Rozmowa

Język, polityka, płeć i zmiany: O roli feminatywów w codziennym życiu

Sspotkanie z Martyną F. Zachorską, autorką książki „Żeńska końcówka języka” w Centrum Informacji Kulturalnej w Poznaniu
spotkanie z Martyną F. Zachorską, autorką książki „Żeńska końcówka języka” w Centrum Informacji Kulturalnej w Poznaniu fot. Maciej Kaczynski

Z Martyną Zachorską, Panią od Feminatywów, autorką „Żeńskiej końcówki języka” rozmawiamy o znaczeniu używania feminatywów, kontrowersjach i sporach wokół ich stosowania i o zmianach, które idą z nimi w parze.

Alicja Brysz: Czym są feminatywy? Co mają wspólnego z polityką?

Martyna Zachorska: Feminatywy to żeńskie formy nazw zawodów i funkcji. Feminatywem będzie na przykład pielęgniarka, nauczycielka, aktorka czy tancerka. Jednak niektóre z nich, zwłaszcza te odnoszące się do prestiżowych zawodów lub tych, które są zdominowane przez mężczyzn, mogą budzić kontrowersje i stać się przedmiotem politycznych sporów. Język, choć na pozór neutralny i przecież codziennie używany, jest często wykorzystywany przez polityków do własnych celów. Tak samo jest właśnie w przypadku feminatywów.

Mamy stronę polityczną, która bardzo o te feminatywy walczy, uznając je za jedną z form uwidoczniania kobiet w przestrzeni publicznej, ponieważ feminizm i prawa kobiet są dla nich ważne. Z drugiej strony zaś mamy zażartych przeciwników feminatywów. Osoby, dla których ważny jest konserwatyzm i tradycyjne role płciowe, przynajmniej na tym poziomie deklaratywnym.

Czy zauważyła Pani jakieś zmiany w użyciu form żeńskich w języku polskim w ciągu ostatnich lat? Jakie są Pani spostrzeżenia na temat ewolucji tego zjawiska w Polsce?

Tak, zdecydowanie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat dokonała się olbrzymia zmiana na tym polu. Jeszcze dwanaście lat temu, gdy posłanka Joanna Mucha w 2012 roku wyraziła taką potrzebę, aby dziennikarze nazywali ją ministrą, spotkała się z ogromną falą śmiechu czy wręcz, jak ja to nazywam, rechotu. Została wyśmiana od prawej do lewej strony i praktycznie nikt nie bronił jej publicznie. Forma ministra, wymyślona kilkanaście lat wcześniej przez Izabelę Jarugę-Nowacką, spotkała się z ogromną krytyką również części językoznawców, ponieważ nie była ona utworzona poprawnie. Poprawną formą byłoby tutaj określenie ministerka. Jednak ta forma ministra przyjęła się już w mediach i była używana w tekstach. Była źródłem śmiechu, skeczy kabaretowych czy prześmiewczych felietonów oraz różnych wypowiedzi. Pamiętam, że między innymi Donald Tusk i Janusz Palikot wypowiadali się na temat niesławnej ministry.

Dziś natomiast feminatywy są wszędzie. Są w różnych mediach, nie tylko tych lewicowych, jak Krytyka Polityczna, ale też tych neoliberalnych czy centrowych, jak Gazeta Wyborcza i Onet czy nawet Pudelek, bo formy takie jak psycholożka pojawiają się również na portalach plotkarskich, co moim zdaniem jest bardzo dobrym krokiem w stronę oswajania czytelników i czytelniczek z tymi formami, ponieważ tym częściej będą one używane, im częściej będą widoczne. Tak to działa. Tak jak lubimy te piosenki, które już znamy, tak lubimy też te wyrazy, które już znamy, z którymi jesteśmy osłuchani i tutaj jest nieoceniona rola mediów i popkultury właśnie.

Więc tak, nastąpiła ogromna zmiana. Moim zdaniem jest to efekt Czarnego Protestu najpierw w 2016, a później w 2020 roku, kiedy to prawa kobiet, feminizm i wszelkie tematy związane właśnie z kobietami, ich obecnością w sferze publicznej i ich prawami przebiły się do mediów.

Można powiedzieć, że przebiły ten szklany sufit medialny i przestały być traktowane jako tzw. michałki, czyli sprawy poboczne, mniej ważne, tematy zastępcze. Wtedy też ten feminizm stał się swego rodzaju ruchem oporu wobec władzy, a media, które mniej lub bardziej otwarcie stały po stronie opozycji, jako jeden z elementów identyfikacji proopozycyjnej przyjęły również używanie feminatywów.

Dlaczego właściwie feminatywy zniknęły z języka i co sprawia, że do niego wracają?

Feminatywy są starsze niż język polski, ponieważ występowały już w języku prasłowiańskim, z którego polszczyzna się wywodzi.

Nie było ich tak dużo jak dziś, ponieważ przez wiele stuleci pozycja kobiet była niższa niż pozycja mężczyzn. Oczywiście mówię o tej sferze społecznej czy zawodowej. Wielu zawodów też po prostu nie było. Do użytku weszły one dopiero na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu czy kilkuset lat.

Wraz z tą zmianą pojawiły się nowe formy, również formy żeńskie, ale wracając do pytania. Pierwsza debata na temat feminatywów rozpoczęła się na początku dwudziestego wieku i to był czas, kiedy kobiety masowo wchodziły na rynek pracy i kiedy też wywalczyły sobie możliwość edukacji uniwersyteckiej i dostęp do tych zawodów, które wymagały tejże edukacji, na przykład do zawodów prawniczych. Była to absolutnie bezprecedensowa sytuacja i język musiał za nią w jakiś sposób nadążyć, jakoś na nią na nią zareagować, ponieważ pojawiły się kobiety wykonujące nowe zawody i trzeba było je jakoś nazwać. Wobec tego wiele osób pisało do różnych czasopism, między innymi do Poradnika Językowego z pytaniem: jak te kobiety nazywać. Językoznawcy pisali, że zalecają właśnie tworzenie analogicznych form do tych, które już w języku istniały. Czyli skoro mieliśmy nauczyciela i nauczycielkę, to dlaczego nie adwokata i adwokatkę czy profesora i profesorkę. To było uznawane za coś neutralnego i niezwiązanego z żadną stroną sporu politycznego.

Natomiast z czasem po drugiej wojnie światowej na fali takiego dążenia do postępu, równości, identyczności kobiet i mężczyzn, te feminatywy zaczęły zanikać, przynajmniej w odniesieniu do tych zawodów, jakie to profesor Klemensiewicz nazwał wyższymi, czyli tych wymagających wyższego wykształcenia, bądź kojarzonych z większym prestiżem. W przypadku tych zawodów coraz częściej decydowano się na używanie wobec kobiet formy męskiej, jako tej dodającej prestiżu, nobilitującej, nieinfantylnej. Dziś mówi o feminatywach bardzo często, że są one właśnie infantylne czy umniejszające, ośmieszające wręcz kobiety. To podejście ma swoje źródło w piątej dekadzie dwudziestego wieku, kiedy to trend, z którym mamy do czynienia dziś, się ugruntował.

Wcześniej też oczywiście pojawiały się takie teksty, w których używano wobec kobiet form męskich. Mamy film „Pani minister tańczy” z dwudziestolecia międzywojennego, natomiast nie było to coś, co było powszechne. Nie było to coś, co było zalecane przez jakieś organy normotwórcze. Ten trend znacznie przyspieszył właśnie po drugiej wojnie światowej i ugruntował się bardzo mocno. A dziś wydaje się nam, że zawsze tak było, że mówiono pani adwokat, pani mecenas, pani chirurg i tak dalej.

A jakie jest znaczenie używania żeńskich form gramatycznych zwłaszcza w kontekście polityki? Czy używanie feminatywów ma istotny wpływ na percepcję kobiet w polityce?

Wiele osób właśnie z tego powodu używa feminatywów, ponieważ kiedy coś nazywamy, uwidaczniamy dane zjawisko. Zatem, kiedy używamy form żeńskich, pokazujemy obecność kobiet, odzwierciedlamy rzeczywistość bardziej precyzyjnie.

Moim zdaniem język do tego właśnie służy, żeby opisywać rzeczywistość, odzwierciedlać ją w sposób jak najbardziej precyzyjny. Skoro 51% naszego społeczeństwa to kobiety to, dlaczego by nie oddać tego za pomocą języka? Tak samo jest w polityce. Skoro mamy dziś dużo kobiet na stanowiskach ministrów, dlaczego nie używać tej formy ministra? Pokazuje to sprawczość kobiet. Pokazuje to ich obecność i oswaja z tym, że kobiety wykonują funkcje w sferze publicznej.

Jest to także bardzo ważne ze względu na dzieci, na dziewczynki, które słysząc te formy, zaczynają wierzyć w to, że mogą być, kim chcą i nie tylko starsi panowie z długą brodą mogą być prezydentami, ale one także mogą zostać w przyszłości prezydentkami. To jest tak samo jak z reprezentacją osób różnych ras.

Kiedy Kamala Harris została wiceprezydentką Stanów Zjednoczonych, wiele mam czarnoskórych dziewczynek mówiło, że to było coś niesamowitego widzieć ich córki, które pytają, czy one też mogą być prezydentem w przyszłości.

Ta nowa sytuacja pokazała im, że można, że wszystko jest możliwe i płeć nas nie ogranicza w żaden sposób. Tak samo jest z chłopcami, którzy też stykają się z dyskryminacją, kiedy mówią, że w przyszłości chcieliby wybrać tradycyjnie damskie zawody, jak na przykład kucharz, opiekun czy pielęgniarz. Zawody, które wiążą się z takim stereotypem niemęskości, jak na przykład projektant mody fryzjer czy wizażysta.

Czy istnieją specjalne wytyczne dotyczące stosowania form żeńskich w dyskursie politycznym?

To zależy od partii. Myślę, że mogłoby tak być, że dana partia ma swego rodzaju podręcznik stylu tak, jak mają wielkie koncerny medialne. Uważam natomiast, że nie ma czegoś takiego w Polsce, że tutaj wszystko leży w gestii konkretnej osoby, danej polityczki, która podejmuje decyzje zgodnie z własnym gustem. I tak powinno być, decyzja powinna należeć właśnie do osoby, o której mówimy. Co innego media, bo one rzeczywiście mają takie „style guide”, takie przewodniki stylu, w których zapisane jest, jakich form używać i czy są to feminatywy, czy formy męskie, czy też może neutralne.

A dlaczego istnieje rozróżnienie między takimi feminatywami, które wywołują kontrowersje: adwokatka, chirurżka, ministra, a tymi, które bez większego zainteresowania funkcjonują jako naturalne elementy językowego uzusu: sekretarka, nauczycielka, pielęgniarka?

Głównie wiąże się to właśnie z osłuchaniem i z tym, że pewne formy częściej pojawiają się w języku. Pomimo tego, że adwokatka jest wyrazem równie wiekowym, co powiedzmy lekarka, to jednak nie był on tak często używany jak na przykład pielęgniarka, nauczycielka i tak dalej. Osłuchanie to bardzo istotna rzecz, bo dopiero teraz to się zmienia i mamy doczynienia z takim, można powiedzieć, wybuchem feminatywów. Jest też coraz więcej kobiet, które używają tej formy adwokatka wobec siebie.

Środowisko prawnicze jest też bardzo konserwatywne i niechętne zmianom również tym językowym i dopiero teraz wiele stowarzyszeń wydaje oświadczenia mówiące o tym, że można wobec kobiet wykonujących konkretny zawód prawniczy używać feminatywów. Pamiętam, we wrześniu ubiegłego roku była głośna sprawa Stowarzyszenia Radców Prawnych, które wydało oświadczenie o tym, że można używać formy radczyni. Także tutaj jest konserwatyzm, i to bardzo mocny, bo są to formy absolutnie poprawne z językowego punktu widzenia, ale dane środowisko, grupa zawodowa nie jest chętna do wprowadzania ich do swojego codziennego dyskursu.

Mamy do czynienia z pewnym elementem językowego seksizmu, faworyzowania mężczyzn i męskich form, bowiem im bardziej prestiżowy jest dany zawód, tym większe prawdopodobieństwo, że kobiety wykonujące go będą opisywane właśnie za pomocą formy męskiej. Najlepszym tego przykładem jest wyraz nauczycielka, który formę żeńską zachowuje w odniesieniu do nauczycielek przedszkola, szkoły podstawowej i liceum, ale nie do nauczycielek akademickich. Tutaj już nauczycielki akademickie najczęściej określa się mianem nauczycieli akademickich.

Tak jest też w ustawie, gdzie mamy taki bardzo osobliwy fragment mówiący o  nauczycielach akademickich w ciąży bądź karmiących piersią. No nie jest to wrażliwość na potrzeby osób trans, ponieważ zapis ten powstał, kiedy w Polsce nie mówiono w ogóle o osobach trans i o ich prawach, więc jest to tylko i wyłącznie związane z bardziej prestiżową w społecznym odbiorze funkcją nauczyciela.

Bardzo często jest też tak, że ta sama końcówka w jednym wyrazie jest akceptowana, a w drugim nie na przykład: fryzjerka/żołnierka, aktorka/doktorka, matematyczka/informatyczka, matematyczka/analityczka i tak dalej, i tak dalej. To pokazuje, że to nie jest kwestia języka, bo na poziomie językowym te formy są absolutnie utworzone zgodnie z zasadami.

Problem dotyczy naszego sposobu myślenia i naszego postrzegania nas samych w społeczeństwie. Co jest bardziej prestiżowe, co jest bardziej nobilitujące, co dodaje nam powagi i poważania w naszym otoczeniu, a co nas ośmiesza i dlaczego to nas ośmiesza, dlaczego to nam umniejsza? Warto właśnie zastanowić się, dlaczego forma żeńska nam umniejsza, a forma męska nas wynosi na piedestał?

Osoby decydują się na formę męską między innymi dlatego, że to jest forma w wielu przypadkach nobilitująca.

Właśnie nawiązała Pani do mojego kolejnego pytania dotyczącego asymetrii w reakcjach ludzi. Dlaczego używanie form żeńskich w odniesieniu do mężczyzn często wywołuje dyskomfort, podczas gdy stosowanie form męskich w odniesieniu do kobiet nie budzi takiej samej reakcji? Czy może Pani podać przykład sytuacji, w której zauważalna jest ta asymetria reakcji w społeczeństwie?

Jest tak, że rodzaj męski jest rodzajem generycznym, czyli odnoszącym się do obu płci. Rodzaj żeński już nie, dlatego to będzie nam zgrzytać, kiedy nazwiemy mężczyznę na przykład fryzjerką, a nie fryzjerem. Mężczyźni zorganizowali się właśnie w tej sprawie. W 2019 roku grupa pielęgniarzy zebrała się i wylobbowała sobie zmiany nazewnictwa w ustawie o zawodach medycznych. Nie było tam mowy o pielęgniarzach tylko pielęgniarkach i położnych. Pielęgniarze mówili, że nie chcą być nazywani pielęgniarkami i jeżeli nic by w tej sprawie nie zrobili, mieliby tytuł zawodowy pielęgniarki. Zorganizowali się więc i powiedzieli: My nie jesteśmy pielęgniarkami, pielęgniarkami są nasze koleżanki, ale my jesteśmy pielęgniarzami! Dlaczego język nie opisuje nas precyzyjnie? Dlaczego prawo nie opisuje nas precyzyjnie? I wylobbowali sobie zmianę. Więc jeżeli kobietę nazwiemy fryzjerem, to nikt nie mrugnie okiem, ale kiedy mężczyznę nazwiemy fryzjerką, to już będzie duży protest ze strony zainteresowanego, ale też wielu innych osób.

okładka książki „Żeńska końcówka języka”,
Wydawnictwo Poznańskie 2023

Niektórzy podejmują się takiego eksperymentu i do sali pełnej osób różnych płci zwracają się w formie żeńskiej i to budzi konsternację i sprzeciw wielu mężczyzn, ponieważ nie czują się jakoby mówca/mówczyni mówili do nich. Inny przykład: kilka lat temu wyszła książka Billa Gatesa o pandemii, która była przetłumaczona w taki sposób, że zwracano się do czytelniczki, a nie do czytelnika. Używano wyłącznie form żeńskich, odnosząc się do osoby, która będzie czytać tę książkę i w recenzjach tej książki na różnych portalach wielu mężczyzn mówiło, że czuło się bardzo nieswojo i że to im bardzo przeszkadza, więc tutaj jest potencjał również po stronie mężczyzn, czyli teoretycznie mniej zainteresowanych obecnością feminatywów.

Podsumowując, jakie główne tendencje zauważa Pani w stosowaniu feminatywów oraz jakie mogą być perspektywy w kontekście równości płci w języku?

Myślę, że główną tendencją jest wciąż taki wzrost widzialności tych form w mediach, bardzo różnych mediach. Nawet teraz nowe TVP używa feminatywów i to tak kontrowersyjnych jak gościni, więc zmiany postępują dość szybko. Nadal będzie rosła w siłę opozycja, opór wobec feminatywów, natomiast wydaje mi się, że w obecnej sytuacji nie będzie on miał aż tak wielkiej mocy sprawczej.

Z językiem jest tak, że nie ma co prognozować, bowiem zmienia się on bardzo, bardzo szybko i możliwe, że w momencie, kiedy ta rozmowa będzie opublikowana jakaś znana osoba, celebrytka popularna wśród młodych ludzi ogłosi, że od tej pory będzie używać wobec siebie i innych form żeńskich i to pociągnie za sobą ogromny trend, który sprawi, że cała Polska będzie mówić feminatywami. Właśnie dlatego badanie języka jest tak fascynujące. On się ciągle zmienia w sensie takiego społecznego, żywego użycia języka. To jest wspaniałe.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 218 / (10) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: