fbpx

Felieton

#Górski_prowokuje: Wszyscy walczą o pokój, aż się leje krew*

wojna
wojna, fot. Alexas_Fotos z Pixabay

Jest wiosna 2022 roku. Od zakończenia II wojny światowej nie było na ziemi ani jednego dnia pokoju. Na skutek działań „elit” biznesowych, politycznychwojskowych, ludzie dzisiaj giną: na Ukrainie, w Syrii, w Palestynie, w Iraku, w Kazachstanie, w Afganistanie, w Birmie, w Libii, w Jemenie, w Nigerii, w tureckim Kurdystanie, w Kirgistanie. 259 konfliktów zbrojnych miało miejsce na świecie w latach 1946-2014 według badań prowadzonych na Uniwersytecie w Uppsali.

Wojny od zawsze toczono o surowce. Kiedyś o złoto, dostęp do wody i żyznej ziemi. Dziś o ropę, gaz i narkotyki. W przyszłości o wodę, uran i żywność.

Wojny o „demokrację”, „prawa człowieka” i „pokój” to propaganda, teatr dla widzów, czyli dla nas. Im wcześniej zdadzą sobie z tego sprawę zwykli ludzie, tym lepiej dla nich, a tym gorzej dla zarabiających na wojnach.

Rzut oka na mapę

Dlaczego wybuchła wojna na Ukrainie? Zachęcam do otworzenia mapy i przyjrzenia się, jak biegną rurociągi z gazem i ropą w Azji Środkowej. Gdzie są źródła wody pitnej i dostęp do morza? Jak wygląda rozkład ekonomicznego układu krwionośnego współczesnej gospodarki?

Polecam też lekturę klasyków. „Kto rządzi Europą Wschodnią, rządzi sercem lądu. Kto rządzi sercem lądu, rządzi światową wyspą. Kto rządzi światową wyspą, rządzi światem” – pisał w 1919 roku brytyjski ojciec geopolityki sir Halford Mackinder. Sercem lądu było dla niego centrum Eurazji – Rosja i Ukraina. Światową wyspą była Europa, Bliski Wschód i Azja. Kto wywołał wojnę na Ukrainie (nie mylić z napaścią)? Szukając odpowiedzi polecam refleksję nad innym pytaniem: kto chce dziś rządzić światem?

I jeszcze nasz rodak Zbigniew Brzeziński, który w 1997 roku w „Foreign Affairs”, organie propagandowym Council on Foreign Relations, pisał: „W Eurazji znajduje się większość najbardziej politycznie niezależnych i dynamicznych państw świata. Wywodzą się stamtąd wszystkie państwa historycznie pretendujące do globalnej władzy. W Eurazji znajdują się dwa najliczniej zaludnione kraje potencjalnie zagrażające amerykańskiej politycznej i gospodarczej supremacji. Nie licząc Stanów Zjednoczonych, leży tam sześć największych gospodarek świata i państw przeznaczających największe środki na wojskowość. Znajdują się tam również wszystkie, prócz jednego, mocarstwa nuklearne oraz wszystkie, prócz jednego, państwa, pracujące potajemnie nad bronią jądrową. Eurazję zamieszkuje siedemdziesiąt pięć procent światowej populacji i wytwarza się tam sześćdziesiąt procent światowego PNB. Znajduje się tam siedemdziesiąt pięć procent światowych zasobów surowców energetycznych. Potencjalna potęga wszystkich państw eurazjatyckich razem wziętych przyćmiewa nawet potęgę Ameryki.

Eurazja to superkontynent o kluczowym znaczeniu geopolitycznym. Mocarstwo kontrolujące Eurazję miałoby decydujący wpływ na dwa z trzech najbardziej produktywnych ekonomicznie regionów świata. Europę Zachodnią i Azję Wschodnią.

Rzut oka na mapę pokazuje także, że dominujący nad Eurazją kraj niemal automatycznie kontrolowałby Bliski Wschód i Afrykę. Ponieważ Eurazja jest obecnie geopolityczną szachownicą o decydującym znaczeniu, nie wystarczy już prowadzenie jednej polityki wobec Europy, a innej wobec Azji. To, jak przebiegnie dystrybucja wpływów na kontynencie eurazjatyckim, będzie miało decydujące znaczenie dla globalnego prymatu Ameryki”.

Właściwie na tym mógłbym skończyć, ale w trakcie szukania informacji o wojnie na Ukrainie, natknąłem się na raport „Extending Russia. Competing from Advantageous Ground” przygotowany w 2019 roku przez amerykański think-tank RAND Corporation. Trudno znaleźć jakiekolwiek jego omówienie przez polskie ośrodki analityczne lub ekspertów od geopolityki. Dlaczego? Może dlatego, że dość dobrze odpowiadał już trzy lata temu, na pytanie: „Dlaczego wybuchnie wojna na Ukrainie?”.

Gra na „dachu świata”

Inny przykład wojny surowcowej daje nam historia Tybetu. „Dach świata” ma znaczenie strategiczne z uwagi na minerały, ropę i… wodę. Na jego terenie znajdują się źródła siedmiu największych rzek Azji, dostarczających wodę ponad dwóm miliardom ludzi. W Tybecie jest ponad 2 tysiące jezior o łącznej powierzchni ponad 35 tys. kilometrów kwadratowych. Tybet ma drugi co do wielkości (po Saharze) potencjał energii słonecznej. Co więcej, w Tybecie znajdują się najbogatsze złoża uranu na świecie. Przypomnę tylko, że wzbogacony uran służy do produkcji broni atomowej i wykorzystywany jest w elektrowniach jądrowych. Aktualnie jesteśmy świadkami międzynarodowej „gry” związanej z sankcjami na uran w kontekście wojny na Ukrainie.

Polecam przyjrzeć się bliżej temu, kto i dlaczego najechał na Tybet oraz kto i dlaczego finansuje walkę o prawa człowieka w Tybecie. Zapewniam, że w obu przypadkach nie chodzi o pokój i bezpieczeństwo „zwykłych ludzi”.

Przyznaję się, że sam przez długi czas nie miałem świadomości, kto i w co „gra” na „dachu świata”. Miałem świadomość, że ci, którzy w 1949 roku wkroczyli do Tybetu to bandyci. Natomiast naiwnie wierzyłem, że opór mnichów tybetańskich wspierają tylko ci, którym zależy na Tybetańczykach. Wojna na Ukrainie zmobilizowała mnie do wyjścia poza „strefę komfortu”.

Wojna o świadomość

Gdy czytam lub słucham ekspertów, guru od spraw międzynarodowych irytuje mnie zawsze ich stosunek do zwykłych ludzi. Ludzi w ich analizach właściwie nigdy nie ma. Nie ma Heleny czy Tomka, są tylko pionki bez twarzy na „wielkiej szachownicy”.

Nie ma społeczności lokalnych Indian Huaorani (ekwadorska Amazonia), ludu Ogoni (delta Nigru), czy mieszkańców Trepcy (Kosowo). Zamiast nich są figury do przestawiania w „grze” światowych i regionalnych mocarstw o surowce. I jeszcze dziennikarze z nadęciem używający terminów typu „wielka polityka”, „twarda gra”, „stosunki międzynarodowe”, jakby sami o czymkolwiek współdecydowali, a nie byli jedynie elementem tej gry, trybikiem w machinie. A ta „wielka polityka” to zwykła bandyterka (jak walki gangów) uprawiana przez oligarchów biznesowych, politycznych i wojskowych, bez względu na to, czy mamy do czynienia z Czeczenią, Panamą, czy Indonezją. Bez względu czy zabijają dronami, bombami samolotowymi, czy jednostkami specjalnymi. I bez względu na to, czy korporacja nazywa się Gazprom, Chevron czy Shell.

„Z szarymi eminencjami, które stoją za rządami państw i prowadzą swoje sekretne kampanie przeciwko zwykłym ludziom, trzeba walczyć za  wszelką cenę – jeśli nie chcemy powtórzyć fatalnych błędów z niezbyt odległej przeszłości” – pisał w 2010 roku Daniel Estulin w książce „Władcy cienia”.

Jednym z podstawowych elementów walki jest lektura, bo jak pisał Orwell w „Roku 1984”: „Póki są nieświadomi, nie będą się buntować”.

Lektury nie do poduszki

Wojna na Ukrainie zmobilizowała mnie do sięgnięcia po książki, które czekały na swoją kolej na odległych miejscach w poczekalni domowej biblioteczki.

Polecam czytanie autorów, którzy patrzą na świat pod różnymi kątami i z różnych perspektyw. Bo inaczej grozi nam uwięzienie w informacyjnej bańce.

Przykładowo, sprawa zabójstwa Litwinienki inaczej wygląda po przeczytaniu „Korporacji zabójców. Rosja, KGB i prezydent Putin”, a inaczej po lekturze wspomnianych „Władców cienia”.

Lista lektur nie do poduszki: „Wojna jako usługa. Jak prywatne firmy wojskowe niszczą demokrację” Rolf Uesseler, „Wojny zastępcze” Filip Bryjka, „Niedźwiedź w cieniu smoka: Rosja-Chiny 1991-2014” Michał Lubina, „Geopolityka a bezpieczeństwo Polski” Leszek Sykulski, „Rzeczpospolita między lądem a morzem” Jacek Bartosiak, „O wielości cywilizacji” Feliks Koneczny, „O kulturze strachu i przemyśle bezpieczeństwa” Piotr Żuk i Paweł Żuk, „Dzicy” Joe Kane, „Zabójcy w imię republiki” Vincent Nouzille, „Biohazard” Ken Alibek i Stephen Handelman, „Instrumentarium globalnego panowania. O podmiotowych aspektach globalizacji” Joanna Szalacha-Jarmużek, „Absolutna dominacja” F. William Engdahl, „Hit Man. Nowe wyznania ekonomisty od brudnej roboty” John Perkins, „Tragizm polityki mocarstw” John J. Mearsheimer, „Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego” Samuel P. Huntington, „Otwarte żyły Ameryki Łacińskiej” Eduardo Galeano, „Raport o wojnie w Iraku” Tomasz Gabiś.

I jeszcze jedno na koniec. Przy lekturze i dyskusjach o wojnie ze znajomymi warto pamiętać o słowach Artura Schopenhauera z „Aforyzmów o mądrości życia”: „Kto przyszedł na świat, by na serio oświecać go co do spraw najważniejszych, ten może mówić o szczęściu, jeśli wyniesie skórę cało”.

*Tytuł pochodzi z piosenki „Pokój i krew” zespołu Dezerter.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 116 / (12) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.