fbpx

Dlaczego pestycydy „nie mogą” powodować raka, czyli zakazana prawda Seraliniego o glifosacie

Gilles-Eric Seralini wykład
fot. "Los contaminantes químicos y los transgénicos en la alimentación" by EOI Escuela de Organización Industrial is licensed under CC BY-NC-ND 2.0

O Gilles-Ericu Seralinim było głośno w roku 2012, kiedy wraz z zespołem naukowców opublikował wyniki badania na szczurach dowodzące szkodliwości glifosatu oraz kukurydzy GMO. W efekcie w sieci krążyły zdjęcia potwornie zdeformowanych zwierząt, a publikacja wywołała lawinę agresji ze strony promotorów i producentów GMO oraz instytucji i osób im przyjaznych. Seralini został zdyskredytowany, a publikacja wycofana przez edytora. Odzew medialny był tak ogromny, że sprawa przeszła do historii pod nazwą „afery Seraliniego”, a socjologowie francuscy do dzisiaj analizują, co tak naprawdę wtedy się wydarzyło.

Gilles-Eric nie poddał się jednak. Wyklęty z naukowego oraz medialnego „mainstreamu” prowadzi dalej zarówno badania, jak i działania informacyjne związane z tematyką genetycznych modyfikacji, glifosatu i pestycydów. Z typowego akademickiego naukowca stał się dzisiaj ekspertem-aktywistą i badaczem niezależnym. Jednocześnie jego przypadek jest klasyczną historią walki Dawida z Goliatem, zderzenia powołania i osobistych przekonań z wielkim biznesem, ogromnymi pieniędzmi oraz pewnym utartym systemem funkcjonowania społeczności akademickiej i naukowej.

Nowe techniki modyfikacji

Obecnie temat wycofywania pestycydów i glifosatu wraca wraz z Europejskim Zielonym Ładem i innymi strategiami politycznymi, dotyczącymi produkcji żywności.

Wielkie koncerny agrochemiczne i biotechnologiczne (najczęściej to te same firmy) znowu warunkują wycofanie pestycydów wprowadzeniem kolejnych modyfikacji genetycznych, a Komisja Europejska wyraźnie skłania się ku zmianie regulacji w kierunku liberalizacji przepisów i zaniechania kontroli nad tzw. nowymi technikami modyfikacji genetycznych.

Tymczasem to wszystko już było i warto pochylić się ponownie nad „aferą Seraliniego”. Przypadek ten pokazuje zarówno mechanizmy rządzące w świecie badań naukowych, jak i powiązania wielkiego agrobiznesu, przemysłu biotechnologicznego z instytucjami, które powinny dbać o dobro konsumentów. Uwidacznia też pewną żelazną logikę postępowania gigantów agrochemicznych, której skutki zaczynamy dopiero dostrzegać.  

Badania Seraliniego

Gilles-Eric Seralini urodził się w 1960 roku w Algierii (wówczas należącej do Francji). Bardzo uzdolniony – zdał maturę w wieku 16 lat, a w 1987 roku uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Montpellier II. Potem prowadził przez cztery lata badania na Uniwersytetach w Kanadzie. W wieku 30 lat został profesorem biologii molekularnej na Uniwersytecie w Caen, stanowisko to zajmuje do tej pory. Obszar jego badań dosyć szybko skupił się na zaburzeniach systemu hormonalnego i ich roli w genezie raka piersi i innych nowotworów. W szczególności badał, jak dalece zaburzenia te są związane z ekspozycją na pestycydy i inne substancje toksyczne.

Prowadząc badania, Seralini jako jeden z pierwszych naukowców korzystał z technik modyfikacji genetycznych, i podkreślał, że nigdy nie był przeciwny tej metodzie naukowej jako takiej. Widział w niej nawet pewną szansę. Gdy usłyszał pod koniec lat 90., że prowadzone są prace nad modyfikacją genetyczną roślin, aby zmniejszyć ilość używanych w uprawach pestycydów, naturalnie zainteresował się tematem.

Był bardzo zaskoczony, gdy okazało się, że w przeciwieństwie do przekazu medialnego, trzy czwarte modyfikacji genetycznych ma na celu nie zminimalizowanie dawek, ale uodpornienie na nie rośliny (a więc umożliwienie stosowania ich w większej ilości – jak w przypadku soi Roundup Ready, sprzedawanej w pakiecie z opryskami zawierającymi glifosat).

Pozostała jedna czwarta modyfikacji miała na celu produkcję insektycydów, czy toksyn przez samą roślinę (jak bawełna lub kukurydza BT – zawierające gen pochodzący z bakterii Bacillus thuringiensis produkujący białko toksyczne dla szkodników). Ponadto dane naukowe i badania były bardzo mało dostępne.

Seralini, od dawna badający wpływ toksyn na system hormonalny, uważał, że należy zminimalizować narażanie ludzi na substancje toksyczne, stał się więc naturalnie jednym z pierwszych naukowców apelujących o kontrolę GMO, szczegółowe badania nad ich bezpieczeństwem dla ludzi i środowiska oraz zastosowanie zasady przezorności. Kontynuuje tę walkę bezustannie, począwszy od 1996 roku, kiedy to pierwsza roślina modyfikowana genetycznie została wprowadzona do użytku.

Przypomnijmy, że rośliny GMO to sprawa dosyć nowa. Początkowo rządy i instytucje publiczne podchodziły dosyć ostrożnie do tej technologii. Seralini był zatrudniany jako doradca przez rozmaite instytucje, w tym publiczne, między innymi od 1998 roku do 2007 roku był członkiem francuskiej Biomolekularnej Komisji Inżynierii, która miała za zadanie ocenianie bezpieczeństwa GMO dla francuskiego Ministerstwa Rolnictwa i Ministerstwa Środowiska. W 2003 roku oceniał jakość kontroli nad GMO dla Unii Europejskiej. Ale sytuacja zmieniała się dosyć szybko pod presją lobbystów przemysłu biotechnologicznego. Stale rosnący poziom nacisku i infiltracji rozmaitych instytucji uwidocznił się podczas „afery” z 2012 roku.

Bezpieczne czy niebezpieczne GMO?

Pierwszą pracę dotyczącą bezpieczeństwa GMO Seralini ze współautorami opublikował pięć lat wcześniej, w 2007 roku. Napisana była na podstawie danych uzyskanych z badań przeprowadzonych na szczurach karmionych produktem Monsanto (firma inwestująca w GMO, która również wynalazła glifosat. Obecnie część koncernu Bayer) w 2004 roku. Stwierdzono, że używanie genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy MON 863 spowodowało znaczące zmiany w odniesieniu do kontroli wagi szczurów, stężenia trójglicerydów i składu moczu oraz wpłynęło to na wątroby, nerki, nadnercza, serca i systemy układów krwiotwórczych.

Seralini i jego zespół zalecili kontynuowanie eksperymentu przez dalsze 90 dni. Praca skłoniła Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), komitet ekspertów powołany przez USA, Niemcy, Kanadę i Wielką Brytanię, jak również francuski High Council of Biotechnologies Scientific Committee oraz Australia New Zealand Food Standards (odpowiednik EFSA) do ponownego przeanalizowania danych bezpieczeństwa MON 863. Ostatecznie jednak EFSA stwierdziła, iż brak podstaw do zmiany zdania na temat MON 863 i kwestionowania wcześniejszych wniosków, że produkt jest bezpieczny.

Niezrażony tym faktem, a może jeszcze bardziej zmotywowany, Seralini zdobył środki (3 miliony euro) na pierwsze długofalowe badania nad bezpieczeństwem GMO. Od 2008 do 2010 roku, jego zespół jako jedyny na świecie przeprowadził dwuletnie badania na szczurach.

Badania były prowadzone w tajemnicy, aby uniknąć ingerencji i wywierania presji z zewnątrz, natomiast tym razem Seralini przygotował się medialnie do nagłośnienia wyników. Te opublikowane zostały we wrześniu 2012 roku w naukowym czasopiśmie „Food and Chemical Toxicology”, jednocześnie ukazała się książka i film pt. „Wszyscy jesteśmy królikami doświadczalnymi” (Tous cobayes!) oraz bardzo obszerny artykuł w znanym tygodniku francuskim (Nouvel Observateur, 9/2012 – Oui, les OGM sont des poisons!) zatytułowany „Tak, GMO to trucizna! ”. I wtedy rozpętała się prawdziwa burza.

Wyniki badań podważały bezpieczeństwo produktów koncernu Monsanto – kukurydzy GMO NK603 oraz Roundupu, mającego w składzie glifosat, czyli najpopularniejszy (i jak się później okazało, jeden z najbardziej szkodliwych) składnik herbicydów na świecie. W badaniu dwieście szczurów, podzielonych na płcie i grupy kontrolne, było karmionych kukurydzą GMO uprawianą z użyciem lub bez słynnego herbicydu, kukurydzą zwykłą, lub kukurydzą zwykłą, ale do wody dodawano małe dawki herbicydu. Szczury, które otrzymywały kukurydzę lub wodę z herbicydem, wykazywały wyraźnie większą zachorowalność między innymi na nowotwory i żyły krócej niż szczury w grupach kontrolnych. U szczurów karmionych GMO i Roundupem stwierdzono też zmiany w stężeniach hormonów seksualnych. Badacze wysnuli wnioski dotyczące wpływu zarówno herbicydu, jak i GMO na system hormonalny.

Burza wokół Seraliniego

Już 19 września 2012 r., w dniu publikacji badań, strona „Science Media Center”odpowiedziała, zamieszczając krytyczne opinie różnych ekspertów od biotechnologii. To samo zrobił „New YorkTimes”w swoim wydaniu internetowym. Przypomnijmy, że ta agencja prasowa jest częściowo finansowana przez Bayer i Monstanto. Bardzo szybko pojawiły się też reakcje innych biologów z Francji, Anglii, Australii, czy USA, zarzucające Seraliniemu małą ilość danych podaną w artykule, zbyt małą ilość szczurów, aby statystyki były wymierne, czy niewłaściwy wybór rasy szczurów (jako ogólnie podatną na nowotwory). Przytaczano też inne kwestie, takie jak brak pomiarów ilości zjadanej karmy, zbyt długi okres badań w stosunku do życia szczurów itp. Ostatecznie niecały miesiąc po publikacji, 4 października 2012 r., EFSA stwierdziła, że „jakość naukowa tekstu jest zbyt słaba, aby go uznać”.

Dało to podstawę do ogromnej nagonki medialnej zarówno na Seraliniego, jak i na niezależny Instytut Badawczy CRIIGEN (którego był współzałożycielem w 1999 roku). Krytyka była silna do takiego stopnia, że nawet niektórzy przeciwnicy GMO zaczęli mu zarzucać „spalenie tematu” i twierdzili, że poprzez nagłaśnianie złej jakości badania bardziej im zaszkodził, niż pomógł.

Tymczasem w listopadzie 2012 roku ANSES (francuska Agencja ds. bezpieczeństwa żywności) odrzuciła wnioski Seraliniego, ale mimo tego zaleciła prowadzenie dalszych badań. W efekcie Komisja Europejska i rząd francuski ogłosili przetarg na dalsze badania nad GMO i pestycydami.

Można więc powiedzieć, że Seralini osiągnął cel, jakim było skuteczne publiczne nagłośnienie wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa tych produktów. Jednocześnie zapłacił za to niemałą cenę, ponieważ został niejako wyklęty przez dużą część środowiska akademickiego, a Internet wciąż roi się od artykułów ekspertów różnej maści, które w niewybredny sposób krytykują jego dorobek naukowy i osobę. Utracie wizerunku nie zapobiegło nawet opublikowanie przez CRIIGEN listów wsparcia dla jego badań od 190 naukowców z 33 różnych krajów świata.

W efekcie tych wydarzeń, po raz pierwszy czasopismo naukowe „Food and Chemical Toxicology” wycofało w listopadzie 2013 roku jego artykuł, co było precedensem, ponieważ ostatecznie żadnych błędów metodologicznych, intencjonalnych nadinterpretacji, ani fałszywych wniosków nie udowodniono Francuzowi. Jak oświadcza redaktor naczelny, powodem jest jedynie „brak miarodajnych wniosków”. Ukazuje to, jak ogromna presja została wywarta na pozornie „niezależne” i „naukowe” środowiska, aby doprowadzić do tej „depublikacji”.

Należy dodatkowo podkreślić, iż Seralini w wielu tekstach i wywiadach odpowiedział na wszystkie zarzuty dotyczące badania. Zgodził się między innymi z faktem, że próba statystyczna była mała, ale wynikało to z budżetu, jednocześnie nie było żadnych przekłamań w przedstawionych danych.

Rasa szczurów i sposób podawania karmy były odpowiednio dobrane, aby powielić metodologię badań Monsanto, na których bazie wykazano wcześniej bezpieczeństwo produktów. Tak więc ostatecznie taka sama, a nawet dużo mniej dokładna metodologia nie została podważona przez EFSA w przypadku badań, na których bazie produkty były uznane za bezpieczne. Pokazało to rażącą asymetrię w traktowaniu badań niezależnych, a tych, które zostały zorganizowane przez samego producenta.

Kolejne badania

Wkrótce potem w roku 2014 zespół Seraliniego opublikował w czasopiśmie naukowym „Biomed Research International” kolejne badania nad dziewięcioma pestycydami, w których udowodnił, że osiem z nich jest tysiąc razy bardziej toksycznych niż sam główny składnik aktywny (czyli np. glifosat), tak więc nieujawnione przez producentów składniki również mają ogromne znaczenie. Po raz kolejny badanie było krytykowane, jednak tym razem bez kontrargumentów. Co ciekawe, jeden z członków komisji redakcyjnej podał się do spektakularnej dymisji w „proteście przeciwko publikowaniu Seraliniego”.

Sprawa uwydatnia ogólną sytuację na rynku biotechnologicznym: producenci sami zlecają i finansują badania, które udowadniają bardzo szybko, że ich produkty są bezpieczne dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz przyrody. To, że produkty mogące wpływać długofalowo na organizm ludzki i środowisko poddawane są zaledwie 90-dniowym testom, zakrawa w ogóle na żart. A jednak tak funkcjonuje w tej chwili system na całym świecie.

Choć wyklęty przez część własnego środowiska i już niezapraszany do ważnych gremiów przez rząd, Seralini wspierany przez swój zespół, naukowców i aktywistów, dalej działa m.in. w Radzie Naukowej CRIIGEN. Badanie z 2012 roku zostało ponownie opublikowane w 2014 r. na łamach „Environmental Science Europe”.

Ponadto w dniu 6 listopada 2015 roku, Seralini odniósł symboliczne zwycięstwo w procesie o zniesławienie. Po zakończeniu trzyletniego dochodzenia sądowego, 17. izba poprawcza Sądu Pierwszej Instancji w Paryżu skazała dziennikarza Jean-Claude’a Jaillette i  czasopismo „Marianne”, za publiczne zniesławienie, przeciwko urzędnikowi publicznemu, oraz publiczne zniesławienie przeciwko badaczom i CRIIGEN. Podczas „afery” Jean-Claude Jaillette napisał artykuł, w którym badania Seraliniego określił  jako „oszustwo naukowe, w którym metodologia jest wykorzystywana do wspierania wcześniej napisanych wyników”.

Książka Seraliniego

Seralini prowadzi dalej badania nad pestycydami, metodami detoksyfikacji, publikuje, a jego najnowsza książka „Monsanto Papers. Corruption of Science and Grievous Harm to Public Health” z 2021 roku szczegółowo opisuje mechanizmy działań, z którymi został boleśnie skonfrontowany.

Co mogą determinacja i przekonania paru osób kontra miliardy dolarów? W czerwcu 2021 roku Trybunał Administracyjny w Lyonie, w sprawie CRIIGEN kontra Monsanto/Bayer i ANSES potwierdził anulowanie dopuszczenia do sprzedaży Roundupu 360.

To bardzo ważne zwycięstwo, gdyż sąd jasno podkreślił, że ANSES zlekceważyła dwukrotnie zasadę przezorności, podczas gdy już w 2010 roku, wydając pozwolenie, dysponowała informacjami, które wskazywały na potencjalnie duże ryzyko dla ludzkiego zdrowia i środowiska. Natomiast we wrześniu 2021 roku w czasopiśmie naukowym „Toxics”,ukazało się kolejne ważne odkrycie na bazie francuskich badań, dowodzące, że glifosat przedostaje się przez ludzkie łożysko. Roundup, którego glifosat jest aktywnym składnikiem, zawiera dodatkowe substancje toksyczne, w tym metale ciężkie. I to te składniki, a nie sam glifosat uszkadzają integralność łożyska. Składniki te nie są zadeklarowane w składzie przez producenta, ani testowane co do ich bezpieczeństwa.

Tak więc Roundup jest zatwierdzony do użytku na bazie badań samego glifosatu, podczas gdy cała kompozycja jest o wiele bardziej toksyczna.

Może to tłumaczyć wiele problemów z ciążą oraz defekty płodów, jest to bowiem najczęściej używany herbicyd na świecie. Oprócz masowego używania przy uprawach soi GMO na paszę dla zwierząt, niszczenia chwastów również w uprawach nie-GMO, jest też stosowany do suszenia ziarna przed zbiorem (desykacja), a ponadto jest też nagminnie używany w przestrzeni miejskiej przy zarządzaniu terenami zielonymi. Badania udowodniły, że przechodzi do całego łańcucha pokarmowego, czy wód gruntowych.

Czego jeszcze nie wiemy o tak powszechnie stosowanych produktach? Czy są jakiekolwiek podstawy, aby ufać kolejnym obietnicom tych samych firm, które aktualnie lobbują na rzecz zniesienia kontroli nad GMO i niekontrolowanego wypuszczania do środowiska organizmów (np. komarów) modyfikowanych genetycznie?

Czy pretekst „konieczności zastosowania nowych technologii” oraz kreowanie rynku tak, aby wkroczyć nań z „jedyną alternatywą dla pestycydów w rolnictwie” po raz kolejny wygrają z potrzebą dbałości o Ziemię i wszystkich jej mieszkańców? Te same firmy od końca lat 90. rozpowszechniły właśnie GMO w pakiecie z pestycydami, i już wtedy obiecywały takie rozwiązania jako panaceum na bolączki świata, np. głód.

Możemy tylko cieszyć się, że tacy naukowcy jak Gilles-Eric Seralini gotowi są poświęcić karierę, pieniądze, uznanie i lata pracy tylko po to, żebyśmy mieli szansę poznać prawdę i świadomie dokonać indywidualnego wyboru.

Ankieta: Czy po lekturze naszych materiałów zwiększyłeś/zwiększyłaś swoją wiedzę na temat glifosatu?. (kliknij, przewiń stronę do dołu, odpowiedz na pytanie. Dziękujemy)


Źródła:

https://www.sourcewatch.org/index.php/Science_Media_Centre, [dostęp: styczeń 2022]
https://reporterre.net/Seralini-repond-aux-critiques-de, [dostęp: styczeń 2022]
https://www.gmoseralini.org/critique-les-methodes-statistiques-utilisees-par-seralini-sont-insuffisantes-et-son-experience-na-aucune-puissance-statistique/, [dostęp: styczeń 2022]
https://www.nouvelobs.com/sante/ogm-le-scandale/20120920.OBS3130/ogm-9-critiques-et-9-reponses-sur-l-etude-de-seralini.html, [dostęp: styczeń 2022]
https://www.testbiotech.org/sites/default/files/the%20double%20standards%20of%20EFSA_0.pdf, [dostęp: styczeń 2022]
https://efsa.onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/10.2903/j.efsa.2007.753 [dostęp: styczeń 2022]

Narodowy Instytut Wolności – logo Fundusz Inicjatyw Obywatelskich – logo

Przygotowano w ramach projektu „Glifosat. Dialog obywatelski” realizowanego przez Fundację Ecorower. Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 108 / (4) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Zdrowie Chcę wiedzieć

Być może zainteresują Cię również: