fbpx
III Forum Geopolityczne, Łódź, 06.10–09.10.2021 r., ZAREJESTRUJ SIĘ!

Książka

Dennis Meadows – Granice wzrostu

Granice wzrostu_książka_okładka
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 83 / (31) 2021

Czy jako społeczeństwo możemy się rozwijać bez ograniczeń? Jakie są konsekwencje takiego wzrostu i co zrobić, by osiągać stan równowagi?

Polecamy lekturę książki Dennisa Meadowsa: „Granice wzrostu”. Wydawnictwu Klubu Rzymskiego dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji.

Wstęp

„Nie chciałbym, aby moje słowa zabrzmiały zbyt dramatycznie, ale na podstawie danych, do których mam dostęp jako sekretarz generalny, mogę wysnuć tylko jeden wniosek, a mianowicie, że członkom Narodów Zjednoczonych pozostało może dziesięć lat na uregulowanie zastarzałych waśni i podjęcie wspólnej, ogólnoświatowej inicjatywy w celu zahamowania wyścigu zbrojeń, poprawy warunków środowiskowych człowieka, zlikwidowania groźby eksplozji demograficznej oraz nadania należytego rozmachu wysiłkom w dziedzinie rozwoju. Jeżeli w ciągu najbliższego dziesięciolecia nie zorganizuje się takiego współdziałania na skalę światową, to obawiam się, że wspomniane przeze mnie problemy osiągną tak zatrważające rozmiary, że ich opanowanie nie będzie już w naszej mocy”.

U Thant, 1969

Problemy, które porusza U Thant — wyścig zbrojeń, degradacja środowiska, eksplozja demograficzna i zastój gospodarczy — są często wymieniane jako centralne, długofalowe problemy stojące przed współczesnym człowiekiem. Wielu z nas wierzy, że przyszłe losy ludzkiej społeczności, a może nawet jej przetrwanie, zależą od szybkości i skuteczności reakcji świata na te sprawy. Tymczasem jednak drobny zaledwie ułamek ludności świata interesuje się czynnie poznaniem tych problemów lub szukaniem ich rozwiązań. Nasze wnioski są następujące:

1. Jeżeli obecne trendy rozwojowe w zakresie zaludnienia, uprzemysłowienia, zanieczyszczenia środowiska, produkcji żywności i wyczerpywania się zasobów naturalnych nie ulegną zmianie, to w którymś momencie przed upływem stu lat osiągniemy na naszej planecie granice wzrostu.

Najprawdopodobniejszym wynikiem tego będzie dość nagły i nie dający się opanować spadek liczby ludności oraz zdolności produkcyjnej przemysłu.

2. Można zmienić te światowe trendy rozwojowe i ustanowić warunki ekologicznej i ekonomicznej stabilizacji, która by się dała utrzymać przez długi czas. Stan równowagi światowej można by zaplanować w ten sposób, żeby podstawowe potrzeby materialne każdego człowieka na ziemi były zaspokojone i żeby każdy z nich miał jednakowe szanse wykorzystania swoich osobistych możliwości.

3. Jeżeli ludzie zdecydują się raczej dążyć do tego drugiego celu niż pierwszego, to im szybciej zaczną pracować dla osiągnięcia go, tym większe będą szanse powodzenia. Wnioski te są tak daleko idące i wysuwają tyle problemów do dalszych badań, że jesteśmy, szczerze mówiąc, oszołomieni ogromem pracy, która musi być wykonana. Mamy nadzieję, że książka ta pobudzi innych ludzi, w różnych dziedzinach wiedzy i różnych krajach świata, do rozszerzenia przestrzennych i czasowych horyzontów swych zainteresowań i włączenia się do naszych prób poznania i przygotowania okresu wielkiej przemiany — przejścia od wzrostu do światowej równowagi.

Celowe ograniczenia wzrostu

Nie jesteśmy bynajmniej pierwszymi, którzy w ciągu pisanej historii ludzkości proponowali wprowadzenie jakiegoś stanu społeczeństwa pozbawionego wzrostu. Wielu filozofów, ekonomistów i biologów rozpatrywało już taki stan i nadawało mu różne nazwy o wielu różnych znaczeniach.

Jeżeli chodzi o nas, to po wielu dyskusjach postanowiliśmy przedstawiony na rys. 62 i 63 stan, w którym liczba ludności i kapitał są stałe, określić mianem „równowagi”. Równowaga oznacza, że przeciwstawione sobie siły wzajemnie się równoważą, że są sobie równe. W przypadku naszego dynamicznego modelu świata takimi siłami są z jednej strony te, które powodują wzrost liczby ludności i zasobów kapitału (pożądane duże rozmiary rodziny, mała skuteczność regulacji urodzeń, wysoka stopa inwestycji), a z drugiej te, które powodują obniżenie się liczby ludności i zasobu kapitału (brak żywności, zanieczyszczenie środowiska, wysoka stopa zużycia lub starzenie się kapitału). Słowo „kapitał” należy tu rozumieć jako łączny kapitał przemysłowy, rolny i usługowy. A więc najhardziej podstawową definicję stanu równowagi światowej można tak .sformułować: liczba ludności i kapitał są w zasadzie stałe, a siły, które mogłyby je zwiększyć lub zmniejszyć, znajdują się w starannie kontrolowanej równowadze.

Definicja ta jest szeroka i pozwala na wiele wariantów. Stwierdziliśmy w niej tylko, że zasoby kapitału i liczba ludności pozostają stałe, ale — teoretycznie biorąc — mogłyby zachowywać stałą wartość na wysokim albo na niskim poziomie, albo jedno na wysokim, a drugie na niskim poziomie. Wodę w zbiorniku można utrzymywać na określonym poziomie przy szybkim albo bardzo nawet nieznacznym jej przepływie przez ów zbiornik. Jeżeli przepływ jest szybki, przeciętna kropla wody spędzi w nim mniej czasu niż w przypadku powolnego przepływu. Podobnie stałą liczbę ludności dowolnych rozmiarów można osiągnąć zarówno przy wysokich jednakowych współczynnikach urodzeń i zgonów (krótki średni czas życia), jak przy niskich jednakowych współczynnikach urodzeń i zgonów (długi średni czas życia). Zasoby kapitału można utrzymywać na stałym poziomie przy wysokich stopach inwestycji i zużycia albo przy niskich. Dowolna kombinacja tych możliwości mieści się w naszej podstawowej definicji równowagi światowej.

Jakimi kryteriami można się posłużyć przy dokonywaniu wyboru pomiędzy wielu możliwymi wersjami stanu równowagi? Dynamiczne interakcje w systemie świata sugerują, że pierwsza decyzja, jakiej musimy dokonać, dotyczy czasu. Jak długo ma trwać stan równowagi? Jeżeli społeczeństwu zależy tylko na okresie 6 miesięcy czy roku, to sądząc z modelu świata można by przez taki okres utrzymać niemal każdy poziom liczby ludności i kapitału. Jeżeli się horyzonty czasowe rozszerzy do dwudziestu czy pięćdziesięciu lat, to możliwości te zmniejszą się znacznie, ponieważ stopy zmian i poziomy zmiennych trzeba wzajemnie dopasowywać, aby stanowiły gwarancję, iż ilość rozporządzanych zasobów naturalnych nie będzie w ciągu tego okresu wpływać ograniczająco na stopę inwestycji kapitałowych ani że zanieczyszczenie środowiska lub brak żywności nie wpłyną w jakiś (nie dający się opanować) sposób na stopę zgonów.

Im dłużej społeczeństwo pragnie utrzymać stan równowagi, tym niższe muszą być te stopy zmian i poziomy imiennych.

Oczywiście w pobliżu granicy nie da się utrzymać na stałe żadnego poziomu liczby ludności czy kapitału, ale ta granica jest bardzo odległa w czasie, jeżeli się rozsądnie gospodaruje zasobami naturalnymi, a przy planowaniu stosuje dostatecznie długi horyzont czasowy. Za taki rozsądny horyzont czasu przyjmijmy przeciętne dalsze trwanie życia dziecka, które jutro przyjdzie na świat — a więc 70 lat, jeżeli będzie ono miało dostateczne wyżywienie i opiekę lekarską. Ludzie poświęcają wiele czasu i energii na wychowanie swych dzieci, więc za minimum swoich dążeń mogliby uznać pozostawienie im społeczeństwa w stanie dającym się utrzymać przez cały czas trwania ich życia.

Jeżeli horyzont czasowy społeczeństwa wynosi aż 70 lat, dopuszczalne poziomy zaludnienia i kapitału mogą się wprawdzie niewiele różnić od dzisiaj istniejących (jak to wynika z przebiegu modelu równowagi na rys. 63, który przedstawia, oczywiście, jedną z wielu możliwości), ale za to stopy zmian będą się dość znacznie różniły od dzisiejszych. Każde społeczeństwo wolałoby niewątpliwie, aby współczynnik zgonów był raczej niski niż wysoki, gdyż, jak się wydaje, długie życie w zdrowiu jest powszechnym ludzkim pragnieniem. Aby więc zachować równowagę przy długim przeciętnym trwaniu życia, współczynnik urodzeń musi być również niski. Byłoby najlepiej, gdyby stopy inwestycji i zużycia kapitału były również niskie, ponieważ im są niższe, tym mniejsze jest wyczerpywanie się zasobów naturalnych i zanieczyszczenie środowiska. Sprowadzenie zużycia zasobów i zanieczyszczenia do minimum może służyć albo podniesieniu maksymalnych poziomów liczby ludności i kapitału, albo wydłużeniu okresu, przez jaki da się utrzymać stan równowagi — zależnie od tego, który z tych celów będzie odpowiadał społeczeństwu jako całości.

Obranie dość długiego horyzontu czasowego na trwanie stanu równowagi oraz przyjęcie za cel długiego przeciętnego trwania życia człowieka doprowadziło nas do następującego zestawu minimalnych wymagań, jakie musi spełniać stan równowagi światowej:

1. Kapitał trwały i liczba ludności są stałe. Współczynnik urodzeń równa się współczynnikowi zgonów, a stopa inwestycji — stopie zużycia kapitału.

2. Wszystkie „wejściowe” i „wyjściowe” stopy (współczynniki) — urodzeń, zgonów, inwestycji i zużycia kapitału utrzymywane są na poziomie min.

3. Poziomy kapitału i liczby ludności oraz ich wzajemny ­stosunek są ustalane zgodnie z systemem wartościowania obowiązującym w społeczeństwie. Mogą one być świadomie rewidowane i stopniowo dopasowywane, w miarę jak postęp techniczny stwarza nowe możliwości wyboru.

Zdefiniowana w ten sposób równowaga nie oznacza stagnacji. W granicach zakreślonych przez dwie pierwsze dyrektywy, korporacje przemysłowe mogą się rozwijać lub upadać, lokalne społeczności mogą wzrastać lub maleć, a podział dochodu może być mniej lub więcej równomierny. Postęp techniczny może pozwolić na pewien powolny wzrost usług przy stałych zasobach kapitału. W granicach zakreślonych przez trzecią dyrektywę każdy kraj może zmienić średni poziom, życia zmieniając u siebie stosunek pomiędzy liczbą ludności a kapitałem. Co więcej, społeczeństwo może się dostosowywać do zmieniających się warunków wewnętrznych czy zewnętrznych podnosząc lub obniżając liczbę ludności czy zasoby kapitału — albo oba — w sposób powolny i kontrolowany, mając przy tym na oku wyraźnie określony cel. Trzy powyższe punkty określają równowagę dynamiczną, która nie musi „zamrozić’’ świata w takiej krechach ludnościowo-kapitałowej, jaka istnieje akurat w tej chwili — i prawdopodobnie do tego nie doprowadzi. Przyjęcie powyższych trzech twierdzeń ma przenieść społeczeństwu swobodę, a nie skrępować je kaftanem bezpieczeństwa.

Jak będzie wyglądało życie w takim stanie równowagi? Czy postęp zostanie zdławiony? Czy społeczeństwo pozostanie uwięzione w kręgu nierówności i niesprawiedliwości, jakie obserwujemy w dzisiejszym świecie? Rozważania nad tymi pytaniami musimy prowadzić opierając się na modelach intuicyjnych, ponieważ nie ma formalnego modelu stosunków społecznych w stanie równowagi. Nikt nie potrafi przewidzieć, jaki rodzaj instytucji mogłaby ludzkość wykształcić w tych nowych warunkach.

Nie ma oczywiście gwarancji, że nowe społeczeństwo będzie znacznie lepsze ani nawet bardzo różne od dziś istniejącego. Wydaje się jednak możliwe, że społeczeństwu, uwolnionemu od borykania się z wieloma trudnościami związanymi ze wzrostem, pozostanie więcej energii i pomysłowości na rozwiązywanie innych problemów.

W rzeczy samej — jak to niżej zilustrujemy — uważamy, że rozwój społeczeństwa, które popiera nowatorstwo i postęp techniczny, które się opiera na równości i sprawiedliwości, może ze znacznie większym prawdopodobieństwem następować w stanie równowagi światowej niż w warunkach wzrostu, w jakich dziś żyjemy.

Wzrost w stanie równowagi

W 1857 r. John Stuart Mili napisał: „Chyba nie ma potrzeby podkreślać, że zastojowy stan kapitału i ludności nie zakłada zastojowego stanu wszelkich udoskonaleń. Byłoby równie wiele pola jak zawsze dla rozwijania kultury umysłowej ora^ moralnego i społecznego postępu, również wiele miejsca dla ulepszenia sztuki życia oraz znacznie więcej prawdopodobieństwa jej udoskonalenia”. Liczba ludności i kapitał są jedynymi wielkościami, które muszą być stałe w stanie równowagi. Każda ludzka działalność, która nie wymaga dużego zużycia nie dających się zastąpić zasobów naturalnych ani nie powoduje poważnego zniszczenia środowiska, może się rozwijać nieograniczenie. Szczególnie mogłyby rozkwitać te rodzaje działalności, które wielu ludzi zalicza do najbardziej pożądanych i dających najwięcej zadowolenia, jak wykształcenie, sztuka, muzyka, religia, podstawowe badania naukowe, sporty i życie towarzyskie. Wszystkie wymienione wyżej rodzaje działalności w bardzo wysokim stopniu zależą od dwu czynników. Po pierwsze, zależą one od istnienia pewnej nadwyżki produkcji, która by pozosta­wała po zaspokojeniu podstawowych potrzeb człowieka w zakresie wyżywienia i mieszkania. Po drugie — wymagają wolnego czasu. W każdym stanie równowagi względne poziomy kapitału i liczby ludności można tak dobrać, aby zapewnić zaspokojenie materialnych potrzeb ludzkich na każdym żądanym poziomie. Ponieważ rozmiary produkcji materialnej byłyby w zasadzie stałe, każde ulepszenie metod produkcyjnych dałoby w wyniku większą ilość wolnego czasu, który można by poświęcić na dowolną spośród powyżej wymienionych działalności, wymagających zresztą stosunkowo mało surowców i wywołujących stosunkowo niewielkie zanieczyszczenie środowiska. W taki więc sposób można by uniknąć niefortunnej sytuacji, opisanej przez Bertranda Russella: „Przypuśćmy, że w danej chwili pewna liczba ludzi zajęta jest produkcją szpilek; ludzie ci wyrabiają wszystkie szpilki, jakich świat potrzebuje, pracując — powiedzmy — osiem godzin dziennie. Ktoś robi wynalazek, dzięki któremu ta sama liczba ludzi może teraz wyrabiać dwa razy więcej szpilek niż dotychczas. Ale świat nie potrzebuje większej ilości szpilek: szpilki są już tak tanie, że jeśli jeszcze zniżyć ich cenę — zbyt ich nie powiększy się prawie wcale. W świecie racjonalnym każdy zatrudniony w produkcji szpilek zacząłby pracować cztery godziny zamiast ośmiu, a wszystko inne pozostałoby po staremu. Ale w świecie rzeczywistym uznano by to za demoralizację; wszyscy pracują dalej po osiem godzin, szpilek jest za dużo, część przedsiębiorców bankrutuje i połowa ludzi, zatrudnionych w produkcji szpilek, zostaje bez pracy. W ostatecznym rezultacie powstaje tyleż zaoszczędzonego wolnego czasu, ile dawałby plan rozsądny, ale przy tym połowa ludzi nie robi nic, gdy druga połowa przepracowuje się w dalszym ciągu. W ten sposób stwarza się gwarancję, że nieunikniony w każdym wypadku przyrost wolnego czasu będzie źródłem powszechnych cierpień, zamiast być źródłem powszechnego zadowolenia. Czy można wyobrazić sobie większy obłęd?”. Ale czy postęp techniczny, który pozwala na wydajniejszą produkcję szpilek czy czegokolwiek innego, będzie możliwy w świecie, w którym wszystkie podstawowe potrzeby materialne są zaspokojone, a dodatkowa produkcja jest niedozwolona?

Czy tylko ciężkie warunki i perspektywa korzyści materialnych zdolne są popchnąć człowieka do wynalazczości w zakresie lepszych metod produkcji? Dowody historyczne świadczyłyby o tym, że bardzo niewiele kluczowych odkryć dokonanych zostało przez ludzi, którzy musieli całą swoją energię poświęcić na pokonywanie bezpośrednich trudności w walce o byt.

Energia atomowa została odkryta w laboratoriach prowadzących podstawowe badania naukowe przez ludzi, którzy nic nie wiedzieli o groźbie wyczerpania się paliw kopalnych. Pierwsze doświadczenia z zakresu genetyki, które w sto lat później doprowadziły do płodów rolnych o wysokiej wydajności, przeprowadzane były w ciszy europejskiego klasztoru. Pilne potrzeby ludzkie mogły wymusić zastosowanie tych podstawowych odkryć do praktycznych zagadnień, ale tylko wolność od niedostatku pozwoliła wytworzyć wiedzę potrzebną do tych praktycznych zastosowań. W stanie równowagi postęp techniczny będzie zarówno potrzebny, jak i pożądany. A oto kilka oczywistych przykładów tych rodzajów praktycznych odkryć, które mogą usprawnić funkcjonowanie społeczeństwa w stanie równowagi: nowe metody gromadzenia odpadów, pozwalające zmniejszyć zanieczyszczenie środowiska i regenerować odrzucony materiał; skuteczniejsze metody regeneracji, pozwalające zmniejszyć tempo wyczerpywania się zasobów naturalnych; lepsze projektowanie wyrobów, które by zwiększyło ich trwałość i pozwalało na łatwą naprawę, co z kolei sprowadziłoby stopę zużycia kapitału trwałego do minimum; ujarzmienie padającej energii słonecznej, tego najbardziej wolnego od zanieczyszczeń źródła mocy; nowe metody biologicznego zwalczania szkodników, oparte na pełniejszym poznaniu zależności ekologicznych; postępy w dziedzinie medycyny, pozwalające obniżyć współczynnik zgonów; postęp w zakresie środków antykoncepcyjnych, który by ułatwił zrównanie współczynników urodzeń i zgonów. Jeżeli chodzi o bodziec, który by mógł zachęcić ludzi do dokonania takiego postępu technicznego, to czyż można sobie wyobrazić lepszą zachętę niż świadomość, że nowa myśl przyczyni się w widoczny sposób do poprawy jakości życia? Długa lista nowych wynalazków, jakich ludzkość dokonała na przestrzeni historii, dała w wyniku ciasnotę, zniszczenie środowiska naturalnego i pogłębienie się społecznych nierówności, ponieważ większa wydajność została zrównoważona przez wzrost ludności i kapitału. Ale nie ma powodu, aby wyższej wydajności nie można było obrócić na podniesienie stopy życiowej, zwiększenie ilości wolnego czasu, stworzenie przyjemniejszego otoczenia dla każdego, jeżeli tylko te cele — a nie sam wzrost jako taki — zostaną uznane za podstawową wartość społeczną.

Równość w stanie równowagi

Jednym z najbardziej powszechnie przyjętych w naszym dzisiejszym społeczeństwie mitów jest obietnica równości pomiędzy ludźmi, do której ma doprowadzić kontynuowanie naszego obecnego schematu wzrostu. Wykazaliśmy już w różnych częściach tej książki, że schemat wzrostu liczby ludności i kapitału zwiększa jeszcze przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi — i to w skali światowej — i że ostatecznym rezultatem dalszych prób wzrostu według dotychczasowego schematu będzie katastrofalne załamanie.

Największą z możliwych przeszkód dla równomierniejszego podziału zasobów świata jest wzrost liczby ludności. Powszechnie obserwuje się godny ubolewania, lecz zrozumiały fakt, że w miarę zwiększania się liczby ludzi, pomiędzy których trzeba rozdzielić określoną ilość zasobów, „równomierność’, podziału się zmniejsza.

Równy podział staje się równoznaczny ze społecznym samobójstwem, jeżeli średnia ilość przypadająca na osobę nie wystarcza na utrzymanie życia. Prowadzone przez FAO badania rozdziału żywności rzeczywiście dostarczyły dowodów na potwierdzenie tej ogólnej obserwacji.

„Analiza krzywych podziału wykazuje, że kiedy zaopatrzenie w żywność jakiejś grupy się zmniejsza, nierówność w spożyciu żywności się zaostrza, a liczba niedożywionych rodzin wzrasta szybciej niż proporcjonalnie w stosunku do odchylenia od średniej. Ponadto deficyt w spożyciu żywności powiększa się wraz z rozmiarami gospodarstw domowych, tak że w dużych rodzinach, a szczególnie wśród ich dzieci, występuje największe statystyczne prawdopodobieństwo niedożywienia”.

W stanie długookresowej równowagi względne poziomy liczby ludności i kapitału oraz ich stosunki do stałych czynników ograniczających, takich jak grunty uprawne, słodka woda i zasoby mineralne, musiałyby być w taki sposób ustalone, żeby żywności i dóbr materialnych wystarczyło dla wszystkich co najmniej na poziomie absolutnego minimum egzystencji., Usunęłoby się w ten sposób jedną barierę na drodze równego podziału. Co więcej, druga skuteczna przeszkoda na drodze do równości — obietnica dobrodziejstw wzrostu — nie dałaby się już utrzymać, jak na to zwrócił uwagę dr Herman E. Dały: „Z wielu względów ważnym problemem stanu stacjonarnego będzie podział, a nie produkcja. Nie będzie już można uniknąć problemu względnych udziałów w bogactwie. Nie pomogą tu nawoływania do wzrostu. Odpadnie argument, że każdy powinien być zadowolony, jeżeli jego absolutny udział w bogactwie wzrasta, bez względu na to, jaki jest jego udział względny… Stan stacjonarny będzie stawiał mniejsze wymagania naszym zasobom środowiskowym, ale za to znacznie większe — naszym kwalifikacjom moralnym«”.

Nie ma oczywiście żadnej pewności czy ,,kwalifikacje moralne” ludzkości wystarczą, by rozwiązać problem podziału dochodu, nawet przy stanie równowagi. Ale jest jeszcze mniej pewności, czy takie problemy społeczne zostaną rozwiązane w naszym obecnym stanie wzrostu, który wystawia na zbyt wielką próbę zarówno moralne, jak materialne rezerwy ludzkości.

Obraz stanu równowagi, który tu nakreśliliśmy, jest z pewnością wyidealizowany. Może się on okazać niemożliwy do zrealizowania w opisanej tu formie, a forma ta może nie być po myśli większości ludzi na ziemi. Jedynym celem opisywania jej było podkreślenie, że równowaga światowa nie musi oznaczać końca postępu czy rozwoju ludzkiego. Możliwości w obrębie takiej równowagi są niemal nieograniczone.

Stan równowagi nie będzie wolny od napięć, bo żadne społeczeństwo nie może być od nich wolne. Równowaga będzie wymagała poświęcenia pewnych ludzkich swobód — takich jak posiadanie nieograniczonej liczby dzieci albo zużywanie nieograniczonej ilości zasobów naturalnych — na rzecz innych swobód, takich jak uwolnienie się od zanieczyszczenia środowiska i ciasnoty oraz od groźby załamania się systemu światowego. Możliwe, że powstaną także nowe wolności — powszechne i nieograniczone wykształcenie, czas wolny na twórczość i wynalazczość i, co najważniejsze, wolność od głodu i nędzy, którą się dziś cieszy tak mały ułamek ludzkości.

Przejście od wzrostu do równowagi światowej

Na obecnym etapie możemy bardzo niewiele powiedzieć na temat praktycznych, z dnia na dzień podejmowanych kroków, które by nas doprowadziły do pożądanego, trwałego stanu równowagi światowej. Ani nasz model świata, ani nasze własne koncepcje nie zostały dość szczegółowo rozwinięte, abyśmy rozumieli wszystkie implikacje przejścia od wzrostu do równowagi. Zanim jakakolwiek część ludzkiej społeczności zdecyduje się świadomie na takie przejście, potrzeba będzie jeszcze wielu dyskusji, wielu wyczerpujących analiz i wielu nowych koncepcji wniesionych przez wielu rozmaitych ludzi. Jeżeli pobudziliśmy czytelników tej książki do zastanowienia się nad tym, jak by można takiego przejścia dokonać, to już osiągnęliśmy nasz bezpośredni cel.

Bez wątpienia trzeba mieć znacznie więcej informacji, aby dokonać przejścia do równowagi światowej. Przy „przesiewaniu” danych światowych i włączaniu ich do uporządkowanego modelu zdaliśmy sobie sprawę z tego, że potrzeba nam większej ilości faktów: to znaczy wielkości, które byłyby naukowo mierzalne, ale które nie zostały dotychczas zmierzone. Najbardziej rażące braki w naszej obecnej wiedzy występują w „zanieczyszczonym” sektorze modelu. Ile czasu potrzeba danej substancji zanieczyszczającej na przejście od punktu, w którym została wydzielona do środowiska do punktu wejścia do ciała ludzkiego? Czy czas potrzebny na przetworzenie jakiejś substancji zanieczyszczającej w formę nieszkodliwą zależy od jej ilości? Czy kilka substancji zanieczyszczających działających równocześnie wywiera efekt synergetyczny na zdrowie człowieka? Jaki jest długookresowy wpływ małych dawek tych substancji na człowieka i inne organizmy? Potrzeba również więcej informacji na temat szybkości erozji gleby i niszczenia gruntów ornych na skutek nowoczesnych intensywnych metod uprawy roli.

Patrząc z naszego „stanowiska obserwacyjnego” jako analitycy systemów zalecalibyśmy, oczywiście, aby poszukiwanie faktów nie było chaotyczne, lecz by było podporządkowane przede wszystkim ustaleniu struktury systemu. Zachowanie się wszystkich skomplikowanych systemów społecznych jest określone przede wszystkim przez sieć fizycznych, biologicznych, psychologicznych i gospodarczych zależności, wiążących w całość każdą ludzką społeczność, jej naturalne środowisko i jej działalność ekonomiczną. Dopóki nie zbada się gruntownie struktury naszych systemów społeczno-ekonomicznych, dopóty nie będzie można skutecznie nimi kierować — tak samo jak nie można samochodu utrzymać w sprawnym działaniu, jeżeli się nie zna wzajemnych oddziaływań licznych jego części. Badania struktury systemów mogą wykazać, że wprowadzenie do systemu jakiegoś prostego stabilizującego mechanizmu sprzężenia zwrotnego może rozwiązać wiele problemów. Wysuwano już interesujące sugestie tego rodzaju — na przykład żeby do ceny produktu włączać całkowity koszt zanieczyszczenia środowiska i wyczerpania zasobów naturalnych albo żeby każdy użytkownik wody rzecznej miał obowiązek umieszczania swej rury pobierającej wodę w dole rzeki w stosunku do swej rury odpływowej.

Ostatnie, najbardziej nieuchwytne, ale najważniejsze informacje, jakich potrzebujemy, dotyczą ludzkich systemów wartościowania.

Z chwilą gdy społeczeństwo stwierdzi, że nie może zapewnić każdemu maksimum wszystkich dóbr, musi zacząć dokonywać wyboru. Czy powinno być więcej ludzi, czy więcej bogactwa; więcej przyrody w stanie dzikim czy więcej samochodów; więcej żywności dla biednych czy usług dla bogatych?

Znalezienie społecznych odpowiedzi na tego rodzaju pytania i przełożenie tych odpowiedzi na konkretne działania stanowi istotę polityki. A jednak niewielu ludzi w jakimkolwiek społeczeństwie zdaje sobie chociażby sprawę, że takich wyborów się dokonuje codziennie, a jeszcze mniej zadaje sobie pytanie, na co padłby ich własny wybór. Społeczeństwo stanu równowagi będzie stawało przed wywołanymi skończonością ziemi koniecznościami wyboru i będzie musiało rozważać podejmowane decyzje nie tylko pod kątem obecnie przyjętych wartości, lecz pod kątem interesów przyszłych pokoleń. Do tego celu społeczeństwo będzie potrzebowało lepszych niż dziś istniejące metod realistycznej oceny osiągalnych alternatyw, ustalania celów społecznych oraz realizowania alternatyw, które są najbardziej zgodne z tymi celami. Wreszcie — co najważniejsze ze wszystkiego — będzie potrzebowało sprecyzowania długookresowych celów i podporządkowywania im celów bliższych.

Chociaż podkreślamy potrzebę dalszych badań i dyskusji tych trudnych zagadnień, kończymy tę wypowiedź nawoływaniem do pośpiechu. Ufamy, że wyczerpujące badania i dyskusje będą się rozwijać równolegle z postępującym naprzód programem działania. Szczegóły takiego działania nie są jeszcze dokładnie sprecyzowane, ale ogólny jego kierunek jest oczywisty. Nasza dotychczasowa wiedza pozwala nam już na analizę wielu proponowanych metod działania z punktu widzenia ich tendencji do pobudzania czy też ograniczania wzrostu. Wiele krajów przyjęło już lub rozważa przyjęcie programów stabilizacji liczby swej ludności. Niektóre ograniczone rejony próbują również zmniejszyć stopę swego wzrostu gospodarczego. Wysiłki te są na razie jeszcze nieznaczne, ale można by je bardzo szybko spotęgować, gdyby jakiś poważniejszy odłam ludzkiej społeczności uznał osiągnięcie równowagi za cel ważny i pożądany. Wielokrotnie podkreślaliśmy znaczenie naturalnych opóźnień w światowym systemie ludność—kapitał. Te opóźnienia spowodowałyby na przykład, że gdyby współczynnik urodzeń w Meksyku obniżał się stopniowo w stosunku do swej obecnej wartości i w r. 2000 osiągnął dokładnie wartość, przy której się społeczeństwo tylko odnawia, to liczba ludności wzrastałaby dalej aż do r. 2060. I w ciągu tego okresu ludność Meksyku powiększyłaby się z 50 milionów do 130 milionów. Gdyby ludność Stanów Zjednoczonych miała od dzisiaj po dwoje dzieci na rodzinę i gdyby nie było imigracji netto, liczba ludności wzrastałaby aż do 2037 r. i zwiększyłaby się z 200 milionów do 266 milionów. Gdyby na całym świecie rozmiary rodziny doszły do r. 2000 do takiej wielkości, która zapewnia tylko reprodukcję (liczba ludności wynosiłaby wówczas 5,8 mld), to opóźnienia wywołane przez strukturę wieku sprawiłyby, że ostateczne zatrzymanie się wzrostu demograficznego nastąpiłoby na poziomie 8,2 mld (przy założeniu — bardzo mało prawdopodobnym według wyników naszego modelu — że współczynnik zgonów nie podniesie się do tego czasu).

Niepodjęcie żadnej akcji w celu rozwiązania tych problemów daje efekt równoznaczny z podjęciem energicznego działania. Każdy dzień postępującego wykładniczego wzrostu przybliża świat do ostatecznych granic tego wzrostu. Decyzja niepodejmowania żadnej akcji równa się decyzji zwiększenia ryzyka załamania. Nie potrafimy określić z całą pewnością, jak długo jeszcze ludzkość może odkładać podjęcie świadomej regulacji swego wzrostu, zanim taka możliwość całkowicie wymknie się jej z rąk. Na podstawie naszego obecnego stanu wiedzy o fizycznych ograniczeniach naszej planety podejrzewamy, że faza wzrostu nie będzie mogła trwać przez następne stulecie. I znowu, jeżeli społeczność świata będzie czekać aż do chwili, kiedy te ograniczenia staną się jawne i oczywiste, to ze względu na opóźnienia w systemie okaże się, że czekała zbyt długo.

O ile więc istnieją powody do głębokiej troski, to istnieją również podstawy dla nadziei. Świadome ograniczanie wzrostu będzie trudne, ale nie niemożliwe. Droga postępowania jest oczywista i konieczne kroki, chociaż nowe dla ludzkiej społeczności, znajdują się całkowicie w zasięgu jej możliwości.

Człowiek ma do swej dyspozycji, na krótką chwilę w swojej histo­­rii, najpotężniejszą kombinację wiedzy, narzędzi i bogactw naturalnych, jaką świat kiedykolwiek oglądał. Posiada wszystko, co jest fizycznie potrzebne do stworzenia nowej formy społeczeństwa ludzkiego — takiej, którą się zbuduje, by trwała przez pokolenia.

Brakuje mu jeszcze dwóch elementów: realistycznego, dalekowzrocznego celu, który by mógł przyświecać ludzkości na drodze ku społeczeństwu równowagi oraz woli osiągnięcia tego celu. Bez takiego celu, bez zdecydowanej woli jego osiągnięcia, wzgląd na chwilowe interesy będzie pobudzał wykładniczy wzrost, który z kolei będzie popychał system świata ku krańcom wyznaczonym przez ziemię i ku ostatecznemu załamaniu. Natomiast gdyby ludzkość miała taki cel i wolę jego osiągnięcia, byłoby ją obecnie stać na rozpoczęcie regulowanego, uporządkowanego przejścia od wzrostu do stanu równowagi światowej.

(…) 

Chociaż możemy tu tylko wyrazić nasze wstępne opinie, świadomi tego, że wymagają one jeszcze wielu rozważań i uporządkowania, jesteśmy zgodni co do następujących punktów:

1. Jesteśmy przekonani, że uświadomienie sobie ilościowych Ograniczeń środowiska światowego i tragicznych konsekwencji przekroczenia tych granic ma istotne znaczenie dla zainicjowania nowego sposobu myślenia, który doprowadzi do zasadniczej rewizji ludzkich form zachowania się, a w konsekwencji — również i dętej struktury dzisiejszego społeczeństwa. Dopieró teraz, kiedy człowiek zaczął po trosze pojmować wzajemne oddziaływania między Wzrostem «demograficznym a gospodarczym i kiedy doszedł do nie osiąganych nigdy przedtem poziomów w obydwu, zmuszony został do wzięcia w rachubę ograniczonych rozmiarów swej planety i pułapów swojej na niej liczebności i działalności. Po raz pierwszy wniknięcie w sprawę kosztów nieograniczonego wzrostu materialnego i rozważenie alternatyw jego kontynuowania nabrały istotnej wagi.

2. Jesteśmy również przekonani, że presja demograficzna na świecie osiągnęła już tak wysoki poziom, a ponadto jej rozkład jest tak nierównomierny, że sama ona powinna zmusić ludzkość do dążenia do stanu równowagi na naszej planecie.

Ciągle jeszcze istnieją obszary niedostatecznie zaludnione. Ale świat jako całość zbliżył się już do krytycznego punktu wzrostu demograficznego albo już go osiągnął. Nie ma oczywiście jakiegoś jednego optymalnego poziomu liczby ludności, który by się dał utrzymać na dłuższą metę; istnieje raczej szereg stanów równowagi pomiędzy poziomami zaludnienia, warunkami społecznymi i materialnymi, osobistą wolnością i innymi elementami, od których zależy jakość życia. Przy założeniu skończonego i zmniejszającego się zapasu nieodnawialnych zasobów naturalnych i skończonych rozmiarów naszego globu musimy przyjąć generalną zasadę, że rosnąca liczba ludzi po­ciągnie z czasem za sobą obniżenie poziomu życia i jeszcze bardziej złożoną problematykę. Z drugiej zaś strony, wyrównanie tempa wzrostu demograficznego nie zagrozi żadnej z podstawowych cenionych przez człowieka wartości.

3. Zdajemy sobie sprawę z tego, że równowaga światowa może się urzeczywistnić tylko wtedy, gdy położenie tak zwanych krajów rozwijających się ulegnie zasadniczej poprawie, zarówno w sensie absolutnym, jak i w porównaniu z krajami rozwiniętymi gospodarczo — i twierdzimy stanowczo, że taką poprawę można osiągnąć tylko przez ogólnoświatową strategię. Bez ogólnoświatowego wysiłku, niebezpieczne już dzisiaj różnice poziomów i nierówności będą się nadal powiększały. Rezultatem tego może być tylko katastrofa — wywołana albo przez samolubstwo niektórych krajów, działających ciągle w swoim wyłącznie interesie, albo przez konflikt pomiędzy rozwijającymi się a rozwiniętymi krajami. System światowy nie jest po prostu ani dość obszerny, ani dość zasobny, aby dłużej tolerować tak egocentryczne i grożące konfliktami zachowanie swoich mieszkańców. A im bliżej się znajdziemy granic materialnych możliwości naszej planety, tym trudniej nam będzie się uporać z tym zagadnieniem.

4. Stwierdzamy, że światowy problem rozwoju jest jednakże tak ściśle powiązany z innymi ogólnoświatowymi problemami, że trzeba obmyślić wszechstronną strategię rozwiązywania wszystkich większych problemów równocześnie, obejmującą szczególnie te, które się odnoszą do stosunku człowieka do jego naturalnego środowiska. Ponieważ okres podwajania się liczby ludności świata wynosi niewiele ponad 30 lat i dalej się zmniejsza, społeczeństwo stanie przed niełatwym zadaniem sprostania potrzebom i oczekiwaniom tak znacznie większej ilości ludzi, w tak krótkim czasie. Będziemy prawdopodobnie usiłowali zaspokoić te żądania w drodze nadmiernej eksploatacji naszego naturalnego środowiska i dalszego obniżania zdolności ziemi do podtrzymywania życia. A więc po obu stronach równania „człowiek—środowisko” sytuacja będzie miała tendencję do niebezpiecznego pogarszania się. Nie możemy liczyć na to, że same tylko rozwiązania tech­nologiczne wydobędą nas z tego błędnego koła. Trzeba obmyślić łączną strategię postępowania w zakresie obu kluczowych zagadnień: rozwoju i środowiska.

5. Zdajemy sobie sprawę z tego, że złożona problematyka światowa składa się w dużej mierze z elementów, których nie można wyrazić za pomocą wielkości mierzalnych. Sądzimy jednak, że zastosowana w tym raporcie metoda, w przeważającym stopniu ilościowa, jest narzędziem nieodzownym do zrozumienia tej problematyki. I ufamy, że ta wiedza może się przyczynić do zgłębienia składających się na tę problematykę elementów. Chociaż wszystkie poważne problemy światowe są ze sobą powiązane w sposób istotny, nie znaleziono jeszcze metody skutecznego rozwiązywania całości. Zastosowane przez nas podejście może być niezmiernie pomocne w przekształceniu naszego sposobu myślenia o całej krytycznej sytuacji ludzkości. Pozwala nam ono określić stany równowagi, które muszą panować w obrębie ludzkiej społeczności i pomiędzy tą społecznością a jej środowiskiem naturalnym oraz dostrzec następstwa, jakie może za sobą pociągnąć zaburzenie owych stanów równowagi.

6. Jesteśmy wszyscy jednomyślnie zdania, że szybka i radykalna poprawa obecnej niezrównoważonej i niebezpiecznie się pogarszającej sytuacji światowej jest naczelnym zadaniem stojącym przed ludzkością. Jednakże nasza obecna sytuacja jest tak skomplikowana i stanowi odzwierciedlenie tak różnorodnych działań ludzkich, że żadna kombinacja czysto technicznych, gospodarczych czy prawnych metod i środków nie może tu przynieść istotnej poprawy. Potrzebne tu jest zupełnie nowe podejście, które by skierowało społeczeństwo ku nowym celom — równowagi raczej niż wzrostu. Taka organizacja będzie wymagała największego wysiłku rozumu i wyobraźni oraz politycznej i moralnej odwagi. Jesteśmy przekonani, że zrobienie takiego wysiłku jest w naszej mocy i mamy nadzieję, że niniejsza publikacja przyczyni się do zmobilizowania sił, które go umożliwią.

7. Ten największy wysiłek stanowi wyzwanie dla naszego pokolenia. Nie możemy go przekazać następnemu. Wysiłek tentrzeba podjąć śmiało i bez zwłoki, a zasadniczej zmiany kierunku trzeba dokonać w ciągu obecnego dziesięciolecia. Chociaż wysiłek może się początkowo ogniskować na następstwach wzrostu, szczególnie demograficznego, wkrótce trzeba go będzie skierować na całość problematyki świata. Jesteśmy przekonani, że — istotnie — wkrótce oczywista się stanie potrzeba odnowy społecznej, która by odpowiadała zmianom technicznym, oraz radykalnej reformy instytucji i metod politycznych na wszystkich poziomach, włącznie z najwyższym poziomem, organizacji światowej. Jesteśmy pewni, że nasze pokolenie podejmie to wyzwanie, jeżeli będzie sobie zdawać sprawę z tragicznych konsekwencji, jakie może przynieść brak zdecydowanego działania.

8. Nie wątpimy, że jeżeli ludzkość ma wstąpić na nową drogę, potrzebne będą uzgodnione z góry międzynarodowe akcje i wspólne długookresowe planowanie na skalę nie mającą dotąd precedensu.

Takie przedsięwzięcie wymaga wspólnego wysiłku ze strony wszystkich krajów, niezależnie od ich kultury, ustroju gospodarczego czy poziomu rozwoju. Ale największa odpowiedzialność musi spoczywać na krajach bardziej rozwiniętych, nie dlatego że mają więcej wyobraźni czy humanitaryzmu, tylko dlatego, że zapoczątkowały chorobę wzrostu i ciągle jeszcze stanowią główne źródło postępu, który ją podtrzymuje.

W miarę pogłębiania się naszej znajomości warunków i funkcjonowania systemu światowego, narody te zaczną sobie zdawać sprawę, że w świecie, który potrzebuje przede wszystkim stabilizacji, ich wysoki poziom rozwoju da się usprawiedliwić czy tolerować tylko wtedy, gdy służy nie jako odskocznia do jeszcze wyższego poziomu, lecz jako platforma, z której się organizuje sprawiedliwy rozdział bogactwa i dochodu na cały świat.

9. Podzielamy w pełni pogląd, że nałożenie hamulców na światowe spirale wzrostu demograficznego i gospodarczego nie powinno prowadzić do zamrożenia status quo w ekonomicznym rozwoju narodów świata. Gdyby taka propozycja została wysunięta przez bogate narody, zostałaby uznana za krańcowy przejaw neokolonializmu. Dążenie do harmonijnego stanu światowej równowagi ekonomicznej, społecznej i ekologicznej musi być wspólnym przedsięwzięciem, opartym na wspólnym przekonaniu i przynoszącym korzyści wszystkim. Wybitnej roli kierowniczej będzie się oczekiwać ze strony państw gospodarczo rozwiniętych, gdyż pierwszym krokiem na drodze do tego celu będzie przyhamowanie wzrostu ich własnej produkcji materialnej, wraz z równoczesnym popieraniem krajów rozwijających się w ich dążeniu do szybszego postępu ich gospodarki.

10. Twierdzimy wreszcie stanowczo, że każda świadoma próba osiągnięcia racjonalnego i trwałego stanu równowagi za pomocą planowych raczej metod niż w drodze przypadku czy katastrofy musi być w ostatecznym rachunku oparta na zasadniczej zmianie systemu wartościowania i celów, na poziomie indywidualnym, narodowym i światowym.

Zmianę tę czuje się już chyba w powietrzu, choć jeszcze bardzo słabo. Ale nasze tradycje, wychowanie, bieżąca działalność i interesy sprawią, że przemiana ta będzie burzliwa i powolna. Tylko prawdziwe zrozumienie położenia ludzkości w tym zwrotnym punkcie historii może stanowić wystarczającą motywację indywidualnych poświęceń i dokonania zmian w strukturach władzy politycznej i ekonomicznej, potrzebnych do osiągnięcia stanu równowagi.

Pozostaje oczywiście kwestią otwartą, czy sytuacja światowa jest rzeczywiście tak poważna, jak by ta książka oraz nasze uwagi na to wskazywały. Głęboko wierzymy, że zawarte w tej książce ostrzeżenia są w pełni uzasadnione oraz że cele i działania naszej współczesnej cywilizacji mogą poważnie zaciążyć nad problemami przyszłości. Ale będziemy szczęśliwi, jeżeli nasze wstępne oceny okażą się zbyt pesymistyczne.

W każdym razie nasze stanowisko można określić raczej jako „bardzo poważną troskę” , niż jako „rozpacz” . Nasz raport podaje alternatywę dla nieopanowanego i katastrofalnego wzrostu oraz wysuwa pewne sugestie dotyczące zmian w polityce, mogących przynieść ludzkości trwałą równowagę. Wykazuje również, że zapewnienie dużym stosunkowo społecznościom dobrych materialnych warunków życia oraz szansy nieograniczonego indywidualnego i społecznego rozwoju może leżeć w granicach naszych możliwości. Zgadzamy się w zasadzie z tym poglądem, ale — jako realiści — nie dajemy się ponieść czysto naukowym czy etycznym spekulacjom.

Koncepcja społeczeństwa w stanie trwałej równowagi ekonomicznej i ekologicznej może się wydawać łatwa do zrozumienia, chociaż w rzeczywistości jest ona tak odległa od naszego doświadczenia, iż wymaga „kopernikańskiej rewolucji” umysłowej. Ale przetłumaczenie idei na czyny jest zadaniem niezmiernie skomplikowanym i najeżonym olbrzymimi trudnościami. Dopiero wtedy będzie można mówić poważnie o tym, od czego zacząć, kiedy apel Granic wzrostu i jego nastrój nawoływania do najwyższego pośpiechu udzieli się znacznemu odłamowi naukowej, politycznej i publicznej opinii w wielu krajach. W każdym razie okres takiej przemiany będzie prawdopodobnie bolesny i wystawi na najcięższą próbę ludzką pomysłowość i wytrwałość. Jak już wspomnieliśmy, tylko przekonanie, że nie ma innej możliwości przeżycia, może wyzwolić moralne, intelektualne i twórcze siły, potrzebne by podjąć to bezprecedensowe przedsięwzięcie ludzkości.

Komitet Wykonawczy Klubu Rzymskiego: Aleksander King, Saburo Okita, Aurelio Peccei, Eduard Pestel, Hugo Thiemann, Carroll Wilson

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 83 / (31) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.