Książka

Emmanuel Todd: Klęska Zachodu

okładka książki Klęska Zachodu
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 318 / (5) 2026

„Dziesiąta i ostatnia niespodzianka tej wojny właśnie się urzeczywistnia. Jest nią klęska Zachodu. Stwierdzenie takie może dziwić, zważywszy, że wojna jeszcze się nie skończyła. Klęska jest jednak pewna, ponieważ Zachód bardziej niszczy sam siebie, niż jest atakowany przez Rosję” – Emmanuel Todd.

Wydawnictwu Universitas dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Zamiast wstępu do polskiego wydania

„Uderzenie młota w szkło” – zatytułował kiedyś Stanisław Mackiewicz swoją recenzję książki Adolfa Bocheńskiego. Podobny efekt może, ba! – powinna wywołać książka Emmanuela Todda. Swoimi rozważaniami, hipotezami, przewidywaniami Francuz rozbija światopoglądową i narracyjną bańkę, w której żyjemy; wskazuje zjawiska, procesy, zagrożenia, o których nie tyle się nie mówi, co często w ogóle ich nie zauważa. Kategorie i pojęcia, które wprowadza, ramy analityczne, które proponuje, inspirują do refleksji wykraczających daleko poza czas samej lektury.

Todd stawia poważne pytania nie tylko o kondycję świata, którego – jako część szeroko rozumianego Zachodu – bronimy, ale przede wszystkim o to, czy nasze działania nie przyspieszają raczej jego upadku.

Dziś w Polsce bardzo popularny, wręcz dominujący jest pogląd, jakoby w stosunkach międzynarodowych naszym najpilniejszym zadaniem było przekonywanie innych do naszego punktu widzenia.

Tym, którzy działają na tym polu z autentyczną pasją, nie odmawiam bynajmniej szlachetnych intencji, ale pozostaję sceptyczny wobec faktycznych korzyści, jakie może nam przynieść tego rodzaju przewaga perswazji nad analizą. O wiele ważniejszym zadaniem wydaje mi się poznawanie tego, jak myślą inni. I to wcale nie dlatego, by miało to ułatwić nam przeciąganie ich na „naszą stronę”, ale dlatego, że sami możemy się od nich czegoś nauczyć, czegoś dowiedzieć, zweryfikować – być może – przekonania, które uważamy za niepodważalne.

Podnosić jakość własnego myślenia to moim zdaniem w tych burzliwych czasach i w naszym położeniu droga o wiele pewniejsza niż daremne – szczególnie na dłuższą metę – próby sprawienia, by inni myśleli tak jak my.

W Polsce dość regularnie dokonywane jest odkrycie, że „zachodni Europejczycy nie postrzegają świata tak jak my”, a w szczególności piętnowani są za to Francuzi. Autor niniejszej książki jest oczywiście Francuzem, ale to nie to sprawia, że jego zewnętrzne wobec naszego spojrzenie jest tak warte poznania. Emmanuel Todd wyróżnia się dziś na tle całego świata zachodniego intelektualną niezależnością. Jego książka nie tylko prowokuje, ale wręcz zmusza do myślenia; nie sposób go dziś zignorować, jeśli chce się rozumieć otaczający nas świat i poważnie zastanawiać nad tym, dokąd zmierza.

„Czego chcemy od intelektualistów – pisał w 2008 Bronisław Łagowski – żeby nas usypiali powtarzaniem oklepanych i do znudzenia poprawnych poglądów, czy żeby w nas budzili ciekawość, jak wygląda księżyc z drugiej strony? Moim zdaniem Emmanuel Todd to jeden z najbardziej pobudzających badaczy współczesnej polityki”. Te słowa są dziś być może bardziej nawet aktualne niż siedemnaście lat temu.

Jan Sadkiewicz
Kraków, 25 listopada 2025

Przedmowa, wrzesień 2025
Od klęski do rozpadu

Niespełna dwa lata po francuskim wydaniu Klęski Zachodu, w styczniu 2024 roku, główne przewidywania zawarte w książce sprawdziły się. Rosja wytrzymała starcie zarówno militarnie, jak i gospodarczo. Amerykański przemysł zbrojeniowy ledwo dyszy. Gospodarki i społeczeństwa europejskie znajdują się na skraju implozji. Jeszcze przed ostatecznym upadkiem armii ukraińskiej osiągnięto kolejne stadium rozkładu Zachodu.

Od zawsze byłem przeciwny rusofobicznej polityce Stanów Zjednoczonych i Europy, lecz jako obywatel Zachodu przywiązany do demokracji liberalnej, Francuz wykształcony w Anglii, dziecko matki, która podczas drugiej wojny światowej znalazła schronienie w Stanach Zjednoczonych, jestem przerażony konsekwencjami, jakie ta nierozsądnie prowadzona wojna przyniesie nam, ludziom Zachodu.

A stoimy dopiero u progu katastrofy. Zbliża się moment przełomowy, po którego przekroczeniu ujawnią się ostateczne skutki klęski.

„Reszta świata” (Globalne Południe, czy też Globalna Większość), która dotąd ograniczała się do wspierania Rosji poprzez odmowę bojkotowania jej gospodarki, otwarcie deklaruje teraz poparcie dla
Władimira Putina. BRICS się rozszerza, przyjmując nowych członków i zacieśniając więzi. Naciski Stanów Zjednoczonych, by jednoznacznie opowiedzieć się po którejś ze stron, sprawiły, że Indie wybrały niezależność: zdjęcia ukazujące Putina, Xi i Modiego podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w sierpniu 2025 pozostaną symbolem tego przełomowego momentu. Zachodnie media nie przestają jednak przedstawiać nam Putina jako potwora, a Rosjan jako niewolników. Te same media nie były w stanie przyjąć do wiadomości, że Reszta świata widzi w nim przywódcę, a w Rosjanach zwykłych ludzi, nosicieli specyficznej kultury rosyjskiej i woli suwerenności. Obawiam się, że nasze media tylko pogłębią nasze zaślepienie, nie będąc w stanie dostrzec odrodzenia prestiżu Rosji w oczach Reszty świata, która była eksploatowana gospodarczo i traktowana z arogancją przez Zachód przez całe stulecia. Rosjanie odważyli się. Rzucili wyzwanie Imperium – i zwyciężyli.

Ironia Historii polega na tym, że Rosjanie – naród europejski, biały, posługujący się językiem słowiańskim – stali się militarną tarczą dla Reszty świata, ponieważ Zachód odmówił im miejsca we własnym gronie po upadku komunizmu.

Mogę tu naszkicować model rozkładu Zachodu, mimo niespójnej polityki Donalda Trumpa, amerykańskiego prezydenta klęski. Niespójność ta nie wynika, jak sądzę, z jego niestabilnej, a zapewne także perwersyjnej osobowości, lecz z dylematu, którego Stany Zjednoczone nie są w stanie rozwiązać. Z jednej strony ich przywódcy – zarówno w Pentagonie, jak i w Białym Domu – wiedzą, że wojna jest przegrana i że Ukrainę trzeba będzie porzucić. Rozsądek podpowiada więc rezygnację z dalszego prowadzenia wojny. Z drugiej jednak strony ten sam rozsądek każe im przeczuwać, że wycofanie
się z Ukrainy będzie miało dla Imperium skutki dramatyczne, znacznie poważniejsze niż te po wojnach w Wietnamie, Iraku czy Afganistanie. Mamy tu bowiem do czynienia z pierwszą strategiczną klęską Ameryki o wymiarze globalnym, w kontekście masowej deindustrializacji Stanów Zjednoczonych i trudnej, zaledwie rozpoczętej reindustrializacji. Chiny stały się fabryką świata – ich bardzo niska dzietność co prawda uniemożliwi im zastąpienie Stanów Zjednoczonych, ale na konkurencję przemysłową jest już za późno.

Dedolaryzacja gospodarki światowej już się rozpoczęła.

Trump i jego doradcy nie potrafią się z tym pogodzić, ponieważ oznaczałoby to koniec Imperium. A jednak epoka postimperialna powinna być celem projektu MAGA – Make America Great Again – który zakłada odbudowę amerykańskiego państwa narodowego. Ale dla Ameryki, której zdolność produkcji realnych dóbr jest dzisiaj bardzo słaba (zob. rozdział 9 na temat prawdziwej natury amerykańskiej gospodarki), rezygnacja z życia na kredyt, na jakie pozwala produkcja dolarów, jest niemożliwa. Taki imperialno-monetarny odwrót spowodowałby gwałtowny spadek poziomu życia, także wśród wyborców
Trumpa z klasy ludowej. Pierwszy budżet jego drugiej prezydentury – One Big Beautiful Bill Act – pozostaje więc projektem imperialnym, mimo protekcjonistycznych zapisów taryfowych, które stanowią raczej marzenie niż realny program. OBBBA zwiększa wydatki na zbrojenia i deficyt. A w Stanach Zjednoczonych deficyt budżetowy oznacza nieuchronnie produkcję dolarów i deficyt handlowy.

Dynamika imperialna, czy też raczej imperialny bezwład, nie przestaje podkopywać marzenia o odrodzeniu produktywnego państwa narodowego.

W Europie klęska militarna jest wciąż błędnie rozumiana przez przywódców. To nie oni kierowali akcjami zbrojnymi. Plany ukraińskiej kontrofensywy latem 2023 roku (kiedy pisałem Klęskę Zachodu) opracował Pentagon. Amerykańscy wojskowi, chociaż prowadzili wojnę rękami Ukraińców, wiedzą, że obrona rosyjska okazała się skuteczna – nie tylko dlatego, że Zachód nie był w stanie wyprodukować wystarczającej ilości broni, ale także dlatego, że rosyjscy wojskowi okazali się po prostu inteligentniejsi. Przywódcy europejscy
dostarczyli jedynie uzbrojenie – i to nie to najważniejsze. Nieświadomi rozmiarów klęski militarnej, wiedzą już natomiast, że ich własne gospodarki zostały sparaliżowane polityką sankcji, w szczególności odcięciem od taniej rosyjskiej energii. Podział gospodarczy kontynentu europejskiego był aktem samobójczego szaleństwa. Niemiecka gospodarka pogrąża się w stagnacji. Na całym Zachodzie nasilają się bieda i nierówności społeczne. Wielka Brytania stoi na krawędzi przepaści. Francja znajduje się tuż za nią. Społeczeństwa i systemy polityczne są zablokowane.

Negatywna dynamika gospodarcza i społeczna istniała na Zachodzie już przed wojną i już wówczas rodziła napięcia. Była ona widoczna, w różnym natężeniu, w całej Europie Zachodniej. Wolny handel podkopywał fundamenty przemysłu. Imigracja stała się przyczyną syndromu tożsamościowego, szczególnie wśród klas ludowych pozbawionych stabilnego i godnie opłacanego zatrudnienia.

Spoglądając głębiej, negatywna dynamika rozpadu ma charakter kulturowy: masowy dostęp do wyższego wykształcenia tworzy społeczeństwa rozwarstwione, w których osoby z wyższym wykształceniem – 20, 30 czy nawet 40% populacji – zaczynają żyć we własnej bańce, uważać się za lepsze, gardzić środowiskami ludowymi i odmawiać pracy fizycznej czy w przemyśle. Edukacja podstawowa dla wszystkich (powszechna alfabetyzacja) wykarmiła demokrację, tworząc społeczeństwo jednolite i o egalitarystycznej podświadomości. Powszechność wyższego wykształcenia przyczyniła się natomiast do narodzin oligarchii, a czasem plutokracji – społeczeństw rozwarstwionych, ogarniętych podświadomym poczuciem nierówności.

I największy paradoks: rozwój szkolnictwa wyższego doprowadził do obniżenia poziomu intelektualnego w tych oligarchiach i plutokracjach!

Opisałem ten łańcuch konsekwencji ponad ćwierć wieku temu w L’illusion économique[1], wydanej w 1997 roku. Zachodni przemysł przeniósł się do Reszty świata, a także – rzecz jasna – do dawnych demokracji ludowych Europy Wschodniej, które – uwolnione od sowieckiej Rosji – odzyskały swój wielowiekowy status peryferii zdominowanej przez Europę Zachodnią. W rozdziale 3 omawiam szczegółowo zjawisko tych „wewnętrznych Chin”, gdzie robotnicy przemysłowi wciąż są liczni. Tymczasem w Europie elitaryzm osób z wyższym wykształceniem przyczynił się do rozwoju „populizmu”.

Wojna podniosła temperaturę europejskich napięć.

Przyczyniła się też do zubożenia kontynentu. Przede wszystkim jednak – co należy uznać za największą porażkę strategiczną – odebrała wiarygodność przywódcom niezdolnym do poprowadzenia swoich krajów do zwycięstwa. Rozwój konserwatywnych ruchów ludowych (zazwyczaj określanych przez elity medialne jako „populistyczne”, „skrajnie prawicowe” lub „nacjonalistyczne”) nabiera rozpędu: Reform UK
w Wielkiej Brytanii, AfD w Niemczech, Zjednoczenie Narodowe we Francji… O, ironio! Sankcje gospodarcze, po których NATO spodziewało się zmiany reżimu w Rosji, są o krok od wywołania całej
kaskady zmian reżimów w Europie Zachodniej. Klasy rządzące Zachodu tracą wiarygodność wskutek klęski właśnie w tym momencie, gdy autorytarna demokracja rosyjska odzyskuje legitymizację dzięki zwycięstwu, a raczej zyskuje „superlegitymizację”, gdyż powrót Rosji do stabilności pod rządami Putina zapewnił mu już na samym początku niezaprzeczalne i pełne zaufanie społeczne.

Tak wygląda nasz świat u progu 2026 roku. […]

Paryż, 25 września 2025

okładka książki klęska zachodu

Emmanuel Todd, Klęska Zachodu, Wydawnictwo Universitas, 2025, tłumaczenie Marta Turnau

Przypisy:
[1] Emmanuel Todd, L’illusion économique. Essai sur la stagnation des sociétés developpées,
Gallimard, Paris 1997.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 318 / (5) 2026

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również: