Analiza

Ewa Symonides: Człowiek i biosfera. Szanse przetrwania Homo sapiens w zdegradowanym środowisku przyrodniczym

kropla wody w kształcie kuli ziemskiej na liściu
Obraz Enrique z Pixabay
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 230 / (22) 2024

Z biologicznego punktu widzenia człowiek jako gatunek osiągnął ewolucyjny sukces: opanował wszystkie lądowe ekosystemy Ziemi i liczebnie zdominował populacje innych ssaków. Te sukcesy są równocześnie zapowiedzią katastrofy w dłuższej perspektywie czasu. Minione stulecie było bowiem świadkiem antropogenicznej degradacji biosfery: wylesiania kontynentów, ekspansji pustyń, degradacji gleb, zaniku jezior, ubytku słodkiej wody, rosnącego tempa ubożenia różnorodności biologicznej, wreszcie strat lądowej części planety na skutek wzrostu poziomu wód oceanów i zmian klimatu. […]

Dziękujemy PAN za udostępnienie fragmentów materiału do publikacji. Zachęcamy do lektury całości.

Wprowadzenie. Eksplozja populacji Homo sapiens – sukces gatunku czy zapowiedź katastrofy biosfery?

Z biologicznego punktu widzenia człowiek rozumny (Homo sapiens) osiągnął ewolucyjny sukces: opanował wszystkie lądowe ekosystemy Ziemi, efektywnie eksploatuje naturalne zasoby biosfery, a liczebnie zdominował populacje innych, dużych ssaków. Nasiloną od dwóch wieków eksplozję demograficzną coraz częściej traktuje się jednak jako zapowiedź katastrofy biosfery w dłuższej perspektywie czasu, głównie z powodu wyczerpywania zasobów naturalnych Ziemi i postępującej degradacji środowiska przyrodniczego. Czy rzeczywiście populacji Homo sapiens, podobnie jak wielu innym gatunkom w przeszłości, grozi zagłada wskutek kolejnej, wielkiej katastrofy? […]

Aktualny stan populacji Homo sapiens i prognozy jej zmian

Według paleodemografów i archeologów przez większość dziejów współczesnej postaci człowieka naszą planetę zamieszkiwało co najwyżej kilka milionów ludzi. Pierwszy miliard populacja Homo sapiens osiągnęła dopiero w 1830 roku, ale już w końcu września 2019 roku Ziemię zamieszkiwało blisko 7,8 mld osób! Obecnie codziennie rodzi się 200 tys. noworodków, a przyrost naturalny wynosi ok. 80 mln rocznie. Prym w zaludnieniu planety wiodą mieszkańcy Azji. Ich dominacja jest niezagrożona z powodu obecnej liczby mieszkańców Chin i Indii (łącznie 2,8 mld) oraz dużego przyrostu naturalnego Hindusów (2,15%). Wprawdzie ten ostatni jest obecnie najwyższy w kilku krajach afrykańskich (np. Zimbabwe 4,36%, Niger 3,28%, Uganda 3,25%), ale ze względu na małą liczbę ich mieszkańców (łącznie kilkadziesiąt mln) – ludność Afryki nie zdoła odebrać prymatu Azjatom w zaludnieniu biosfery przez najbliższe dziesiątki lat (Kowalski, 2008).

Według różnych prognoz demograficznych do połowy XXI wieku ludność świata wzrośnie niemal lub ponad dwukrotnie, a najostrożniejsze szacunki, uwzględniające obniżenie tempa wzrostu zaludnienia w ostatnich kilkunastu latach, przewidują przyrost ludności o 2,6–3 mld, tj. o większą liczbę osób niż liczyła populacja Homo sapiens w 1950 roku (Cohen, 1995; Strzelecki, 2014).

Ludność świata bardzo szybko zbliża się do górnej granicy pojemności biosfery dla populacji Homo sapiens, oscylującej w zakresie 8–14 mld.

Co gorsze, areną przyrostu naturalnego będą głównie regiony często już dzisiaj przeludnione i najczęściej silnie zdegradowane, wskutek czego pogłębią się różnice w poziomie życia między krajami rozwijającymi się a rozwiniętymi, w których – podobnie jak w Europie – przewiduje się nawet spadek ludności.

Eksploatacja zasobów naturalnych i antropogeniczne zniszczenia biosfery

Wykorzystywanie zasobów naturalnych biosfery przez ludność różnych krajów jest skrajnie zróżnicowane. Według Global Footprint Network (2016) gdyby cała światowa populacja Homo sapiens zużywała dobra naturalne Ziemi na poziomie mieszkańców Australii – potrzeba byłoby ponad pięciu planet, Chin – tylko dwóch, a Indii – zaledwie 0,7. Ambicją Chińczyków jest jednak osiągnięcie standardu Zachodu, co choćby tylko ze względu na liczbę ludności tego kraju oznacza trudną do wyobrażenia przyszłość biosfery.

Ubiegłe stulecie było świadkiem eksplozji populacji Homo sapiens i równocześnie nienotowanej wcześniej dewastacji biosfery w wyniku jego działalności, w tym wylesiania i pustynnienia kontynentów, degradacji gleb, wypłycania i zaniku jezior, ubytku słodkiej wody, spadku różnorodności biologicznej, wreszcie strat lądowej części planety na skutek wzrostu poziomu wód mórz i oceanów (McNeill i Engelke, 2016). Takie zmiany w biosferze oznaczają pogorszenie warunków życia rosnącej populacji Homo sapiens oraz zniszczenie siedlisk tysięcy gatunków roślin, zwierząt i grzybów, które wymierają w szybkim tempie lub są skrajnie zagrożone wyginięciem.

Zniszczenia i przekształcenia środowiska przyrodniczego Ziemi przez działalność Homo sapiens uzasadniają traktowanie antropocenu jako epoki, w której została zapoczątkowana VI wielka katastrofa w jej historii. Częściowo także usprawiedliwiają traktowanie człowieka w kategoriach „superpasożyta” (Lovelock, 2006) lub „wysokiego szczebla drapieżnika” (Darimont i in., 2015). […]

Poglądy dotyczące konsekwencji eksplozji demograficznej

Według większości demografów naszej planecie grozi przeludnienie, chociaż sporną kwestią jest górna granica pojemności biosfery dla populacji Homo sapiens. Niektóre prognozy przewidują ustabilizowanie się ludności świata pod koniec XXI wieku na poziomie 12 mld, ale według innych przewidywań – w połowie XXII wieku populacja osiągnie liczebność aż 28 mld (Kowalski, 2008). Biorąc pod uwagę degradację biosfery i kurczące się zasoby naturalne, na które gwałtownie wzrasta popyt spowodowany eksplozją populacji, uzasadnione są obawy o szanse przetrwania Homo sapiens na Ziemi. Warto w tym miejscu zaprezentować dwie skrajne opinie: neomaltuzjanistów i kornkopistów.

Neomaltuzjanizm wyrósł z teorii ludnościowej brytyjskiego ekonomisty i demografa Thomasa Roberta Malthusa oraz maltuzjanizmu z końca XIX i XX wieku. Malthus stworzył tzw. teorię przeludnienia i koncepcję statycznej teorii zasobów, w myśl których liczba ludności na świecie rośnie w postępie geometrycznym, natomiast produkcja żywności – arytmetycznym, co musi doprowadzić do zjawiska przeludnienia i nędzy, jako efektu nadmiernego przyrostu ludności.

Neomaltuzjaniści, poza niedostateczną podażą żywności, podnosili fakt kurczącej się przestrzeni życiowej i zasobów surowcowych oraz wzrostu zanieczyszczenia środowiska. Ich zdaniem tylko skuteczne ograniczenie i regulacja urodzeń mogą zapewnić ludzkości przetrwanie (Daily i Ehrlich, 1992; Ehrlich, 2008). Rozkwit koncepcji neomaltuzjanistów miał miejsce w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej w związku z ludnościową eksplozją w krajach postkolonialnych, ale ich idee odżyły ponownie po opublikowaniu I raportu dla Klubu Rzymskiego pt. „Granice wzrostu”. Czytamy w nim m.in.: „Jeśli obecne trendy wzrostowe światowej populacji, industrializacji, zanieczyszczenia, produkcji żywności i zużycia zasobów zostaną utrzymane, to w ciągu najbliższych stu lat osiągnięte zostaną granice wzrostu tej planety. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem będzie raczej gwałtowny i niekontrolowany spadek zarówno liczebności populacji, jak i produkcji przemysłowej”.

Kornukopizm (od ang. cornucopia, czyli róg obfitości) wyrósł w opozycji do teorii Malthusa. Autorką i główną propagatorką tej teorii była Esther Boserup, zajmująca się ekonomiką rolnictwa. Boserup dowodziła, że ludzkości nie grozi zagłada w związku z brakiem żywności, ponieważ przyrost ludności stymuluje postęp nowoczesnych technik i technologii w produkcji rolnej. Równocześnie jednak uważała, że wzrost wykształcenia kobiet w krajach rozwijających się doprowadzi do ograniczenia rozrodczości i przyrostu naturalnego w skali kraju (Boserup, 2005).

Warto na koniec przytoczyć słowa zmarłego w 2015 roku amerykańskiego filozofa, Paula Warrena Taylora, twórcy teorii biocentrycznego egalitaryzmu. W dziele pt. „Respect for Nature. A Theory of Environmental Ethics” Taylor pisze m.in., że 

„(..) Gatunek ludzki, wraz z innymi gatunkami, jest integralnym składnikiem systemu wzajemnej zależności… Z natury ludzie nie są wyższymi stworzeniami od innych żyjących istot…”. I dalej: (…) „nasza zależność od dobrej kondycji całej sfery życia jest absolutna. Tak więc radykalne i niekorzystne zmiany w środowisku niosą poważne zagrożenie dla przetrwania gatunku ludzkiego…”.

Taylor wprost wskazuje na pozytywne skutki nieobecności Homo sapiens na Ziemi: „(…) ekosystemy powrócą do swej równowagi, lasy tropikalne odzyskają swój dobroczynny wpływ na klimat planety, zanieczyszczone morza i oceny uwolnią się – po upływie paru stuleci – od trujących substancji…” (Taylor, 1986; Hołub, 2012).

Końcowe refleksje

Przeludnienie Ziemi do pułapu pojemności biosfery zbliża się wielkimi krokami, mimo głodu, wojen, epidemicznych chorób i różnego rodzaju kataklizmów, nękających społeczeństwa i jednostki w wielu rejonach świata. Realnym zagrożeniem dla Homo sapiens i jego środowiska są, poza szybko kurczącymi się zasobami naturalnymi, ogromne dysproporcje demograficzne, gospodarcze i społeczne w różnych częściach świata.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że opracowanie i wdrożenie recept na uchronienie ludzkości przed globalnym kataklizmem jest praktycznie niemożliwe.

Czy można bowiem oczekiwać od krajów rozwijających się zrezygnowania z ambicji osiągnięcia dobrobytu porównywalnego z krajami bogatymi, i to niezależnie od kosztów środowiskowych? Czy można wymagać od ludności nękanej głodem troski o przyszłość biosfery zamiast o zdobywanie podstawowych środków niezbędnych do życia? Czy można się spodziewać dobrowolnego ograniczenia rosnącego konsumpcjonizmu przez egoistyczne społeczeństwa bogatego Zachodu? Na te pytania odpowiedź może być tylko negatywna, każda inna wydaje się być utopią, skoro aktywność rządzących na tym świecie ogranicza się głównie do organizowania globalnych i regionalnych konferencji, z których w praktyce nic nie wynika. Co czeka Homo sapiens – pokaże czas.

Bibliografia publikacji

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 230 / (22) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: