedszkolu. Promieniowanie było w normie, tylko (i aż) 1V/m. Po pół roku badań zdiagnozowano u córki nadwrażliwość elektromagnetyczną. Z taką diagnozą poszła do szkoły osiem lat temu. Wtedy nikt jeszcze nie mówił o 4G ani o 5G. Jeśli ktoś nam zarzuca, że my się czegoś boimy, a pomiary, publikacje czy Biała Księga nas uspokoją, to oświadczam, że to nie wynika z naszej obawy tylko z własnych przeżyć. Część moich sąsiadów zmarła. O naszym miejscu mówiono Trójkąt Bermudzki, bo stacje bazowe były ustawione w taki sposób.

Jak to się stało, że zbudowano je w taki sposób?

Jak się okazało, stacje bazowe były samowolą budowlaną, ale operatorzy cały czas twierdzili, że mają wszystkie potrzebne dokumenty. Zbadaliśmy temat i okazało się, że nie mieli. Jeden z operatorów sam usunął wtedy stację bazową, a z dwoma spotkaliśmy się w sądzie. W obliczu przegranej operator próbował przesunąć stację kawałek dalej, również na zasadzie samowoli budowlanej. Udało się nam ten ruch powstrzymać.

A jak obecnie wygląda sytuacja, bo chyba macie państwo w pobliżu jakieś stacje bazowe?

Tak, są stacje bazowe. Podkreślam, że nie byliśmy przeciwko ich obecności, tylko robiliśmy wszystko, żeby stacje zostały przeniesione dalej, żeby nie stały w bezpośrednim sąsiedztwie budynków. Znaleźliśmy takie miejsca i zaproponowaliśmy je operatorom, ale operatorzy w ogóle nie byli zainteresowani.

Skąd u nich taki opór?

Moim zdaniem nie chcieli robić precedensu. W Polsce jest bardzo dużo takich krytycznych miejsc, gdzie ludzie protestują, chorują, umierają. W czasie VII i VIII kadencji Sejmu zdarzało się, że posłowie pytali, dlaczego na takim a takim terenie jest tak wysoka zachorowalność, ale nikt tego nie weryfikował. Nikt nie przeprowadził badań epidemiologicznych. Dlatego wydaje mi się, że operatorzy nie chcą robić precedensu i pokazać, że w danym miejscu się ugięli. To jest patrzenie bardzo krótkowzroczne.

We Francji obowiązuje ustawa mówiąca wprost, że jeśli operator chce ustawić stację bazową, idzie najpierw do władz danej miejscowości i z lokalną społecznością konsultują to miejsce.

Każdy z nas używa telefonu komórkowego i nie chodzi o to, żeby telefonów nie było, tylko żeby sieć została zoptymalizowana, żeby nie było kumulacji promieniowania na danym terenie.

U nas stacje bazowe nie stoją teraz w bezpośrednim sąsiedztwie budynków mieszkalnych, a mamy zasięg i można się do mnie dodzwonić.

Przeprowadziliśmy również dużą kampanię, namawiając sąsiadów do przyłączenia się do sieci światłowodowej. Doszło do tego, że z dwóch stron mam możliwość przyłączenia się do sieci światłowodowej i bezproblemowy dostęp do internetu szerokopasmowego. Zachęcaliśmy mieszkańców całego osiedla, żeby odciążyć internet mobilny i ograniczyć elektrosmog w przestrzeni publicznej.

Mówimy o wydarzeniach sprzed kilku lat i przypadku, kiedy operatorzy złamali prawo. Porównując tamte przepisy z obecnie proponowanymi, możemy stwierdzić, że teraz operatorzy będą lepiej dyscyplinowani?

Zobaczymy, jak operatorzy się zachowają, ale same przepisy spowodują jeszcze większy bałagan prawny. Wtedy w 2011 roku nie wygraliśmy w Krakowie z operatorami na podstawie obowiązującej megaustawy, tylko sąd orzekł, że ówczesna megaustawa jest niezgodna z dyrektywą i bezpośrednio odwołał się do dyrektywy. Chodzi o to, że nie może być tzw. cichego milczenia organu w sprawie. To znaczy, że organ musi powziąć wiedzę, że dana stacja bazowa gdzieś stanie. Nie można jej zbudować bez wiedzy organu, na przykład wydziału architektury w danym mieście.

Obecna megaustawa wprowadza jeszcze większy bałagan prawny. Po pierwsze zmieniono definicję miejsc dostępnych dla ludności, nie bierze się pod uwagę potencjalnego przyszłego planu zagospodarowania terenu. Więc nie wiem, jaka będzie interpretacja sądów.

Odbieram sygnały, że byłyby możliwe pozwy zbiorowe lub indywidualne przeciwko władzom lokalnym z zupełnie innego powodu – obniżenia wartości nieruchomości. Nie będzie można oskarżyć operatora, ale dlaczego by nie oskarżyć władz lokalnych na przykład o nagły spadek wartości nieruchomości. Mamy takie słynne miejsce w Krakowie na Krowoderskich Zuchów, gdzie niektóre mieszkania są pustostanami, ponieważ zmarła cała rodzina właścicieli. Wielokrotnie już mówiłam o tym przypadku w mediach. Jeden z mieszkańców zachorował, wyprowadził się, wynajął mieszkanie studentom, a w końcu chciał je sprzedać. Przyszedł przedstawiciel biura nieruchomości, spojrzał na lokalizację, na to, ile tam zmarło osób i nawet nie chciał przyjąć oferty. Są dokumenty potwierdzające zdarzenie, więc to, co mówię, nie jest wyssane z palca.

A operatorzy działają na zasadzie faktów dokonanych. Znamy taki przypadek, że operator nie miał zgody, a stacja bazowa i tak stanęła… w nocy. Kiedy maszt stanie, to nawet jeśli jest nielegalny, walka o jego usunięcie trwa bardzo długo. Nam przejście przez wszystkie szczeble organów administracyjnych zajęło osiem lat.

Jak można w nocy postawić maszt?

Wieczorem mieszkańcy położyli się spać. Proszę sobie wyobrazić ich miny, kiedy rano się obudzili i zobaczyli z okien 30-metrowy maszt. W nocy zostało zerwane ogrodzenie, a maszt wjechał zamocowany na przyczepie, ponieważ nie wolno było go tam zbudować. Stoi już piąty rok, operator przegrywa kolejne rozprawy, ale bez problemu czerpie korzyści finansowe. Przesłałam zdjęcie tego masztu do organizacji w innych krajach. Stwierdzili, że rzadko się zdarza taka fantazja u operatorów.

Ruchomy maszt
Ruchomy maszt

Firmy telekomunikacyjne są firmami międzynarodowymi. Mamy kontakt z organizacjami i politykami w innych krajach. W rozmowach z nimi zawsze pada takie kluczowe zdanie, że operatorzy pozwalają sobie w danym kraju na tyle, na ile pozwala im dany rząd. Jeśli rząd stawia im warunki, to dostosowują się do nich. We Francji obowiązuje ustawa, która nakłada wiele obowiązków na operatorów, zarówno na etapie budowy stacji bazowych, jak i na etapie użytkowania przez ludzi aparatów mobilnych. Oczywiście operatorzy najpierw krzyczeli, że nastąpi upadek sieci, a w dniu wejścia ustawy nie będzie we Francji zasięgu. Zachowałam sobie fragmenty artykułów na ten temat z prasy francuskiej. Tamtejsi politycy wspominają z uśmiechem na twarzach sytuacje, kiedy obwieszczano im nawet, że ktoś umrze, bo się nie dodzwoni po pomoc. Oczywiście wszystko funkcjonuje.

W wielu krajach panuje zwyczaj, że najpierw dzwonimy na telefon stacjonarny, a dopiero, jeśli ktoś jest nieobecny, dzwonimy na jego telefon komórkowy. W Polsce doprowadziliśmy do likwidacji telefonów stacjonarnych. Firmy, które zajmują się transferem informacji drogą kablową, wielokrotnie zwracały uwagę, że u nas zdecydowanie preferuje się łączność bezprzewodową. A przecież powinna być równoważona przez łączność przewodową.

Raport Komisji Europejskiej na temat rozwoju cyfryzacji w Polsce stwierdza, że istnieje u nas asymetryczność w rozwoju usług. Zajmujemy czołowe miejsce w Unii Europejskiej pod względem usług mobilnych, a końcowe pod względem usług przewodowych. Komisja Europejska zwracała uwagę, że taka asymetryczność jest niewskazana. Niestety, całym pokoleniom, i nawet temu starszemu pokoleniu, daliśmy do rąk smartfony, odcinając ich od telefonów przewodowych. I nagle okazuje się, że jeżeli będziemy w to brnąć, to faktycznie sieć się zakorkuje, nie będzie innych możliwości i trzeba będzie normę podwyższać. Podwyższymy z 7V/m do 61V/m, a za chwilę do 100V/m. I będziemy tak dalej podwyższać, czy powiemy w pewnym momencie stop?

Popatrzmy, jak się rozwija nasz kraj, spróbujmy uczyć obywateli. Powiedziałabym nawet zdecydowanie – nie słuchajmy naszych rządzących, słuchajmy, co mówią operatorzy. A operatorzy francuscy mówią tak: w reklamach nie można mówić użytkownikom – rozmawiaj bez limitów, rozmawiaj bez końca. Masz rozmawiać tyle, ile musisz. Dzieci powinny używać telefonów komórkowych z przewodowym zestawem słuchawkowym, kobiety w ciąży nie mogą trzymać telefonu komórkowego przy brzuchu, w pobliżu płodu.

Kiedy zniesiono opłaty roamingowe, u nas było wielkie halo, cieszyliśmy się. A niemiecki Urząd Regulacji Elektronicznej powiedział, że opłaty roamingowe zostały zniesione, ale przypominamy obywatelom, żeby rozsądnie używać telefonów komórkowych, tyle ile jest to konieczne; żeby to nie był podstawowy sposób przekazywania informacji, czy transmisji danych. I takie zalecenia znajdziemy w instrukcjach francuskich i niemieckich operatorów. Dlaczego na polskim rynku tego nie ma? Jako konsumenci powinniśmy być wszyscy traktowani równo, zwłaszcza że jesteśmy w Unii Europejskiej.

Mam ogromny żal do polskiego rządu, że pozwala na coś takiego. Nawet nie mam żalu do operatorów. Każdy przedsiębiorca chce maksymalizować zyski. Jak widzi lukę, będzie maksymalizował zyski tam, gdzie jest ta luka. Ciężar odpowiedzialności i stawiania granic ciąży na rządzących.

Jakie powinny być obecnie zapisy w ustawie, żeby wprowadzić rozważny sposób budowy sieci i korzystania z telefonii mobilnej 5G. Co podpowiada Pani doświadczenie?

Temat jest bardzo skomplikowany. Tu nie ma prostych rozwiązań. W 2016 roku proponowaliśmy oprzeć się na ustawie francuskiej, adaptować ją na warunki polskie. Zwłaszcza że jeden z głównych operatorów jest i we Francji i w Polsce. W Niemczech nie ma takiej kompleksowej ustawy o ochronie obywateli. Jednak nie było woli ze strony rządzących, żeby taką ustawę przetransferować.

A co państwo wtedy, w 2016 roku, osiągnęliście?

Wtedy wycofano się z pewnych zapisów, które teraz, po trzech latach, wróciły i zostały zaakceptowane. A w kontekście budowy sieci 5G, zastanówmy się, do czego jest nam potrzebna? Patrząc na przeciętnego użytkownika, nie jest konieczna. Tak naprawdę drugie dno budowy sieci 5G jest związane ze sprzedażą naszych danych wrażliwych. Operatorzy mają oczywiście ogromny apetyt. Obecnie przez to, że abonamenty są już dość tanie, starają się zarabiać na dodatkowych usługach.

Jest stworzony system sieci 5G i operatorzy próbują wykreować popyt. Sama się zastanawiam, jak to będzie wyglądało. Obsługę przemysłu 4.0 można prowadzić inaczej, na przykład siecią przewodową. Nawet jeśli bardzo byśmy się uparli, że rozwijamy internet rzeczy, to żeby nie degradować środowiska naturalnego, a rozwijać na przykład telemedycynę, jak chce minister zdrowia, zaproponowaliśmy rozwiązanie prawników ze Stanów Zjednoczonych. Do każdego gospodarstwa domowego doprowadzamy światłowód, a w mieszkaniu odbiorcy instalujemy niskiej mocy router nawet w częstotliwościach 5G. Do danego obywatela będzie należała decyzja, czy chce się skanować, czy chce być w ten sposób badany, czy jednak zostaje przy światłowodzie i nie instaluje żadnego urządzenia bezprzewodowego. W ten sposób ograniczamy skażenie środowiska, maksymalnie jak możemy, i uciszamy protesty.

Co ma Pani myśli, mówiąc o oddawaniu danych? Ktoś powie: – Przecież ja niczego nie oddaję.

Mamy mieć internet rzeczy, czyli na przykład mądrą lodówkę, samochód. Jeśli czegoś w lodówce braknie, to ona automatycznie wyśle zamówienie do sklepu. To samo dotyczy samochodów. Jeśli jedziemy za szybko, to on automatycznie zahamuje itd. Jednak jest i druga strona medalu. Jeśli na przykład jeździmy za szybko i jakaś część się zużyje, to serwis gwarancyjny powie: „Momencik, my tego nie wymienimy w ramach gwarancji. Mamy całą historię, jak pan jeździ; zbyt szybko, zbyt gwałtowne hamowanie…”. Nie mówiąc już o tym, że te systemy mogą podsłuchiwać, o czym kierowca mówił w aucie.

Drugi przykład – lodówka. Jeśli ktoś cały czas jadł golonkę, a potem okaże się, że miał wysoki poziom cholesterolu, to ubezpieczyciel powie: „Pan się niezdrowo odżywiał i teraz nie wypłacimy odszkodowania za to, co się wydarzyło”. Trzeba sobie wyobrazić, jakie będą konsekwencje, jeśli będziemy cały czas w ten sposób inwigilowani.

W ubiegłym roku w Niemczech wydarzyła się drastyczna historia z interaktywnymi lalkami. Okazało się, że hakerzy przejęli nad nimi kontrolę i lalki zaczęły mówić do dzieci bardzo wulgarnym językiem erotyczno-seksualnym. Lalki oczywiście wycofano z obiegu.

Niestety, ustawiając u siebie w domu jakikolwiek odbiornik bezprzewodowy, trzeba mieć świadomość, że on może zostać zhakowany i być źródłem wypływu informacji. W Niemczech doszło do sytuacji, kiedy interaktywne zabawki przechwytywały z mieszkania informacje na przykład dotyczące numerów kont kredytowych, haseł. A były tylko zabawką w pokoju dziecka.

Pojawia się coraz więcej artykułów na temat niebezpiecznego inteligentnego domu. Proszę sobie wyobrazić na przykład obywatela niewygodnego dla danej grupy, który wjeżdża inteligentnym autem do garażu. Inteligentne auto zamyka drzwi i nie można z niego wysiąść, uruchamia silnik, zamyka się inteligentna brama garażowa i człowiek zaczadzi się spalinami. Nikt nie będzie w stanie pomóc.

A jeśli haker przechwyci dane pompy insulinowej i wstrzyknie śmiertelną dawkę insuliny? Wiele osób zajmujących się cyberbezpieczeństwem mówi, że będziemy mieli do czynienia z tak zwanymi cyberprzestępstwami, ale ze skutkami śmiertelnymi.

Rozmawiała Małgorzata Jankowska

(Część druga rozmowy, m.in. o elektrowrażliwości, już za tydzień! 27 grudnia)

Barbara Gałdzińska-Calik – doktor nauk ekonomicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Absolwentka Akademii Ekonomicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny) na kierunku zarządzanie. Ukończyła studia podyplomowe z ochrony środowiska na Politechnice Krakowskiej. Jest ekspertem ds. zanieczyszczenia polami elektromagnetycznymi.

Inicjatorka działań w skali kraju w zakresie ochrony mieszkańców przed nadmiernym narażeniem na promieniowanie elektromagnetyczne, tzw. elektrosmog. Współpracuje z organizacjami i naukowcami w kraju i na świecie w zakresie zrównoważonego rozwoju cyfryzacji. Laureatka nagrody „Lajkonika” za działalność społeczną w roku 2018 „za bezprecedensowe zaangażowanie w sprawy związane z budowaniem świadomości na temat szkodliwości promieniowania elektromagnetycznego”. Od 11 lat zajmuje się społecznie i zawodowo tematyką ochrony środowiska. Jedna z inicjatorek konferencji „Międzynarodowe Forum Ochrony Środowiska przed Zanieczyszczeniem Polami Elektromagnetycznymi”, która odbywa się corocznie w Krakowie.

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Obywatele KOntrolują

Małgorzata Jankowska – zdjęcie profilowe

Małgorzata Jankowska

Absolwentka filologii klasycznej Uniwersytetu Łódzkiego. Po ukończeniu studiów pracowała jako dziennikarka w gazecie regionalnej oraz ogólnopolskim tygodniku, związanym z branżą telewizyjną. Szukając nowych wyzwań i kierunków rozwoju, na początku 2014 roku rozpoczęła współpracę z Instytutem Spraw Obywatelskich. Najpierw jako wolontariuszka, a później współpracowniczka, działała na rzecz kampanii „Wolne od GMO? Chcę wiedzieć”. Obecnie w Instytucie pracuje w ramach kampanii wspierającej i aktywizującej rady pracowników. W chwilach wolnych nadal zgłębia tematykę związaną z kulturą antyczną i starożytnością, traktując to jako porywające hobby. Lubi bliskie i dalekie podróże, najchętniej odbywane w miłym towarzystwie, oraz ciekawe lektury. Za doskonałe do odprężenia uważa skandynawskie powieści sensacyjne.

Czytaj teksty autora »

Zapisz się na newsletter! W Instytucie dużo się dzieje, nie przegap tego, co może Cię zainteresować.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.

Być może zainteresują Cię również:

# Obywatele decydują

Rozmowa / Referendum to test dla polityków

Po co Nam referendum? Po to, żebyśmy mieli prawdziwą demokrację, a nie partiokrację czy mediokrację. Żeby społeczeństwo miało coś do powiedzenia częściej niż raz na 4 lata i żeby ten głos obywateli był czymś więcej niż tylko wypisaniem kartki wyborczej. 


Notice: Undefined index: without_styling in /www/instytutsprawob_www/www/instytutsprawobywatelskich.pl/wp-content/plugins/freshmail-integration/src/Plugin/Newsletter/Freshmail.php on line 500
Szukamy i inspirujemy was - młodych i starszych, dostrzegających wyzwania obywatelskie do wspólnego działania. Zapisz się na newsletter! W Instytucie tak dużo się dzieje, nie przegap tego, co może Cię zainteresować.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.