Rozmowa

IBM, Holocaust i technologia

Budynek Auschwitz i logo IBM
fot. Ron Porter z Pixabay

Z Edwinem Blackiem rozmawiamy o biznesach IBM z nazistami, zarabianiu przez koncern na ludobójstwie i wykorzystaniu technologii na rzecz wojny oraz o książce jego autorstwa „IBM i Holocaust. Strategiczny sojusz hitlerowskich Niemiec z amerykańską korporacją”.

Karolina Stolz, Rafał Górski: Wyobraźmy sobie, że Alfred Hitchcock żyje i chce nakręcić film o Pana książce „IBM i Holocaust. Strategiczny sojusz hitlerowskich Niemiec z amerykańską korporacją”. Jaka powinna być pierwsza scena tego filmu?

Edwin Black: To fascynujące pytanie, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Książka jest adaptowana na hollywoodzki hit, ale nie z Alfredem Hitchcockiem, tylko z Bradem Pittem. 

Po pierwsze, chciałbym odnieść się do wypowiedzi Noama Chomsky’ego, który w jednym z wywiadów powiedział, że prowadzenie wojny napastniczej jest najwyższą zbrodnią międzynarodową.

Chciałbym podkreślić, że najwyższą formą zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości nie jest agresja międzynarodowa, a ludobójstwo. Przekraczanie granic czy inwazja to jedno. Okupacja nie jest nawet podkreślana w żadnej z czterech Konwencji Genewskich jako zbrodnia wojenna, a ludobójstwo tak.

Termin ten sam w sobie został wymyślony przez polskiego Żyda z Północnej Karoliny, aby opisać nową formę wojny i agresji. Ta nowa forma wojny i agresji polegała na wojnie totalnej, mającej na celu zniszczenie całych grup ludzi, nie tylko Żydów, ale także wszystkich Polaków. Mieli oni zostać zniewoleni. To właśnie spotkało się z karą w powojennym Trybunale Zbrodni Wojennych w Norymberdze.

Co do otwierającej sceny filmu, to ogólnie rzecz biorąc osoby odpowiedzialne za filmy na podstawie moich książek zazwyczaj nie pozwalają mi sugerować otwierających scen. Dlatego jestem wdzięczny, że to zrobiłaś. Proponowałbym, żeby pierwsza scena pokazywała prostą kartkę papieru, nic więcej. Następnie kartka się unosi i ukazuje się niezwykle przerażający obraz obozów koncentracyjnych, transportów kolejowych, przymusowej pracy, komór gazowych – wszystkiego, co było związane z Holokaustem. Dostęp do rzeczy, których nazistom nie udało się usystematyzować i uprzemysłowić, ułatwił IBM. Innymi słowy, różnica między tą wojną, a masowym mordem polegała na technologii i na IBM, które dało Adolfowi Hitlerowi dar technologii informacyjnej.

Zatem możemy dalej zapytać, czym jest era informacyjna. Era informacyjna reprezentuje personalizację statystyk. Przed pojawieniem się kart perforowanych IBM Hollerith mogliśmy liczyć na palcach rąk i nóg, ale nie mogliśmy gromadzić żadnych informacji na temat rzeczy, ludzi, miejsc czy procesów, które liczyliśmy. Następnie pojawiła się karta perforowana IBM Hollerith, karta, której używano podobnie jak biletu autobusowego lub biletu Charlie [bilet do skanowania, który jest wykorzystywany w metrze, autobusach, kolei podmiejskiej i na promach – przyp. redakcji], z różnymi rzędami i kolumnami. Te przekłute karty były następnie odczytywane przez maszynę, i w ten sposób pojawiła się zupełnie nowa rzecz – technologia informacyjna. To pozwoliło nam stwierdzić, że era krzemu, czyli era informacji, nie narodziła się w Dolinie Krzemowej, ale w Berlinie – w 1933 roku, gdy IBM zbliżyło się do reżimu Hitlera i powiedziało: „Jesteśmy firmą rozwiązań i nie ma rozwiązania, którego byśmy nie dostarczyli”.

Myślę, że to byłby świetny film. „Związek z hitlerowcami był dla IBM kopalnią złota” – pisze Pan w książce. Jak amerykańska korporacja IBM zarabiała na ludobójstwie Żydów podczas drugiej wojny światowej? Czy wojna była dla IBM zyskowniejsza niż pokój? Jaki związek ma z tym Departament Stanu USA?

Zadałaś bardzo ważne pytanie, na które nie ma łatwej odpowiedzi. Dla IBM wojna i pokój były tylko etykietami. To, co naprawdę się liczyło, to interesy biznesowe. Mieli pokojowy model działania, wykonywali pracę dla rządu. Nawet wynaleźli i zorganizowali system zabezpieczenia społecznego w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie macie podobny system w Polsce. To była działalność pokojowa. Ich projektem numer jeden było nadawanie numerów zabezpieczenia społecznego każdemu mieszkańcowi Stanów Zjednoczonych. 

Ich drugim źródłem dochodów była współpraca z nazistami. Naziści otrzymali od nich informację: „Nie tylko zorganizujemy waszą Luftwaffe, nie tylko pomożemy wam podbijać kraje takie jak Polska, czy Czechosłowacja, ale także pomożemy wam zorganizować zniszczenie waszego największego wroga – Żydów”.

Więc co dokładnie zrobiło IBM dla nazistów? Zorganizowali i współzaplanowali wszystkie sześć faz Holocaustu:

  1. identyfikację żydów
  2. wykluczenie ich ze społeczeństwa
  3. konfiskatę ich majątku
  4. utworzenie gett
  5. deportację
  6. eksterminację.

W każdym obozie koncentracyjnym istniała jednostka wykorzystująca produkty IBM. Niezależnie od tego czy było to sortowanie kart, przetwarzanie danych w Dachau, czy ogromny bunkier Hollerith z dwudziestoma czterema maszynami do przetwarzania informacji. W Auschwitz. Technologia IBM była obecna w tych miejscach. 

Siedziba IBM znajdowała się w Monowitz, czyli w Auschwitz III. Kiedy IBM zaprzeczył, że był w Auschwitz, zdobyłem książkę telefoniczną Auschwitz i znalazłem ich dokładny numer telefonu. W trakcie wizyty w Auschwitz nadal można zobaczyć elektryczne transformatory wbudowane w podłogę, które dostarczały prąd o europejskim napięciu.

IBM zorganizowało również Wehrmacht (niemiecką armię). Co zrobili? Wraz z inwazją na Europę przemieścili się przez kontynent. Zaraz po ustaleniu daty inwazji na Polskę, nie tylko General Motors [amerykański koncern motoryzacyjny – przyp. redakcji] przeniósł części zamienne wzdłuż granicy, ale IBM, za pośrednictwem swojej niemieckiej filii Deutsche Hollerith Maschinen Gesellschaft (Dehomag), założył swój oddział w Polsce. Co ciekawe, mieli już istniejącą filię na terenach Polski, ale byli tylko licencjobiorcą. Założyli oddział, który miał być kontrolowany przez niemiecką firmę i współpracować z Generalnym Gubernatorstwem (GG). Utworzyli ogromne biuro Dehomag w Krakowie. Ustanowili również centrum przetwarzania kolejowego w Krakowie. 

Rozmawiałem z Polakiem, który pracował na tej stacji i był świadkiem wjeżdżania wszystkich pociągów do Auschwitz. Były one pełne ludzi, a wracały puste. IBM zorganizował eksploatację polskiej siły roboczej i niszczenie ludzi w gettach. 

Pamiętajmy, że wszyscy Żydzi, którzy zginęli, byli obywatelami Polski. Moi rodzice też byli obywatelami Polski. Moja mama skoczyła z pociągu w drodze do Treblinki, a mój ojciec wyszedł z miejsca egzekucji w małym polskim miasteczku o nazwie Bliżyn. To właśnie zrobił IBM, który ukrywał własne zyski, łącząc je w gigantyczną transakcję zagraniczną, która obejmowała wszystkie ich działania od Japonii przez Wielką Brytanię, Niemcy, po Brazylię. 

Nikt nie mógł zobaczyć, co to było, ale znaleźliśmy rzeczywistą dokumentację z poszczególnych działów, aby pokazać, ile dokładnie zarobili. Niemniej jednak, cała ta wiedza, to tylko okruszki chleba. Całkowita suma, jaką IBM zarobił ze swojego niemieckiego biznesu, nigdy nie została ustalona, zwłaszcza ze względu na to, że przejęli ogromną ilość mienia. Rozpoczęli od kilku biur, a do czasu upadku Trzeciej Rzeszy w 1945 roku mieli dwadzieścia pięć biur oraz oddziałów. Nie wspominając o ich obecności w obozach koncentracyjnych, czy to w Theresienstadt, Bergen-Belsen, Mauthausen i innych miejscach. Przeprowadzono obszerne badania na ten temat. 

Tak więc głównym biznesem IBM był system zabezpieczenia społecznego, który został wynaleziony mniej więcej w tamtym czasie i uratował firmę od upadku. Biznes z nazistami, a właściwie sojusz z nazistami, był jednak główną działalnością zagraniczną, najważniejszym źródłem dochodów i zysków, przyćmiewającym wszystko, co robiono z Japonią, Ameryką Łacińską czy Rosją. To było ludobójstwo – celowe planowanie i ułatwianie tego masowego mordu, które przyniosło IBM miliony w jednym z najbardziej makabrycznych rozdziałów historii. 

Czy wiesz, że faktycznie w IBM przyznawali premie tym, którzy wyrabiali określone limity? Zgadza się, menedżerowie IBM byli zobowiązani do osiągnięcia określonych kwot związanych z ich działalnością w Trzeciej Rzeszy. Dodatkowe premie były przyznawane na podstawie ilości utraconych istnień ludzkich. Warto zauważyć, że Thomas Watson – prezes i przewodniczący IBM, który był opisany jako socjopatyczny zbrodniarz wojenny bez aktu oskarżenia, otrzymywał także część każdego dolara i pfenniga wydanego na ludobójstwie i Holokauście w czasach Trzeciej Rzeszy.

„History of Computing in Europe” to tytuł książki, którą wydał IBM w 1967 r. Dlaczego Pan wspomina o niej w swojej książce?

Otóż w tamtym czasie był to przegląd działalności IBM w Europie z podziałem na poszczególne kraje. Prawdopodobnie została stworzona w taki sposób, że IBM nigdy nie przypuszczał, iż może być użyta przeciwko nim, ponieważ ukryli wiele dowodów. Na przykład, gdy FBI próbowało prowadzić śledztwo w sprawie IBM, odkryli, że wszystkie informacje, pliki i dokumenty nie były scentralizowane w Nowym Jorku, ale przechowywane w innych krajach takich jak Brazylia, Portugalia i Szwecja. Dzięki temu były one poza zasięgiem śledztwa.

Kiedy osoba o dobrych intencjach wewnątrz struktur IBM postanowiła napisać historię tych filii, a w zasadzie opisać plan rozwoju biznesu IBM podczas ekspansji Trzeciej Rzeszy, IBM skonfiskował wszystkie kopie, pozostawiając tylko kilka w bibliotekach technicznych w Stanach Zjednoczonych.

W końcu w bibliotece technicznej w Minnesocie znalazłem jedną z nich, która została zapomniana. Wydaje mi się, że znalazłem jeszcze jedną w Niemczech, być może w Manchesterze. To tylko jeden przykład próby zatuszowania dowodów. Z Trzecią Rzeszą prowadzono interesy warte miliony dolarów, ale nie było żadnych pisemnych umów. Wszystko odbywało się ustnie, umowy były werbalne, przypieczętowane uściskami dłoni. To dlatego, że sam Thomas J. Watson był już wtedy skazanym przestępcą.

Thomas Watson miał za sobą historię szantażu w National Cash Register Company [amerykańska korporacja zajmująca się produkcją maszyn biurowych – przyp. redakcji], gdzie został skazany za wymuszenia. Jednak nigdy nie poszedł do więzienia, ponieważ jego skazanie zostało unieważnione z powodu drobnych uchybień technicznych. Był więc ostrożny w zostawianiu pisemnych śladów. Początkowo został skazany na podstawie swoich pisemnych zeznań, ale Niemcy mu nie ufali, dlatego prowadzili obszerne rejestry,  szczegółowe notatki na temat wszystkiego, co zostało powiedziane i zrobione. 

Udało mi się uzyskać te dokumenty, które stały się ważnym elementem budowania solidnych zarzutów przeciwko IBM. Przez ostatnie dwadzieścia lat IBM nigdy nie zaprzeczył ani nie wycofał się z żadnego ze stwierdzeń zawartych w mojej książce. Nie został obalony żaden fakt w żadnym z tysięcy moich stwierdzeń dotyczących IBM i Holokaustu, w żadnym kraju i w żadnym języku, od polskiego po francuski, portugalski i hiszpański.

Jak IBM zareagował na Pana książkę?

Moja książka została wydana 11 lutego 2001 roku, jednocześnie w czterdziestu krajach, o tej samej godzinie dostosowanej do stref czasowych. Zostało to zrobione strategicznie, aby IBM nie mógł zapobiec jej publikacji. W rezultacie IBM miał tylko jedno wyjście. 

Kiedy pojawiłem się rano na jednym z najważniejszych amerykańskich kanałów, NBC, w programie zwanym „The Today Show”, który wówczas był największym programem służącym promocji książek, nagle pojawiła się wiadomość.

Na dziesiątkach tysięcy komputerów kontrolowanych przez nich wśród swoich pracowników przekazali komunikat: „Zbliża się informacja, która będzie bardzo bolesna i zawstydzająca, nie mamy żadnych informacji na ten temat”. Tak więc firma informacyjna stwierdziła, że nie ma informacji na temat masowego mordu sześciu milionów Żydów, masakry milionów innych Europejczyków i inwazji, agresji i podboju całego kontynentu. 

Byli całkowicie bezbronni. Czy wydali oficjalne stanowisko w tej sprawie?

Tak, wydali jedno oświadczenie, które brzmiało następująco: „Nie mamy żadnych informacji”. To wszystko. Ale to, co zrobili, to po cichu promowali odwracanie uwagi od książki. Pewne osoby stale dostarczały negatywnych informacji na jej temat, a czasami ludzie polegali na tym i publikowali fałszywe oświadczenia. Następnie byli zobowiązani do wydania publicznych sprostowań i dokonania darowizny w wysokości osiemnaście milionów dolarów na pokrycie kosztów związanych ze zniesławieniem. Tę sumę przekazywali na rzecz muzeum, albo Yad Vashem, albo Muzeum Holocaustu, które zajmują się dokumentowaniem zbrodni Trzeciej Rzeszy. 

Dziś ludzie masowo na całym świecie pogrążają się w zachwycie nad możliwościami epoki smartfonów, sztucznej inteligencji i komputerów kwantowych. Jaka lekcja dla nas płynie z Pana książki? Czy realnym jest zagrożenie, że w XXI wieku powstaną nowe listy kolejnych ofiar, tym razem przygotowane przy pomocy AI? Czy historia się powtórzy i czekają nas ludobójstwa jeszcze większe od Zagłady Żydów i Polaków?

Cóż, oto odpowiedź. Masz ołówek i papier? 

Tak, mam.

Odpowiedź na wszystkie twoje pytania brzmi: tak. 

Dziękujemy za rozmowę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 212 / (4) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Polityka # Świat

Być może zainteresują Cię również: