Dr Stephanie Seneff: Rakotwórczy glifosat. Dlaczego nie jest w Polsce zakazany?
Tym razem jednak padamy ofiarą wielkiego biznesu chemicznego, związanego z tzw. środkami ochrony roślin, oraz rolników, którzy sprzedają nam zatrutą żywność korzystając z toksycznej chemii w postaci wszelkiego rodzaju pestycydów. Na szczęście są wśród nich tacy, którzy będąc świadomi toksycznych właściwości glifosatu (czy innych preparatów) nie wykorzystują go w swoich uprawach. Niemniej jednak ta trucizna jest obecna praktycznie wszędzie, co oznacza, że nie możemy przed nią uciec, a jedynie próbować obniżyć przyjmowaną dawkę… (z mat. Wydawcy).
WSTĘP
Nie odziedziczyliśmy tej planety po naszych rodzicach, lecz pożyczyliśmy ją od naszych dzieci. Jednak nie tylko pożyczyliśmy przyszłość naszych dzieci, lecz ją im ukradliśmy, i wciąż to robimy. Nadszedł czas, byśmy wszyscy, bez względu na nasze religie czy kultury, zjednoczyli się i zaczęli zmieniać nasze podejście. Powinniśmy działać tak, aby pozostawić lepszy świat naszym dzieciom, które kochamy – Jane Goodall
Glifosat. To słowo, które niełatwo wymówić. Słowo, które nie znajdowało się w moim słowniku przez 64 lata życia. Do momentu, kiedy we wrześniu 2012 roku nie zostałam zaproszona do wygłoszenia pogadanki na temat zagrożeń związanych ze statynami na konferencji żywieniowej w Indianapolis. Zauważyłam wtedy, że botanik, dr Don Huber z Uniwersytetu Purdue, którego badania rolnicze koncentrowały się na epidemiologii i kontroli patogenów roślinnych, mówił na temat „glifosatu”. Chociaż nie kojarzyłam nazwy tej substancji chemicznej, pomyślałam, że warto byłoby dowiedzieć się, czym ona jest.
W ciągu ostatnich pięciu lat prowadziłam wytrwałe badania, mające na celu zidentyfikowanie czynników środowiskowych, które mogą powodować wzrost zachorowań na autyzm wśród amerykańskich dzieci. Zaburzenia ze spektrum autyzmu, charakteryzujące się deficytami społecznymi, powtarzalnymi zachowaniami i upośledzonymi zdolnościami poznawczymi, mogą manifestować się jako stosunkowo łagodne albo ekstremalne, powodując konieczność pełnej opieki przez całe życie. Podobnie jak wielu naukowców, zauważyłam, że w ciągu ostatnich kilku dekad wskaźniki zaburzeń ze spektrum autyzmu drastycznie wzrosły i to w sposób, którego nie można uzasadnić kryteriami diagnostycznymi. Z badania kwestionariuszowego przeprowadzonego w 2016 roku przez Administrację Zasobów i Usług Zdrowotnych Stanów Zjednoczonych [United States Health Resources and Services Administration, (HRSA)] wynika, że częstość występowania autyzmu w USA wynosi około 1 na 40 dzieci [1]. Według Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention), częstość występowania autyzmu wśród 12-latków wynosi około 1 na 54 dzieci i jest czterokrotnie wyższa wśród chłopców niż dziewcząt [2].
Zanim wysłuchałam prezentacji dr. Hubera na temat glifosatu, wiedziałam już wiele o skomplikowanych schorzeniach, które często towarzyszą autyzmowi, w tym o zaburzonym mikrobiomie jelitowym, stanach zapalnych i zwiększonej przepuszczalności jelit, zaburzeniach wchłaniania składników odżywczych, wrażliwości pokarmowej, niedoborach witamin i minerałów oraz zaburzeniach szlaków metylacji i siarczanowania. Wytrwale zgłębiałam toksyczny wpływ różnych metali i związków chemicznych na środowisko: rtęci, fluoru, ołowiu, aluminium, tworzyw sztucznych, polichlorowanych bifenyli, polisorbatu 80 i innych zaburzających gospodarkę hormonalną oraz rakotwórczych substancji. Badałam również rolę diety i nadmiernego stosowania antybiotyków. Próbowałam znaleźć w środowisku jakiś czynnik, który w ciągu ostatnich dwóch dekad, wraz z drastycznym wzrostem wskaźników autyzmu, stał się wszechobecny – co mogłoby wyjaśnić różnorodne objawy związane z dysfunkcją mózgu, jakie obserwowaliśmy.
Od dr. Hubera dowiedziałam się, że glifosat jest aktywnym składnikiem herbicydu Roundup. Podczas gdy glifosat nie jest powszechnie znany, każdy słyszał o Roundupie. Przemierzając Stany Zjednoczone można zobaczyć rozległe pola uprawne oznaczone tablicami z napisem „Roundup Ready”. Monsanto, firma z siedzibą w Missouri, która była pierwotnym producentem Roundupu, została przejęta przez niemiecką firmę Bayer w 2018 roku i stała się częścią jej działu nauk o rolnictwie. Monsanto (międzynarodowy koncern biotechnologiczny, światowy producent Roundupu i glifosatu – przyp. tłum.) jednoznacznie reklamuje glifosat jako wyjątkowo bezpieczny, ponieważ jego główny mechanizm toksyczności wpływa na szlak metaboliczny obecny w komórkach roślinnych, którego nie posiadają komórki ludzkie. Przypuszczalnie ten właśnie aspekt sprawia, że glifosat jest tak skuteczny w zabijaniu roślin, a jednocześnie – przynajmniej w teorii – nie szkodzi ludziom i zwierzętom.
Z drugiej strony, dr Huber zwrócił uwagę zaintrygowanej publiczności, że ludzkie komórki mogą nie posiadać szlaku szikimowego, ale prawie wszystkie nasze mikroorganizmy jelitowe – już tak.
Wykorzystują one szlak szikimowy, będący głównym szlakiem biologicznym w ich metabolizmie, do syntezy tryptofanu, tyrozyny i fenyloalaniny – trzech z 20 aminokwasów tworzących białka, które nie są syntetyzowane w ludzkich komórkach (aminokwasy egzogenne).
Właśnie dlatego, że ludzkie komórki nie posiadają szlaku szikimowego, jesteśmy zdani na naszą mikroflorę jelitową, która wraz z odpowiednią dietą zapewnia nam te niezbędne aminokwasy.
Być może nawet bardziej znaczące jest to, że drobnoustroje jelitowe odgrywają istotną rolę w wielu aspektach ludzkiego zdrowia. Kiedy glifosat uszkadza te mikroorganizmy, nie tylko tracą one zdolność do wytwarzania aminokwasów niezbędnych dla gospodarza, ale także zostaje uszkodzona ich zdolność do pomagania nam na wszelkie inne sposoby, w jakie normalnie wspierają nasze zdrowie. Korzystne mikroby są bardziej wrażliwe na glifosat, a to służy nadmiernemu rozwojowi patogenów. Wiemy na przykład, że dysbioza jelit jest związana z depresją i innymi zaburzeniami psychicznymi [3]. Zmiany w składzie drobnoustrojów mogą powodować rozregulowanie układu odpornościowego i choroby autoimmunologiczne [4]. Choroba Parkinsona jest silnie powiązana z prozapalnym mikrobiomem jelitowym [5]. Jak wynika z przeprowadzonych w ciągu ostatniej dekady badań nad ludzkim mikrobiomem, bogate w niego środowisko jelitowe jest niezbędne dla naszego zdrowia, chociaż naukowcy nie rozumieją jeszcze w pełni mechanizmów jego działania. Warto pamiętać, że Roundup trafił na rynek – i został uznany za bezpieczny – zanim jeszcze przeprowadzono wiele z tych przełomowych badań nad ludzkim mikrobiomem.
Dr Huber wyjaśnił również, że glifosat jest chelatorem, małą cząsteczką, która ściśle wiąże się z jonami metali. W fizjologii roślin chelatacja glifosatu powoduje zaburzenie procesu pobierania przez rośliny niezbędnych minerałów z gleby, w tym cynku, miedzi, manganu, magnezu, kobaltu i żelaza.
Badania wykazały, że rośliny narażone na działanie glifosatu pobierają znacznie mniejsze ilości tych krytycznych minerałów do swoich tkanek [6]. Kiedy spożywamy żywność wyprodukowaną z tych zubożonych w składniki odżywcze roślin, my również wykazujemy ich niedobory.
Glifosat zakłóca także symbiotyczną interakcję między korzeniami roślin a bakteriami glebowymi. Korzenie roślin otoczone są warstwą gleby zwaną ryzosferą, która obfituje w bakterie, grzyby i inne organizmy. Jak wyjaśnię później bardziej szczegółowo, glifosat zabija organizmy żyjące w ryzosferze, co następnie zakłóca proces pobierania przez roślinę azotu oraz wielu różnych minerałów [7]. Zakłócenia te przekładają się na niedobory minerałów w naszej żywności. Glifosat powoduje również, że rośliny narażone na jego działanie są bardziej podatne na choroby grzybicze [8], które z kolei mogą prowadzić do zanieczyszczenia naszej żywności mykotoksynami wytwarzanymi przez grzyby chorobotwórcze.
Wyszłam z wykładu dr. Hubera przekonana, że muszę dowiedzieć się na temat glifosatu znacznie więcej.
* * *
Jestem starszym pracownikiem naukowym w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology, MIT – przyp. tłum.), jednym z najbardziej innowacyjnych uniwersytetów badawczych na świecie. Uzyskałam cztery stopnie naukowe na MIT: licencjat z biofizyki, a także magisterium, stopień inżyniera oraz doktorat w dziedzinie inżynierii elektrycznej oraz informatyki. Od ponad czterech dekad pracuję na styku biologii człowieka oraz informatyki. Przez ponad cztery dekady pracowałam w obszarze łączącym ludzką biologię i komputery. W ramach mojej pracy doktorskiej opracowałam model obliczeniowy ludzkiego układu słuchowego. W ciągu dekad prowadzenia badań na MIT opublikowałam ponad 200 recenzowanych artykułów naukowych związanych z wieloma zagadnieniami, począwszy od modelowania słuchu, komputerowych interfejsów konwersacyjnych i nauki drugiego języka, po geofizykę, przewidywanie struktury genów, toksykologię, a na zdrowiu i chorobach człowieka kończąc.
Po uzyskaniu stopnia doktora w 1985 roku, przyjęłam pracę jako naukowiec w MIT i rozpoczęłam karierę, opracowując multimodalne systemy dialogowe w celu ułatwienia „naturalnej” interakcji konwersacyjnej między ludźmi a komputerami. Nasze badania obejmowały konstruowanie interaktywnych systemów demonstracyjnych, które były prekursorami takich produktów, jak Siri firmy Apple i Alexa firmy Amazon. Zaprojektowaliśmy oraz opracowaliśmy również gry komputerowe oparte na dialogach, aby pomóc uczniom opanować drugi język, przy czym skupiliśmy się szczególnie na anglojęzycznych uczniach uczących się języka chińskiego. Pracowałam nad wzbogaceniem życia ludzi przy użyciu technologii, aby poprawić dostęp do informacji i zapewnić atrakcyjne sposoby doskonalenia umiejętności językowych. Z czasem awansowałam na głównego, a ostatecznie na starszego naukowca – najwyższy poziom na ścieżce kariery badawczej w MIT.
Od 2008 roku wykorzystuję swoją wiedzę z zakresu analizy statystycznej, modelowania obliczeniowego i biologii do badania wpływu niedoborów składników odżywczych oraz toksyn środowiskowych na zdrowie ludzi, co obejmuje chorobę Alzheimera, zaburzenia sercowo-naczyniowe, dysfunkcje pracy układu odpornościowego i zaburzenia neurologiczne. Na chwilę obecną opublikowałam blisko 40 recenzowanych artykułów naukowych na tematy związane ze zdrowiem. Prowadzę badania, opisuję oraz wykładam temat glifosatu od prawie dekady. Książka, którą trzymasz w dłoniach, jest zwieńczeniem tej pracy.
Jak się wspólnie przekonamy, istnieje coraz więcej dowodów naukowych, które wskazują, że glifosat jest głównym czynnikiem wielu wyniszczających chorób neurologicznych, metabolicznych, autoimmunologicznych, reprodukcyjnych i onkologicznych. Ten organiczny związek chemiczny – C3 H8 NO5 P – jest znacznie bardziej toksyczny dla wszystkich form życia, niż nam się wydaje.
Mechanizm toksyczności glifosatu jest unikalny i podstępny. To powolny zabójca, który z czasem ograbia cię ze zdrowia, aż w końcu zapadasz na obezwładniającą lub zagrażającą życiu chorobę. Jego kumulacyjny mechanizm toksyczności, który zaczyna się podczas syntezy białek od pozornie prostego zastąpienia aminokwasu glicyny glifosatem, wyjaśnia korelacje, które obserwujemy przy różnych, z pozoru niepowiązanych, chorobach [9].
* * *
Moi rodzice dorastali na rodzinnych farmach w małych miasteczkach w południowym Missouri. Obszar ten jest obecnie środowiskowym i ekonomicznym pustkowiem, ponieważ duże rolnictwo agrochemiczne spowodowało bankructwo większości rolników prowadzących małe przedsiębiorstwa rolne. Jako dziecko odwiedzałam dziadków na ich farmach – zbierałam jajka w kurniku, zachwycałam się krowami i ich cielętami na pastwiskach, pomagałam przy stoisku z owocami, gdzie rodzice mojego taty sprzedawali jabłka i brzoskwinie.
Kiedy miałam 13 lat, mój dziadek został znaleziony martwy na swoim traktorze, z pękniętą torbą DDT u boku. W latach 40. i 50. XX wieku Amerykanów zapewniano, że herbicydy i insektycydy, takie jak DDT, są bezpieczne.
DDT to organiczny związek chloru po raz pierwszy użyty przez wojsko podczas II wojny światowej do zwalczania wszy, dżumy, malarii i tyfusu [10]. Podczas gdy DDT był skuteczny w zapobieganiu malarii, konsekwencje jego stosowania były katastrofalne dla środowiska, zwłaszcza gdy w celu zwalczania szkodników ludzie zaczęli wykorzystywać go coraz częściej i w coraz szerszych obszarach zastosowań.
Książkę pt. „Milcząca wiosna” autorstwa Rachel Carson przeczytałam w 1962 roku, wkrótce po jej opublikowaniu. Carson, z wykształcenia biolog morski, potępiła przemysł chemiczny za prowadzenie nieodpowiedzialnej kampanii dezinformacyjnej. Nakreśliła ponury obraz braku śpiewu ptaków na wiosnę. Nazwała to „bajką o jutrze” – ten zwrot prześladuje mnie do dziś. „Milcząca wiosna” w sposób szczegółowy opisuje, jak DDT i inne chemikalia zatruwały dziką przyrodę – od dżdżownic w glebie po młode łososie w rzekach i oceanach. Książka Carson wywarła na mnie głęboki wpływ i pomogła mi zrozumieć przedwczesną i niespodziewaną śmierć mojego dziadka.
Mniej więcej w tym samym czasie dowiedziałam się o katastrofie wywołanej talidomidem.
Talidomid, produkowany przez niemiecką firmę farmaceutyczną, był przepisywany kobietom w ciąży na poranne mdłości i trudności ze snem. Był nachalnie reklamowany i sprzedawany jako bezpieczny. Jednak tysiące dzieci, których matki przyjmowały talidomid w czasie ciąży, urodziło się z wadami wrodzonymi, w tym z brakiem rąk i nóg. Studiując opublikowane zdjęcia tych zdeformowanych i nieszczęśliwych dzieci, zdałam sobie sprawę, że czasami produkty, które z definicji mają polepszać nasze życie, mogą powodować poważne, negatywne skutki – i że firmom, które je sprzedają, niekoniecznie można ufać w kwestii przekazania nam całej prawdy o ryzyku, na jakie narażają nas przekonując do ich używania.
Dzięki odważnej badaczce, Frances Oldham Kelsey, Stany Zjednoczone uniknęły katastrofy, która zniszczyła życie co najmniej 10 000 dzieci w Europie.
Urodzona w Kanadzie dr Kelsey była recenzentką amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, odpowiedzialną za zatwierdzenie lub odrzucenie wniosku o licencję na dystrybucję leku w Stanach Zjednoczonych. Mimo ogromnej presji i faktu, że talidomid był już zatwierdzony do użytku w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Niemczech, dr Kelsey odrzuciła wniosek o licencję po tym, jak stwierdziła, że nie ma wystarczających dowodów na to, że można go bezpiecznie stosować w czasie ciąży [11]. W tamtym czasie byłam młoda, miałam optymistyczne i patriotyczne nastawienie do życia. Pamiętam, że myślałam wówczas, jakie to szczęście, że mieszkam w Stanach Zjednoczonych, w kraju, który chroni swoich obywateli przed taką katastrofą.
* * *
W latach 50., w małym miasteczku na wybrzeżu Connecticut, gdzie dorastałam, wszędzie były obecne żywe skarby: biedronki, ważki, motyle, trzmiele, koniki polne, świetliki, ogromne chrząszcze, które nazywaliśmy szczypiącymi robakami, ropuchy i dziesiątki szczebiocących figlarnych wiewiórek. Modliszki były rzadką uciechą, ale na świetliki czy nietoperze nad głową zawsze można było liczyć, gdy nastawał mrok. Dziś mieszkam poza Bostonem, w miejscu o podobnym klimacie do Connecticut, gdzie spędziłam dzieciństwo. Jednak na naszej podmiejskiej ulicy rzadko można zobaczyć dziką przyrodę. Od czasu do czasu pojawia się wiewiórka, a wiosną jeden lub dwa motyle. Nie musimy już czyścić przedniej szyby z wszystkich martwych owadów, które gromadzą się w letni dzień [12]. Dzieci oczywiście nie zdają sobie sprawy z tego, co utraciły. Wydaje się, że zmiana ta następowała na tyle powoli, że prawie nikt jej nie zauważył.
Nie ma jednak wątpliwości, że dzieje się coś wyniszczającego, nawet jeśli trudno to precyzyjnie określić. Tempo wymierania gatunków jest dziś setki, a nawet tysiące razy szybsze niż w ciągu ostatnich dziesiątek milionów lat.
Naukowcy zajmujący się ochroną środowiska ostrzegają, że weszliśmy już w szóste masowe wymieranie [13]. Cierpi na tym również ludzkie zdrowie. W ciągu ostatnich kilku dekad nastąpił alarmujący wzrost liczby chorób przewlekłych na całym świecie, zwłaszcza w krajach, które przyjęły dietę w stylu zachodnim, opartą na uprzemysłowionym rolnictwie. Wiele z tych chorób ma podłoże autoimmunologiczne. Należą do nich choroba Alzheimera, autyzm, celiakia, cukrzyca, zapalenie mózgu, nieswoiste zapalenie jelit oraz otyłość.
Wydaje się, że coś strasznego wpływa na każdą żywą istotę na naszej planecie – na owady, zwierzęta oraz na zdrowie ludzi, w tym dzieci. Coś ukrywa się przed nami.
Chociaż nie możemy zredukować wszystkich problemów środowiskowych i zdrowotnych do tej jednej podstępnej rzeczy, uważam, że istnieje wspólny mianownik. Jest nim glifosat. Dlatego celem mojej książki jest naukowe udowodnienie, jak bardzo wysoka jest jego szkodliwość i jak bardzo toksyczny wpływ ma na nasze zdrowie i życie.
Moja argumentacja opiera się na tzw. łączeniu kropek w obszarze recenzowanych publikacji naukowych. Pewna część argumentów naukowych, jakie przedstawiam w książce, jest kontrowersyjna i niektórzy mainstreamowi badacze ich nie zaakceptują. Jednak ta publikacja łączy w sobie ponad 10 lat badań, które wykazują sposób, w jaki glifosat niszczy zdrowie ludzi i całej planety, co skutkuje toksyczną spuścizną, z którą będą zmagać się przyszłe pokolenia. To zbyt ważny problem, by go ignorować. Celem tej książki jest przekonanie każdego, kto spożywa różnego rodzaju pokarmy, ma dzieci i przejmuje się zdrowiem ludzi czy planety, że musimy przyjrzeć się znacznie dokładniej i uważniej nie tylko samemu wpływowi glifosatu na żywność, ale też temu, co ją otacza. Społeczność naukowa i instytucje, które powinny regulować te kwestie, zawiodły nas. Nadszedł czas, aby rzucić na nie światło, aby przekonać świat o podstępnej toksyczności glifosatu i zapewnić sobie narzędzia konieczne do zrozumienia, w jaki sposób nam szkodzi i co możemy zrobić, aby chronić siebie i nasze rodziny.
W rozdziałach 1 i 2 ujawniam historię glifosatu – czym tak naprawdę jest, jak i dlaczego został opracowany oraz w jaki sposób „działa” jako herbicyd. Analizuję szybko rosnącą liczbę badań naukowych, które pokazują niszczycielski wpływ glifosatu na ekosystemy i dziką przyrodę.
W rozdziałach od 3 do 6 przybliżam dokładniej, w jaki sposób glifosat wpływa na ludzki organizm: jak uszkadza mikrobiom jelitowy, jak aminokwas zastępuje glicynę podczas syntezy białek oraz jak zakłóca wszystkie ważne i mało zrozumiałe role fosforanów i siarczanów.
W rozdziałach od 7 do 10 opisuję, w jaki sposób te mechanizmy na poziomie biochemicznym przyczyniają się do rozwoju konkretnych schorzeń – chorób wątroby, niepłodności, zaburzeń neurologicznych i autoimmunologicznych – które częściowo są spowodowane unikalnym mechanizmem toksyczności glifosatu. Ostatni rozdział jest wezwaniem do działania w celu bezpiecznego pozbycia się go i powrotu do zrównoważonych, a nawet lepszych, odnawialnych i ekologicznych praktyk rolniczych. W ostatnim rozdziale prezentuję natomiast najlepszą radę, jaką mogę zaoferować, aby przejąć kontrolę nad własnym zdrowiem.
W ostatnich latach glifosatowi poświęca się znacznie więcej uwagi z powodu procesów sądowych, które powiązały go z rakiem. Każdy, kto czytał literaturę naukową, nawet najbardziej mainstreamowi lekarze, rozumie teraz, że glifosat jest rakotwórczy, przygotowując wręcz organizm do rozwoju chorób nowotworowych. W publikacji odnoszę się również do dowodów na to, że glifosat powoduje fizyczne uszkodzenia prowadzące do raka. Nie zdecydowałam się jednak poświęcić żadnego rozdziału nowotworowi. Dlaczego? Ponieważ to ostateczność. Chciałabym, aby zrozumiano, w jaki sposób ekspozycja na glifosat prowadzi nas – poprzez poważne zaburzenia metaboliczne – do momentu zachorowania na raka. Nasza przyszłość powinna zmierzać w jednym kierunku. Powiedzmy wprost: musimy zakazać stosowania glifosatu na całym świecie. Zakaz wykorzystywania tej toksycznej substancji chemicznej, w obliczu braku odpowiedniego nadzoru regulacyjnego, to jedyny realny sposób ochrony tego, co jest nam drogie: zdrowia własnego i naszych dzieci.
* * *
Może jesteś ekologiem, który martwi się, że my, ludzie, niszczymy planetę, powoli zatruwając glebę, szlaki wodne, rośliny i zwierzęta. Może jesteś rolnikiem zaniepokojonym plonami i szkodnikami. Może tak jak ja pasjonujesz się nauką albo jesteś naukowcem, lekarzem lub informatykiem. A może jesteś pracownikiem służby zdrowia, który chce dotrzeć do sedna epidemii chorób i złego stanu zdrowia wśród dzieci i młodych dorosłych codziennie widywanych w twoim miejscu pracy. Wreszcie, może jesteś rodzicem (albo masz nadzieję nim wkrótce zostać) i za wszelką cenę próbujesz dowiedzieć się, dlaczego tak wiele par nie może począć dziecka, a tak wiele naszych dzieci jest przewlekle chorych. Kimkolwiek jesteś, cieszę się, że trzymasz tę książkę w dłoniach.
Napisałam ją w celu zdemaskowania jednej z najbardziej toksycznych substancji chemicznych naszych czasów i aby zainspirować czytelników do zgłębienia wiedzy pokazującej powolne zatruwanie nas przez glifosat i pobudzić ich do działania.
Wpadliśmy w tę śmiertelną pułapkę z powodu chciwości koncernów chemicznych, które przedkładają zyski nad zdrowie ludzi.
Możemy wydostać się z niej podkreślając, że ludzie i planeta znaczą więcej. Badania naukowe poprowadzą nas tam, gdzie musimy się udać. Zapraszam do tej wspólnej podróży.

Dr Stephanie Seneff: Rakotwórczy glifosat. Dlaczego nie jest w Polsce zakazany?, Fundacja Ordo Medicus, 2026, tłumaczenie Agata Stajuda
Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:
Przejdź do archiwum tekstów na temat:
# Polityka # Zdrowie Chcę wiedzieć