Książka

James Wesley Rawles: Jak przeżyć koniec świata. Plan na niepewne czasy

Rawles: Jak przeżyć koniec świata - okładka książki
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 217 / (9) 2024

Pandemia. Atak terrorystyczny. Katastrofa naturalna. Globalne załamanie finansowe. Czasem wystarczy jedno wydarzenie, aby odwrócić nasz świat do góry nogami. Czy jesteśmy na to przygotowani? James Rawles, były oficer wywiadu armii Stanów Zjednoczonych i założyciel SurvivalBlog.com, w „Jak przeżyć koniec świata” wyjaśnia wszystko, co musisz wiedzieć, aby chronić siebie i swoją rodzinę w najtrudniejszych sytuacjach (z mat. Wydawnictwa).

Wydawnictwu Kompania Mediowa dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Survivalowy sposób myślenia. Strategia na niepewne czasy

NAPRAWDĘ TRUDNY DZIEŃ…

Brak prądu początkowo jest tylko irytujący. Pewnego zimowego poranka budzik nie zadzwonił i zaspałeś do pracy. W domu panuje chłód, bo choć masz piec na gaz ziemny, to nie działa elektroniczny termostat ani dmuchawa rozprowadzająca ciepło po wszystkich pomieszczeniach. Dociera do ciebie, że za dnia trzyma kilkustopniowy mróz, a nocą temperatura spada do minus kilkunastu, więc gdy wrócisz z pracy, w domu będzie już przeraźliwie zimno. Podejrzewasz, że marznąca mżawka musiała doprowadzić do zerwania linii energetycznej.

Na śniadanie zamiast jajecznicy i gorącej kawy raczysz się płatkami na zimno i sokiem. Kiedy przywrócą prąd? Zastanawiasz się, jak długo wytrzyma żywność w zamrażalniku. Spiesząc się do pracy, rezygnujesz z porannego golenia, elektryczna maszynka i tak zresztą nie działa. Wskakujesz do samochodu, ale silnik nie odpala. Radio samochodowe nie działa. Sąsiad grzebie pod maską swojego auta. Jemu mróz też musiał załatwić akumulator. W oddali słyszysz strzały z gaźnika pick-upa. Komuś przynajmniej odpalił.

Wracasz do domu i włączasz radio tranzystorowe. Nie działa. Dziwne, bo jest i na prąd i na baterie. Dzieciak musiał przełożyć baterie z aparatu, myślisz sobie. Wygrzebujesz zapasowe radio z poobijanej puszki po amunicji. Tej, w której trzymasz sprzęt wędkarski i którą zabierasz na eskapady z muchówką. Próbujesz coś złapać na falach średnich i ultrakrótkich, ale słyszysz głównie szum.

Udaje ci się dostroić tylko jedną stację. Spanikowanym głosem spiker mówi coś o impulsie elektromagnetycznym (EMP) na dużej wysokości nad Środkowym Zachodem i awarii sieci energetycznych w całych Stanach, Meksyku i Kanadzie.

Głośna seria wystrzałów z broni palnej sprawia, że zrywasz się na równe nogi. Walą bardzo blisko, gdzieś w sąsiedztwie. Zapowiada się naprawdę trudny dzień…

Sytuacja, którą właśnie nakreśliłem, jest tylko jedną z wachlarza przyczyn końca świata, jaki znamy[5], możliwych w niedalekiej przyszłości.

Jakie są inne zagrożenia, na które powinniśmy być gotowi? Pozwolę sobie dorzucić (w przypadkowej kolejności) kilka innych, równie przerażających scenariuszy:

• kryzys hiperinflacyjny,

• kryzys deflacyjny,

• atak terrorystyczny z użyciem broni masowego rażenia: nuklearnej, biologicznej albo chemicznej,

wojna nuklearna, biologiczna albo chemiczna,

• trzecia wojna światowa,

• embargo na ropę naftową nałożone na kraje Pierwszego Świata,

• stan wojenny,

• inwazja zbrojna,

• katastrofa klimatyczna,

• ogromna erupcja wulkanu lub seria trzęsień ziemi,

• uderzenie dużej asteroidy albo komety.

Żyjemy w niebezpiecznych czasach, w świecie o delikatnej i silnie wewnętrznie powiązanej infrastrukturze. W ostatnich latach byliśmy świadkami rosnących zagrożeń ze strony terroryzmu i niestabilności rynków finansowych. Przezorność każe się przygotować.

W tej książce wyjaśniam, jak wybrać dobre miejsce do życia, a gdy już to się uda – a także jeśli zdecydujecie się pozostać w obecnym miejscu zamieszkania – jak się zaopatrzyć i przygotować do samowystarczalności. Robiąc to właściwie, będziecie w stanie ochronić swoją rodzinę przed wieloma zagrożeniami, by nie tylko przetrwać, ale i dobrze żyć.

Wierzę mocno, że największe szanse przeżycia daje azyl zapewniający warunki do życia przez cały rok, dlatego też większość informacji zawartych w tej książce skrojona jest na taki scenariusz. Może to wyglądać na grubą przesadę, ale gdy rozpęta się piekło[6], będziecie mi wdzięczni. Nie istnieje ideał takiego azylu, każdy bowiem ma specyficzne potrzeby. Jedni potrzebują bliskości dużego lotniska albo uniwersytetu – taka praca; inni mogą cierpieć na poważne schorzenia wymagające dostępu do specjalistycznej kliniki – należy więc brać dostosowane do osobistych wymagań poprawki[7] na wszystko, co tu przedstawiam.

ZŁOTA HORDA

Amerykańska populacja jest w tak wielkim stopniu zurbanizowana[8], że w przypadku trwającej dłużej niż tydzień awarii wschodniej albo zachodniej sieci energetycznej[9] wszystkie miasta w bardzo krótkim czasie przestaną nadawać się do życia.

Przewiduję w takim przypadku niemal niemożliwą do powstrzymania lawinę zdarzeń:

• awaria sieci energetycznej, a po niej

• awaria sieci wodociągowej, a po niej

• zakłócenia w dostawach żywności, a po nich

• upadek ładu i porządku publicznego, a po nich

• pożary i powszechne grabieże, a po nich

• ogromne „złote hordy” migrujące z największych miast.

Gdy jakość życia w miastach raptownie spadnie do zera, dzikie tłumy wyleją się z metropolii i otaczających ich przedmieść ku głębokiej prowincji. Mój drogi, nieżyjący już ojciec, Donald Rawles, administrator badań naukowych w Lawrence Livermore National Laboratory w Kalifornii, zwykł pół żartem, pół serio nazywać je „złotą hordą”. Miał oczywiście na myśli analogię do trzynastowiecznych mongolskich hord, użytą we współczesnym kontekście. Złotą Ordą[10] była dynastia chanów mongolskich z tamtego okresu. Stąd złote hordy.

CIENKA ZASŁONA

Na wykładach dotyczących zagadnień survivalowych często mówię, że cywilizacja jest tylko cienką zasłoną okrywającą nasze społeczeństwo. To, co jest pod spodem, nie jest zbyt piękne i niewiele potrzeba, by to obnażyć. Weźcie na przykład przeciętnego mieszczucha i dajcie mu zmarznąć, zmoknąć, zmęczyć się, niech dopadnie go głód lub pragnienie; odbierzcie mu do tego telewizję, piwo, używki i inne uspokajacze, a rychło pokaże dzikie oblicze. Jest jak cebula: zedrzyjcie z niego kilka warstw, a zaraz poczujecie smród.

Proponuję eksperyment myślowy: spójrzcie na świat oczami statystycznego – hipotetycznego, ale zupełnie typowego – mieszkańca przedmieść. Oto Joe. Na kryzys jest zupełnie nieprzygotowany. Zapasów w spiżarni nie wystarczy mu nawet na tydzień. Ma pompkę dwunastkę[11], której nie używał od lat, pół baku paliwa w minivanie i może jeszcze galon albo dwa w kanistrze, do kosiarki. I wtedy nastaje koniec świata, który znał. Prądu brak, zatrudnienie jest już tylko wspomnieniem, spłuczka nie działa, a woda przestała w magiczny sposób wylewać się na żądanie z kranu. Żona i dzieci w panice. Półki w supermarkecie ogołocone do zera. Na ulicach zaczynają się zamieszki. Na stacjach benzynowych zabrakło paliwa. Banki zamknięto. Czysta desperacja: Gdzie iść? Co począć?

Jest wielce prawdopodobne, że Joe pomyśli: „Znajdę gdzieś na odludziu daczę jakiego bogatego dupka, który zagląda do niej najwyżej dwa razy do roku”. W rezultacie wszystkie turystyczne miejscówki nad Wielkimi Jeziorami, na wybrzeżach i w górach rychło zaleją hordy uciekających z miasta panów Joe[12].

Może zamiast tego postanowi: „Idźmy tam, gdzie produkują żywność”. W rezultacie miejsca takie jak Imperial Valley, Willamette Valley i Red River Valley także szybko zapełnią tłumy. Zdesperowanych panów Joe przybędzie tam tak wielu, że rychło rozgorzeją walki i strzelaniny. Zrobi się naprawdę paskudnie i niebezpiecznie.

FUNDAMENT: SIEĆ ENERGETYCZNA

Gdyby przerwa w dostawach prądu potrwała dłużej niż tydzień, sytuacja stałaby się krytyczna. Pomyślcie nad tym.

W przypadku długotrwałego braku prądu czeka nas taki scenariusz:

• W większości miast i miasteczek przestaną działać wodociągi i ustaną dostawy wody pitnej.

• Najprawdopodobniej tłum uchodźców opuści miasto.

• Możliwe są masowe ucieczki z więzień.

• Niemal wszelka łączność zostanie zerwana. Centrale telefoniczne mają co prawda zabezpieczenie w postaci dwuwoltowych akumulatorów głębokiego rozładowania, ale wystarczy im energii najwyżej na tydzień. Nie zainstalowano w nich awaryjnych generatorów, bo przerwy w dostawie prądu przekraczające siedemdziesiąt dwie godziny uznano za nieprawdopodobne (nieroztropnie, panie Bell!). W związku z tym, gdy sieć energetyczna ulegnie awarii, w telefonach stacjonarnych, komórkach i łączach internetowych zabraknie sygnału. Bez prądu i środków łączności zapanuje anarchia. Wyłączone będą alarmy przeciwwłamaniowe, oświetlenia posesji i systemy monitoringu, nie będzie jak wezwać policji czy straży pożarnej.

• Zabraknie zasilania w stacjach dializ, w szpitalach przestaną działać respiratory, ustaną dostawy butli z tlenem dla osób z przewlekłymi chorobami płuc, insuliny dla diabetyków itp. Życie każdego cierpiącego na przewlekłą chorobę będzie zagrożone.

• Większość grzejników z dmuchawą odmówi posłuszeństwa, nawet jeśli odłączycie termostat. Kotły z podajnikiem w ogóle przestaną działać[13].

• W większości miejsc, oprócz znajdujących się w bezpośredniej bliskości źródeł, ustaną dostawy gazu ziemnego.

• Nie zadziała numer alarmowy 112[14], w godzinie próby zabraknie „kawalerii w odwodzie”. Gdy nastanie bezprawie, ty, twoja rodzina i twoi sąsiedzi będziecie zdani na własne siły.

• Warunki sanitarne w dużych miastach staną się trudne. Niemal każdy będzie zmuszony czerpać wodę z odkrytych zbiorników, jednocześnie zanieczyszczając te źródła. Gdy zabraknie prądu i wody, a spłuczki przestaną spłukiwać, większość mieszczuchów nie zajmie się kopaniem wychodków ani dołów na odpadki. W ciągu tygodnia od ustania dostaw prądu warunki sanitarne w metropoliach ulegną dramatycznemu pogorszeniu. […]

Rawles: Jak przeżyć koniec świata - okładka książki

James Wesley Rawles: Jak przeżyć koniec świata. Plan na niepewne czasy, Kompania Mediowa, 2022


Przypisy:

[5] Jest to bardzo często używany w środowisku anglojęzycznych pasjonatów preppingu zwrot: ang. The End of the World As We Know It (TEOTWAWKI), stosowany dla odróżnienia od „końca świata”, który może być rozumiany szerzej, jako zupełna zagłada ludzkości albo nawet koniec otaczającego nas świata materialnego – planety, Układu Słonecznego itd. (przyp. tłum.).

[6] W literaturze i tekstach dotyczących preppingu stosowany jest często amerykański skrót SHTF (ang. when the Shit Hits The Fan – „kiedy gówno wpadnie w wentylator”) bardzo obrazowo oddający dramatyczną i nagłą sytuację, która nie szczędzi nikogo (przyp. tłum.).

[7] Jest to oczywiście jeszcze bardziej istotne dla polskich czytelników, którzy zmuszeni są dostosować podane porady do krajowych warunków. Tam, gdzie tylko wydaje się to konieczne, na przykład ze względu na odmienne przepisy prawa, tłumacze oraz redaktor opatrują tekst stosownymi przypisami (przyp. tłum.).

[8] W Stanach Zjednoczonych 80 procent populacji mieszka w miastach. W Polsce odsetek ten wynosi 60 procent (przyp. tłum.).

[9] Infrastruktura sieci energetycznych w Ameryce Północnej dzieli się na Wschodnią, Zachodnią, Teksańską, Alaskańską i Quebeku. Każda z nich obejmuje zasięgiem po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset milionów mieszkańców (przyp. tłum.).

[10] W bardziej ścisłym znaczeniu było to określenie głównej rezydencji chana, ale także państwa mongolskiego. Orda i horda to synonimy w znaczeniach określających namiot, państwo czy dynastię, ale nie w znaczeniu dzikich tłumów, co nazywa się hordą (przyp. tłum.).

[11] Strzelba gładkolufowa kalibru 12 ga (przyp. tłum.).

[12] W Polsce byłyby to zapewne Mazury, wybrzeże Bałtyku czy góry (przyp. tłum.).

[13] Tak naprawdę nie będą działać w takiej sytuacji niemal żadne źródła ciepła oprócz kominków oraz kotłów na paliwa stałe bez elektroniki, podajnika i pompy obiegowej (przyp. red.).

[14] W USA używa się głównie numeru alarmowego 911, ale 112 także funkcjonuje (przyp. tłum.).

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 217 / (9) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: