fbpx
Jesteś społecznikiem? Zgłoś się do 5. edycji Kuźni Kampanierów

Felieton

#Górski_prowokuje: Mroczne wody. Praktyka spisku (odcinek 2)

patelnia
fot. Leo_65 z Pixabay

Czy masz w kuchni patelnię teflonową, która przy podgrzaniu wydziela rakotwórcze opary? A może wnętrze Twojej kuchenki lub garnków jest pokryte PFOA? A może tylko szukasz wzmocnienia do walki z „czystym złem”? Jeśli tak to ten tekst jest dla Ciebie. I jeszcze dla Roba Bilotta.

„Trują nas. Poważnie. DuPont świadomie nas podtruwa. Nas wszystkich. Nie patrz tak na mnie. Zatruwają to dziecko” – mówi Rob Bilott (Mark Ruffalo) do swojej ciężarnej żony, Sary.

„Nie będę tego słuchać. Przestań. Czy ty siebie słyszysz? Zachowujesz się jak obłąkany. Przerażasz mnie. Powinnam Cię wspierać, wiem. Ale nie masz prawa opowiadać, że ktoś truje nasze nienarodzone dziecko” – odpowiada żona Bilotta, w którą kapitalnie wciela się Anne Hathaway.

Scena rozgrywa się w filmie „Mroczne wody” opartym na faktach. Punktem wyjścia do scenariusza był głośny artykuł Nathaniela Richa pt. „Prawnik, który stał się najgorszym koszmarem DuPont” opublikowany w New York Timesie w 2016 roku.

Film nie został nominowany do Oscarów, ale zapewniam, że jest lepszy od większości filmów, które nominacje dostały. Zresztą po jego obejrzeniu łatwiej można zrozumieć, dlaczego nominacji nie dostał. Dotyka prawdy o mechanizmach rządzących światem, a tego nie wybaczają Ci, którzy nami rządzą. W Stanach Zjednoczonych wywołał burzę. W Polsce przeszedł bez echa. Wsi spokojna, wsi wesoła.

Martwe krowy

Adwokat Rob Bilott został właśnie partnerem w prestiżowej kancelarii prawnej w Cincinnati, która obsługuje największe amerykańskie korporacje. Film zaczyna się w 1998 roku, kiedy prawnika odwiedza Wilbur Tennant z Parkersburga, rolnik, który zna babcię mecenasa. Farmer wręcza Bilottowi karton z kasetami wideo, na których są makabryczne nagrania zatrutych chemikaliami krów.

Tennant twierdzi, że lokalny zakład chemiczny korporacji DuPont zatruwa potok obok jego gospodarstwa i zabija bydło. Jego farma to cmentarz. Grzebie na niej zdechłe krowy. Pada ich tyle, że część jest zmuszony spalić. Mówi: „Szukam adwokata. Ci lokalni trzęsą portkami przed DuPontem. A ja się nie boję”. (Brzmi znajomo.) W odpowiedzi słyszy od mecenasa, że ten jest adwokatem, który broni korporacji chemicznych.

Adwokat: Pewnie zwracał się Pan do korporacji?
Rolnik: Do nich, do władz, do FBI. Przyjechała tylko Agencja Ochrony Środowiska.
Adwokat: A jednak.
Rolnik: Zrobili raport.
Adwokat: Co w nim było?
Rolnik: Myślisz, że mi pokazali?

Dla dobra ludzi

„W DuPont produkujemy środki chemiczne dla dobra ludzi, żeby żyło się im łatwiej, szczęśliwiej i dłużej. Lepsze życie dzięki chemii to dla nas nie tylko slogan. To nasze DNA” – radca prawny DuPont.

No cóż, to DNA ma też związek m.in. z zatruciem milionów ludzi benzyną ołowiowąspiskiem, którego rezultatem było zniszczenie transportu publicznego w amerykańskich miastach.

Parafrazując: „W Play, Orange, Plus, T-Mobile produkujemy elektrosmog dla dobra ludzi, żeby żyło się im łatwiej, szczęśliwiej i dłużej. Lepsze życie dzięki promieniowaniu elektromagnetycznemu to dla nas nie tylko slogan. To nasze DNA”.

Widzisz duchy?

„Widzisz duchy i robisz z siebie głupka” – tak odpowiada radca prawny korporacji DuPont, gdy Rob Bilott mówi mu, że w dokumentach korporacji widzi rzeczy, których nie rozumie. Brzmi znajomo? Pewnie tak, dla wszystkich tych, którzy szukają prawdy, zadają niepoprawne politycznie pytania i kwestionują raporty o społecznej odpowiedzialności biznesu. Raporty korporacji bankowych (klauzule niedozwolone), biotechnologicznych (GMO), telekomunikacyjnych (elektrosmog), farmaceutycznych (statyny), odpadowych (spalarnie), motoryzacyjnych (emisje), mięsnych (fermy przemysłowe) czy chemicznych (pestycydy).

„Chcesz zmarnować karierę dla jakiegoś wsioka?” – to dalej radca prawny. Brzmi znajomo. Ile to ja już razy w życiu słyszałem, że zamiast robić karierę w biznesie lub partii, zajmuję się staniem po stronie „jakichś wsioków”.

„Fuck you. Kmiot” – słyszy na pożegnanie Robert Bilott od radcy prawnego DuPont ubranego w dystyngowany, ciemny garnitur i muszkę. Rozmowa ma miejsce podczas corocznej, wytwornej kolacji Ohio Chemical Alliance w 1999 roku. W tle konferansjer wita zgromadzonych gości hasłem: „Zaczynamy zabawę”.

Brzmi znajomo. Tutaj mamy kawę na ławę, ale najczęściej słyszałem wersję dyplomatyczną, zapakowaną w ładne opakowanie. Zamiast „spierdalaj” jest cisza lub życzymy powodzenia.

PFOA=C8=teflon

W ramach projektu Manhattan, rządowego, tajnego projektu (tak, to ten, którego rezultatem była bomba atomowa), wynaleziono substancję chemiczną PFOA (kwas perfluorooktanowy) odporną na wodę. To związek syntetyczny, który nie występuje w przyrodzie. „Dzieło” homo sapiens, a raczej homo debilis. Pierwszym jego zastosowaniem była niezniszczalna, wodoodporna powłoka dla czołgów.

Chciwi ludzie z zarządów korporacji, szukając zysku postanowili wprowadzić PFOA do użytku cywilnego. Jedną z firm był DuPont, który przemianował PFOA na C8 i opracował z jej udziałem własną nieprzepuszczalną powłokę, którą nazwał teflonem. Korporacja zaczęła ją stosować do patelni kuchennych.

Teflon wytwarzali w Parkersburgu w Wirginii Zachodniej. Z tego małego miasteczka trucizna PFOA rozpowszechniła się na cały świat. Jak to ujęli Rick Smith i Bruce Lourie w swojej książce „Mordercza gumowa kaczka”: „to prawdopodobnie pierwszy w historii przypadek, kiedy mała miejscowość dosłownie zanieczyściła cały świat, włączając w to prawie każdy organizm na naszej planecie”.

„Teflon jest wszędzie”, jak głosiło hasło reklamowe DuPont. Uważa się, że PFOA jest obecne we krwi wszystkich istot żywych, w tym we krwi 99 procent ludzi! Teflon na zawsze pozostaje w ludzkim organizmie. Podobnych „wiecznych chemikaliów” jest jeszcze 600. W większości nie podlegają one regulacjom.

Teflon znajdziemy w patelniach, kosmetykach, ubraniach, myszkach komputerowych, niciach dentystycznych, dywanach, szkłach kontaktowych, pudełkach na żywność, wycieraczkach do samochodów. Zawierają go buty, płaszcze przeciwdeszczowe, farby. Na bazie związków perfluorowanych (PFC), czyli substancji z grupy chemicznych krewnych teflonu, powstał wodoodporny materiał Gore-Tex. Używają go setki milionów ludzi w domach na całym świecie.

Wsadź ich za kratki

Wilbur Tennant umierający na raka nie chce pieniędzy i odszkodowania od korporacji. Chce, żeby Rob Bilott wsadził szefostwo DuPont za kratki. Chce, żeby cały świat dowiedział się o zbrodniczej działalności amerykańskiej firmy. Chce, żeby adwokat nie dał się uciszyć. Mecenas odpowiada rolnikowi:

„Trzeba by udowodnić w sądzie, że C8 zabiło twoje krowy. Naukowcy, którzy mają o tym jakieś pojęcie pracują dla korporacji. To nie przypadek. Oni mają pieniądze i zrobią z nich użytek. Sam byłem jednym z nich”.

Ostatecznie w 2001 roku między korporacją a rodziną Tennantów doszło do ugody poza salą sądową.

Tajne przez poufne

Korporacja DuPont przez 40 lat ukrywała informację o tym, że PFOA jest trucizną. Ukrywała, że patelnie kuchenne to bomba z opóźnionym zapłonem. Chciwi ludzie wiedzieli o rakotwórczości C8, ale nic nie zrobili, bo jak wynika z dokumentów firmy „zaprzepaściłoby to rynkowy potencjał produktu”. Korporacja zarabiała na teflonie miliardy rocznie.

Teflon swój debiut miał w 1961 roku, a już rok później naukowcy wykazali, że u szczurów występuje powiększenie wątroby po podaniu nawet małej dawki kwasu. Szczury dostawały raka, ciężarne samice rodziły młode ze zdeformowanymi oczami.

Pracujący przy produkcji teflonu dostawali wymiotów i gorączki. Korporacja chciała poznać przyczyny. W 1962 roku naukowcy z firmy DuPont poprosili ochotników o palenie papierosów z domieszką tej substancji chemicznej (!) i zaobserwowali, że „Dziewięć na dziesięć osób z grupy otrzymującej najwyższe dawki było zauważalnie chorych przez średnio dziewięć godzin z objawami grypopodobnymi, które obejmowały dreszcze, bóle pleców, gorączkę i kaszel”. Jeden z inżynierów firmy DuPont, który wrócił do domu chory, nazwał objawy „grypą teflonową”.

DuPont odsunął od produkcji wszystkie młode kobiety bez informacji o przyczynach zmian. A po roku przywrócili je na linie produkcyjne, również bez słowa wyjaśnienia. Kobieta w ciąży, która szorowała stalowe kadzie zawierające C8, urodziła chłopca. Dziecko miało jedno nozdrze i zdeformowane oko, jak młode samic szczurów doświadczalnych. Z zakładu zniknęła cała jej dokumentacja. W scenie pod koniec filmu, na stacji benzynowej zagrał nie aktor, ale już dorosły syn kobiety.

Pyły wytwarzane przy produkcji teflonu korporacja wypuszczała kominami, ścieki spuszczała do rzeki Ohio albo wrzucała w beczkach do zatoki Chesapeake, ale beczki wypływały. Składowali więc 6 milionów (!) ton odpadów w rowach na terenie zakładu chemicznego. Tak zacierali ślady swojej działalności „dla dobra ludzi”.

Agencja Ochrony Środowiska (EPA) zdecydowała się wytoczyć korporacji proces o ukrywanie informacji, że już w 1981 roku wykryto po raz pierwszy PFOA we krwi pracowników. W 2005 roku firma została ukarana rekordową (sarkazm) grzywną w wysokości 16,5 mln dolarów. Korporacja została uznana winną siedmiu z ośmiu postawionych jej zarzutów związanych z pogwałceniem „wymogu informowania EPA o poważnych zagrożeniach, jakie niosą ze sobą substancje produkowane, przetwarzane bądź produkowane przez zakłady chemiczne”.

Oczywiście dla korporacji 16,5 mln dolarów to drobne na waciki. W samym tylko 2007 roku firma zarobiła ponad 3 miliardy dolarów (przy obrocie sięgającym nawet 30 miliardów).

Kij w mrowisko

„Jaki z człowieka pożytek, jeśli nie potrafi walczyć o własne prawa?” – mówi Joe Kiger, który włożył kij w mrowisko.

Nauczyciel WF z Kindensberga wystąpił z pozwem zbiorowym w imieniu 70 tysięcy mieszkańców, którym DuPont zatruwał wodę.

Punktem przełomowym było pismo z zakładów wodociągowych, które przyszło do niego w 2001 roku. Joe Kiger przeczytał w piśmie: „PFOA to substancja chemiczna trudno usuwalna z krwioobiegu osób, które mają z nią kontakt. Otrzymaliśmy informacje od firmy DuPont, że w ujęciach wody wykryto niewielkie jej stężenia. Firma zapewnia, że są to stężenia bezpieczne”. Czyli korporacja sama ustala standardy wody pitnej i przekazuje własną ocenę tej wody miejskim wodociągom! Nieprawdopodobne, a jednak możliwe.

W złożeniu pozwu zbiorowego pomaga Rob Bilott. Poruszająca jest scena w filmie z zebrania wspólników z kancelarii prawnej, w której pracuje Bilott. Gdy ważą się losy, czy kancelaria pomoże mieszkańcom, jeden ze wspólników mówi do adwokata: „Proponujesz nam niszczenie cenionej amerykańskiej firmy”. W tym momencie do dyskusji włącza się szef kancelarii: „Czytaliście zebrany przez niego materiał? Rażące zaniedbania, korupcja. Przeczytajcie i powiedzcie, że mamy nie reagować! Dlatego ludzie nie cierpią prawników! Dlatego jesteśmy krytykowani. Powinniśmy chcieć tej sprawy. Wszyscy! Amerykański biznes ma przyzwoitsze oblicze, albo trzeba je wymusić. Tak się buduje wiarę w system. Powtarzamy, że firma to ludzie. Ci ludzie przeholowali. Chrzanić ich!”.

Gotuj na zdrowie

Największy w historii Stanów Zjednoczonych zbiorowy pozew w sprawie zanieczyszczenia środowiska został wniesiony w sierpniu 2001 roku.

DuPont na pozew odpowiada zmasowaną propagandą w mediach. Jedna z reklam mówiła do milionów telewidzów: „To larum jest bez sensu. Teflon jest całkowicie bezpieczny. Dlatego rozpoczęliśmy kampanię Gotuj na zdrowie”.

Korporacja dodatkowo lobbuje w Waszyngtonie. „Ma rządzących w garści” – zauważa Bilott.

W tym czasie przesłuchiwany jest Charles O. Holliday, Jr., prezes DuPont. Podczas siedmiogodzinnego przesłuchania, którego fragment oglądamy w filmie „Mroczne wody”, Bilott pokazuje pismo DuPont do komisji bezpieczeństwa, w którym Holliday stwierdza: „Opierając się na wieloletniej praktyce oraz badaniach naukowych, firma DuPont uważa, że nie ma dowodów na to, iż PFOA szkodzi ludziom lub środowisku”.

Bilott pyta prezesa, jak to możliwe, że to napisał, kiedy od lat 70. korporacja miała badania naukowe wykazujące, że teflon wywołuje u mężczyzn, kobiet i dzieci deformacje twarzy, białaczkę, choroby wątroby, bezpłodność, liczne nowotwory pęcherza, nerek, jamy ustnej.

Porażające i dające do myślenia jest też to, że w dokumentacji firmowej DuPont opisującej rezultaty kontaktu z teflonem, występuje zwrot odbiorcy, a nie ludzie – kobiety, mężczyźni i dzieci.

Pakt z diabłem

Sprawa pozwu zbiorowego skończyła się ugodą w lutym 2005 roku. W tym czasie zespół prawników przeczytał ponad półtora miliona stron dokumentów. DuPont zapłacił 22 miliony dolarów za koszty postępowania, w tym wynagrodzenia prawników.

Korporacja zgodnie z ugodą przeznaczyła 71 milionów dolarów na program zdrowotno-edukacyjny dla mieszkańców, których wodę zatruwał. Taka kwota to trzydniowe dochody z teflonu (!). Został też utworzony specjalny, bezstronny panel ekspertów, który miał zbadać szkodliwość PFOA dla zdrowia ludzi. Zebrano do badań próbki krwi od 69 800 mieszkańców Parkersburga. Analiza krwi trwała 7 lat (!). Wynik? Nie ma wątpliwości. Długotrwały kontakt z C8 wywołuje schorzenia z sześciu kategorii: rak nerek, rak jąder, choroby tarczycy, stan przedrzucawkowy, hipercholesterolemia, wrzodziejące zapalenie jelita grubego.

Polska, biało-czerwoni

Sytuacja z filmu do złudzenia przypomina mi historie z polskich miast takich jak: Mielec, Łódź czy Bydgoszcz, żeby wspomnieć tylko wybrane, których sytuację znam od znajomych aktywistów walczących z „czystym złem”.

Sytuacja „typowa”: międzynarodowa korporacja lub zakład chemiczny truje mieszkańców. Robią, co chcą, bo dają miejsca pracy. Są powiązani z lokalną, wojewódzką lub krajową władzą polityczną. Skargi i wnioski o interwencje trafiają do Naczelnika Kosza w tym czy innym inspektoracie „ochrony” środowiska. Truci ludzie od lat bezskutecznie protestują. Przez ostatnie 25 lat nasłuchałem się takich historii dziesiątki.

A jak jest w Twojej miejscowości? Co jest w powietrzu, co jest w wodzie, co jest w jedzeniu? „Łykasz wszystko, co Ci wciskają?” – parafrazując stwierdzenie Wilbura Tennanta. Czy może jednak kwestionujesz propagandę korporacyjnego CSR-u (społecznej odpowiedzialności biznesu)?

To jest czyste zło

Rob Bilott spisał swoje wspomnienia w książce „Ujawnienie: zatruta woda, chciwość korporacji i jeden prawnik w samotnej, 20-letniej walce z DuPont”, która ukazała się w 2019 roku.

Nie czytałem książki, ale film świetnie oddaje wyzwania, przed jakimi stanął adwokat w roli człowieka, męża, ojca i adwokata. Dla sprawy poświęca siebie, rodzinę i karierę. Brzmi znajomo.

Roba omijają kolejne cudowne dni, kiedy świeci słońce, rodzina bawi się w ogrodzie, a on analizuje kolejne akta sprawy. „Prawo jest zaborcze. Taki zawód” – komentuje jego żona. W innej scenie filmu Sarah Bilott zadaje mu pytanie: „Czy nasze małżeństwo stać na 13 lat obsesji”? Obrońca uciśnionych nie odróżnia pracy od czasu wolnego. Praca nie jest dla niego tylko pracą, to jest dla niego dom. Brzmi znajomo.

Szef Roba w kancelarii obcina mu cztery razy pensję. Adwokat nie ma klientów, nikt nie chce z nim rozmawiać.

Lata walki i pracy w stresie skutkują przemijającym atakiem niedokrwiennym. Krew przez chwilę nie dopływa do mózgu. Objawy jak przy udarze. Adwokat ląduje w szpitalu.

I na koniec oddajmy głos temu, co się korporacjom nie kłaniał:

„Wszystko jest ustawione. Państwo nas niby chroni. Gówno prawda! Chronimy siebie my. Nikt inny. Nie korporacje. Nie nauka. Nie władze. My! Mówił mi to farmer po podstawówce. Wiedział od początku, a ja go brałem za wariata. Czy to nie obłęd?” – stwierdza Bilott.

I jeszcze najważniejsze słowa adwokata, które zawsze dodają mi mocy, kiedy sobie folguję w narzekaniu lub mam chwile słabości na froncie:

„To jest czyste zło, kurwa mać!”.


Więcej informacji:

1/ Znakomity artykuł śledczy o teflonie i kryminalnej przeszłości korporacji DuPont.

2/ Narażenie populacji na perfluorowane związki alifatyczne – świadomość zagrożeń

3/ Rozporządzenie Komisji (UE) 2017/1000

4/ DuPont vs. the World: Chemical Giant Covered Up Health Risks of Teflon Contamination Across Globe

5/ Film dokumentalny „Trucizna codziennego użytku” (The Devil We Know)

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 70 / (18) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Zdrowie

Być może zainteresują Cię również:

Chcę wiedzieć
# Zdrowie

Po konferencji prasowej „Polska bez rejestru upraw GMO – jemy obce geny”

Dnia 3 listopada 2010 roku w Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” w Warszawie odbyła się konferencja prasowa „Polska bez rejestru upraw GMO – jemy obce geny” organizowana w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej „Naturalne geny”. Organizatorem konferencji był Instytut Spraw Obywatelskich, zaś jej głównym prelegentem Marek Kryda – ekspert Instytutu Spraw Obywatelskich ds. genetycznie modyfikowanej żywności.

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.