fbpx

Analiza

Czy dom to praca? Dla jednych tak – dla innych nie

pieniądze
fot. Alexandra ❤️A life without animals is not worth living❤️ z Pixabay

Jedna ze spraw rozwodowych w Pekinie zakończyła się niedawno zaskakującym rozstrzygnięciem: mąż ma wypłacić żonie rekompensatę finansową za wykonywanie prac domowych w ciągu pięciu lat związku. To przełom i zarazem sensacja, zatem wieść szybko obiegła światowe serwisy. Zgodnie z orzeczeniem pracę domową uznano za „niematerialną wartość majątkową”, co jest z kolei zgodne z nowym chińskim kodeksem cywilnym.

W Chinach natychmiast rozpoczęła się gorąca dyskusja na temat wartości wykonywanej pracy domowej, czy też wysokości zasądzonej rekompensaty. Podobne dysputy toczą się od lat również w Polsce. Jednak o ile chiński sąd wydał bezprecedensowy wyrok, o tyle w naszym kraju potrzebowalibyśmy ogromnej dawki optymizmu, by pomyśleć, że coś takiego mogłoby się wydarzyć.

Jak postrzegamy nad Wisłą sytuację osób, głównie kobiet, wykonujących nieodpłatne prace domowe? W jaki sposób one same oceniają swoją sytuację? Instytut Spraw Obywatelskich dokonał takiego podsumowania w ramach swojej kampanii „Dom to Praca”. Od badania upłynęło kilka lat, ale jego wyniki są cały czas aktualne (i pewnie tak szybko nie stracą na aktualności).

Polecamy lekturę wybranych fragmentów raportu „Kobiety pracujące w domu o sobie” autorstwa Karoliny Goś-Wójcickiej.

Praca czy siedzenie? – stosunek do pracy w domu

Rozpatrując pracę w domu w kategoriach ekonomicznych warto sprawdzić, na ile jest ona postrzegana przez osoby ją wykonujące jako realna praca, czyli zajęcie produktywne, wymagające wysiłku, poświęcenia czasu i posiadania umiejętności.

Część badanych odpowiadając na pytanie o to, jak określają czynności wykonywane w domu każdego dnia, mówiła wprost o pracy: „[…] tak naprawdę to spokojnie mogę je nazwać pracą, bo to jest niejednokrotnie bardzo ciężka praca, która zajmuje sporo czasu”, „[…] prowadzenie domu i wychowywanie dzieci to zajęcia, które pochłaniają większość czasu osoby, która je wykonuje. Jest to więc jak praca na pełny etat albo nawet na dwa”, „Myślę, że jest to ciężka praca, za dużo dla jednej osoby”, „[…] określam to jako pracę, która stanowi oczywistą część życia”.

Równie popularną w interpretacji swoich codziennych zajęć była kategoria obowiązku, rozumianego jako konieczność wynikająca z powinności. To, co różni „pracę” od „obowiązku”, to możliwość decydowania; z pracy można zrezygnować, można ją zmienić, jeśli nie daje satysfakcji; obowiązku nie można tak potraktować: „Określam je [codzienne zajęcia — przyp. red.] jako ciężką pracę i swoją powinność, obowiązek”, „[…] wszystko, co robię w domu, to obowiązki, nie myślę w kategoriach »lubię, nie lubię«”. […]

Zdarzały się też kobiety, które w ogóle odchodziły od kategorii pracy i obowiązku. Jedna podkreśliła powtarzalność i nudę wykonywanych zajęć: „No, codzienność, taka szara codzienność. No, takie, jak ktoś lubi to może jest przyjemniejsze… Dla mnie taka szara codzienność”. Druga natomiast okazała żartobliwy dystans: „Zespół nieskomplikowanych czynności określanych mianem podtrzymywania ogniska domowego” – określenie Magdy Umer. […]

Na koniec nie można zapomnieć o kobietach, które nie popierają patrzenia na zajęcia domowe jako na pracę. Nie klasyfikują one tych zajęć w kategoriach ekonomicznych — ilości poświęconego czasu i włożonego wysiłku, tylko kulturowo-społecznych powinności, które spoczywają na kobietach w rodzinie. Warto więc przytoczyć wypowiedź w tym tradycyjno-esencjonalistycznym nurcie: „Mi się wydaje, że to jest obowiązek, bo pracą jest, gdy idę wykonywać coś zarobkowo. To w domu to też oczywiście się wykonuje, ale uważam, że to jest obowiązek, tym bardziej dla kobiety, matki. Obowiązkiem jest, żeby wszystko było na miejscu, schludnie, czysto i poukładane. To jest obowiązek żony, matki, kobiety”.

Ważnym czynnikiem, mającym duże znaczenie pod względem stosunku badanych kobiet do prac domowych, są opinie innych, a więc to, czy w społeczeństwie praca w domu jest postrzegana jako realna praca. Zdania badanych i w tym zakresie są podzielone.

Część posiada negatywne doświadczenie w tym względzie. Wskazują one na to, że pracy w domu się nie dostrzega

(„Ja myślę, że ktoś, kto tego nie robi, to tego nie docenia. Nie widzi tego, nie nazywa pracą, bo jeżeli się wraca do domu i jest zawsze czysto, to trudno powiedzieć o jakiejś pracy, bo taki jest permanentny stan. Taka osoba nie widzi tego, co się za tym kryje, nie ma pojęcia o tym, ile trzeba włożyć pracy w ten obiad, w to posprzątanie”), bądź traktuje się ją jako tabu („Na temat prowadzenia domu, typowych czynności, jakie wykonujemy, w ogóle się nie rozmawia”), bądź się ją lekceważy („Zawsze tak każdy mówił »przecież ty nic nie robisz, no, bo siedzisz w domu«”, „[…] raczej inni mówią, że »siedzę w domu« — z naciskiem, że »siedzi«. Nie uważają tego za pracę, lecz za relaks”).

Działamy bez cenzury. Nie puszczamy reklam, nie pobieramy opłat za teksty. Potrzebujemy Twojego wsparcia. Dorzuć się do mediów obywatelskich.

Inna część badanych zauważa dokonującą się zmianę i w wywiadach wskazuje na to, że społeczna percepcja coraz częściej dostrzega w obowiązkach domowych pracę: „Wiele osób mówi o tym jako o »siedzeniu w domu«. Chociaż w dzisiejszych czasach wiele się już zmieniło i coraz częściej nazywa się to pracą”, „Ostatnio dosyć często się o tym słyszy, można przeczytać w prasie. Zaczyna się traktować kobiety jako osoby pracujące, a nie pomoce domowe”. Jako źródło tej zmiany wymieniane są młode, wykształcone kobiety i teorie feministyczne. Kluczową rolę w postrzeganiu pracy w domu nie jako atrybutu kobiecości, ale realnej pracy, odgrywa własne doświadczenie. Osoby, które same zajmują się pracą w domu mają większe zrozumienie i szacunek dla innych, którzy to robią. […]

Warta przytoczenia jest szersza wypowiedź badanego mężczyzny, który nie dostrzegał obciążenia pracą w domu, dopóki sam nie zaczął jej wykonywać w pełnym wymiarze godzin:

„Bardzo często mówi się, że, kobieta w domu to prawie nic nie robi, dopóki sam człowiek nie zostanie w domu. Ja bym każdego, czy to facet czy to kobieta, który wypowiada się na temat obowiązków domowych, po prostu bym dał na tydzień czasu, żeby autentycznie zajął się domem i dopiero wtedy zapytałbym się, czy te obowiązki można traktować tak lekko?

Bo ja dziękuję bardzo: prasować, sprzątać, gotować, zajmować się dziećmi, to trzeba mieć taką uwagę, skupić się nie na jednym, tylko głowa dookoła korpusu lata, bo tak: dziecko gdzieś się bawi, a może wzięło nożyczki, czy nóż, a tutaj trzeba gotować, tam znowu pierze się w pralce i tak dalej. I kobieta lata tak po całym mieszkaniu, i jest skoncentrowana nie na jednej rzeczy, a na wszystkich. A w międzyczasie jeszcze obrać ziemniaki, bo trzeba obiad gotować, i tak dalej i tak dalej…”.

Zamiast podsumowywać wątek postrzegania prac domowych przez innych, przytoczę wypowiedź jednej z kobiet, która, próbując wyjaśnić, z czego bierze się niesprawiedliwe postrzeganie osób pracujących w domu, dokonuje wielowymiarowej analizy tego zjawiska: „[…] większość ludzi lekceważy pracę domową. Jest to, oczywiście, strasznie irytujące i deprymujące. Choć częściowo to rozumiem, bo kiedy ktoś użera się z głupim szefem i pomyśli sobie o tych matkach spacerujących z wózkami w słoneczny dzień, gdy on się kisi w pracy, to zżera go zazdrość i czuje wielką niesprawiedliwość. Wiem, bo sama tak miałam, gdy wróciłam do pracy zostawiając 1,5-roczną córeczkę z mężem. Tylko że rzeczywistość wcale nie jest tak różowa — dla niektórych taki spacer to jedyne wytchnienie w ciągu całej doby. A czasem taki spacer to kolejne zadanie do wykonania i nie ma nic wspólnego z relaksem. Dziecko marudzi przy ubieraniu, nie chce usiedzieć w wózku, jazda z wózkiem to prawdziwy tor przeszkód i wyzwanie — piach, kałuże, krawężniki, bezpańskie psy etc. No i jeszcze po drodze zakupy… No i jeszcze tysiąc innych obowiązków poza miłym spacerem… Jest jeszcze jeden problem — każdy myśli, co ja bym teraz nie zrobił, gdybym nie musiał być w pracy. No właśnie — ale większość fajnych pomysłów jest związana z wydatkami, a na nadmiar funduszy kobiety pracujące w domu zazwyczaj nie narzekają… Poza tym, np. małe dzieci to też duże ograniczenia — określone godziny spania, jedzenia, często chorują etc. Tak więc osoby pracujące w domu są często bardziej uwiązane niż te zniewolone murami firmy. Praca w domu nie kończy się nigdy. Tu nie można wziąć urlopu ani zwolnienia. Osoba chora, pracująca zawodowo, np. leży w łóżku na L4, a słaniająca się na nogach mama z chusteczką przy nosie, na antybiotyku, musi i tak wykonać większość swoich obowiązków domowych”. […]

Czy posiadane własnych pieniędzy ma znaczenie? – brak bezpieczeństwa ekonomicznego

Osoby pracujące w domu nie otrzymują z tego tytułu żadnych dochodów. W związku z tym, w trakcie badania chcieliśmy się dowiedzieć, czy posiadają one jakieś własne źródła dochodów inne od pełnoetatowego zatrudnienia, czy też w pełni są na utrzymaniu swoich współmałżonków/partnerów. Pośrednio chcieliśmy też sprawdzić, czy zależność finansowa jest dla nich problemem, czy budzi u nich poczucie uzależnienia lub lęk przed rozstaniem; czy dążą do tego, żeby nie być całkowicie „na garnuszku” męża.

Osoby badane, zapytane o to, czy posiadają własne niezależne źródło utrzymania, które daje im poczucie bezpieczeństwa, z reguły odpowiadały: „[…] obecnie nie mam żadnego”, „[…] w tej chwili nie, kompletnie nie”, „[…] w tej chwili nic”, „[…] nie mam żadnych środków”. Część wprost wskazywała, że jedyne dochody w ich rodzinie posiada mąż: „[…] nic, poza pensją męża, nie mam — żadnych innych dochodów ani wsparcia od rodziny, tylko jego pensja”, „Nie mam źródeł dochodu niezależnych od męża”.

Z brakiem własnych pieniędzy może się wiązać poczucie zależności: „Nie mam swoich pieniędzy. »Poczucia bezpieczeństwa« w ogóle nie mam. Bardzo źle się czuję, bo przez całe życie miałam swoje pieniądze i nigdy nie byłam zależna od kogoś. […] U nas pieniądze są po prostu wspólne. Leżą, jak ktoś potrzebuje, to bierze. Ale są przypadki, że kobiety muszą się rozliczać z paragonami ze sklepów, ze wszystkim, bo mąż kontroluje wydatki, na co wydają. Takie kobiety to już w ogóle mają przechlapane”.

Zjawisko, o którym wspomniała badana kobieta, nazywa się przemocą ekonomiczną. Osoby pracujące w domu są na nią szczególnie narażone, gdyż, jak wspomniano, nie posiadają żadnych własnych dochodów. Nawet osoby, które posiadają własne źródło dochodów, często nie mają poczucia niezależności finansowej. Ich dochody są raczej mało znaczące dla budżetu rodziny i nie pozwoliłyby na samodzielne życie. […]

Innym niezarobkowym źródłem, które może już jednak dawać poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego, jest własny majątek: „Mam własne gospodarstwo, co nie jest źródłem dochodów dla mnie, ale zabezpieczającym majątkiem”, „[…] mam, wynajmuję mieszkanie. I te pieniądze dają mi niezależność”. Stabilność finansową może dawać również emerytura, choć to, czy rzeczywiście tak jest, zależy od jej wysokości.

Ponadto pamiętać trzeba, że osoby pracujące w domu przez wiele lat mogą nie nabyć praw emerytalnych. Dwie spośród badanych były już emerytkami. Pierwsza w pełni samodzielnie radziła sobie finansowo: „tak, [mam – przyp. red.] emeryturę. Nie muszę iść żebrać, ani prosić, ani dorabiać. Tak to zawsze układam, że mi musi starczyć. Tu mam na to, tu mam na to, poodkładane, a tam mam jeszcze z pięćdziesiąt złotych, bo zawsze składam na czarną godzinę, bo różnie to w życiu bywa. Nagle przyjdzie choroba i będzie trzeba gdzieś prywatnie się leczyć, czy coś zrobić, czy dołożyć”. Druga natomiast utrzymywała się wspólnie z mężem i nie była w stanie wyobrazić sobie życia jedynie ze swojej emerytury: „[…] tak jak powiedziałam, oboje utrzymujemy się z bardzo niskich emerytur, a wynajmować nie mamy czego. Sami mamy jedno mieszkanie, w którym mieszkamy od kilkudziesięciu lat. A pieniądze z emerytur nie dają mi poczucia bezpieczeństwa, bo chociaż oszczędzamy na czym się da, to i tak ledwo wystarcza na cały miesiąc. Niestety, przykra rzeczywistość. […] Ze swojej emerytury na pewno nie dałabym rady się utrzymać. Trudno jest to zrobić, gdy mamy dwie [emerytury — przyp. red.], bo są tak niskie”.

Jak wynika z powyższej analizy, głównym źródłem utrzymania osób pracujących w domu są zarobki współmałżonka/partnera; to one dają poczucie bezpieczeństwa finansowego ich rodzinom. Kobiety, zapytane o to, jak wyglądałoby ich życie, gdyby tych środków zabrakło, gdyby osoba utrzymująca dom straciła pracę, odpowiadały raczej w pesymistycznym tonie, używając określeń: „tragedia”, „dramat”, „mogiła”. Często można było odnieść wrażenie, że udzielanie odpowiedzi na to pytanie było dość nieprzyjemne; dało się wyczuć, że jest to dla badanych trudny temat. Niektóre kobiety wprost mówiły o tym, że starają się go na co dzień wypierać ze świadomości: „[…] wolę sobie tego nie wyobrażać”, „[…] w dzisiejszych warunkach wolę się nie zastanawiać, po prostu. Po prostu, wolę się nie zastanawiać. Wolę te myśli uciąć, bo gdybym musiała się nad tym za mocno zastanawiać, to pewnie bym zwariowała”, „[…] staram się tak nie myśleć, bo można oszaleć, gdybym bez przerwy o tym myślała. No byłoby tragicznie.

W wielu rodzinach jest taka sytuacja, że jedna osoba pracuje i traci pracę, i cóż można powiedzieć, no tragedia”.

Jedna z kobiet opowiedziała o szczególnie tragicznych skutkach, które może przynieść utrata pracy przez jedyną osobę mającą dochód w rodzinie: „No zastanawiałam się i nie wiem co bym zrobiła. Powinny być jakieś kryzysowe zasiłki. Gdyby kobieta miała ten zasiłek domowy, to by przynajmniej kobieta brała. Jakieś opłaty byłyby chociaż dokonane, a tak to każdy jest w długach. Jak rozmawiam z koleżankami, to wszyscy mają długi. No bo albo straciły pracę i zajmują się tylko domem, albo mąż też nie pracuje i nie mają z czego płacić. Wpadają w straszne dołki, później z nich ciężko się wydostać. Później załamują się i nie chcą już szukać pracy. Znam parę osób, może nie dużo, które popełniło samobójstwo z tego powodu, że straciło dochód, a żona nie pracowała. Znałam takiego mężczyznę osobiście, co popełnił samobójstwo, żona nie pracowała, on miał jakieś kłopoty, długi. Popełnił samobójstwo. Została kobieta, która wychowuje dzieci i też nie miała nic. I dużo takich przykładów można znaleźć”.

Część badanych wskazywała jednak, że istnieją wyjścia z sytuacji kryzysowych – wierzyły albo w możliwości męża: „Gdyby stracił pracę, to byłby w domu, ale robiłby wszystko, żeby jakoś zarobić pieniądze na utrzymanie domu” albo w swoje: „Ja mam dobry zawód, jestem z wykształcenia księgową, na pewno znajdę pracę, tym bardziej, że ja to lubię robić”, „Poszłabym do pracy, nawet takiej, którą w chwili obecnej odrzucam, aby zapewnić dzieciom normalne warunki”, „Musiałabym na szybko szukać jakiejś pracy, nawet za sprzątaczkę, czy coś. Jakąś pracę, żeby mieć za co żyć”. […]

Warto zauważyć, że, za wyjątkiem kobiet, które mają własny majątek, niemal wszystkie w sytuacji rozstania z mężem/partnerem, musiałyby podjąć aktywne działania, żeby zapewnić sobie środki do życia. Nawet kobiety, które posiadają własne dochody, mają je na tyle niskie, że nie pozwoliłyby im one na samodzielne utrzymanie się.

Nie będzie więc nadinterpretacją stwierdzenie, że praca w domu na pełny etat wiąże się z niemal całkowitą zależnością ekonomiczną od współmałżonka, co niewątpliwie daje mu władzę. Oczywiście z władzy, którą daje utrzymywanie rodziny, nie każdy bezpośrednio korzysta; patologie wynikające z jej nadużywania nie są przytaczane przez uczestniczące w naszym badaniu kobiety jako ich własne doświadczenia. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w takich sytuacjach pojawia się najczęściej przemoc ekonomiczna. O problemach związanych z brakiem własnych środków finansowych i zależnością ekonomiczną jedna z badanych mówi: „Jak się siedzi w domu, nie ma się żadnych dochodów, nie ma się tej emerytury, tego, co mają wszyscy, co pracują – opłaconej składki. Nie mamy nic. My jesteśmy wolne elektrony. Jak nam mąż da kieszonkowe na własne potrzeby, to mamy, jeśli nie, no to nie mamy. Nie mamy kont. Nie mamy praktycznie nic”.

Świadomość pełnego uzależnienia ekonomicznego, a nawet samo wyobrażenie o tym, że mogłoby ono mieć miejsce, ma duże znaczenie dla niektórych kobiet.

Jedna opowiada o swoich obawach: „Ja całe życie nie chciałam, żebym była zależna od kogoś, nawet od męża. Bo jak chodziłam na pocztę z listami i jak widziałam piętnastego, czy ostatniego, jak dziadkowie dostawali emerytury, to szły z nimi te biedne babcie: »Dasz mi te pięć złotych? Ja potrzebuję rajtuzy«.

Jak ja to nieraz słyszałam to tak myślałam: »Boże, nigdy w życiu, żebym prosiła chłopa o złotówkę. Ja muszę pracować swoimi rękami, żeby sobie zapracować«. Zawsze mi mama mówiła: »A, nie pracuj, masz męża i chore dziecko, to bądź w domu«. A ja nie, ja to miałam zakodowane, jak ja widziałam tamte babcie, to wszystko, ja mówię: »Boże, stare lata i ja mam iść za chłopem i się prosić, żeby mi dał z emerytury te pięćdziesiąt złoty czy ile, żeby mnie ograniczał. O nie. Tego to w życiu bym nie chciała«”.

Druga z badanych kobiet obrazowo przedstawia, jak świadomość uzależnienia finansowego od męża wpływa na jej myślenie o przyszłości: „[…] i to jest właśnie ta ciemna strona księżyca. To jest świadomość tego, że nie będę miała świadczeń emerytalnych. To jest świadomość tego, że chociażby nie mogę rozstać się ze swoim mężem w tej chwili, bo nawet gdybym zaczęła pracować, nie zarabiałabym wystarczająco. To jest świadomość tego, że ten mąż może mnie zostawić, mogę zostać bez świadczeń i pieniędzy. Czerwona lampka mi się włącza i myślę o tym, że jestem w tej chwili zdana na łaskę i niełaskę mojego męża. Chociaż, jak mówiłam, w tej chwili nie mam takiego problemu, ale to jest to myślenie: co by było gdyby”. Jak widać zależność ekonomiczna jest realnym problemem i może w ograniczający sposób wpływać na działania i wybory życiowe osób pracujących w domu. Może ona też rodzić poczucie niepokoju i lęki; jeśli napięcie będzie długotrwałe, może prowadzić do problemów psychicznych, np. depresji.

Raport Dom to praca

Kobiety pracujące w domu o sobie. Analiza wywiadów pogłębionych na temat nieodpłatnej pracy domowej, Instytut Spraw Obywatelskich, Łódź, 2013

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 62 / (10) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Rynek pracy # Społeczeństwo i kultura Dom to praca

Być może zainteresują Cię również:

Dom to praca

III Kongres Kobiet

W dniach 17-18 września odbył się III Kongres Kobiet, na którym nie mogło zabraknąć INSPRO w osobach członkiń programu "Pracujemy w Domu". Marta Zięba, Aneta Kaczmarek i Karolina Goś-Wójcicka uczestniczyły w dwudniowych obradach w warszawskiej Sali Kongresowej. Tematy podejmowane na forum Kongresu były różnorodne: od praw reprodukcyjnych, przez kobiety w polityce, ustawę żłobkową, po kwestię emerytur.

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.