fbpx

Książka

Jean-François Bouvet: Dzieci na zamówienie

dzieci na zamówienie_okładka ksiązki
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 122 / (18) 2022

Dzisiaj w większości krajów na świecie coraz więcej dzieci rodzi się dzięki technikom rozrodu wspomaganego. Ponad 5 milionów mieszkańców Ziemi już zostało poczętych w laboratoriach. To początek nowej ery. W tej klarownej i dającej do myślenia książce Jean-François Bouvet otwiera przed nami drzwi laboratoriów, w których gra idzie o przeobrażenie ludzkości. Pokazuje, że majstrowanie przy genach jest lukratywnym rynkiem, często pozbawionym ram prawnych i bioetycznych, wizerunkiem ultraliberalizmu ekonomicznego (z opisu wydawcy).

Wydawnictwu Kogut dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Jean-François Bouvet, nauczyciel akademicki, jest neurobiologiem, popularyzatorem nauki, autorem kilku książek, które odniosły sukces, m.in. Mutants: À quoi ressemblerons-nous demain? (Mutanci: do czego będziemy podobni jutro?, Flammarion, 2014). Współpracuje z pismami „Le Point” i „Sciences Humaines”.

Płeć na zamówienie

Ograniczenia w diagnostyce preimplantacyjnej nie zawsze są w różnych krajach wystarczająco uściślone. Pojawia się więc ryzyko nadużyć. Już obecnie w kilku krajach – na przykład w Tajlandii czy w większości stanów USA – dzięki diagnostyce preimplantacyjnej zapewnia się możliwość wyboru płci dziecka poczętego w wyniku in vitro. Doktor Majid Fateh chełpi się, że „zapoczątkował to w Nowym Jorku”: „To bardzo popularne i nadzwyczaj proste […] Jeśli zarodek jest płci, jakiej życzą sobie rodzice, umieszcza się go w macicy[1]”. Może i jest popularne, ale nie za darmo – rachunek opiewa na 15 tysięcy dolarów. Którą płeć wolą klienci? „Chińczycy i Hindusi chcą głównie chłopców. U Europejczyków panuje pełna równowaga między chłopcami i dziewczynkami”, ujawnia założyciel New York Fertility Institute. 

Wyboru płci dokonuje się również po drugiej stronie Atlantyku. Mieszczący się w tureckiej części Nikozji na Cyprze ośrodek in vitro Dogus zapewnia na swej stronie internetowej, że „wybór między chłopcem i dziewczynką jest w tym kraju całkowicie legalny. Na Ukrainie klinika Isida w Kijowie proponuje cały zakres usług, od sztucznego zapłodnienia przez zapewnienie surogatki po in vitro i diagnostykę preimplantacyjną, która – jak informuje strona firmy – „pozwala określić płeć przyszłego dziecka”. Izrael wyróżnia się tym, że dopuszcza diagnostykę preimplantacyjną w celu wyboru między chłopcem i dziewczynką tylko rodzicom, którzy mają już czworo dzieci tej samej płci. Jak sprecyzowano w 2014 roku w artykule zamieszczonym w „Israel Journal of Health Policy Research”[2] w zdecydowanej większości przypadków wybór pada na chłopca (dwie trzecie rodzin żydowskich i 100 procent rodzin arabskich). Australia zamierza zezwalać na diagnostykę preimplantacyjną pod kątem płci od trzeciego dziecka, dążąc do zbilansowania płci potomstwa, aby oszczędzić „turystyki prokreacyjnej” przyszłym rodzicom, którzy zapragną wybrać między chłopcem i dziewczynką, i towarzyszyć społeczeństwu w ewolucji traktowanej jako nieuchronna. 

Czy to ewolucja w kierunku „dziecka na zamówienie”? A dlaczego po płci nie wybierać także wzrostu, karnacji, koloru włosów i oczu, później zaś potencjału intelektualnego? „Postęp technologiczny jest jak siekiera w rękach psychopaty” – martwił się Einstein.

Dzisiaj droga wiodąca do selekcji osobników robi się śliska. Tak jak wyobrażał sobie nowozelandzki reżyser Andrew Niccol w swym filmie „Gattaca – szok przyszłości”, na ekranach od 1997 roku. 

(…)

Czy Gattaca to science fiction?

A, G, T, C: nazwę Gattaca utworzono z liter oznaczających cztery podstawowe zasady azotowe, kodujące informację przenoszoną przez DNA. Gattaca należy do świata, w którym genetyka jest królową i narzuca swój dyktat organizacji społeczeństwa. W Gattace dzieli się ludzi na dwie kategorie: pełnowartościowych i niepełnowartościowych. Pierwsi, powołani do życia na podstawie rygorystycznego doboru genetycznego na etapie zarodka, mogą zabiegać o najwyższe funkcje. Drudzy, będący owocami stosunku seksualnego, a więc przypadku – nazywa się ich tombola – są przeznaczeni do zajęć drugorzędnych. Nieoptymalne zdrowie, niedoskonała konstytucja fizyczna i przypadkowy iloraz inteligencji zamykają im dostęp do prestiżowych stanowisk. Do elity, czystych produktów selekcji, należy Jerome Eugene Morrow (Jude Law) o nienagannym profilu genetycznym. Wśród wyrzutków jest sprzątacz Vincent Freeman (Ethan Hawke) marzący o locie w kosmos. Vincent spełni swe marzenie, gdy przy aktywnej współpracy Jerome’a, sparaliżowanego po wypadku, przywłaszczy sobie jego tożsamość genetyczną i poddając się intensywnemu treningowi fizycznemu, zostanie kosmonautą. 

Vincent pochodzi od łacińskiego vincens, „triumfujący”; Freeman to po angielsku „wolny człowiek”, jako niepełnowartościowy uwalnia się od swego genetycznego brzemienia; Eugene od greckiego eugënios, „dobrze urodzony, ze szlachetnej rasy”; Eugene jak eugenika. Akcja filmu „Gattaca – szok przyszłości” rozgrywa się w nieodległych czasach. Fantastyka naukowa? Dwie dekady po jego premierze ryzyko eugeniki zaczyna się konkretyzować. 

Stephen Hsu entuzjazmuje się kontrolą genetyczną nad ludźmi: „Dzięki sekwencjonowaniu będziemy dużo lepiej kontrolowali, jakie typy ludzi będą się rodziły w przyszłości. To podejście czysto matematyczne. Jeśli jakaś cecha cię interesuje, chcesz ją podkreślić. Pozostaje tylko wiedzieć, jaki guzik trzeba nacisnąć, aby to osiągnąć. Zrobiliśmy tak już z krowami; mamy superkrowy i superkurczaki osiągające dojrzałe rozmiary dużo szybciej od żyjących w stanie dzikim. Popchnęliśmy zwierzęta w kierunku, w jakim chcieliśmy. Nie zrobiliśmy tego jeszcze z istotami ludzkimi, ale i do tego dojdzie”. 

(…)

Odmowa eugeniki 

A więc po superkrowach i superkurczakach starannie selekcjonowani superludzie? Niewątpliwie tak. I poczujemy się jak w filmie „Gattaca – szok przyszłości”.

Tyle że w Cognitive Genomics Lab atmosfera przypomina raczej Dolinę Krzemową niż mrożący krew w żyłach świat z filmu Andrew Niccola: luzacka atmosfera obowiązkowa. Często bardzo młodzi – i siłą rzeczy genialni – badacze chętnie noszą dżinsy, T-shirty, iPhone’y, MacBooki. W gronie kolegów mówi się tylko o genetyce, zawsze z pasją. Nawet w restauracji. 

Właśnie przy posiłku Laurent Tellier, obecny dyrektor Cognitive Genomics Lab przybyły z Uniwersytetu Kopenhaskiego, przedstawia nam swoją koncepcję przyszłości: „Wyjaśniam ludziom, że to w pełni realistyczna wizja, że selekcja embrionów stanie się banalną sprawą i że ja sam już w dzieciństwie myślałem, aby to zrobić. I to nie jest żadna eugenika. Celem nie jest namawianie inteligentnych par do posiadania dzieci, lecz nakłanianie przyszłych rodziców do posiadania dzieci o jak największych zdolnościach”[3]. Gwoli informacji: Laurent Tellier przedstawiony jest na stronie Cognitive Genomics Lab jako fan autora science fiction Paola Bacigalupiego, autora literatury fantasy Roberta E. Howarda i… filmowca Andrew Niccola. 

Definicja eugeniki według Narodowego Centrum Źródeł Tekstowych i Leksykalnych (CNRTL): „Ogół badań (biologicznych, genetycznych) oraz praktyk (moralnych, społecznych) mających za cel określenie najkorzystniejszych warunków dla rozmnażania się jednostek zdrowych i tym samym poprawianie gatunku ludzkiego”.

(…)

Supermoce nożyc molekularnych

CRISPRR/Cas9 jest nie tylko narzędziem o wielkiej prostocie użycia, ale też takim, którego zastosowania są niemal nieograniczone, pozwala bowiem zmienić dowolne DNA, zarówno rośliny, jak i zwierzęcia czy innego organizmu. Świeży przykład; stworzenie przez naukowca z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii odmiany pieczarki ciemniejącej w wyniku utlenienia. Aby to osiągnąć, wystarczy wymazać z DNA garść liter spośród milionów kodujących informację genetyczną grzyba. Oto zapowiedź rolnictwa w wersji 2.0. Amerykańska firma Monsanto, dbając o pozyskanie nowego narzędzia inżynierii roślin, we wrześniu 2016 roku kupiła od Broad Institute licencję na użytkowanie tej biotechnologii. W odniesieniu do produkcji zwierzęcej już się potwierdza, że to znakomite pole do popisu dla molekularnych nożyc. 

W roku 2015 chińscy naukowcy ogłosili w publikacji, że udało im się wyprodukować psy rasy beagle wyposażone w nadzwyczaj rozwinięte mięśnie[4]. W jakim celu? Według jednego z autorów artykułu zwierzęta o powiększonych mięśniach mogłyby być między innymi przydatne w policji. Aby je stworzyć, wystarczy za pomocą CRISPR/Cas9 zneutralizować gen kodujący miostatynę, bloker, który hamuje rozwój mięśni w warunkach naturalnych. Pozbawione rogów mleczne krowy wyprodukowano dzięki edycji ich DNA za pomocą innych nożyc molekularnych, zwanych TALEN. Podobnie jak miniaturowe świnki. Muszę się przyznać, że to moje ulubione stworzonka wśród tego, co wymyślili genetyczni designerzy. EGI prezentowało ostatnio ich okazy w Shenzhen. Czyżby słynny chiński instytut konkurował o palmę śmieszności? W każdym razie na zdjęciu opublikowanym przez „Nature”[5] widzę jedną z tych genetycznie zmodyfikowanych mikroświnek ustrojoną w uroczy różowy naszyjnik i obfotografowaną jak jakaś diwa. 

Do czego mogą się przydać takie mikroświnki? BGI zdecydowało się je skomercjalizować jako… zwierzęta do towarzystwa – z wyborem koloru jako dodatkową opcją dla klientów. Ze względu na upodobanie wieprzków do grzebania ryjkiem w ziemi marny może się okazać los chińskich dywanów… Dodajmy, że miniaturowe świnki, biologicznie pokrewne człowiekowi, są również przeznaczone do doświadczeń w badaniach podstawowych: nie trzeba wielkich klatek, dużej ilości antybiotyków i pokarmu, by hodować te zwierzęta-maszyny idealnie dopasowane do laboratoriów. 

Duanqing Pei jako przedstawiciel Chińskiej Akademii Nauk we wrześniu 2015 roku złożył hołd badaczom, którzy zmodyfikowali psy rasy beagle, doceniając ich znaczący wkład w wielki wysiłek ojczyzny na polu przekształcania zwierząt za pomocą techniki CRISPR. W Chinach na liście stworzeń już genetycznie zmanipulowanych przez edycję genomu znajdują się kozy, króliki, szczury, małpy. Tenże Pei określił to priorytetowe dla narodu przedsięwzięcie mianem Wielkiego Skoku w wersji 2.0. Bóg stworzył świat w sześć dni i odpoczywał siódmego; Chińczycy – i inni – przejmują pałeczkę. 

(…)

Zestaw narzędzi dla majstrujących przy genomie 

Nie przestaje się rozszerzać zarówno obszar zastosowań CRISPR/Cas9, jak i liczba jego potencjalnych użytkowników, ponieważ z dnia na dzień dostęp do tej techniki się demokratyzuje. Surfując po Internecie, natrafiłem na stronę zatytułowaną CRISPR kitchen[6], co można by przetłumaczyć jako „CRISPR w kuchni”, „CRISPR – zrób to sam”.

Znalazłem tam zapowiedź mającego się odbyć w marcu 2017 roku w Monachium seminarium poświęconego hakowaniu genomu. 

W zapowiedzi można przeczytać: „Wspieramy w szczególności pomysły na zastosowania jeszcze nieznane, na proste innowacyjne narzędzia edycji genomu w stylu «do wykorzystania w domu», jak również pomysły dotyczące skutków prawnych i etycznych hakowania genomu. Te pomysły będą ważnym elementem wzbogacania przebiegu akcji w scenariuszach gier symulacyjnych”[7].

Organizatorzy seminarium informowali biohakerów, że ich najlepsze pomysły zostaną uhonorowane nagrodą 1000 euro z dodatkiem w postaci opłaconego tygodniowego pobytu w stolicy Bawarii. 

Ale zostawmy tę biotechnologiczną wersję „zrób to sam” i wróćmy do renomowanych instytucji badawczych. Wystarczyły niecałe trzy lata, aby słynny wynalazek Emmanuelle Charpentier i Jennifer Doudnej rozsiał się po laboratoriach, także po tych, które zamierzają wykonywać eksperymenty genetyczne na ludzkich embrionach. Oddanie do dyspozycji badaczy tak efektywnego narzędzia, jakim jest CRISPR/Cas9, rodzi wiele pytań natury głównie etycznej, kiedy technikę tę zaczynamy przymierzać do naszego gatunku. Na przykład: czy będziemy grzecznie ograniczać się do wykorzeniania chorób genetycznych, czy też stopniowo ulegać pokusie, by sprawić sobie „dziecko produktu” albo „dziecko idealne” wybrane w genowym katalogu? Czy zobaczymy nadejście GMO Sapiens, jak zatytułował swoją książkę, wydaną w grudniu 2015 roku, amerykański biolog Paul Knoepfler? Czy transhumaniści będą poszukiwali genów długowieczności bądź wysokiego IQ, dążąc do stworzenia człowieka „udoskonalonego”? Jak widzieliśmy, naukowcy z Massachusetts Institute of Technology (MIT), Beijing Genomics Institute (BGI) i londyńskiego Imperial College poszukują w DNA genów inteligencji. I nawet jeśli badanie wdrożone przez Imperial College definitywnie ukręci łeb uproszczonej idei, że gdzieś w naszych chromosomach ukrywa się konkretny gen inteligencji, nie można wykluczyć, że w ludzkim genomie istnieje garstka tak zwanych genów regulacyjnych, które kontrolują setki innych, kodujących nasze zdolności poznawcze. Można sobie wyobrazić, że dla transhumanistów poszukujących sposobu, by poprawić człowieka, mogą stanowić potencjalny cel. 

(…)

Ostrzeżenie naukowców amerykańskich 

Łatwo sobie też wyobrazić, do czego doprowadziłaby modyfikacja genetyczna ludzkiego zarodka, gdyby został zaimplantowany w macicy i donoszony: w zależności od stopnia modyfikacji również jego komórek rozrodczych oznaczałoby to nie tylko zmianę genomu jednej konkretnej osoby, ale także jej potomstwa. Efekt byłby oczywiście taki sam, gdyby modyfikacja od początku była wcelowana w gamety albo w zygotę, z której rozwinąłby się zarodek. Świadomi wysokości stawki amerykańscy naukowcy ostrzegali w 2015 roku w prestiżowych pismach „Science”[8] (w kwietniu) i „Nature[9] (w marcu) przed niekontrolowanym stosowaniem takich manipulacji genetycznych i apelowali o moratorium w tej sprawie. Badaczy niepokoiło zwłaszcza ryzyko uszkodzeń sekwencji DNA w miejscach nieprzewidzianych, co mogłoby się ujawnić dopiero po urodzeniu, gdyby te uszkodzenia wywarły wpływ na ekspresję genów odpowiedzialnych na przykład za rozwój nowotworów. Wyobrażanie sobie, że jakaś technika może być w 100 procentach precyzyjna i niezawodna, istotnie dowodziłoby zaślepienia, tym bardziej karygodnego, że stawka jest zawrotna. 

Wśród osiemnastu autorów apelu w „Science”, naukowców wysokiej klasy, znajdowało się dwóch laureatów Nagrody Nobla i Jennifer Doudna, współodkrywczyni techniki CRISPR/Cas9. „Gatunek ludzki nie jest królikiem doświadczalnym ani ulepszoną kukurydzą – Homo sapiens to gatunek jedyny na tej planecie, oświadczył Edward Lanphier, prezes Stowarzyszenia na rzecz Medycyny Regeneracyjnej (ARM) w Waszyngtonie i pierwszy, który podpisał apel w „Nature”. „Dla mnie fundamentalną kwestią jest to, że chodzi o granicę, której gatunek ludzki nie powinien przekroczyć „[10], oświadczył w odniesieniu do manipulacji genetycznych prowadzonych na ludzkich komórkach rozrodczych. 

Podpisana w 1997 roku w Oviedo konwencja o prawach człowieka i biomedycynie – we Francji weszła w życie w 2012 roku[11] – określa nieprzekraczalne w Europie granice: „Interwencja mająca na celu dokonanie zmian w genomie ludzkim może być przeprowadzona wyłącznie w celach profilaktycznych, terapeutycznych lub diagnostycznych tylko wtedy, gdy jej celem nie jest wywołanie dziedzicznych zmian genetycznych u potomstwa”[12].

Pozostaje faktem, że władze szwedzkie poparły Instytut Karolinska, a Wielka Brytania, wprawdzie niebędąca sygnatariuszem tej konwencji, także ostatnio dała zielone światło dla manipulacji genetycznych na ludzkich zarodkach. 

Czy najbliższe dekady będą upływały pod znakiem dzieci GMO? Czy człowiek za pomocą inżynierii genetycznej będzie wpływał na przyszłe pokolenia i jeszcze bardziej ingerował w ewolucję?

Czy zwierzę, które wszystko zmieniło, zmieni także siebie? W każdym razie pewne jest jedno: Homo sapiens to istota niewiarygodnie przedsiębiorcza. Ma w zanadrzu inne projekty biotechnologiczne, i to nie byle jakie. Na przykład uwolnienie któregoś dnia ludzi od płci biologicznej. 

Pewnego styczniowego ranka 2017 roku, gdy piję kawę, słuchając radia, na dobre budzi mnie wiadomość, że naukowcy stworzyli zarodki chimery: człowieka-świni. Scenariusz godny kiepskiej science fiction, dla mnie z efektem lodowatego prysznicu. Absolutny brak poszanowania człowieczeństwa traktowanego obecnie jak jeden z wielu materiałów biologicznych, przy których mogą majstrować badacze o wyobraźni nieznającej granic. Jak i dlaczego naukowcy to zrobili? I gdzie dokładnie?

(…)

Dwie kobiety i ich córka

Agatha i Zoe to dwie kobiety, które pragną spłodzić dziecko samodzielnie, nie musząc korzystać ze spermy mężczyzny. Co do komórek jajowych, to oczywiście żaden problem. Na przykład Agatha może je dostarczyć za pośrednictwem punkcji jajników. Ale plemniki? Z nimi także nie będzie problemu, może je zapewnić Zoe. Wystarczy, że odda kawałeczek skóry pobrany z ramienia… Jakim cudem? Znów dzięki komórkom iPS.

Jak widzieliśmy, komórki iPS można uzyskać na przykład ze skóry. Wystarczy powierzyć jej kawałek laboratorium, w którym namnożone w hodowli komórki skóry zostaną odróżnicowane metodą Yamanaki, tak że powstaną z nich komórki iPS. Ponieważ te komórki macierzyste będą pluripotencjalne, powinny dać wszystkie rodzaje komórek wyspecjalizowanych… a więc i plemniki. Po uzyskaniu ich ze skóry Zoe zostaną użyte do zapłodnienia in vitro oocytu Agathy, a zarodek, który w ten sposób powstanie, trafi do macicy jednej z kobiet, gdzie rozwinie się do końca: Agatha i Zoe same stworzą dziecko.

Przeprowadzone na myszach eksperymenty dowiodły, że ten rodzaj prokreacji jest wykonalny.

Ponieważ technicznie jest wykonalny w odniesieniu do gatunku ludzkiego, byłoby dziwne, gdyby go kiedyś nie zastosowano. Z jakim jednak skutkiem genetycznym? Podobnie jak w klasycznym rozrodzie dziecko miałoby genom będący kombinacją genomu obojga rodziców. Tyle że tym wypadku na świat mogłaby przyjść wyłącznie dziewczynka.

Dlaczego? Bo mężczyźni mają w swych komórkach jeden chromosom X i jeden chromosom Y, kobiety natomiast mają dwa chromosomy X. Nie da się zatem w laboratorium z komórek skóry kobiety wyhodować plemników zawierających chromosom Y niezbędny do poczęcia chłopca.

Zakładając więc, że ta futurystyczna metoda poczęcia stanie się kiedyś rzeczywistością, będziemy mieli do czynienia z rozrodem, w którym udział biorą tylko kobiety i na świat przychodzą wyłącznie dziewczynki. Czyli w sumie z teoretyczną możliwością społeczeństwa całkowicie żeńskiego, odradzającego się bez udziału mężczyzn. Jest z czego tworzyć scenariusze science fiction… w które nie wierzę ani przez chwilę. Dlaczego ludzkość miałaby zrezygnować z uroków różnicy płci i uwodzenia?

Jean-François Bouvet, Dzieci na zamówienie, Wydawnictwo Kogut, 2020


Przypisy:

[1] https://www. lesechos. fr/week-end/business-story/enquetes/ 0211880584384-1e-business-des-bebes-dollars-2073163.php 

[2] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4277833/

[3] http:/ăutique.arte.tv/f9630-controler_genome 

[4] https://qww.technologyreview.com/s/542616/first-gene-editeddogs-reported-in-china/ 

[5] http://www.nature.com/news/gene-edited-micropigs-to-besoldas-pets-at-chinese-institute-l. 18448 

[6] http://www.crispr.kitchen 

[7] „We especially encourage ideas on yet unknown applications, new and simple tools for «kitchen-style» genome editing as well as ideas regarding legal and ethical implications of genome hacking. These will be an important element for the development of the scenarios and their exploration in simulation games”. 

[8] http://science.sciencemag.org/content/348/6230/36 

[9] http://www.nature.com/news/don-t-edit-the-human-germline- 

[10] „The human species is not a laboratory rat, ił is not an improved corn plant – iťs a unique species on this planet” – https://www.technology-review.com/s/535846/industry-body-calls-for-gene-editingmoratorium/65. „The fundamental thing for me is this is a boundary that the human species should not cross”. 

[11] W Polsce została przyjęta w 1999 r., nie jest jednak ratyfikowana (przyp. red.). 

[12] htțs://www.coe.inUUdg3/healthbioethic/texts_and_documents/ ETSI 64Polish.pdf (przyp. red.)  

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 122 / (18) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: