Inkluzja na rynku pracy. Jak budować mosty między pracodawcami a osobami z niepełnosprawnościami?
Z Iwoną Wiśniewską i Moniką Olejnik-Filip z Fundacji Labore Simul rozmawiamy o osobach z niepełnosprawnościami na rynku pracy, przełamywaniu barier mentalnych, edukacji pracodawców oraz roli nowoczesnych technologii w budowaniu inkluzywnego rynku pracy, opartego na dialogu i poczuciu sprawczości.
Rynek pracy nie dla wszystkich jest tak samo łaskawy. Jak odnajdują się na nim osoby z niepełnosprawnościami?
Monika Olejnik-Filip: Sama należę do tej grupy. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia, ale bez wątpienia osobom z niepełnosprawnościami na rynku pracy jest trudniej. Wciąż zmagamy się ze stereotypami i barierami architektonicznymi czy niedostosowanymi procesami rekrutacji. Bywa, że rekruter już na starcie ocenia taką osobę przez pryzmat jej ograniczeń, zakładając, że nie podoła obowiązkom. Mimo to idziemy w dobrym kierunku – powoli zmierzamy w stronę inkluzji, czyli pełnego włączania nas do społeczeństwa. To wymaga jednak zaangażowania z obu stron.
Osoby z niepełnosprawnościami muszą otworzyć się na zmiany, a pracodawcy wykazać większą elastycznością.
Dostępność ofert wciąż bywa ograniczona. Czasami sami na starcie się dyskwalifikujemy, myśląc: „tu nie wejdę, tam nie podjadę”. Osoby z niepełnosprawnościami generalnie chcą pracować, ale zakorzenione w nas bariery psychiczne bywają równie silne jak te realne. Wiele zależy od naszego nastawienia. Kluczem jest dialog. Jeśli pracodawca zyska świadomość, z jakimi wyzwaniami mierzy się pracownik, łatwiej mu będzie go zrozumieć. Taka osoba na początku po prostu wymaga nieco więcej czasu, adaptacji oraz empatii – i trzeba jej to dać.
Niestety, działy HR wciąż wiedzą niewiele o realiach zatrudniania osób z niepełnosprawnościami i tworzeniu dla nich odpowiednich warunków.
To właśnie na tym pierwszym etapie – podczas rozmowy rekrutacyjnej – wyrasta zazwyczaj największa bariera.
Iwona Wiśniewska Obecnie wielu pracodawców korzysta z systemów, które wyszukują w CV określone słowa kluczowe. Szukają kandydatów z konkretnymi umiejętnościami. Mam wrażenie, że przez to ludzi zaczyna się traktować bardzo schematycznie. A przecież, jeśli pracodawca ma do wyboru osobę pełnosprawną i osobę z niepełnosprawnością, wciąż zdarza się, że wybiera tę pierwszą.
Tymczasem osoby z niepełnosprawnościami są tak samo zróżnicowaną grupą jak osoby pełnosprawne. Są wśród nich ludzie, którzy chcą pracować, i tacy, którzy z różnych powodów nie podejmują pracy. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka.
Często myślimy o tym, że niepełnosprawnym się jest od urodzenia, a tak naprawdę można się nim stać w każdej chwili. Niepełnosprawność może spotkać człowieka, który 30 lat przepracował w danym zawodzie i ma na jego temat wiedzę.
IW: Uświadamiamy im, że nie każda osoba z niepełnosprawnością żyje z nią od urodzenia. Poza tym bardzo zmieniły się możliwości. Rozwinęły się technologie, poprawiła się dostępność, a osoby z niepełnosprawnościami mogą studiować, korzystać z różnych udogodnień i wsparcia asystentów pracy. Dzięki temu zdobywają kwalifikacje, których czasem nie mają nawet osoby pełnosprawne. Jeszcze kilkanaście lat temu wiele z tych możliwości po prostu nie było dostępnych.
A czy pracodawcy są chętni, żeby się edukować?
IW: Mogę mówić przede wszystkim o dużych pracodawcach, z którymi współpracujemy. Naszym celem jest pokazanie im, jakie kompetencje mają osoby z niepełnosprawnościami oraz że często są to pracownicy zaangażowani i lojalni. Oczywiście nie ukrywamy, że nie każdy będzie odpowiedni na każde stanowisko. Nie chodzi o zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami za wszelką cenę, ale o dobre dopasowanie potrzeb pracodawcy do możliwości i oczekiwań pracownika.
Często zwracam też uwagę pracodawcom, żeby nie upierali się przy ośmiogodzinnym dniu pracy czy pracy w nocy. W wielu przypadkach sami sobie w ten sposób szkodzą. Jeśli ktoś jest w stanie efektywnie pracować przez siedem godzin, to właśnie wtedy daje z siebie najwięcej. Wydłużanie czasu pracy na siłę nie przynosi korzyści ani pracownikowi, ani pracodawcy.
Pracodawca może mieć pracownika, który naprawdę wnosi wartość do zespołu, albo takiego, który tylko odsiedzi swoje godziny.
Z naszego doświadczenia wynika, że osoby z niepełnosprawnościami bardzo przywiązują się do miejsca pracy.
Jeśli czują się akceptowane, wiedzą, że ich praca ma sens, a przy tym mają możliwość rozwoju i udziału w szkoleniach, zostają w firmie na wiele lat.
Mówiła pani o kosztach dla pracodawcy, ale są też korzyści w postaci dofinansowania na zatrudnienie osoby z niepełnosprawnością. Czy nie jest czasem tak, że niektórzy pracodawcy mogą zatrudniać te osoby ze względu na zysk?
IW: Zdarza się to w mniejszych firmach. W przypadku dużych pracodawców raczej się z tym nie spotykam.
MOF: Wszystko zależy od kultury organizacyjnej danej firmy oraz nastawienia osób decyzyjnych – od tego, czy potrafią one spojrzeć na pracownika bez uprzedzeń i są otwarte na drugiego człowieka. Edukacji potrzebują jednak obie strony, bo problem barier leży nie tylko po stronie pracodawców. Niestety, wśród części pracowników z niepełnosprawnościami wciąż pokutują postawy roszczeniowe, zakorzenione w mentalności: „czy się stoi, czy się leży…”. To bardzo niebezpieczny kierunek, który nie zwiastuje niczego dobrego.
Tego typu podejście buduje mur zamiast mostów. Kiedy pracownik oczekuje specjalnego traktowania wyłącznie ze względu na swój status, a nie na jakość wykonywanej pracy, psuje rynek wszystkim innym osobom z niepełnosprawnościami. Pracodawca, który raz sparzy się na kimś o roszczeniowej postawie, może zniechęcić się do zatrudniania kolejnych osób z tej grupy.
Właśnie dlatego tak głośno mówię o potrzebie dojrzałości i odpowiedzialności po obu stronach.
Inkluzja to proces dwukierunkowy.
Oznacza to, że z jednej strony walczymy o równe szanse i eliminację barier, ale z drugiej – jako pracownicy – musimy wnosić do firmy zaangażowanie, lojalność i chęć rozwoju. Nie możemy oczekiwać taryfy ulgowej za sam fakt bycia niepełnosprawnym; musimy bronić się swoimi kompetencjami.
IW: Często widać to choćby w komentarzach w mediach społecznościowych: „Przecież pracodawca dostaje na mnie dofinansowanie. Czego jeszcze ode mnie chce?”. A ja zawsze odpowiadam: pracodawca szuka przede wszystkim osoby, która będzie dobrze wykonywała swoją pracę. Dofinansowanie pokrywa tylko część kosztów związanych z zatrudnieniem, na przykład wdrożeniem nowego pracownika.
Zależy nam na tym, żeby odchodzić od masowych rekrutacji osób z niepełnosprawnościami na rzecz rekrutacji opartych na kompetencjach i możliwościach kandydatów. Pracodawcy często nie mają wystarczającej wiedzy o różnych rodzajach niepełnosprawności, wynikających z nich ograniczeniach czy obowiązujących przepisach. Właśnie po to jesteśmy, żeby przekazywać im tę wiedzę i pomagać budować dobrą współpracę z pracownikami.
Jak nawiązujecie kontakty pracodawcami? Oni się zgłaszają czy państwo ich szukają?
IW: Od dłuższego czasu intensywnie promujemy nasze działania na LinkedInie, gdzie docieramy do szerokiego grona pracodawców. Coraz większe znaczenie mają dziś kwestie związane z ESG, dlatego firmy szukają wiedzy i praktycznych rozwiązań dotyczących zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. Często nie są pewne, jak stosować przepisy i jakie mają możliwości.
Dlatego stworzyliśmy cykl szkoleń, które pomagają przygotować organizacje do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. Wyjaśniamy m.in., jak prawidłowo interpretować ustawę o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób z niepełnosprawnościami, ponieważ jej przepisy bywają błędnie rozumiane. Prowadzimy również szkolenia dotyczące dostosowania procedur BHP oraz zarządzania zespołami, w których pracują osoby z niepełnosprawnościami. To wiedza, której wciąż trudno szukać w ogólnodostępnych szkoleniach.
Nie zmienimy od razu całego świata, ale możemy wiele zmienić tam, gdzie działamy. Pamiętam sytuację z jednym ze sklepów zoologicznych, który bezskutecznie szukał pracownika pasjonującego się akwarystyką. Udało nam się znaleźć odpowiednią osobę. Dzięki jej zaangażowaniu ten dział zaczął się rozwijać i z czasem zatrudniono kolejne osoby. Dyrektorka sklepu powiedziała wtedy: „Jeśli wszyscy pracownicy będą tacy jak on, to ja chcę ich zatrudniać”.
Dlaczego państwa fundacja skupia się na osobach z niepełnosprawnościami?
IW: Dlatego, że my wszyscy jesteśmy takimi osobami. Z moim partnerem pracowaliśmy dla jednej z łódzkich korporacji i dla niej zatrudnialiśmy osoby z niepełnosprawnościami.
Widzieliśmy, jakie są dysproporcje między traktowaniem ludzi zdrowych i z niepełnosprawnościami.
Stąd pomysł na założenie Labore Simul.
Pierwszy rok naszej działalności był obfity w różnego rodzaju działania. Realizowaliśmy je min. z Urzędem Miasta Łodzi zachęcając pracodawców do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. Otworzyliśmy agencję pracy dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. Zrealizowaliśmy konkurs pt. „Pracodawca Świadomy Społecznie”, w którym nagradzaliśmy pracodawców otwartych na zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami i proponujących im godne warunki pracy. Myśleliśmy, że to będzie mała działalność łódzka, a jednak pierwszych klientów mieliśmy we Wrocławiu, a następnie w 27 innych miastach. Z czasem powstał pomysł utworzenia portalu, który chciałam oprzeć na moim doświadczeniu i posiadanej wiedzy: znajomości rynków pracy, rodzajów niepełnosprawności, wiedzy medycznej. Dopasowani.eu to dziś profesjonalny portal pośrednictwa pracy dla osób z niepełnosprawnościami oraz zagrożonych wykluczeniem społecznym. To również miejsce gdzie pracodawcy i kandydaci spotykają się i mogą zaprezentować się nawzajem.

Czy oferują państwo osobom z niepełnosprawnościami jakieś usługi społeczne?
IW: Do takich usług należy aktywizacja zawodowa osób z niepełnosprawnościami. Jesteśmy otwarci na wszystkich – nieważne, czy są to ludzie niezaradni życiowo czy w trudnej sytuacji, nie ma to dla nas znaczenia. Niepełnosprawność jest nam najbliższa ze względu na nasze osobiste doświadczenia. Portal przystosowaliśmy tak, żeby mogły z niego korzystać także osoby bez orzeczenia. Kontaktują się z nami kandydaci, którym pomagamy na różnych etapach. Na ten moment skupiliśmy się na przygotowaniu wraz z nimi dokumentów do aplikowania o pracę, przygotowaniu ich do rozmowy rekrutacyjnej. Na początku prowadziliśmy także doradztwo zawodowe, psychologiczne, prawne. Nie jesteśmy jednak w stanie podołać tak dużej różnorodności zadań. Postanowiliśmy, że ten rodzaj działania przekażemy do innych jednostek, które się w tym specjalizują.
Jak społeczeństwo postrzega osoby z niepełnosprawnościami?
MOF: Myślę, że osoby z niepełnosprawnością są postrzegane jako te, którym czegoś brakuje. Warto więc próbować im pomóc. Są osoby, które od dzieciństwa posiadają jakieś niepełnosprawności i nie znają niczego innego. Ja z kolei nabyłam niepełnosprawność w wieku trzydziestu paru lat. Był to dla mnie cios. Mam jednak za sobą część życia, którą wiodłam jako osoba zdrowa. Byłam pełna energii, mogłam biegać. Nagle już nie mogę tego robić. Wiedziałam, że trzeba działać sukcesywnie i z czasem będę znajdować pewne rozwiązania. Osobiście, nawet jeżeli mam w głowie jakieś bariery, to chcę próbować. Wiele razy okazywało się, że moja obawa z czasem słabła.
Mamy więc wpływ na to, co robimy z naszymi barierami.
Myślę, że duży wpływ na to, jak osoby z niepełnosprawnością traktują same siebie ma środowisko. Czasem dla samej siebie jestem bardziej niepełnosprawna, niż dla ludzi w moim otoczeniu. Dzięki nim zauważyłam, że pewne bariery stawiam sobie sama.
Ograniczenia będą, ale jak się zamkniemy, to sami sobie będziemy szkodzić. Nikt nam wtedy w niczym nie pomoże. Gdy nie zechcę rozmawiać, inni ludzie nie będą wiedzieć o moich potrzebach. Nasze życie powinno zmierzać, do tego, byśmy potrafili być jednością, bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami.
Niepełnosprawność nie zawsze jest widoczna. Jak poznałyśmy się z Iwoną, to myślałam, że ona jest sprawna. Niektóre bariery są widoczne jedynie dla nas. Mogę widzieć siebie w złym świetle, a inne osoby mogą być otwarte, bo nie widzą tego, co ja.
Pamiętam pewną sytuację, miałam wtedy dwadzieścia lat. Jechałam zatłoczonym tramwajem, a obok mnie w wózku siedziało dziecko z zespołem Downa. W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie, maluch polizał moją dłoń. To była chwila czystej, choć zaskakującej bliskości, która natychmiast przełamała niewidzialną barierę między obcymi ludźmi w podróży.
Z jednej strony było to dla mnie krępujące, ale z drugiej czułam, że miało taką potrzebę. Wiadomo, że lubimy zachowywać odległość, ale pomyślałam: „A może takim drobnym gestem sprawiłam komuś przyjemność?”. To dziecko nie zrobiło mi krzywdy.
IW: Powinniśmy znać savoir-vivre dotyczący zachowania wobec osób z niepełnosprawnościami. Przykładem może być sytuacja osób niewidomych – nie należy ich dotykać ani chwytać za rękę bez uprzedzenia, ponieważ narusza to ich granice. Taka osoba nie wie wtedy, w jakim celu została dotknięta, co może powodować dyskomfort lub poczucie niepewności.
MOF: Przypomniała mi się kolejna tramwajowa sytuacja. Wsiadałam na przystanku razem z niewidomym mężczyzną. Ktoś z pasażerów chciał wykazać się uprzejmością, wstał z fotela i rzucił krótko: „Tu”. Na co pan z rozbrajającym uśmiechem odpowiedział: „Tu, czyli gdzie?”. Cały tramwaj wybuchnął śmiechem. Uwielbiam to, że potrafił podejść do swojej codzienności z takim luzem i humorem.
IW: Warto wtedy dawać proste instrukcje, na przykład: „dwa duże kroki do przodu, potem skręt w lewo”. Osoby niewidome dobrze się w tym odnajdują. Monika opowiedziała, jak to powinno wyglądać w praktyce.
A rzeczywistość jest taka, że ludzie różnie postrzegają osoby z niepełnosprawnościami.
Jedni są empatyczni, inni wciąż mają przekonanie, że ktoś „czerpie z systemu korzyści” albo „zabiera miejsca zdrowym”. W pracy też pojawiają się pytania, dlaczego osoby z niepełnosprawnościami pracują krócej, a zarabiają tyle samo. A to często wynika z tego, że praca jest dla nich bardziej obciążająca. Albo dlaczego nie pracują w nocy — bo czasem nie mogą, choćby ze względu na przyjmowane leki czy stan zdrowia.
Mam wrażenie, że dziś dużo mniej myślimy o dobru wspólnym, a bardziej każdy skupia się na swoim kawałku rzeczywistości. To, co poza nim, schodzi na dalszy plan.
I wciąż za mało jest edukacji w tym temacie. Takiej zwykłej, pokazującej, że to są po prostu ludzie tacy jak my. Bez tego trudno będzie o zmianę — a bez niej dalej będą się brały te krzywdzące stereotypy.
Fundacja Labore Simul pomaga wielu osobom, ale sama też korzysta z pomocy, np. Instytutu Spraw Obywatelskich. Jak oceniacie tę współpracę?
IW: Z Instytutem Spraw Obywatelskich współpracujemy od samego początku, bo fundacja powstała przy wsparciu Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej. Dzięki temu wyposażyliśmy się we wszystkie niezbędne materiały, urządzenia, meble, a dodatkowo zatrudniliśmy pierwsze osoby z niepełnosprawnościami.
Obecnie bierzemy jeszcze udział w Akademii Rozwoju Usług Publicznych, projekcie wzmocnienia NGO, mającym na celu rozwój instytucjonalny i finansowy fundacji. Korzystamy ze wsparcia merytorycznego specjalistów, którzy pomagają nam się ukierunkować. Dużo rzeczy zrobiliśmy za własne pieniądze, ale nie jesteśmy samowystarczalni, dlatego korzystamy z różnych projektów, które pozwolą nam się rozwijać, podnosić kwalifikacje.
Dużo robicie, jakie macie plany na przyszłość?
IW: W przyszłości chcielibyśmy nawiązać współpracę z Instytutem Medycyny Pracy pod kątem rozszerzenia wiedzy na temat ograniczeń wynikających z niepełnosprawności. Medycyna idzie do przodu, coraz więcej wiemy na ten temat, a mimo to wciąż brakuje publikacji, które w sposób uporządkowany opisywałyby różne rodzaje niepełnosprawności w kontekście pracy. Warto byłoby przyjrzeć się każdemu z nich i określić, jakie warunki są dla danej osoby odpowiednie, a jakie mogą być dla niej przeciwwskazaniem.
Myślimy o stworzeniu bazy zawodów, np. dla osób niewidomych czy osób z epilepsją, bo wciąż zdarza się, że pracodawcy nie wiedzą, jakie realnie mają możliwości zatrudnienia takich pracowników.
Chcemy nadal rozwijać naszą działalność i jej zasięg. Mamy jeszcze wiele pomysłów na kolejne kierunki rozwoju, ale na ten moment nie chcemy o nich szczegółowo mówić.
Co było największym zaskoczeniem w prowadzeniu fundacji?
MOF: Głęboko wierzę w ogromny potencjał, jaki drzemie w ludziach. Drugim filarem sukcesu jest dla mnie konsekwencja. Kiedy dopada mnie zmęczenie lub poczucie wypalenia, daję sobie przestrzeń na jeden dzień resetu – to pozwala mi odzyskać siły i wrócić do działania z nową energią. Oprócz systematyczności, absolutną kwintesencją i fundamentem wszystkiego jest dla mnie relacja oraz komunikacja z drugim człowiekiem.
IW: Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że mogę docierać do osób mieszkających na wsiach i w małych miejscowościach i realnie wpływać na zmianę ich sytuacji życiowej. Nigdy nie zakładałam, że moja droga zawodowa potoczy się właśnie w tym kierunku i w takiej skali.
Z czasem zobaczyłam, że moje działania mają realny sens i wpływają na życie innych ludzi.
Znalazłam przestrzeń, która jest mi bardzo bliska, i w której mogę również sama współtworzyć jej rozwój. Wciąż się w tym uczę i to też jest dla mnie ważne — że to proces, który cały czas trwa.
Co daje paniom praca w organizacji, za co są panie najbardziej wdzięczne?
MOF: Moje działania napędza przede wszystkim chęć realizowania wyższej misji i potrzeba niesienia realnego wsparcia. Sama doświadczyłam niepełnosprawności, dzięki czemu jestem dla innych osób bardziej wiarygodna – doskonale rozumiem wyzwania, z którymi mierzą się na co dzień. Ta praca daje mi ogromne poczucie sprawczości. Wiadomo, że nie zmienię całego świata, ale chcę być oparciem dla tych, którzy naprawdę mają w sobie determinację do działania.
W gruncie rzeczy nie rozwiązujemy problemów za innych ludzi, ale dajemy im impuls oraz odpowiednią motywację.
Czasami pomoc sprowadza się do prostych kroków – na przykład gdy ktoś chce aplikować na dane stanowisko, ale barierą techniczną staje się dla niego samo założenie profilu zawodowego. Kiedy pomagam w takim procesie, a później otrzymuję radosną wiadomość: „dostałam pracę!”, czuję ogromną dumę. Niby to mały gest, ale w takich momentach człowiek uświadamia sobie, jak wielkie znaczenie ma bezinteresowna pomoc. Uwielbiam patrzeć na ludzką satysfakcję i z całego serca kibicuję każdemu, kto dąży do zawodowego i życiowego spełnienia.
IW: Przede wszystkim za poczucie sensu i możliwość realnego wpływu na życie innych osób. To daje dużą satysfakcję — świadomość, że nasza praca nie kończy się na teorii, tylko przekłada się na konkretne zmiany.
Ważne jest też dla mnie to, że możemy docierać do osób, które często są poza systemem — mieszkających na wsiach, zależnych od rodziny, czasem pozbawionych kontaktu z rynkiem pracy. Dla nich nawet niewielka zmiana może oznaczać bardzo dużo: większą samodzielność, aktywność i zwykły kontakt z drugim człowiekiem.
Jestem też wdzięczna za to, że w dzisiejszych warunkach, dzięki technologii i cyfryzacji, wiele takich działań w ogóle jest możliwych i realnie działa.
Tym pozytywnym akcentem zakończymy. Dziękuję za rozmowę.
(Wywiad przeprowadzony i przygotowany przez zespół redakcyjny Tygodnika Spraw Obywatelskich)
Projekt „Akademia Rozwoju Usług Publicznych” realizowany w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027, Priorytet FERS.04. Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.