Analiza

Jakub Wygnański: Inny pomysł na demokrację

Europejskie Forum Gospodarcze, 27 października 2021 r., Łódź
Europejskie Forum Gospodarcze, 27 października 2021 r., Łódź, od lewej: Janusz Król, Jakub Wygnański, Ilona Pietrzak, fot. Piotr Kaźmierczak

Jakub Wygnański

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 147 / (43) 2022

Oddajmy głos autorowi: „Nie umiem dobrze wyjaśnić, czym jest ten tekst, łatwo mogę jednak stwierdzić, czym nie jest. Nie jest on mianowicie programem politycznym, choć owszem mówi o sposobie (być może nowym) „robienia polityki”. Nie namawiam tu do powoływania żadnych nowych podmiotów, ale wskazuję na coś może ważniejszego – a mianowicie na proces, w jaki podmioty już istniejące mogłyby się włączyć w odbudowę fundamentów demokracji”.

Zapraszamy do lektury fragmentów tekstu.

Część 1
Intencje – konteksty – inspiracje
Zmieniać nawyki

Ostatnie lata to, w mojej opinii, prawie całkowity uwiąd myślenia strategicznego, systemowego i państwowego – zarówno po stronie rządu, jak i opozycji, ale także wielu innych środowisk opiniotwórczych. Dominuje dryf, zamiatanie pod dywan, kosmetyka, bieżączka, kolejne „przykrywanie” jednych spraw drugimi. (…)

Polityka inna niż marketingowa. Owszem, to jest projekt polityczny, ale chodzi tu o właściwe rozumienie słowa „polityka” – jako roztropną troskę o dobro wspólne (Republikę). Dlaczego posługuję się pojęciem Republika? Dla niektórych to zaskakujące, bo w polskich warunkach skojarzenia z republikanizmem są jednoznaczne. No cóż, od lat działa w Polsce dobrze zorganizowana grupa osób i instytucji, które niejako przywłaszczyły sobie pojęcie republikanizmu – bardzo mu przy tym szkodząc.

Najwyższy czas przywrócić mu właściwe znaczenie. Republika – res publica, Rzeczpospolita – to nie partyjna przynależność. Wręcz przeciwnie: to uznanie, że są sprawy wykraczające poza partyjność i partykularność. Republika to ustrojowa reguła(w niektórych krajach składa się przysięgę na wierność właśnie tej regule).

O takim republikanizmie mowa w tym przedsięwzięciu. Podkreślam też słowo „roztropność” (gr. phronesis – mądrość praktyczna), bo to ona powinna być głównym przymiotem kogoś, kto zajmuje się sprawami publicznymi. Ten projekt to, owszem, zaproszenie do polityki czy polityczności (w większości przypadków: krótkich odwiedzin, epizodu), jest to jednak ten rodzaj polityki, którego nie trzeba się ani wstydzić ani brzydzić. Wbrew pozorom w Polsce brakuje właściwie rozumianej polityczności. Nie miejmy złudzeń. Emocjonowanie się (a nawet irytacja) działalnością polityków (czy to opozycji, czy też rządu) to nie jest autentyczne zaangażowanie polityczne. Podobnie moralizowanie nie czyni nas bynajmniej bardziej moralnymi. Tu chodzi o coś innego.

Zaproszenie do działań, które zawiera ten tekst, mniej dotyczy polityków – choć jest to również apel do nich, by zaczęli inaczej rządzić ,by w nowy sposób podjęli odpowiedzialność za funkcjonowanie państwa.

Bardziej skupiam się jednak na wymiarze obywatelskim, myśląc o tych, którzy po prostu chcą być dobrze rządzeni. To istotna różnica. Całe to przedsięwzięcie można porównać do próby stworzenia ruchu konsumenckiego – tyle że chodzi tu o świadomość konsumencką w świecie spraw publicznych i polityki partyjnej. Jego uczestnicy nie chcą bynajmniej zamienić się w dostawców, nie chcą stać się politykami, nie chcą piastować urzędów. Chcą jednak, aby to, co jest oferowane w świecie polityki, miało sensowną jakość i rzeczywiście odpowiadało na ich potrzeby. Ta analogia jest adekwatna również dlatego, że w ostatnich latach polityka upodobniła się do sprzedaży i używa na masową skalę narzędzi marketingowych.

W świecie marketingu coraz rzadziej chodzi o sprzedaż przedmiotów czy usług, ale raczej o sprzedaż emocji i poczucia przynależności. Specjaliści od marketingu już dawno przerobili nas na maszyny do kupowania. Jesteśmy posegmentowani, boleśnie przewidywalni, podatni na manipulację i fabrykowanie po-trzeb, a mówiąc precyzyjniej: pragnień. Uczyniono wszystko, żeby wyłączyć namysł i zastąpić go emocjami. Podobnie dzieje się niestety w polityce…

Wyjść poza gniew 

Znaleźliśmy się w bardzo niebezpiecznym momencie. Coraz częściej tym, co łączy różne grupy Polaków, jest nie to, czego wspólnie pragną, ale raczej to, do kogo wspólnie czują niechęć czy wręcz nienawiść. Na tym nie da się budować.

Z tego nie da się wykrzesać żadnej nadziei innej niż nadzieja na rewanż, a może nawet zemstę. Nie takiej nadziei dziś w Polsce potrzeba. Dlatego koniecznie musimy znaleźć metodę, przestrzeń i energię na formułowanie wspólnych postulatów i marzeń; metodę szerokiego, wspólnego namysłu nad tym, co wspólne – nad Republiką. Trzeba mimo wszystkich różnic umieć stworzyć dla nich przestrzeń/„namiot spotkania” – wolny od gęstej atmosfery moralnej przewagi.

Zapewne minimalnym warunkiem, żeby się spotkać, jest zdolność (zresztą każdej ze stron) do poznania opinii osób o innych przekonaniach i uznania, że są sprawy ważniejsze niż partyjna przynależność, zaś „partia” i „patria” to jednak dwa różne słowa – i to drugie jest ważniejsze niż pierwsze. Takie spotkanie jest konieczne. Łatwo napisać – trudno zrobić. To będzie wymagało elementarnego zaufania i domniemania dobrych intencji na początku rozmowy. To będzie trudne dla każdej ze stron. W końcu jednak kiedyś każda ze stron będzie musiała zdobyć się nie tylko na wybaczenie, ale na coś znacznie trudniejszego – prośbę o wybaczenie. Nie zepchniemy się przecież do morza, będziemy musieli jakoś znosić się cierpliwie nawzajem.

Z cierpliwością związane jest cierpienie. Kto wie, może musimy zacząć od zaniechania planów nawracania się nawzajem. Może musimy przyjąć do wiadomości, że żyją obok nas Filistyni – każdy znajdzie swoich. Jak napisał kiedyś Amos Oz (był nie tylko pisarzem, ale także izraelskim żołnierzem i działaczem ruchu pokojowego) – make peace, not love. Nie musimy się kochać, ale musimy umieć żyć w pokoju. (…)

Część 2
Co chcemy osiągnąć?
Modelowy cykl: pięć kroków

Trzeba mieć odwagę wyobrazić sobie, że w czasie, który dzieli nas od wyborów (ale także później), regularnie i w przewidywalny, cykliczny sposób, staramy się wspólnie formułować propozycje rozwiązań w ważnych kwestiach publicznych. Że czynimy to w oparciu o skoordynowany, dobrowolny wysiłek wielu różnych instytucji i środowisk działających zarówno na poziomie krajowym, jak i lokalnym. To działanie prowadzone jest w formie kolejnych podobnych do siebie cykli – od diagnozy do rozwiązania. To ruch kolisty, postępowy.

Za każdym razem diagnozujemy, szukamy i staramy się uzgodnić najlepsze i społecznie legitymizowane rozwiązania na poziomie systemowo legislacyjnym – i zabiegamy o ich wdrożenie. Jednocześnie szukamy dostępnych rozwiązań praktycznych (dobrych praktyk), które mogą uruchamiać sami obywatele w oparciu o swe własne wysiłki – nawet wtedy, kiedy nie udaje się zmienić rozwiązań na poziomie systemowym.

Podstawowym wyzwaniem tego przedsięwzięcia (a jednocześnie jego potencjalnie największą siłą) jest to, że wymaga on kolektywnego działania wielu partnerów. Gotowość i zdolność do takiej pracy nie mogą być uzyskane w żaden inny sposób (w szczególności przez jakiekolwiek formy hierarchicznego, centralnego zarządzania) niż w ten, że uczestnicy uznają, iż dopiero wspólne ich wysiłki układają się w rozsądną, skuteczną całość. Żeby dotrzeć do tej skądinąd przewidywalnej konstatacji, wielu z nas musiało w ostatnim czasie doświadczyć gorzkiego odkrycia, że żadne działania w pojedynkę („solo”) nie okazują się skuteczne.

Uczestnicy przedsięwzięcia mogą się w nie włączyć jedynie w sposób dobrowolny i podmiotowy – świadomi faktu, że swoje zaangażowanie muszą w dużej mierze opierać o własne zasoby.

To rodzaj obywatelskiej kooperatywy, w której każdy musi coś dać, żeby coś otrzymać. W tym działaniu uczestnicy nie mają się poddawać jakiemuś kierownictwu, a raczej wpisywać się w logikę tego przedsięwzięcia – rozumieć i kształtować ją. (…)

Krok 1: wybór tematu

A jednak żeby opisane przedsięwzięcie miało sens i odpowiednią energię, musi każdorazowo wzbudzić zainteresowanie wystarczającej (choć niekoniecznie bardzo licznej) grupy uczestników. Chodzi o zainteresowanie konkretnym tematem – w każdym cyklu innym. Bez tego „wiatru” nasz szybowiec nie ma szans unieść się w powietrze. Inaczej się nie da.
Podstawowym warunkiem powodzenia całego przedsięwzięcia jest pojawienie się dostatecznej dawki „świeżego powiewu” – obywatelskiego zaangażowania. Taki wiatr pojawia się zawsze niejako naturalnie w sezonach wyborczych (zgoła huragan) albo w sytuacjach szczególnych i granicznych, np. strajk nauczycieli, protest kobiet albo konieczność zmierzenia się z konsekwencjami jakiegoś nieprzewidzianego zdarzenia, np. kataklizmu, zamachu, narodowej traumy. Trudniej o ten wiatr w okresach „pomiędzy”, ale trzeba go jednak szukać, trzeba go zaklinać. Bez tego ani rusz. (…)

Przykłady tematów

Jedna z propozycji dotyczących tego, od czego zacząć (wykonać pierwszy pilotażowy cykl), to kwestia ubóstwa energetycznego. Sprawa ta bardzo dobrze nadaje się na początek. Dotyczy ona w Polsce kilku milionów obywateli. (…)

Inny pomysł na demokrację

Jakub Wygnański: Inny pomysł na demokrację – pełna wersja tekstu w pdf.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 147 / (43) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura Obywatele decydują

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Obywatele decydują

Być może zainteresują Cię również:

Obywatele decydują

Rozpoczynamy konsultacje – Referenda dla obywateli

W dniu 10 sierpnia 2013 r. w Łodzi odbyło się zorganizowane przez Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) spotkanie pod hasłem „Referenda dla obywateli, nie dla partii” z udziałem instytucji i organizacji społecznych (m.in. Krytyka Polityczna, Klub Inteligencji Polskiej, Demokracja Bezpośrednia, Naprawimy To, Zieloni 2004, Młodzi Bezpośredni), NSZZ „Solidarność”, OPZZ oraz Forum Związków Zawodowych. Celem wydarzenia było wypracowanie obywatelskiego stanowiska w sprawie zmian w przepisach o referendach.