Rozmowa

Ekrany w przedszkolach. Jak lobby cyfrowe uzależnia dzieci

dzieci oglądające film
Obraz autorstwa pch.vector na Magnific

Z Karolem Dudkiem-Różyckim, ekspertem w dziedzinie edukacji, rozmawiamy o tym, jak ekrany wpływają na dzieci w wieku przedszkolnym, jak lobby cyfrowe przekonało Ministerstwo Edukacji Narodowej do ekranizacji przedszkolaków i jak stawiać opór chciwości Big Techów.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu „Czy masz świadomość?” pt. „Odwołany zakaz ekranów w przedszkolach. Czy MEN uległo lobby cyfrowemu?.)

Rafał Górski: Dlaczego ekrany w przedszkolach powinny być zakazane?

Karol Dudek-Różycki: Pamiętajmy, że rozwój dziecka w wieku przedszkolnym powinien opierać się na bezpośrednim kontakcie z otoczeniem, manipulowaniu przedmiotami, ruchu, zabawie. Technologie ekranowe ograniczają tego typu doświadczenia, zastępując je bodźcami wizualnymi i dźwiękowymi.

Korzystanie z technologii cyfrowych przez małe dzieci ogranicza ich aktywność eksploracyjną i powoduje, że zbierają one mniej doświadczeń sensorycznych, które są kluczowe dla ich prawidłowego rozwoju.

Zabawianie dzieci ekranem ogranicza też interakcje pomiędzy samymi dziećmi, co będzie miało katastrofalne konsekwencje w przyszłości.

W myśl jakiejś niezrozumiałej dla mnie cyfryzacji ekrany w gwałtowny sposób weszły do naszych domów, a także do przedszkoli i szkół. Od wielu już lat możemy obserwować, że wpływ ekranów na dzieci jest bardzo niekorzystny, w związku z tym całkowity zakaz korzystania z urządzeń multimedialnych w przedszkolach powinien być jak najszybciej wprowadzony.

Całkiem niedawno, bo w 2024 roku, Ministerstwo Edukacji Narodowej oświadczyło: „(…) można więc rozważyć zakaz korzystania ze smartfonów przez dzieci w przedszkolu. W wypadku szkół – jeśli w ogóle – mógłby on dotyczyć wyłącznie najmłodszych uczniów”. Proszę o komentarz.

To jest rzecz absolutnie skandaliczna. W starszych aktach prawnych minister edukacji narodowej był tytułowany ministrem właściwym ds. oświaty i wychowania. Ta starsza nazwa lepiej oddawała zakres spraw, którymi powinno zajmować się to ministerstwo. Nie mamy osobnego ministerstwa ds. dzieci i młodzieży, jak jest w wielu krajach, w związku z tym ministerstwo edukacji odpowiada nie tylko za placówki edukacyjne, ale także za dobrostan dzieci.

Od roku szkolnego 2026/2027 zaczyna obowiązywać zakaz używania smartfonów przez uczniów w szkołach podstawowych, i to jest bardzo słuszny krok.

Natomiast przypominam, że w przedszkolach miał być całkowity zakaz jakichkolwiek ekranów, czyli rzutników czy tablic multimedialnych, ale ministerstwo się z tego wycofało.

Zacytuję fragment listu otwartego przygotowanego przez pana do minister Barbary Nowackiej z 19 listopada 2025 roku. Apel został podpisany m.in. przez Instytut Spraw Obywatelskich: „Przedszkole powinno być miejscem, gdzie dziecko nie ma styczności z ekranami, nie ogląda bajek, nie korzysta z tablic interaktywnych, nie ogląda filmików na YouTube. Badania jasno wskazują, że narażenie dzieci w wieku przedszkolnym na ekrany zwiększa ryzyko opóźnień w rozwoju globalnym, powoduje problemy związane z jakością snu, czego konsekwencjami są pogorszenie uwagi oraz wzrost zachowań nadpobudliwych i problemów emocjonalnych”.

Proszę powiedzieć więcej o tym liście. Jaka była odpowiedź ministerstwa?

List zawierał apel o to, żeby w przedszkolach doszło do pewnych zmian. Poruszyliśmy w nim trzy główne kwestie. Pierwsza kwestia dotyczyła wprowadzenia całkowitego zakazu używania ekranów w przedszkolach.

Myślę, że każdy rodzic wie, że istnieją przedszkola, gdzie dzieciom puszczane są bajki, nawet przez dwie godziny dziennie. Sytuacja nie jest uregulowana.

Tłumaczenie, że dzieci w domach też oglądają bajki, jest kuriozalne, bo właśnie przedszkole powinno być miejscem, gdzie dzieci mogą odetchnąć od ekranów.

Drugą kwestią poruszoną w liście były gotowe pakiety edukacyjne w przedszkolach. W pojęciu prawnym nie istnieje coś takiego jak podręcznik do przedszkola, natomiast w większości przedszkoli rodzice są zobowiązani do zakupienia gotowych pakietów ćwiczeń i kart pracy, z których ich dzieci mają się uczyć. W przedszkolu nie ma potrzeby korzystania z zeszytów ćwiczeń, kart pracy, kserówek, dlatego że to nie jest „mała szkoła”, to jest „przedszkole”, jak sama nazwa wskazuje. To jest czas powolnego, indywidualnego dojrzewania do momentu, kiedy rozpoczniemy swoją przygodę w szkole.

Trzecią kwestią, na która zwróciliśmy uwagę, był powrót pewnego niebezpiecznego zapisu w rozporządzeniu. Ten zapis, przy złej interpretacji, może spowodować, że dzieci będą sadzane w ławkach i przymuszane do nauki pisania. Jeżeli dziecko wtłacza się do systemu edukacyjnego w sposób nieumiejętny, to konsekwencje tego ciągną się potem latami. Żeby ładnie, poprawnie pisać, trzeba dobrze wyćwiczyć uchwyt, stosować odpowiednie narzędzie pisarskie, czyli odpowiednio dobrany ołówek. To szkoła jest miejscem, aby nabrać tych umiejętności. Przedszkole jest miejscem zabawy, wzrostu indywidualnego i kontaktu z innymi dziećmi i przyrodą i na to powinniśmy zwracać uwagę, a nie na pakiety, ekrany czy umiejętność pisania.

Jaka była odpowiedź MEN?

Oceniałem odpowiedź bardzo dobrze. Pani minister Lubnauer powiedziała, że w poradniku metodycznym znajdzie się odwołanie, żeby próby pisania dotyczyły tylko tych dzieci, które zgłaszają taką gotowość, że będzie zalecenie, żeby nie korzystać z pakietów i gotowych materiałów w przedszkolach i że zostanie wprowadzony całkowity zakaz ekranów.

W projekcie Rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej znajdowało się następujące zdanie: „(…) wymóg dotyczący niekorzystania z cyfrowych urządzeń ekranowych na zajęciach prowadzonych w przedszkolu stosuje się od roku szkolnego 2027/2028 (…)”.Ten zapis zniknął. W rozporządzeniu nie ma tego zapisu. To jest wynik działań lobby cyfrowego, któremu nie zależy na dobru dzieci, tylko na własnym interesie.

Pragnę podkreślić, że nie jestem przeciwnikiem cyfryzacji. Ona ma swoje zalety, wszyscy żyjemy w świecie cyfrowym i nie ma od tego odwrotu.

Musimy nabyć pewnych umiejętności, żeby nie być tak zwanymi wykluczonymi cyfrowo ludźmi. Natomiast przedszkole nie jest odpowiednim miejscem, aby to czynić.

Proszę opowiedzieć o Radzie ds. Informatyzacji Edukacji MEN. Kto zasiada w tej Radzie? Jakie jest stanowisko Rady dotyczące ekranów?

Stanowisko MEN w sprawie używania cyfrowych urządzeń ekranowych na zajęciach wychowania przedszkolnego było jasne i brzmiało następująco: „(…) a cyfrowe urządzenia ekranowe, z wyjątkiem urządzeń wykorzystywanych na zajęciach do bezpośredniej pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, nie są wykorzystywane na zajęciach prowadzonych w przedszkolu (…)”.

Natomiast Rada ds. Informatyzacji Edukacji zaproponowała następujące brzmienie: „(…) a w przedszkolu cyfrowe urządzenia ekranowe są wykorzystywane przez nauczyciela w sposób dostosowany do etapu rozwojowego dziecka oraz z zachowaniem ważnej dla prawidłowego rozwoju dziecka higieny cyfrowej (…)”. To jest właściwie wprowadzenie na nowo ekranów do przedszkoli. To jest zniszczenie tego wartościowego zapisu, który istniał, i zastąpienie go zapisem, który może być interpretowany według uznania. Przy takim zapisie nie możemy nawet zaprotestować, kiedy w przedszkolu takim a takim ekran wykorzystywany jest w sposób niewłaściwy.

Dokument dotyczący podstaw programowych zarówno przedszkoli, jak i szkół jest bardzo obszerny, ma kilkaset stron. Natomiast Rada wypowiedziała się tylko i wyłącznie w kwestii przedszkoli i podważyła zapis dotyczący nieużywania ekranów.

Bardzo ubolewam nad tym, że zwyciężył jakiś interes polityczny, jakiś interes Big Techów, a nie zadbano o dobro dziecka. A przecież to dobro dziecka powinno być w centrum, niestety o tym zapomniano.

Uzasadniając swoje stanowisko Rada przedstawia siedem argumentów. Czy mógłby pan omówić trzy, które pana najbardziej bulwersują?

Proszę bardzo, argument siódmy: „Wprowadzenie całkowitego zakazu może negatywnie odbić się na przygotowywanej reformie i jednocześnie stać się powodem dla dużej krytyki MEN”. Co to jest za argument? To znaczy, że nie możemy mówić prawdy, nie możemy stanąć w obronie dziecka, bo bardziej liczy się interes polityczny? W tym punkcie siódmym Rada właściwie ujawniła, jakie pobudki kierowały nią, żeby wystosować pismo torpedujące wprowadzenie zakazu ekranów w przedszkolach.

Punkt szósty: „Działania uczące praktycznie dotyczące umiejętności cyfrowych i higieny cyfrowej stanowią także przeciwwagę dla działań tych środowisk rodzinnych, które nie wywiązują się z tych zadań”. Jeśli Rada faktycznie troszczy się o to, żeby urządzenia cyfrowe były wykorzystywane w odpowiedni sposób w środowiskach rodzinnych, to zapytam przekornie: Ile razy od początku swojej działalności Rada wystosowała pismo do ministerstwa czy do innych urzędów w sprawie jakiejś kampanii informacyjnej dla rodziców na temat higieny cyfrowej ich dzieci? Bo ja nie słyszałem, żeby Rada podejmowała tego typu działania. I mówienie, że dziecko, które będzie miało dostęp do ekranów w przedszkolu, lepiej zrozumie, czym jest higiena cyfrowa, to jest jakiś ponury żart. Podobnie jak mówienie, że jeśli pani w przedszkolu pokaże dzieciom misia polarnego na tablicy interaktywnej, to dziecko zapamięta, jak można świetnie wykorzystać narzędzie cyfrowe. To tak nie działa, dziecko nie musi widzieć na tablicy interaktywnej misia polarnego, bo może go zobaczyć w książce czy ulepić z plasteliny. Można znaleźć mnóstwo innych sposobów na przedstawienie różnych rzeczy w sposób bardziej twórczy, właściwy dla wieku przedszkolnego.

A trzeci argument?

„Sprzęt ekranowy, taki jak: telewizory, tablice interaktywne, tablety, znajduje się w większości przedszkoli i jest już wykorzystywany przez nauczycieli, wzbogaca to ich warsztat dydaktyczny. Nauczyciele wychowania przedszkolnego mają wiedzę o tym, że wykorzystywanie takiego sprzętu w pracy dydaktycznej nie może szkodzić, lecz ma pomagać w podwyższaniu jakości zajęć dydaktycznych i rozwoju dziecka w kierunku prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie”. Szanowni państwo, litości. Skoro tak jest, to pytam, skąd się biorą bajki w przedszkolach? Zastanawiam się, na jakiej podstawie Rada wysnuwa taki wniosek, że wszyscy nauczyciele potrafią korzystać z multimediów i mają odpowiednią wiedzę, jak nie szkodzić dzieciom. Z tego co słyszę od rodziców, to dzieciom puszczane są głównie bajki.

Prosił mnie pan o trzy punkty, ale w zasadzie całe to uzasadnienie jest pozbawione sensu i nie licuje z godnością tytułów naukowych osób, które zasiadają w tej Radzie.

Nie można pisać takich banałów, argumentować bez odwoływania się do jakichkolwiek badań, nawet badań typu ankietowego, statystycznego, nie mówiąc o badaniach z zakresu pedagogiki czy psychologii. Nie wiem, skąd są wzięte te sformułowania, nie mają żadnych naukowych podstaw i gdybym był ministrem, uznałbym, że to jest taki liścik, który niewiele wnosi. Niestety ministerstwo kierując się interesem politycznym, wzięło sobie do serca punkt siódmy tego uzasadnienia i złagodziło swoje stanowisko dotyczące całkowitego zakazu ekranu w przedszkolach.

Obawiam się, że za chwilę zakaz telefonów w szkołach podstawowych również zostanie złagodzony, bo MEN szybko wycofuje się z dobrych decyzji pod wpływem nacisku różnych organizacji i środowisk.

Jakie jest aktualne stanowisko MEN w temacie zakazu ekranów w przedszkolach? Czy my, jako obywatele, już wiemy, na czym stoimy?

Nie ma całkowitego zakazu ekranów w przedszkolach. Stanowisko MEN jest zbieżne z tym, o czym pisze w swoim stanowisku Rada. Niby jest powiedziane, że nie można oglądać bajek i że multimedia powinny być w odpowiedni sposób wykorzystywane na zajęciach dydaktycznych, ale to jest rozmazane stanowisko.

Cieszę się, że pan też się włączył w walkę z ekranami, wspólnie zaapelujemy do premiera, żeby pochylił się nad losem przedszkoli. Jednym z naszych punktów jest wprowadzenie całkowitego zakazu ekranów i tablic interaktywnych w przedszkolach. Mamy poparcie w badaniach naukowych, mamy też przykłady z innych państw: rząd francuski przecież od 2025 roku toczy potężną debatę na ten temat. Decyfryzacja następuje też w krajach skandynawskich, gdzie dzieci pisały na tabletach, ale już wracają w szkołach podstawowych do klasycznych zeszytów.

Nie możemy zgadzać się na to, że nasze dzieci nie wychodzą na spacery, tylko siedzą w dusznej sali, mają być cicho i oglądać bajki czy tablice multimedialne. Jeżeli MEN nie zatroszczy się o dobro dzieci w wieku przedszkolnym, to nie „ujedziemy” tak dalej jako społeczeństwo.

Co mogą zrobić rodzice, żeby pomóc w tej sprawie?

Powinniśmy bacznie obserwować, czy te ekrany nie są nadużywane, bo otrzymuję sygnały, że odbywa się to wbrew wiedzy rodziców. Wszyscy możemy napisać maila do posła czy senatora ze swojego okręgu, z zapytaniem, co zrobił w kwestii ochrony dzieci. Politycy, którzy czują oddech wyborców na karku, są bardziej zmobilizowani do działania. Bez naszych, obywatelskich, interwencji często sprawy są porzucane i nikt się nimi nie interesuje. Apeluję do wszystkich państwa: wejdźcie na stronę Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, znajdźcie posła ze swojego okręgu i zapytajcie, jak odniósł się do decyzji ministerstwa o wycofaniu się ze słusznego zapisu zakazującego używania ekranów w przedszkolach. Taki nacisk bardzo pomaga i bardzo zachęcam wszystkich do takiego nacisku na władze.

Myślę, że są w Polsce rodzice, którzy poważnie traktują badania naukowe czy zalecenia specjalistów i nie pozwalają swoim dzieciom korzystać z ekranów, bo uważają, że to szkodzi i że to jest cyfrowy narkotyk. Ci rodzice są w mniejszości i są w sposób bardzo inwazyjny dyskryminowani. Co pan na to?

Tak, są dyskryminowani i o tym trzeba mówić. Pani minister Lubnauer w swoich pierwszych wypowiedziach mówiła, że całkowity zakaz ekranów jest wyjściem naprzeciw tym rodzicom, którzy w swoim prywatnym życiu chronią dzieci przed ekranami. I to była jej pierwsza argumentacja. No ale jak państwo widzicie, to przestało mieć znaczenie w kontekście stanowiska Rady ds. Informatyzacji Edukacji MEN, samorządów, które nakupowały sprzętu, i innych lobbystów.

Jakiego pytania ważnego nikt panu jeszcze nie zadał w tematach, o których rozmawiamy, i jaka jest na to pytanie odpowiedź?

Jest takie trudne pytanie, które nie padło. Pytanie jest bardzo trudne, ale za to odpowiedź jest bardzo łatwa. Wyobraźmy sobie sytuację: Dałem bądź dałam dziecku telefon bardzo wcześnie. Teraz dziecko jest uzależnione, potrzebuje tego skoku dopaminowego. Kiedy odbieram je z przedszkola, to od razu krzyczy, że chce dostać telefon i oglądać bajki. Właściwie nie ma między nami rozmowy. Nie mogę mu zabrać telefonu, bo krzyczy. Co mam zrobić?

Często w różnych rozmowach pomijamy takich rodziców, którzy, że tak powiem, zmądrzeli, którzy zobaczyli, jak bardzo negatywny wpływ mają ekrany, zwłaszcza ekrany smartfonów, na rozwój ich dziecka. Więc tym rodzicom chciałbym powiedzieć, żeby odcięli swoje dziecko od ekranu za wszelką cenę. I to, że dziecko będzie krzyczeć, to jest jasne, bo osoba uzależniona krzyczy. Drodzy rodzice, musicie to wytrzymać, są specjaliści, psychologowie, odpowiednie ośrodki, które wam pomogą. Ale nie możecie cofnąć się ani o centymetr. Dlatego że tu chodzi o przyszłość waszych dzieci, o przyszłość osób, które kochacie najbardziej na świecie.

Myślę, że to jest właśnie manifestacja współczesnej miłości do dziecka: nie daję dziecku ekranu, właśnie dlatego, bo je bardzo kocham. I niech to będzie taka puenta naszej rozmowy.

Dziękuję.

Logotypy: Komitet do spraw Pożytku Publicznego, Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Rządowy Program Fundusz Inicjatyw Obywatelskich na lata 2021-2030 NOWE FIO

Projekt „SZKOŁA WYLOGOWANA” sfinansowano ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 336 / (23) 2026

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura # Zdrowie Ratuj dzieci

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Ratuj dzieci

Być może zainteresują Cię również:

Instytut Spraw Obywatelskich – logo

Dom to praca

Rozmowa / dr Szczęsny Zygmunt Górski

Czy gratyfikowanie (publiczne docenienie, płacenie) pracy domowej kobiet jest potrzebne? Tak. Ale raczej nie „gratyfikacja” tj. płacenie za coś, lecz płacenie na coś. Ekonomiści powtarzają – za F.