Analiza , Książka

Hipotetycznie chorzy i ciała innych. O książce Naomi Wolf „The Bodies of Others…”

Naomi Wolf i jej książka The Bodies of Others
N. Wolf na konferencji prasowej - nowojorski Foley Square 28.03.2012 r., fot. Sunset Parkerpix, CC BY-SA 2.0 , via Wikimedia Commons

„Za sprawą Covid-19, choroba została przedstawiona odgórnie jako sprawa zdrowia publicznego, a państwo przejęło centralną rolę i nieograniczoną władzę w zarządzaniu naszymi ciałami i ciałami innych. Od sprawdzania temperatury przy obcych ludziach po ogłaszanie infekcji osób publicznych w mediach społecznościowych, śmiertelność związana z Covid-19 została wykorzystana do odrzucenia wszelkich oczekiwań dotyczących prywatności i autonomii jednostki. Za sprawą Covid-19 my wszyscy na współczesnym Zachodzie zostaliśmy ponownie przedstawieni jako hipotetycznie chorzy”.

Lato 2023 roku, gdy piszę te słowa, to czas, w którym wspomnienie równie chaotycznych i pozbawionych umocowania w systemie prawnym, co widowiskowo ogłaszanych i stanowczo egzekwowanych decyzji władz państwowych, ograniczających możliwość przemieszczania się, zamykających doraźnymi „rozporządzeniami” lasy, cmentarze, szkoły, miejsca pracy czy uprawiania sportu, wydaje się – płytko patrząc – przykrą, lecz dość już odległą reminiscencją. Dziś pamięć o publicznie formułowanych i afirmatywnie nagłaśnianych w mediach hasłach w duchu „bestie antyszczepionkowe powinny być lokalizowane, aresztowane i osądzane” czy patrolach policyjnych urządzających swoiste łapanki na osoby niepodporządkowujące się nakazowi zasłaniania twarzy – publicznie wyszydzanemu w marcu i kwietniu 2020 roku jako bezsensowny przez tych samych lekarzy, który kilka tygodni później uznali go za nieodzowny – niepozbawiona jest dozy surrealizmu.

Słowo „wspomnienie” opatrzone powinno być też obszernym przypisem, bowiem toczą się wciąż procesy przed sądami lekarskimi, wymierzone w lekarzy myślących i działających inaczej niż nakazywała ówczesna „mądrość etapu”; również obowiązek zasłaniania twarzy funkcjonował – przynajmniej formalnie – w określonych miejscach do końca czerwca bieżącego roku. Konsekwencje są bez wątpienia znacznie głębsze. Z okresem lockdownów i „zrzucania pieniędzy z helikoptera” związana jest pauperyzująca dziś Polaków inflacja. Jeśli w 2019 roku formułowano opinie o zagrożeniach związanych z ekspansją największych firm technologicznych (Big Tech) dla prywatności i wolności słowa, zagrożeniach związanych z manipulowaniem procesami rynkowymi i możliwościami konkurencji przy wykorzystaniu technologicznych przewag (firmy jako jednocześnie rynkowi gracze i właściciele rynku), uzależnieniami i wieloma innymi aspektami cyfrowego „kapitalizmu inwigilacji”, to lata 2020-2022 były milowymi krokami w kierunku upowszechnienia niekorzystnych i groźnych tendencji.

O ciała innych: Djoković i La Fortezza

Walce o „ciała innych” – jak napisałaby Naomi Wolf – można przyglądać się przez pryzmat indywidualnych historii.

Jeszcze wiosną 2023 roku w prestiżowych turniejach w Stanach Zjednoczonych nie mógł wziąć udziału najlepszy aktualnie tenisista na świecie, ich wielokrotny triumfator, propagator zdrowego i świadomego stylu życia. Novak Djoković zdecydował się – mimo właściwie nieograniczonych zasobów finansowych i nieoficjalnych możliwości, które bez wątpienia pozwoliłyby mu posługiwać się dowolnym wymaganym „certyfikatem szczepienia” – na publiczne opowiedzenie się za prawem do decydowania o przyjmowaniu lub nieprzyjmowaniu preparatów wiodących koncernów farmaceutycznych. Cały świat śledził konsekwencje tej decyzji na początku 2022 roku. Tenisista stał się wówczas obiektem seansów potępienia ze strony wiodących mediów, a australijscy politycy podjęli w trybie ekstraordynaryjnym decyzje prowadzące do jego upokarzającej deportacji. Po roku Novak Djoković wygrał – rekordowo, po raz dziesiąty – turniej w Australii. W niedawnym wywiadzie dla włoskich mediów wspominał: „System, którego częścią są media, żądał znalezienia łatwego celu przeciwnego mainstreamowi; i stałem się nim ja. Umieścili na mnie etykietę <<antyszczepionkowiec>>, całkowicie fałszywą rzecz, która nadal przyprawia mnie o ból brzucha. […] Byłem rozczarowany. Postawą mediów i wielu kolegów. Kiedy połowa społeczeństwa jest przeciwko tobie, wtedy widzisz prawdziwe oblicze ludzi”.

Nieporównanie mniejszy rozgłos towarzyszył postawie włoskiego nauczyciela historii i języka włoskiego, Alessandro La Fortezzy, autora listu otwartego związanego z jego sprzeciwem wobec posługiwania się obligatoryjnym we Włoszech w życiu publicznym tzw. „green passem: «Kochani, w czerwcu żegnaliśmy się „do widzenia”, ale dziś muszę Wam powiedzieć, że być może we wrześniu nie zobaczymy się w szkole. Szczepionkę przyjmę, kiedy i jeśli będę przekonany, że to słuszne, a już na pewno nie po to, by iść do restauracji, na koncert czy gdziekolwiek indziej. Nawet po to, by zachować pracę. Pamiętajmy, że „nie samym chlebem człowiek żyje” (Mt 4,4)… Nawet gdybym kiedyś zdecydował się na szczepienie, albo gdybym poczuł potrzebę poddania się wymazowi diagnostycznemu, nie ściągałbym zielonego paszportu, aby moje indywidualne wybory, jakiekolwiek by one nie były, nie stały się podstawą dyskryminacji tych, którzy dokonali wyborów odmiennych”. Minione lata to też tysiące podobnych, często niemych, indywidualnych protestów i dowodów cywilnej odwagi w warunkach otaczającej pogardy, napastliwości i ostracyzmu. Było tak, gdyż wszyscy staliśmy się „hipotetycznie chorymi”, potencjalnymi nosicielami wirusa w świecie napędzanej przez rządy i media „covid-paniki”.

Każdy z nas ma prywatną, współkształtowaną indywidualnymi doświadczeniami – stanem zdrowia i portfela, zawodowymi i życiowymi uwarunkowaniami, cechami osobowości, podjętymi decyzjami, medialnymi narracjami czy środowiskową przynależnością – historię minionych lat od marca 2020 roku. Ogląd spraw jest formowany za sprawą osobistego stosunku do (różnie rozumianych) wartości, takich jak wolność i bezpieczeństwo, rozpoznania – jednostkowych i wspólnotowych – zagrożeń i szans projektowanych na najbliższą i dalszą przyszłość, dostępu do źródeł informacji i interpretacji rzeczywistości w jej różnych wymiarach.

W tym tkwi też tragiczny wymiar ludzkiej, w wymiarze tak indywidualnym, jak społecznym czy politycznym, rzeczywistości. Ścierają się w niej sprzeczne wartości i interesy, motywowane dobrymi intencjami działania mogą być przeciwskuteczne (a złe intencje maskowane jako szlachetne), uchwycenie pełnej złożoności zjawisk, zwłaszcza społecznych, powiązanie bezpośrednich i długofalowych przyczyn i skutków – nigdy w pełni nieosiągalne (daleko nam jeszcze do psychohistoryków z powieści Asimova).

Nie zwalnia to jednak od obowiązku stałej, krytycznej refleksji nad uwarunkowaniami rzeczywistości, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, i od wyborów, które mają swoje konsekwencje. Hasłowo upraszczający, ale trafny był tytuł książki Jeffreya Tuckera, jeszcze z 2020 roku: „Lockdown or liberty” (Lockdown albo wolność). Wyartykułowane w niej założenie jest bliskie także Naomi Wolf: Wprowadzone ograniczenia i uruchomione mechanizmy ostracyzmu społecznego byłyby skandalem, nawet gdyby ich założenia nie były oparte na gigantycznym błędzie. Były jednym i drugim.

W tekście o „Białej księdze pandemii koronawirusa” Weronika Kursa arcytrafnie przywołała cytat: „jest taki rodzaj samotności, wynikający z poczucia niezrozumienia, gdy wie się rzeczy, o których inni nie wiedzą, i nie bardzo jest to komu przekazać, bo w gruncie rzeczy nie bardzo to innych interesuje”. W powszechnym, dominującym odbiorze dolegliwość wszelkich arbitralnych decyzji politycznych, polityczno-medycznych, porządkowych, społecznych, gospodarczych (et cetera), uzasadnianych „walką z koronawirusem”, pozostawała właściwie poza sferą polityczną i deliberatywną, stanowiąc domenę technokratycznej bezalternatywności, mającą jako swe uzasadnienie doskonale bezdyskusyjny „konsensus nauki”, w który należy – symptomatyczny dobór słowa – „wierzyć” (hasło „wierzę w naukę” miało w ustach wielu jego propagatorów wymiar nieironiczny!).

Ponadpartyjny konsensus

Ponadpartyjny konsensus stron wiodących w Polsce kulturowe i polityczne wojny sprowadzał się do akceptacji wszystkich form ograniczeń praw i wolności obywatelskich motywowanych kwestiami zdrowia publicznego, a dominującym w mediach tonem były zarzuty kierowane przez dziennikarzy i grono dyżurnych, mainstreamowych medyków, atakujących rząd za opieszałe implementowanie takich rozwiązań jak „certyfikaty covidowe”. Perspektywa zagrożeń płynących stąd dla wolności indywidualnej i długofalowych konsekwencji społeczno-kulturowych była w nich właściwie nieobecna, wątpliwości wobec skuteczności wprowadzanych rozwiązań – zbijane ad personam jako kompromitujące podnoszącego je, przez przypisanie przynależności do grona „antyszczepów”, „płaskoziemców”, „wyznawców teorii spiskowych” i „pandemicznych denialistów”.

Ambitnym celem i zasługą książki Naomi Wolf „The Bodies of Others: The New Authoritarians, Covid-19 and the War Against the Human”, wydanej w połowie 2022 roku, była próbą przełamania takiej perspektywy – za sprawą spójnego ukazania politycznych, ekonomicznych, kulturowych i aksjologicznych uwarunkowań „wojny z wirusem”, będącej w istocie wojną z wolnościowymi wartościami społeczeństw Zachodu.

Autorka wielokrotnie odwołuje się do swoich doświadczeń zawodowych – pracy w mediach i zarządzania agencją PR. Pisze swoją książkę żarliwie, wyraźnie stojąc po określonej stronie barykady. Nie jest to na pewno wyważone, zdystansowane i analitycznie dzielące włos na czworo akademickie studium. Wolf nie waha się korzystać z retorycznych zabiegów i odwołania do osobistych emocji  – jak w mowie oskarżycielskiej, przedstawiającej racje jednej strony. Czy to zarzut? Funkcjonujemy w rzeczywistości medialno-dyskursywnej tak jednostronnie zdominowanej przez propagandowy przekaz tysięcy młotków wbijających w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób do milionów głów: „lockdowny – maski – szczepionki – nauka – dobrze”, „płaskoziemcy – antyszczepionkowcy – źle”, że nie wydaje się problemem brak dostępu któregokolwiek czytelnika książki amerykańskiej pisarki – w USA czy w Polsce – do argumentów i racji, z którymi w swej pracy polemizuje. Nie opuszcza mnie jednak poczucie, że współodczuwający rzeczywistość z autorką (do których zalicza się piszący te słowa) będą czytali pracę ze wzrastającym podziwem dla jej sprawności (faktograficznej, retorycznej, językowej), samoutwierdzając się w zajmowanym stanowisku, ale tych, którzy otworzą ją nie dzieląc tego przekonania, zrazi stanowczość, czasem wręcz napastliwość sądów.

Obywatelskie spojrzenie Naomi Wolf

Książka, o czym należy pamiętać, jest dziełem autorki przyglądającej się „walce z koronawirusem” z perspektywy obywatelskiej, kulturowej, humanistycznej, wyczulonej na jej konsekwencje społeczne, gospodarczo-ekonomiczne i dotyczące wolności osobistych. Oczywiście, nie abstrahuje od zagadnień medycznych, ale nie stanowią one istoty jej pracy. W kontrze do argumentów o naukowym konsensusie i bezalternatywności przyjętych rozwiązań Wolf przywołuje „Great Barrington Declaration”(Deklaracja z Great Barrington), list otwarty grona epidemiologów z renomowanych uczelni, opublikowany w październiku 2020 roku, opowiadający się za radykalnie odmienną niż dominująca strategią walki z koronawirusem.

Wskazywano w nim na negatywny wpływ przyjętych rozwiązań na krótko- i długoterminowe zdrowie fizyczne, psychiczne oraz zjawiska społeczne. Podkreślano, że środki przedsiębrane jako reakcja na rozprzestrzenianie się wirusa powinny być dostosowane do zróżnicowania wieku i stanu zdrowia w populacjach krajów, a informacja publiczna kierowana do społeczeństw – rzetelna, nieobliczona na wywoływanie strachu, wręcz paniki, metodami manipulacyjnej propagandy.

Wolf, przyjmując tę perspektywę, bez naukowego zadęcia, ciekawymi kulturowymi przykładami ilustruje, że od wieków ludzie wiedzieli, że światło słoneczne, dobre odżywianie, świeże powietrze, ćwiczenia są metodą przeciwdziałania chorobom, także chorobom zakaźnym układu oddechowego, wirusom, z którymi wielokrotnie w trakcie życia ludzkiego musi radzić sobie organizm. „Jednak teraz, o dziwo, w każdym stanie i każdym państwie, polityka i przekaz medialny promowały coś dokładnie przeciwnego. Przesłanie NIE brzmiało <<Idź do parku, idź na plażę, ćwicz! Otwórz okna, korzystaj ze słońca, weź witaminę D>> ale raczej <<zostań w domu. Sprowadź dorastające dzieci do mieszkania w zatłoczonym wielopokoleniowym gospodarstwie domowym i zostańcie w domu, nieustannie bombardowani strachem. I załóżcie kawałek materiału na twarz>>”.

Jest faktem, że metody takie jak odpowiedniki paszportów covidowych (tj. przepustki sanitarne), różne formy izolacji jako odpowiedź na zagrożenie również należały od wieków do repertuaru podejmowanych w czasie „morowego powietrza” działań, a za zakazami stały pewne (jak dziś wiemy raczej błędne, bo zarazem gwałcące wolności obywatelskie, jak i zwyczajnie nieskuteczne) motywacje.  Dziś, gdy czytamy podparte szczegółowymi modelami i wyliczeniami opinie epidemiologów, jak dr Martin Kuldorff (wielokrotnie przywoływany w książce Wolf) z kwietnia 2020 roku, tracą na znaczeniu argumenty polityków tłumaczących, że nie istniały alternatywy dla działań przedsiębranych wobec nieznanego zagrożenia. Kuldorff niemal równo 3 lata temu pisał „Rząd i urzędnicy postąpiliby mądrze, gdyby wykorzystali bardzo różne wskaźniki śmiertelności w zależności od wieku, opracowując środki zaradcze przeciwko COVID-19, przy jednoczesnym utrzymaniu podstawowych usług społecznych. Niezależnie od tego, czy w przyszłości obowiązkowe środki zaradcze zostaną zintensyfikowane, ponownie skalibrowane lub stopniowo złagodzone, częścią strategii powinny być środki dostosowane do wieku. W przeciwnym razie nastąpi niepotrzebna śmiertelność, obciążenie szpitali i zakłócenia gospodarcze. Środki zaradcze skierowane konkretnie do osób starszych nie tylko będą ich chronić, ale także uwolnią zasoby opieki zdrowotnej dla tych osób, które rzeczywiście potrzebują opieki szpitalnej”.

Gdy dziś zastanawiamy się nad przyczynami ogromnej liczby nadmiarowych zgonów w Polsce, wyprzedzające rozpoznania Kuldorffa – opóźnianie odporności zbiorowej i szkodliwe procedury przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego – brzmią wręcz profetycznie. 

Spójrzmy na podstawowe argumenty Wolf, podejmującej krytykę rozwiązań wybranych w większości krajów zachodniego świata w latach 2020-2022 przez ukazanie ich pozamedycznych skutków.

Wolf zestawia zaangażowanie gigantów Big Tech w promowanie określonych, wokół-pandemicznych narracji i cenzurowanie innych, z doraźnymi zyskami i długofalowymi korzyściami, które odnoszą z przeniesienia pracy, nauki, reklamy i handlu do świata cyfrowego. Zbiera kulturowe, społeczne, gospodarcze konsekwencje przyjętych metod „walki z koronawirusem”. Gigantyczne przyspieszenie w przeniesieniu sprzedaży detalicznej na platformy internetowe sprzyjało koncentracji rynku przez dominujących graczy. „Kiedy kurz opadł, okazało się, że miliardy dolarów zostały skradzione klasie średniej i pracującej, by przekazać je innej: globalnym oligarchom”. Gwałtowna implementacja metod nauki zdalnej pogłębiła zagrożenie – nomen omen – epidemią cyfrowych uzależnień dzieci i młodzieży. 

Zachodnie społeczeństwa

W całej książce powraca przekonanie, że zachodnie społeczeństwa miały polityczny i kulturowy kapitał, by odpowiedzieć na zdrowotne zagrożenie bez odgórnie narzucanej uniformizacji, swoistej „urawniłowki”. Zróżnicowane postawy przyjmowane przez obywateli miałyby autoteliczną wartość jako mnogość form wolnego decydowania o swojej (odwołując się do formuły znanej z amerykańskiej konstytucji) drodze do szczęścia, czy, a contrario – drodze zabezpieczenia się przed zagrażającym nieszczęściem: postaw cechujących się wąsko rozumianą ostrożnością lub ukierunkowanych na brak zmiany trybu życia i akceptowalne ryzyko (w praktyce z reguły: poszukujących między nimi złotego środka); wykorzystaniem najnowocześniejszych, acz niesprawdzonych preparatów medycznych lub bardziej tradycyjnych form dbałości o odporność. Zdecydowano się jednak na wieloaspektowo ograniczające wolności obywatelskie „lockdowny”; fetyszem stało się wątpliwe pod względem medycznej skuteczności „maskowanie”, choć przymusowe zasłanianie twarzy we wszystkich kulturach jest związane z deindywidualizacją i dehumanizacją. Podrozdział dotyczący kulturowych i psychologicznych uwarunkowań przymusowego „maskowania” należy do najmocniejszych stron książki. W wielu krajach w mniejszym lub większym stopniu ograniczano prawa i wolności osób niezaszczepionych lub odmawiających podporządkowania się innym zarządzeniom.

Wolf wskazuje na ademokratyczne wymiary działań: bezprecedensowo drakońskie ustawy i rozporządzenia ograniczające prawa obywatelskie były uchwalane i ogłaszane niemal bez debaty publicznej, a uprawnienia przenoszone na ministrów czy specjalnie powołane rady, często z pominięciem choćby fasadowego pozoru parlamentarnych mechanizmów kontrolnych.

Globalne, transnarodowe organizacje „non-profit”, elity ekonomiczne, międzynarodowi technokraci i inwestorzy mogli na wielu poziomach przekraczać demokratyczne mechanizmy lub bez większych trudności wykorzystywać je do swoich celów, a także z łatwością – za pośrednictwem mediów – kształtować opinię publiczną i wpływać na polityków na poziomie krajowym. „Aby zrozumieć lata 2020-22, konieczne jest uświadomienie, że wielkie zło nie musi przybyć w postaci zastępu maszerujących żołnierzy lub urzędnika wyważającego twoje drzwi. Aby zrozumieć, jak polityka COVID-19 może być tak skoordynowana, tak okrutna i tak neofaszystowska, musimy zrozumieć, że zło może mieć postać świetnie ubranych mężczyzn i kobiet”.

Wolf wskazuje też, jaki wpływ na kształt wokół-covidowej polityki miały cele (pokrywające się na wielu poziomach z celami World Economic Forum i gigantów Big Tech) oraz służące ich osiągnięciu manipulacje (wojna informacyjna) strony chińskiej. Pokazuje, w jaki sposób ramy funkcjonowania państwa narodowego były celowo osłabiane i podkopywane w interesie budowy zastępczych meta-struktur o zasięgu globalnym (na ten temat wiele trafnych, pogłębionych obserwacji na polskim gruncie formułowali m.in. Magdalena Ziętek-Wielomska i Ryszard Zajączkowski).

Książka Naomi Wolf jest też pełna ważnych obserwacji, dotyczących językowego aspektu „wojny z koronawirusem”, począwszy od odniesienia do zupełnie orwellowskich (ale też bezprzykładnie skutecznych w trafianiu do masowego odbiorcy, u którego najwyraźniej nie budziły negatywnych asocjacji) haseł: „nowej normalności” i „dystansowania społecznego”. Z wojenną retoryką, uzasadniającą łamanie praw i wolności obywatelskich, konweniowały sformułowania o międzynarodowej karierze, jak te o ludziach „na pierwszej linii frontu” i „zabijaniu babci koronawirusem”. Gdy Matt Hancock, minister zdrowia Wielkiej Brytanii użył tego ostatniego sloganu, został on szybko powtórzony w dziesiątkach innych krajów. Dziś mamy jeszcze więcej – więcej niż autorka pisząca rok temu swą książkę – mocnych przesłanek i relacji dotyczących tego, jak bardzo świadomie manipulowano danymi i propagandowym przekazem w celu wywołania w społeczeństwach poczucia zagrożenia i strachu.

Język i kultura strachu

Wolf pokazuje też, w jaki sposób język uniformizacji wypierał fundamentalne założenia demokratycznych społeczeństw: „że jednostki są suwerenne i do obowiązków obywateli należy podejmowanie własnych decyzji dotyczących osobistego ryzyka”. „Rozporządzenia nie przechodziły etapu oceny przez ustawodawcę. Był to jeden z pierwszych <<nakazów>>, <<obowiązków>>, <<rozporządzeń>>, których sama struktura językowa wydaje się zaprojektowana, by przyzwyczaić obywateli demokracji przedstawicielskiej do odgórnego, niekwestionowanego <<wykonywania nakazów>> . Rozporządzenie wykonawcze postawiło wszystkich w stan <<lockdownu>>, dla <<bezpieczeństwa>> wszystkich. Dla wielu brzmiało to jak przywództwo w sytuacji kryzysowej, jak język, którym George W. Bush rozpoczął <<globalną wojnę z terroryzmem>>. Wielu ludzi w bezpiecznych, zamożnych państwach Kanady, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, którzy nie byli przyzwyczajeni do kryzysów, zostało stłamszonych przez ten język. Któż mógłby sprzeciwić się <<lockdownowi>>?” (Wolf jest też autorką książki „The End of America”z 2007 roku, poświęconej mechanizmom propagandowo-komunikacyjnym uzasadniającym ograniczenie wolności obywatelskich walką z terroryzmem w czasie prezydentury George’a W. Busha).

Przygląda się też i dekoduje sposoby pozawerbalnej, symbolicznej komunikacji, będącej wyrazem (i zarazem kształtującej) określoną wizję społeczności i zasad nią rządzących. Wolf pokazuje, jak kultura obrazkowa współczesnych mediów była wykorzystywana do budowania, niekiedy wręcz sztucznego preparowania, atmosfery strachu. Wtórowały temu też apokaliptyczne zapowiedzi „ekspertów”: nowojorskim odpowiednikiem polskich stadionów, które miały przemienić się w gigantyczne kostnice, była zapowiedź, że Central Park stanie się ogromnym szpitalem polowym. Polskiego czytelnika jednocześnie zadziwi i wyda się oczywistym – po chwili zastanowienia – jak uniwersalne były mechanizmy manipulowania liczbami na poziomie ich medialnej prezentacji (abstrahując od ich źródłowej wiarygodności), przedstawiania politycznych decyzji jako uzasadnionych wyłącznie medyczną koniecznością i wzajemnie potwierdzającymi się, bezalternatywnymi badaniami.

O ile niejednej tezie książki można zarzucić jednostronność, do najłatwiejszych do obrony należy osąd (także po jego przetransponowaniu do polskiej rzeczywistości), że dziennikarze mainstreamowych mediów nie wykazywali dociekliwości i zdrowego sceptycyzmu ukierunkowanego na krytyczną weryfikację danych budujących „wokółpandemiczne” narracje ani wyczulenia na kwestie konfliktów interesów.

Przeciwnie, wytworzono – częściowo jako oddolne przedłużenie dotychczasowych wojen kulturowych, częściowo jako wynik powiązań biznesowych między koncernami medialnymi, farmaceutycznymi, Big Tech i zaangażowanymi rządami – radykalną polaryzację, w ramach której wszelkie wątpliwości i głosy krytyczne wobec dominujących narracji wyciskały na podnoszącym je piętno „płaskoziemcy”, który najpewniej uważa, że „w szczepionkach są czipy”. Opisując amerykańską rzeczywistość Wolf ukazuje, w jaki sposób afiszowanie się własnym statusem szczepiennym i wyrażanie pogardy lub kpiny wobec tzw. antyszczepionkowców stało się psychospołecznym mechanizmem identyfikacji i umacniania więzi, opartej na wykluczeniu, w amerykańskiej (i – dodajmy – polskiej) klasie średniej i wyższej, wśród absolwentów uniwersytetów i „klasy zooma” (ludzi, których praca zawodowa mogła być realizowana za pośrednictwem internetu).

Analizując mechanizmy psychospołeczne Wolf przywołuje eksperyment Milgrama (opisywany w tym kontekście też w Tygodniku Spraw Obywatelskich, pokazujący zbiorowe uwarunkowania posłuszeństwa wobec autorytetów. Odwołuje się też do opisu codziennych, życiowych sytuacji, które usytuowały autorkę wśród „wykluczonych”, gdy jej przyjaciel odmówił przebywania z nią – jako z osobą niezaszczepioną – w jednym pomieszczeniu, gdy odmawiano jej możliwości korzystania z biblioteki bez obowiązkowej maski, gdy wezwano policję w reakcji na jej wejście bez odpowiedniego certyfikatu do strefy restauracyjnej. Uchwycenie przyczyn, przez które możliwe było uruchomienie w zachodnich społeczeństwach porządku tak wyraźnie opartego na piętnowaniu, pogardzie, wykluczeniu i ostracyzmie wobec jednostek i grup podejmujących inne wybory w obrębie wolności osobistej i prawa do samostanowienia jest najważniejszym, powracającym pytaniem książki.

Makroskala medialnych i politycznych manipulacji danymi i narracjami zderza się z emocjonalnym konkretem, gdy Wolf pisze o przerażeniu swej matki obawą przed śmiertelnym zagrożeniem koronawirusem, zawieszeniu międzyludzkich kontaktów i wdrożonymi przez nią środkami ostrożności. Z perspektywy czasu – jak pokazują dane – w jej rodzinnym Oregonie, gdzie restrykcje należały do najsurowszych, zgony z powodu Covid były na siódmym miejscu na skali przyczyn, poniżej raka, chorób serca, wypadków, udarów i choroby Alzheimera. Struktura wiekowa zgonów nie odbiegała od średniej sprzed ogłoszenia pandemii. Równocześnie, „ubocznym skutkiem” restrykcji było – statystycznie biorąc – pogorszenie ogólnego stanu zdrowia, fizycznego i psychicznego, w populacjach objętych najdalej idącymi ograniczeniami.

Dla polskiego czytelnika interesująca będzie konfrontacja z prezentowanym przez autorkę światopoglądowym punktem wyjścia w oglądzie spraw. Wolf łączy lewicową, empatyczną wrażliwość (i właściwy jej słownik opisu rzeczywistości) na kwestie społeczno-kulturowego wykluczenia czy krytykę nadużyć systemu biznesowo-korporacyjnego z pryncypialnym stosunkiem do obszaru wolności osobistej i swobody działalności gospodarczej. Mimo braków – w tym płytko potraktowanych zagadnień i dyskusji z obszaru biopolityki (zarazem rozpoznania z tego obszaru stanowiły oczywistą inspirację zaproponowanego przez Wolf ujęcia) – walorem jej pracy jest sięgnięcia po temat tabu, grożący zbliżającemu się doń śmiercią cywilną wśród bien-pensants. Czasem szczerą w swej skromności, a czasem kokieteryjną humanistyczną tradycją było opatrywanie sygnalizującego tematykę książki tytułu słowem Próba (niemiecki versuch czy angielski attempt, których pełne są biblioteczne katalogi).

Praca Wolf to właśnie taka Próba zmierzenia się z wydarzeniami lat 2020-2022, które zmieniły znany nam świat i nasze myślenie o nim – próba niedoskonała, ale prezentująca ważną perspektywę.

Lektura książki „The Bodies of Others”– zarazem głęboko osobistej i poszukującej prawdy o wielostronnie uwarunkowanych mechanizmach politycznych, kulturowych, społecznych i gospodarczych – pozwoli zbliżyć się do odpowiedzi na pytania: jak wszyscy staliśmy się hipotetycznie chorzy, jakie miało to konsekwencje dla naszej wolności i co mówi nam to o naszym społeczeństwie, kulturze i polityce. Wnioski nie są optymistyczne.

Iceland, Liechtenstein, Norway – Active citizens fund

Działania organizacji w latach 2022-2024 dofinansowane z Funduszy Norweskich w ramach Programu Aktywni Obywatele – Fundusz Regionalny.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 185 / (29) 2023

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: