Felieton

Irlandio, oddaj nasze pieniądze

Piotr Wójcik
fot. archiwum autora

Piotr Wójcik

Sześć krajów Unii Europejskiej można zaklasyfikować do rajów podatkowych. Choć ich działalność drenuje budżety innych państw członkowskich na miliardy euro, to nie spotyka się to z reakcją instytucji europejskich.

Raje podatkowe kojarzą się z morskimi lub oceanicznymi wysepkami, leżącymi gdzieś na Karaibach lub Pacyfiku. Specjalnie położonymi tak daleko, żeby żaden europejski urzędnik fiskusa nie miał do nich dostępu. Większość obserwatorów życia ekonomicznego zdaje sobie jednak sprawę, że należy do nich wiele wysoko rozwiniętych państw, oficjalnie uczestniczących w stosunkach międzynarodowych jak zwyczajni partnerzy. Już od dłuższego czasu często zwracano uwagę, że kilka krajów należących do UE działa dokładnie tak samo, jak Barbados czy Wyspy Dziewicze, a proceder unikania podatków trwa w Zjednoczonej Europie w najlepsze. Temat pojawiał się czasem na szczytach UE, ale nie był specjalnie pogłębiany, jakby mówiono o jakiejś wstydliwej dolegliwości, na którą cierpi kilka osób w towarzystwie. To omijanie tematu lub zbywanie go zapewnieniami, że „trzeba coś z tym zrobić”, zaczyna się już odbijać czkawką większości krajów członkowskich i coraz trudniej udawać, że problemu nie ma. Być może w 2020 roku nastąpi wreszcie przełom i kraje członkowskie nie tylko zgodzą się, że istnieje problem, ale też znajdą realne rozwiązanie.

Kłopotliwa szóstka

22 stycznia 2020 roku w Domu Polskim na szczycie ekonomicznym w Davos miał miejsce panel dyskusyjny, w którym wzięli udział premier Polski, sekretarz generalny Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz minister finansów Francji. Tytuł debaty był wiele mówiący: „Współpraca podatkowa: jak uniknąć wyścigu do dna”. Podczas spotkania odbyła się także oficjalna prezentacja najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) „Tax unfairness in the European Union”, który był swoistym pretekstem do dyskusji trzech oficjeli. Autor raportu, doktor Jakub Sawulski z SGH, zajął się problemem utraty wpływów podatkowych przez państwa Unii Europejskiej. I wykazał, że problem wyciekania wpływów budżetowych nie jest tylko problemem zewnętrznym, ale też wewnętrznym.

Najważniejszy chyba wniosek płynący z raportu mówi, że sześć państw unijnych powinno się uznać za raje podatkowe. Mowa o Irlandii, Holandii, Cyprze, Malcie i Luksemburgu. Stosują one praktyki podatkowe mające na celu przyciągnięcie zysków z innych państw członkowskich, by opodatkowano je właśnie tam, a nie w miejscu ich realnego powstania. Suma ich zysków z tytułu tego, nie bójmy się słów, procederu, to 16 miliardów euro rocznie. 16 procent wpływów z CIT Belgii pochodzi z takich praktyk optymalizacyjnych. Holandia dzięki umożliwianiu optymalizacji podatkowej korporacjom uzyskuje 30 proc. wpływów z CIT, a Luksemburg 54 procent. Dla 5-milionowej Irlandii to aż 65 procent, a dla niewielkiej Malty 88 procent. Zdecydowana większość przenoszonych sztucznie zysków z krajów UE trafia do innych państw tej organizacji – 80 proc. optymalizacji na podatku korporacyjnym odbywa się w granicach Unii Europejskiej. Korzystają na tym przede wszystkim wyżej wymienione kraje.

Korporacje wykorzystują kilka głównych mechanizmów do unikania podatków lub zmniejszania swoich obciążeń. Między innymi finansują nowe inwestycje nie z kapitału własnego, lecz z pożyczek formalnie otrzymywanych z podmiotów zarejestrowanych w unijnych rajach podatkowych. Dzięki temu spłacane odsetki trafiają bezpośrednio tam, gdzie zyski są preferencyjnie opodatkowane, a w krajach, z których pieniądze są transferowane, zaliczane są jako koszt uzyskania przychodu. Spółki-córki międzynarodowych korporacji korzystają także z praw niematerialnych swoich spółek-matek – na przykład z prawa do używania znaków towarowych – płacąc im za to opłaty licencyjne, które także zwykle trafiają do rajów podatkowych, w których zarejestrowane są podmioty dysponujące tymi prawami. Raje podatkowe często zwalniają tego typu dochody z podatku lub stosują wobec nich preferencyjne stawki. Innym sposobem jest zawyżanie cen transferowych, czyli cen, w jakich produkty lub materiały przenoszone są między poszczególnymi oddziałami korporacji. Oddział, który działa w państwie niestosującym preferencji podatkowych, płaci zawyżone stawki oddziałowi, który jest zarejestrowany w raju podatkowym. W tym pierwszym kraju dochód jest więc zaniżany, za to trafia do tego drugiego państwa.

Straty nierówno podzielone

W wyniku tych działań członkowie UE tracą corocznie miliardy euro. Wbrew pozorom, wśród najbardziej poszkodowanych wcale nie dominują kraje z naszego regionu, uchodzące za szczególnie drenowane optymalizacją podatkową. W efekcie sztucznego przenoszenia zysków w obrębie UE Niemcy tracą co rok 22 procent swoich potencjalnych wpływów z CIT. Węgry i Francja niecałą jedną piątą, a Wielka Brytania 17 procent. Kilkanaście procent tracą także Włochy, Szwecja, Estonia i Hiszpania.

Według autora raportu PIE Polska jest mniej więcej w środku stawki. Co roku tracimy nieco ponad jedną dziesiątą wpływów z CIT, przy czym 7-8 procent w wyniku przenoszenia zysków do innych krajów Unii Europejskiej. W liczbach bezwzględnych przekłada się to na ok. 5 miliardów złotych, co jest kwotą niebagatelną – a mówimy tylko o jednym podatku, czyli korporacyjnym. Z czego to wynika? Najprawdopodobniej z tego, że polski CIT jest niewysoki na tle innych krajów Europy, więc korporacje mają mniejsze powody, żeby go unikać. Wynosi 19 proc., tymczasem w Niemczech w sumie 30 proc., a we Francji nawet 33 proc. Poza tym Polska wciąż stosuje szereg ulg inwestycyjnych, co sprawia, że efektywny CIT jest nad Wisłą jeszcze niższy i wynosi ok. 16 proc. Według OECD wpływy z CIT w Polsce odpowiadają dwóm procentom PKB, tymczasem średnia OECD jest o połowę wyższa. Polska jest po prostu dosyć łaskawa dla zysków korporacji – mimo to i tak sztucznie wyprowadzają one stąd zyski, lecz na nieco mniejszą skalę niż w krajach o wyższych podatkach.

Autor raportu zwraca także uwagę na kilka innych dróg, którymi umykają podatki krajów Europy. Jednym z nich jest ukrywanie dochodów przez najzamożniejszych obywateli poza granicami swoich krajów. Tu także Polska jeszcze nie jest najbardziej poszkodowana. Majątek wyprowadzony z kraju przez osoby fizyczne ma w przypadku Polski wartość ok. 7 proc. PKB, tymczasem we Francji i Belgii kilkunastu procent, a w Czechach niecałych 20 proc. To z kolei wynika najpewniej z tego, że polski system podatkowy niezwykle preferencyjnie traktuje najlepiej zarabiających, umożliwiając im chociażby przechodzenie na działalność gospodarczą z liniowym PIT i ryczałtowymi składkami ZUS. Poza tym w Polsce praktycznie nie istnieją podatki majątkowe – poza podatkiem od nieruchomości, określanym jednak od powierzchni, a nie od wartości – więc nie ma specjalnej potrzeby ukrywania majątku za granicą.

Test europejskiej solidarności

Autor raportu wskazuje też rozwiązania, które kraje członkowskie powinny podjąć na poziomie UE. Przede wszystkim kraje UE nie powinny być wyłączone z czarnej listy rajów podatkowych – jeśli spełniają określone kryteria, powinny się na niej również znaleźć. Komisja Europejska powinna otrzymać możliwość nakładania sankcji na członków UE, którzy znaleźli się na liście rajów podatkowych. Międzynarodowe korporacje powinny też mieć obowiązek regularnego informowania o strategiach i rozwiązaniach podatkowych, które stosują podczas swojej działalności. Poza tym powinno się wprowadzić pewne unijne minimum, które korporacje powinny płacić w krajach, w których prowadzą działalność, określaną na bazie jednakowej dla wszystkich podstawy opodatkowania. No i wreszcie powinno się włączyć solidarność podatkową do głównego nurtu unijnej agendy, by wszystkie podmioty i instytucje w UE uznawały go za istotny, a unijne raje podatkowe były na cenzurowanym.

Od tego ostatniego trzeba by właściwie zacząć. Fakt, że szóstka wymienionych w raporcie krajów umożliwia bardzo wątpliwe i niekorzystne dla innych członków UE praktyki podatkowe, nie jest przecież tajemnicą już od lat. A mimo to wciąż nic z tym nie zrobiono. Całkiem możliwe, że także dlatego, że należą do nich trzy bardzo wpływowe państwa, z których pochodzi wielu czołowych polityków europejskich – mowa o głównie o Holandii i Luksemburgu, bo Belgia ma stosunkowo najmniej na sumieniu. Tak czy inaczej, walka z unijnymi rajami podatkowymi będzie testem na europejską solidarność. Jeśli w nadchodzących 12 miesiącach znów nic się w tym obszarze nie wydarzy, kraje nie podejmą żadnych wiążących decyzji, a okradanie innych partnerów wciąż będzie tolerowane, to solidarność europejska okaże się tyle warta, ile papier, na której wydrukowano unijne traktaty.

Narodowy Instytut Wolności – logo Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich – logo

Tekst przygotowany przez Instytut Spraw Obywatelskich w ramach projektu „Instytut Spraw Obywatelskich – łapiemy wiatr w żagle” sfinansowanego przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018–2030.

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekonomia # Polityka

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.