fbpx

Felieton

Czy „ludzie biologiczni” skorzystają z roku Józefa Mackiewicza?

Józef Mackiewicz, fot. jozefmackiewicz.com

W październiku zeszłego roku Sejm RP przyjął uchwałę o ogłoszeniu roku 2022 rokiem Józefa Mackiewicza (zastanawiam się, dlaczego miły mi skądinąd poseł D. Sośnierz głosował przeciw?). Samo w sobie to wydarzenie cieszy, bo jest to kolejna szansa na przebicie się twórczości tego wielkiego pisarza do powszechnej polskiej świadomości. Minister Czarnek powinien koniecznie włączyć dzieła wybitnego prozaika do listy szkolnych lektur, a wicepremier Gliński rozpisać konkurs na scenariusz według co najmniej jednej z jego powieści – „Kontra”, „Sprawa Pułkownika Miasojedowa”, „Lewa wolna” czy „Droga donikąd” i „Nie trzeba głośno mówić” aż się proszą o wysokobudżetowe filmy fabularne, czy seriale, które zastąpiłyby w polskiej świadomości dziwolągi, jakimi dotychczasowe elity raczyły nas w odniesieniu do historii polskich Kresów Wschodnich, ale i całej Europy Środkowo–Wschodniej.

Czy coś z tego zostanie zrealizowane, należy jednak wątpić. Sama uchwała zawierała w sobie dosyć oczywisty błąd, będący odbiciem niedbalstwa i chaosu, jaki panuje w pracy polskiego Sejmu, w tym wypadku pomylono się o dwadzieścia lat w obliczeniu liczby lat, jaka upłynęła od narodzin pisarza. Oby nie był to zły omen. W roku 1989 organizowałem na UJ chyba pierwszą w Polsce sesję naukową poświęconą jego twórczości (w tamtym czasie recenzent mojej pracy magisterskiej poświęconej J. Mackiewiczowi mówił promotorowi, że praca owszem ciekawa, ale pytał, dlaczego o J. Mackiewiczu nie ma żadnej wzmianki w encyklopedii PWN), był to moment, który wydawał się wymarzony do tego, żeby książki J. Mackiewicza trafiły pod strzechy.

Dlaczego wtedy do tego nie doszło, to temat na osobne rozważania, najkrócej można by jednak podsumować przyczyny stwierdzeniem, że choć jak pisał sam Mackiewicz „jedynie prawda jest ciekawa”, to jednak prawdą w jego wypadku okazało się także i to, że „ktokolwiek chciałby oświecić ludzi co do bzdur, w jakie wierzą, może mówić o szczęściu, gdy uda mu się unieść skórę cało”.

Towarzystwo, jakie dorwało się w Polsce do władzy po tak zwanym „końcu komunizmu”, dobrze wiedziało, że to, co pisał Józef Mackiewicz, mogłoby mu zaszkodzić, ba, podać w wątpliwość właśnie ów koniec.

Muszę w tym miejscu ze wstydem przyznać, że w latach 90. sam uważałem, że choć J. Mackiewicz był znakomitym pisarzem, to jego oceny polityczne nie do końca się sprawdziły, wydawało mi się, że zbyt łatwo dopatrywał się wszędzie przejawów komunizmu i oskarżał zbyt wielu o sprzeniewierzenie się wartościom. Ostatnie dwa lata sprawiły, że wróciłem do jego twórczości, a przede wszystkim do publicystyki i tak samo jak wtedy, gdy w połowie lat 80. czytałem do rana wydany przez londyńską Kontrę egzemplarz „Faktów, przyrody i ludzi”, tak samo teraz miałem wrażenie, że znowu, znowu wygrał, ten co jak trafnie zauważył Cz. Miłosz – „pisał na złość”, ale nie tylko jak twierdził życzliwy mu skądinąd noblista, zyskał na tym jego styl, dzisiaj widać, że ten uparty, nieco staromodny szlachcic miał rację także w swoich ocenach politycznych, cywilizacyjnych, ludzkich. Równie prorocze okazały się oceny i przewidywania jego współtowarzyszki w walce o prawdę i wolność – Barbary Toporskiej-Mackiewicz. Komunizm pojmowali oni przede wszystkim nie jako pomysł na urządzenie życia gospodarczego, ale jako znacznie szerszy i głębszy kryzys cywilizacji sięgający samych jej podstaw. Dzisiaj, gdy komunizm przepoczwarzył się w tak zwane lewactwo, widać, że ta perspektywa i tamte obserwacje były ze wszech miar prorocze i nowoczesne w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Działający pod urokiem, a być może pod dyktando Komunistycznej Partii Chin globaliści wprowadzają pod przykrywką walki z pandemią wszystko to, czego zalążki J. Mackiewicz zaobserwował i przewidział w połowie poprzedniego stulecia. Wielu z naszych rodaków ciągle nie może uwierzyć, że jak to, przecież na Zachodzie, przecież wszystkie cywilizowane państwa… po czym wymieniają z zachwytem liczbę tak zwanych obostrzeń, czyli ni mniej, ni więcej drakońskich ograniczeń podstawowych praw i swobód obywatelskich. Pójście do kina, restauracji, otrzymanie pensji, prawo do pracy czy swobody podróżowania nagle zostały uznane za przywileje przyznawane w zamian za dowód posłuszeństwa, jakim jest cyfrowe zaświadczenie o zgodzie na rezygnację ze swojej nietykalności cielesnej, bo tym jest tak zwany paszport covidowy.

Mackiewicz nie byłby tym zaskoczony, bo w odróżnieniu od wielu uznanych i dyplomowanych sowietologów od początku rozumiał, że komunizm nie narodził się w Rosji czy na demonizowanym Wschodzie, ale właśnie na cywilizowanym Zachodzie.

Najzażarciej walczyli z nim sami Rosjanie (w wojnie domowej, jaka wybuchła w 1917 r. zginęło kilkanaście milionów ludzi) i inne narody dawnego imperium carów – ci, jak pisał „wierni wyznawcy Buddy i kontrrewolucji” – jego towarzysze broni z ułańskiej epopei w roku 1920, a potem ucieczki przed sowiecką nawałą w roku 1945. Dzisiaj wiemy, że to właśnie w Rosji zadecydował się symboliczny, ale jednak upadek komunizmu w jego wersji wschodniej. Tymczasem na Zachodzie partie jawnie odwołujące się do komunizmu zawsze cieszyły się sporym uznaniem wyborców i tylko rywalizacja Ameryki z ZSRR sprawiała, że CIA i inne służby nie dopuszczały ich do władzy. Po upadku ZSRR sojusz zachodnich oligarchów z lewicą, która przy okazji przepoczwarzyła się w lewactwo, stawał się coraz bardziej widoczny, dzisiaj cenzura oraz walka z przejawami wolności i prawdy to nie domena autorytarnych państw, ale współpracujących ze sobą globalnych oligarchów, coraz słabsze państwa stają się jedynie podwykonawcami ich planów, a wielu ludzi w czasie terroru związanego z tak zwaną pandemią zastanawia się, czy jedynym miejscem, do którego warto uciekać, nie jest lekceważąca zalecenia Banku Światowego i WHO autorytarna Białoruś.

Kolejny element upowszechniania tej antyludzkiej utopii obserwujemy w wyniku zwycięskiego marszu członków tej destrukcyjnej sekty przez instytucje, który sprawił, że kłamstwo i urągające zdrowemu rozsądkowi nonsensy płyną dzisiaj nie tylko z ekranów, łamów gazet, ale także z uniwersyteckich katedr i kościelnych ambon. Bankierzy hojnie je nagradzają reklamami, grantami, stypendiami i przelewami, które sprawiają, że głoszącym oczywiste nonsensy coraz trudniej jest zrozumieć, że nie mają racji.

Józef Mackiewicz poznał komunizm w czasach brutalnej okupacji sowieckiej na Wileńszczyźnie, kiedy jako jeden z niewielu inteligentów nie pozwolił zniewolić swojego mózgu strachem z jednej i pokusą łatwiejszego życia z drugiej strony. Jednak to nie powszechne braki w zaopatrzeniu czy nonsensy ekonomiczne uważał za filar i wyznacznik narzuconego ustroju. Te były jedynie rezultatem wprowadzanej w życie utopii, ale jej panowanie umożliwiało kłamstwo i niedopuszczanie do tego, co Józef Mackiewicz uważał za fundament wolności – wolności myśli, swobody porównań i dyskusji. Dzisiaj chodząc po polskich ulicach i widząc ludzi dobrowolnie noszących widome znaki zniewolenia przez masową propagandę, możemy na własne oczy przekonać się, do czego prowadzi kłamstwo sączone dzień i noc w ludzkie umysły. Czujemy się, jakby dane nam było na własne oczy zobaczyć, że szaleństwo, jakie ogarnęło zacnych Niemców w latach 1930, czy upadlający strach będący udziałem niektórych rodaków w czasach sowieckich, czy stalinowskich, to coś, jak mawiał Mackiewicz, bardzo ludzkiego. Globaliści sięgnęli do identycznych narzędzi, a i cele mają podobne, zresztą współpraca z ludobójczym reżimem, jaki obecnie rządzi w Chinach, także bardzo przypomina współpracę Zachodu z ZSRR w czasach Stalina.

Hektolitry hipokryzji i obłudy, jakie wylewano w Polsce na obrońców wolności za zestawianie napisu „Arbeit macht frei” z napisem „szczepienie czyni wolnym”, przypomniało mi, jak wielkie znaczenie pisarz przypisywał właśnie swobodzie porównań.

„Dawne liberalne prawo do nieograniczonych porównań ograniczone zostało moralnym zakazem, którego nawet ściśle naukowym badaniom naruszyć nie wolno” („Zwycięstwo prowokacji”, str. 23) pisał w odniesieniu do cenzury, jaką dostrzegał na wolnym ponoć Zachodzie już po 1945 r. Dostrzegał także to, co zauważamy dzisiaj, obserwując kolejną już zdradę intelektualistów powielających sanitarystyczne zabobony: „Czasem wydaje się, że arystokrację intelektualną sprawującą tak zwany rząd dusz, porównać by można do sprzysiężenia pewnego rodzaju snobów, traktujących przekroczenie niektórych granic światopoglądowych, za równie niedopuszczalne, jak niedopuszczalne było kiedyś w sferach ekskluzywnych przekraczanie ściśle przestrzeganych form towarzyskich” („Zwycięstwo prowokacji”, str. 32-33). Dzisiaj, kiedy rozdano masom, a więc opisanym przez Ortegę y Gasseta ludziom masowym uniwersyteckie dyplomy, postawa ta stała się powszechna w znacznie szerszych warstwach społecznych. Milczenie i niesmak zachodnich fellow travellerów z lat stalinowskich, jakie manifestowali, gdy ktoś wskazywał im na zbrodnie dokonywane w ZSRR, w wersji masowej zastąpiły ikonki śmieszki stawiane przez osobników z dyplomami wyższych uczelni pod każdym zdaniem, które sprzeciwia się oficjalnej propagandzie. I co ciekawe, podobnie jak opisywali zróżnicowanie ludzkich postaw za okupacji sowieckiej oboje Mackiewiczowe, także dzisiaj tak zwani ludzie prości wykazują więcej lekceważenia wobec absurdalnych pomysłów rządzącej sekty sanitarystów, obserwuję to w ciągu ostatnich dwóch lat, podróżując wiele transportem publicznym: w Pendolino i w 1. klasie innych pociągów większość karnie zakrywa buzie, tak jakby wywieszali czerwone sztandary na 1 maja za komuny, ale w 2. klasie TLK, Intercity, w lokalnych PKS-ach ludzie mają do tego zdrowy dystans, nawet mało o tym dyskutują, porozumiewają się bez słów, czasem tylko widać uśmiech na widok kogoś, kto w popłochu odwraca głowę. Mackiewicz pisał: „Analfabetyzm, słusznie zwalczany przez wszystkie narody świata, w praktyce Europy Wschodniej odegrał też pewną rolę dodatnią. Mianowicie w okresie przedrewolucyjnym pozbawiał doły społeczne tej pseudokultury, która dziś zalewa Zachód, znajdując odbiorców wśród mas pół- i ćwierćinteligenckich” („Zwycięstwo prowokacji”, str. 46-47). Rezultatem takiego braku przygotowania w połączeniu z przekonaniem o rzekomo wyższym intelektualnym statusie są obserwowane dzisiaj intelektualne i moralne kompromitacje licznych przedstawicieli świata nauki i sztuki, którzy głoszą z pełnym przekonaniem nonsensy, jakich nie powstydziłby się motłoch domagający się palenia czarownic, gdyż „podstawową tkankę duszy człowieka masowego stanowi hermetyzm” (Ortega y Gasset – „Bunt mas”, str. 65). Za inną charakterystyczną cechę komunizmu uważał J. Mackiewicz zmianę sensu słów. Kiedy obserwujemy, jak zmieniono definicję pandemii, szczepienia, ba, choroby samej, wtedy możemy tylko z zadumą się uśmiechać nad tym, jak bardzo historia lubi się powtarzać i jak niewielka mądrość, a raczej manipulacja rządzi tym światem. Nic jednak nie było dla niego gorsze niż uniemożliwienie dyskutowania – tego najlepszego sprawdzianu naszego myślenia. W słynnym eseju „Gdybym był chanem” J. Mackiewicz napisał: „Po wypaleniu ogniem i mieczem przemocy komunistycznej w całym świecie, ulegalizowałbym nazajutrz partię komunistyczną, zezwolił na otwarcie ich biur i gazet, obok wszystkich innych partii i gazet na świecie. Bo dokąd nie jest nam dane poznać całej prawdy, w każdej z nich będzie jeszcze wiele nieprawdy, i odwrotnie w każdej najgorszej nawet nieprawdzie, odnaleźć można ziarnko prawdy. I wypuściłbym na Europę patrole mongolskich opryczników, aby nahajami z byczej skóry, strzegły wolności słowa i nie dopuszczały przemocy jednego z tych słów nad drugim” („Gdybym był chanem”, str. 26). I oto mamy rok 2022, w którym jedna z prominentnych polityk partii powołującej się co i rusz na swój antykomunizm deklaruje: „każda wypowiedź, która nie jest tą zachętą, ale próbą dyskusji na temat szczepienia, jest właśnie nieodpowiedzialna”. Co kazałby uczynić J. Mackiewicz, gdyby miał do czynienia z europosłanką Anną Zalewską – byłą Minister Edukacji w rządzie PiS?

Drugie obok kłamstwa narzędzie stosowane w dzisiejszej strategii globalistów-sanitarystów to strach.

Tak samo oceniał Mackiewicz politykę, a dokładniej psychologię społeczną, stosowaną przez bolszewików. Słynna sytuacja z „Drogi donikąd”, w której bohater nie wywiesza czerwonego sztandaru na 1. Maja, a przerażeni sąsiedzi nakłaniają go, by to zrobił i nie narażał na niebezpieczeństwo siebie i innych, została dzisiaj zreplikowana w tysiącach codziennych sytuacji. Jednak tak samo, jak dzisiejsi działacze i aktywiści antytotalitarnej opozycji dostrzegał Mackiewicz, że strach ma wielkie oczy, co przedstawił w relacjonowanym przez siebie dialogu: „W wypadku bolszewickim ludzie »po trzeźwemu« ulegają hipnozie strachu. Kobra też ma wprawdzie właściwości hipnotyczne, ale poza tym, że jest parszywie jadowita, pozostaje w istocie swej drobnym gadem, względnie bezbronnym. Bierze się więc bambus i bije kobrę w łeb. – Ależ! – wykrzyknął mój przyjaciel, z którym wdałem się na te tematy w dyskusję – nie może tego zrobić królik, właśnie najbardziej notorycznie przez kobrę hipnotyzowany! – No tak przyznaję: nie może tego oczywiście zrobić królik” („Fakty, przyroda, ludzie”, str. 203).

Strach i kłamstwo jako podstawowe narzędzia komunistów i ich współczesnych następców nie miałyby jednak szans odnieść tak zadziwiających postępów w zaprowadzaniu sanitarnej dystopii, gdyby nie to, że grunt był pod nią już przygotowany przez znacznie głębsze procesy charakterystyczne dla zmierzchu cywilizacji. W tym miejscu warto odwołać się nie tylko do symptomów moralnego upadku, czy wręcz zdrady wartości, o jakie Mackiewicz oskarżał Kościół katolicki, ale przede wszystkim do proroczego eseju jego żony Barbary Toporskiej-Mackiewicz o „Ludziach biologicznych”. Jest to tekst tak pełen treści w każdym słowie, że zamiast omówienia pozwolę sobie zamieścić dłuższy cytat: „…wydaje się, że już staliśmy się »ludźmi biologicznymi«, tzn. o aspiracjach zawężonych do biologicznego trwania. Otóż obawiam się, że obrona tego gatunku będzie trudna. Spójrzmy w twarze rozmnażających się po świecie pod różnymi nazwami »teddy boys«, w twarze publiczności na stadionach sportowych, w twarze bywalców »amusement shops«. Czy istotnie zasługują na coś więcej, niż na pogardę dyktatury, obojętnie, faszystowskiej czy komunistycznej, gdyż w praktycznym działaniu obie są jednako oparte na pogardzie. /…/ Co więc wpływa na tę niepożądaną metamorfozę? Kryzys religijny? – niewątpliwie, to on pozbawił nas konwencjonalnej duszy; ale zaczął się już dawno, od Kartezjusza, XIX zaś wiek był zapewne bardziej ateistyczny niż nasz, a przecież trudno by go charakteryzować brakiem aspiracji.

Kompromitacja ideologii? – niewątpliwie odegrała swoją rolę, jakkolwiek daleka jestem od optymizmu, aby »uziemienie« człowieka biologicznego automatycznie uodparniało go na fanatyzm, chodzi raczej o gatunek idei, które do niego mogą przemówić. To zresztą złudzenie, że człowiek biologiczny nie wierzy w nic. Wierzy w dietę odchudzającą, wierzy w walkę z rakiem, a przede wszystkim wierzy w słuszność własnej postawy. Wbrew ostrzeżeniom konsekwentny nihilizm jest za trudny, żeby mógł się stać niebezpieczny; całkowita negacja wymaga nie mniejszego wysiłku wyobraźni i samozaparcia niż całkowita akceptacja dawnych świętych. Człowiek biologiczny karmi się łatwymi wiarami, nie zdając sobie sprawy, że mogą się okazać dla niego równie fatalne, jak gałki tuczące dla indyka”

(„Konfrontacje”, str. 35-36). Czyż nie prorocze i bezbłędne zdefiniowanie przyczyn, a nawet przebiegu dzisiejszego kryzysu? A któż lepiej opisał cele globalistów i KPCh niż tragiczny bohater „Lewej wolnej” – walczący z bolszewikami biały Rosjanin – ułan Zybienko: „Bolszewicy, co tam o nich mówią, to głupstwo. Ale ja ich przejrzałem. Oni chcą od ciebie, ciebie samego zabrać. Żeby nie było ciebie, a na to miejsce taka maź, taki wspólny rozczyn pod ciasto. To, co oni tam krzyczą: »Grab nagrabione«, to tylko takie zachęty z jednej, a straszaki dla staruszków z drugiej strony. A naprawdę, to oni chcą zagrabić nie to, co było przez kogoś nagrabione, tylko to z czym każdy człowiek rodzi się do życia. To oni chcą zabrać. O. I dlatego trzeba ich zniszczyć. Nie: »W Imię Ojca i Syna«, a w imię ratowania samego siebie”.

Jak więc się bronić? Oprócz walki zbrojnej, gdyż „bolszewików wszelkiej maści należy zawsze bić”, Toporska pisze: „Muszę się zastrzec, że nie wiem, czy człowiek posiada duszę, a w każdym razie czy wszyscy ludzie posiadają dusze. Swojej nie zawsze jestem pewna. Sądzę natomiast, że jedyną szansą człowieka i jego jedynym wdziękiem jest pretendowanie do duszy, choćby to było pretensją na niczym nie opartą. Bez niej, bez tej nostalgii, aby być »obrazem Boga«, niezależnie od tego, czy to jest możliwe, czy tylko urojenie, człowiek biologiczny staje się niewydarzoną karykaturą zwierząt. Młodociany chuligan nie ma nic z wdzięku szczeniąt czy źrebiąt, a żadne stare zwierzę, nawet z rzędu parzystokopytnych nie bywa tak odpychająco bezkształtne jak starcy i staruchy naszego gatunku. Odejmijmy swoje aspiracje, a co ujrzymy? Człowiek biologiczny mógłby liczyć na litość tylko w tym wypadku, gdyby nie istniał precedens zabijania istot o wiele od niego ładniejszych i bardziej niewinnych”.

Powrót do wymagających wysiłku kodeksów moralnych, wartości estetycznych, uczuć (G. Agamben jeden z niewielu współczesnych intelektualistów, który nie dał sobie zniewolić mózgu w czasie „pandemii”, pisze w tym kontekście o przyjaźni) obok intelektualnego wysiłku dochodzenia do prawdy, ćwiczenia odwagi, budowania siły jawi się więc jako czwarty podstawowy element oporu wobec zaciskanej, tym razem już wokół całej planety, pętli totalitarnego zniewolenia, mającego tym razem do dyspozycji niespotykane dotąd możliwości techniczne. Para naszych wspaniałych rodaków widziała to zagrożenie już dawno, a na walkę z nim poświęciła całe niezłomne i pełne heroizmu życie. Oby rok J. Mackiewicza oprócz przypomnienia ich postaci, dzieł i rocznicowych akademii był także inspiracją dla wszystkich, którzy przynajmniej próbują zatrzymać postępy globalistycznej tyranii.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 113 / (9) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: