fbpx

Felieton

#Górski_prowokuje: Hiroszima i Nagasaki – amerykańskie ludobójstwo założycielskie

Hiroszima po wybuchu bomby atomowej
Pierwsza bomba atomowa została zrzucona na Hiroszimę w dniu 1945-08-06. Na zdjęciu fragment zniszczonych przez bombę ruin budynków, patrząc na południe od centrum miasta. Fot. Australian War Memorial, Public Domain.

Rafał Górski

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 119 / (15) 2022

6 sierpnia 1945 roku, godzina 8:15, Hiroszima. Enola Gay, amerykański bombowiec B-29, zrzuca pierwszą na świecie bombę atomową. 43 sekundy później bomba eksploduje bezpośrednio nad szpitalem w centrum miasta. Zabija wszystkich pacjentów, lekarzy i pielęgniarki oraz nauczycieli i dzieci w pobliskiej szkole. W całej Hiroszimie w ciągu kilku sekund ginie 80 tysięcy ludzi. Ludzie wyparowują, pozostają po nich tylko cienie na murach. Miasto znika z powierzchni ziemi.

Jaki argument odegrał największą rolę w poufnych rozmowach wojskowych, polityków i naukowców o zrzuceniu bomby atomowej na cywilów?

„Nowa broń pochłonie, co prawda, wiele ofiar, jednakże przeszkodzi o wiele większym stratom w ludziach i mieniu po obydwu stronach, jeśli rzeczywiście doprowadzi do natychmiastowego zakończenia wojny” – odpowiada Robert Jungk w swoim pionierskim opracowaniu „Jaśniej niż tysiąc słońc”.

Albo zrzucimy bombę albo wojna przeciągnie się w nieskończoność i zginie więcej ludzi. To wersja amerykańskiej propagandy wojskowo-politycznej. Kłamstwo, które obleciało cały świat, zanim prawda nałożyła swoje buty.

Obleciało skutecznie, bo do dziś w rozmowach słyszę, że prezydent Harry Truman musiał dać zielone światło na użycie bomb atomowych, bo inaczej podczas inwazji na Japonię zginęłoby kilkaset tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Alternatywa dla ludobójstwa

A jaka jest prawda? W 1945 roku wywiad amerykański był w posiadaniu informacji, które wskazywały na możliwość pokonania Japonii bez konieczności realizacji „Operacji Upadek”, czyli planowanej inwazji na Japonię.

„Japoński obszar powietrzny był tak dalece pod naszą kontrolą, że wiedzieliśmy doskonale, skąd i kiedy odpływał każdy ich okręt – wspomina Alfred MacCormack, szef wywiadu wojskowego dla obszaru działań wojennych na Pacyfiku. – Japończycy nie mieli już dostatecznych zapasów żywności, a ich zapasy materiałów pędnych były na wyczerpaniu. Rozpoczęliśmy tajną akcję minowania wszystkich portów, izolując ich coraz bardziej od świata. Gdybyśmy tę operację przeprowadzili konsekwentnie, niszczenie miast japońskich przy pomocy bomb napalmowych i innych okazałoby się zbyteczne. Lecz generał lotnictwa Norstad oświadczył, że akcja ta jest niebohaterska i niegodna amerykańskiego lotnictwa. Została więc przerwana”.

I jeszcze prawda z raportu Komisji Strategicznych Ataków Lotniczych USA pt. „The Effects of the Atomic Bombs on Hiroshima and Nagasaki” opublikowanego w 1946 roku: „nawet bez ataków z użyciem bomb atomowych przewaga powietrzna nad Japonią mogłaby wywrzeć presję wystarczającą do ogłoszenia bezwarunkowej kapitulacji i zażegnania konieczności inwazji”.

Bez „utraty twarzy”

Oficjalna propaganda jest taka, że Amerykanie zdecydowali o zrzuceniu bomb atomowych po obradach konferencji w Poczdamie. Truman 26 lipca 1945 roku ogłosił na niej ultimatum i wezwanie do bezwarunkowej kapitulacji Japonii. Zrobił to publicznie, na oczach całego świata, co bardzo utrudniło Japończykom poddanie się bez „utraty twarzy”. Nie skorzystał z przekazania warunków kapitulacji dyskretnie, kanałami dyplomatycznymi upoważnionemu do rokowań pełnomocnikowi Japonii, którym był książę Fumimaro Konoe. Truman zagrał w ten sposób wiedząc już o udanej amerykańskiej próbie atomowej przeprowadzonej 16 lipca.

„Gdyby sojusznicy dali księciu tydzień czasu, aby mógł uzyskać od swego rządu zgodę na zaproponowane warunki, wojna skończyłaby się w ostatnich dniach lipca lub na początku sierpnia bez bomby atomowej i bez udziału Związku Radzieckiego” – pisze amerykański historyk Robert I. C. Butow.

Dlaczego Truman nie wykorzystał drogi dyplomatycznej? Może dlatego, że Hiroszima była mordem założycielskim zimnej wojny.

„(…) zimna wojna się zaczęła, zanim gorąca wojna dobiegła końca. Ludzie z Hiroszimy nie byli więc ostatnimi ofiarami drugiej wojny światowej, lecz pierwszymi ofiarami rozgrywki o przewagę sił między USA a Związkiem Radzieckim” – zauważa Norman Cousins, na łamach „Saturday Review of Literature” w 1955 roku.

Szokujący argument

I jeszcze trzeci argument za ludobójstwem –pieniądze. Używał go generał Leslie R. Groves, szef Projektu Manhattan, przy którym pracowało 150 tysięcy ludzi, i którego celem było skonstruowanie bomby.

Zdaniem generała trzeba bombę wykorzystać, bo rząd Stanów Zjednoczonych wydał na nią z kieszeni zwykłych obywateli 2 miliardy dolarów. To około 27 miliardów w przeliczeniu na dolary w 2016 roku, jak pisze Rodric Braithwaite w swojej książce „Armagedon i paranoja. Zimna wojna – nuklearna konfrontacja”.

Zaiste, przekonywujący argument. Gdyby bomby atomowe nie zabiły setek tysięcy cywilów w Hiroszimie i w Nagasaki, podatnicy amerykańscy zastanawialiby się, dlaczego tego nie zrobiono. A politycy zostaliby oskarżeni o marnotrawstwo funduszy publicznych na Projekt Manhattan. Paranoja.

Wojskowi rządzą

W maju 1945 roku sekretarz wojny USA, Henry Stimson, powołał komisję, która miała rozważyć sposoby i konsekwencje użycia bomby atomowej. W jej skład weszło pięciu polityków i trzech naukowców. Komisji przydzielono radę naukową złożoną z czterech fizyków atomowych. O tych siedmiu naukowcach koledzy mawiali, że „z politykami i wojskowymi grają w piłkę”. Warto podkreślić, że podczas obrad komisji nie było miejsca na rozważania, czy należy zastosować w wojnie bombę atomową, lecz wyłącznie, jak ją zastosować.

„Komisja ogólna nie miała ani przez chwilę wątpliwości, że nowa broń powinna być użyta, co należało przypisać wpływowi jednego człowieka, którego nazwisko nie figuruje na liście członków i nie jest też wymienione w późniejszych relacjach ministra wojny Stimsona: był nim Leslie R. Groves. »Wywołałoby to złe wrażenie, gdyby mnie oficjalnie wybrano na członka komisji złożonej z samych cywilów – oświadcza Groves – brałem jednakże udział we wszystkich posiedzeniach i uważałem zawsze za swój obowiązek głosować za użyciem bomby«” – relacjonuje Robert Jungk w książce „Jaśniej niż tysiąc słońc”.

Czytając o ludziach z tej komisji w tyle głowy mam refleksje Zygmunta Baumana z książki „Nowoczesność i Zagłada”: „Autorzy Oświęcimia oddani zostali pod sąd, ale nie słychać jakoś o procesach autorów Gułagu, a już nigdy chyba nie usłyszymy o rozprawie nad autorami Hiroszimy”. Niestety nie słychać również o procesach autorów ludobójstwa w Katyniu, w Kongo pod rządami króla Belgów Leopolda II, czy w Chinach w latach wielkiego głodu 1958-1962.

Atomowe GMO

W raporcie „Ocena zagrożeń na świecie” z 2016 roku – przedstawianym corocznie senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych przez Wspólnotę Wywiadów USA (17 amerykańskich agencji rządowych) – wymieniono edycję genów, jako jeden z sześciu rodzajów broni masowej zagłady oraz działań na rzecz jej rozpowszechniania.

Pięć pozostałych broni to rosyjskie rakiety samosterujące, syryjska oraz iracka broń chemiczna, a także programy nuklearne Iranu, Chin i Korei Północnej.

„Materiały oraz technologie biologiczne i chemiczne, prawie zawsze o podwójnym zastosowaniu [w celach pokojowych lub wojennych], łatwo rozprzestrzeniają się w zglobalizowanej gospodarce” – pisali autorzy raportu. I dalej zauważają: „Badania nad edycją genomu, prowadzone w państwach o odmiennych standardach prawnych lub etycznych w krajach Zachodu, prawdopodobnie zwiększają ryzyko stworzenia potencjalnie szkodliwych środków lub produktów biologicznych. Zważywszy na szerokie rozpowszechnianie, niski koszt i szybkie tempo rozwoju tej technologii o podwójnym zastosowaniu, jej rozmyślne lub nieświadome nadużycie mogłoby doprowadzić do dalekosiężnych skutków w dziedzinach ekonomii oraz bezpieczeństwa narodowego”.

„Poczułam się zszokowana” – napisała Jennifer A. Doudna, laureatka Nagrody Nobla za edycję genów (2020 rok), po przeczytaniu raportu Wspólnoty Wywiadów. Pisze o tym w swojej książce „Edycja genów. Władza nad ewolucją”.

Ja nie jestem zszokowany raportem amerykańskich służb wywiadowczych. Zauważam natomiast naiwność laureatki Nagrody Nobla i tupet Amerykanów, którzy piszą o etyce standardów krajów Zachodu mając na sumieniu ludobójstwo w Hiroszimie i Nagasaki.

Historia tego, co dzieje się od dekady z technologią edycji genów (nowego GMO) przypomina mi to, co działo się z pracami nad bombą atomową.

W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z wieloma podobieństwami. Po pierwsze, z brakiem szerokiej, publicznej debaty na temat zasadności stosowania nowej technologii. Po drugie, z brakiem międzynarodowej kontroli nad jej rozwojem. Po trzecie, z wyścigiem zbrojeń między państwami o jak najszybsze użycie technologii. W przypadku nowego GMO chodzi np. o ulepszanie ludzi, o czym pisze Jean-Francois Bouvet w książce „Dzieci na zamówienie”.

Co z tego wyniknie dla zwykłych ludzi? Obawiam się, że nic dobrego. Tak, jak w przypadku bomby atomowej. A jakie jest twoje zdanie?

Hiroszima po wybuchu bomby atomowej
Fot. Australian War Memorial, Public Domain.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 119 / (15) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Polityka # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.