fbpx

Felieton

Klasyczna masakra w Teksasie. Amerykański problem?

Broń kontra bezpieczeństwo
fot. Tumisu, z Pixabay

To kolejny słoneczny dzień w Teksasie. Piękny dzień. Wtorek. 24 maja 2022 roku. Około pół godziny przed południem (w Polsce jest wpół do ósmej po południu) 18-letni latynoski chłopak Salvador Rolando Ramos wchodzi do szkoły. To szkoła podstawowa, Robb Elementary School, w 16-tysięcznej miejscowości Uvalde na południu stanu Teksas. Salvador tym razem wchodzi tam „w towarzystwie” jednej sztuki półautomatycznej długiej broni, karabinu AR-15, w którego magazynku ma 30 sztuk amunicji kaliber 5,56.

Kolejne 660 pocisków wnosi w dodatkowych magazynkach. Chłopak przechodzi przez korytarz w szkole i wtargnąwszy do jednej z klas, barykaduje się za stalowymi drzwiami. Musi to zrobić, ponieważ dosłownie przed chwilą strzelał już do ludzi na ulicy. Ostrzelał okna budynku szkoły. Policja miała pojawić się na miejscu 4 minuty po tym, kiedy Salvador wszedł do środka.

Pierwszą ofiarą miała być jego babcia, z którą mieszkał i z którą pokłócił się tego dnia m.in. o to, że nie ukończył szkoły średniej. Strzelił jej w twarz. O zamiarze jej zabicia pisał na swoim profilu na Facebooku. Pilnie donosił tam również o tym, że „już to zrobił” i że ma zamiar teraz strzelać w… szkole. Salvador zabiera samochód babci – pick-upa, którego rozbija w rowie w pobliżu szkoły.

Mimo wstępnych doniesień jakoby chłopak musiał przed wejściem do budynku podstawówki stawić czoła i zabić funkcjonariusza ochrony szkoły (Uvalde CISD), który miał się tam obowiązkowo znajdować, obecnie urzędnicy dementują ten fakt. Nikogo ponoć nie było.

Szkoły w Teksasie posiadają od lat szereg kosztownych zabezpieczeń na wypadek takich incydentów. Policja, strażnicy, system inwigilacji wiadomości w serwisach społecznościowych, kamery, szkolenia, ćwiczenia itp. Teraz okazuje się, że wszystko to kompletnie zawiodło.

Zanim wszedł do budynku, chłopaka uchwyciły kamery CCTV. Ubrany na czarno. Założył kamizelkę kuloodporną. Miał broń w rękach, torbę z amunicją, „przygotował się”. Był sam.

Strzelanina w szkole zaczyna się prawie w samo południe. Przepraszam, to nie strzelanina, to zwykła egzekucja bezbronnych. Salvador zabija dziewiętnaścioro dzieci i dwie nauczycielki. Potem media donoszą, że napastnika „neutralizuje” policja i Patrol Taktyczny Straży Granicznej w Teksasie.

Nie podjęto negocjacji

Salvador przebywał w szkole aż godzinę do chwili śmierci, kiedy między nim a funkcjonariuszami ostatecznie doszło do wymiany ognia, w trakcie której zginął, ranił dwóch policjantów. Departament Bezpieczeństwa Publicznego w Teksasie obecnie przyznaje, że ta godzina opóźnienia w operacji była ich błędem. Popełniono ich jednak więcej. Generalnie przyznano się już do wydania wielu złych decyzji. Gubernator Teksasu, Greg Abbot, sam twierdzi, że był wściekły, kiedy okazało się, że pierwsze informacje podawane przez policję jedynie wprowadzały w błąd. Sprawa ma być teraz badana.

Przesłuchiwane w tej chwili dzieci – bezpośredni świadkowie – zeznają, jakoby uzbrojony chłopak zwracał się do swoich zakładników, do których potem strzelał, słowami: „Wszyscy umrzecie”, „Dobranoc”, „Czas umierać”. Podobno wygwizdywał „smutne melodie” spacerując po klasie pomiędzy nimi.

Uczniowie są w totalnym szoku, niektórym wydawało się, że mijały całe godziny w oczekiwaniu na ratunek. Dzieci udawały martwe, leżąc na podłodze. Jedna z dziewczynek dość intuicyjnie ubrudziła swoją twarz krwią koleżanki, sądząc że zabójca da jej spokój traktując jako martwą.

Co ciekawe niektórym z uczniów w odizolowanej i opanowanej strzelaniną szkole udaje się wielokrotnie dodzwonić na linię alarmową 911, ale czy to choć trochę pomogło?

Na miejsce maksymalnie przybyło aż 150 funkcjonariuszy różnych służb, także federalnych. W tym czasie w okolice szkoły zjeżdżali rodzice dzieci. Policja próbuje powstrzymać spanikowany tłum, rodzice płaczą i żądają pozwolenia na wejście, by ratować dzieci. Dochodzi do rękoczynów.

Cofnijmy się w czasie

Chłopak w tym miesiącu kupił dwie sztuki broni AR-15 tuż po swoich osiemnastych urodzinach. To jest Teksas, pozwolenie na kupno licencjonowanej broni legalnie ma tu każdy, kto ukończył 18 lat. Alkohol w USA legalnie możesz kupić, jeśli masz „dopiero” lat 21. Od września 2021 roku dzięki ustawie, którą podpisał republikański gubernator Teksasu Greg Abbott, każdy, kto ukończył 21 lat, może nosić broń w miejscach publicznych. Przecież chcemy czuć się bezpiecznie…

Salvador zaopatrzył się też w ponad 1600 sztuk amunicji. W szkole znaleziono 142 łuski nabojów. Mnóstwo niewystrzelonych pocisków. Amunicja leżała też wokół szkoły.

Te zakupy były jego dziecięcym marzeniem, o którym pisał wcześniej na Instagramie, „postując” fotografie karabinów. Ostatnie zdjęcia, jakie zamieścił na Instagramowym koncie, to zdjęcia dokładnie tych dwóch sztuk zakupionej broni. Potem rozsyłał prywatnie te zdjęcia innym przypadkowym Instagramowiczom.

W ten sposób skontaktował się z nieznaną mu mu 19-latką z Frankfurtu, która była kompletnie zmieszana, a nawet zszokowana tym, co obcy chłopak nagle do niej napisał. Salvador nie wyrażał się jednak jasno o tym, co zmierza zrobić. Oznajmił: „You gonna repost my gun pics” („Udostępnisz zdjęcia mojej broni”) – po czym „otagował” dziewczynę na zdjęciu broni.

„Bądź wdzięczna, że cię oznaczyłem” – dodał. Dziewczyna zapytała, co planuje zrobić? Powiedział jej, że to niespodzianka i dodał „po prostu na to poczekaj”. Chodziło mu prawdopodobnie o to, że w jego mniemaniu te karabiny miały niedługo „zostać sławne”. Czyżby zależało mu na zwiększeniu popularności wydarzenia, które aranżował?

Zaczynam pisać to wszystko niespełna dobę po tym potwornym incydencie. Nieustannie pojawia się mnóstwo często kompletnie sprzecznych informacji w mass mediach. Nadal nie wiemy, czy babcia Salvadora przeżyje i czy ktoś z kolejnych siedemnastu ciężko rannych „wyjdzie z tego”, ale będzie okaleczony do końca życia? Nieustannie wiadomości trzeba aktualizować i potwierdzać.

48 godzin po masakrze umiera na atak serca mąż jednej z zamordowanych nauczycielek, zdążył jeszcze złożyć kwiaty przed szkołą. Ludzie piszą, że „zmarł z powodu złamanego serca”. Osierocili czworo dzieci. Czyżby Salvador kontynuował swoją masakrę zza grobu? Jedno jest pewne – kolejna śmierć niewinnych jest faktem. Tu znowu chodzi o dzieci. I o USA.

W sieci krążą fotografie szesnaściorga z zamordowanych. Wszyscy uczniowie mieli między 4 a 10 lat. Na jednej z fotografii uśmiechnięta Elijah Cruz Torres, chodziła do czwartej klasy. Nie chciała tego dnia iść do szkoły. Jednak jej dziadek nalegał…

Strzelaniny w USA

Masowe Strzelaniny w USA to już wręcz chora tradycja. Próbowałem przypomnieć sobie, czy w historii USA mieliśmy taki wypadek, gdy w jednej chwili zamordowano w szkole dziewiętnaścioro dzieci. No i jest. I Salvador też o tym wiedział.

Szkoła podstawowa Sandy Hook w Newtown, Connecticut, USA, 14 grudnia 2012 roku, 20-latek Adam Lanza morduje z użyciem broni palnej 26 osób, dwadzieścioro to dzieci, najstarsze ma 7 lat, potem Lanza strzela sobie w głowę.

Niechlubny rekord padł w 2017 roku, kiedy 64-letni Stephen Paddock wymordował przy użyciu wielu sztuk broni ze swojego hotelowego okna 60 osób, ranił 867. Popełnił samobójstwo. Strzelał do bezbronnego tłumu, zgromadzonego na pobliskim koncercie w Las Vegas.

W 2021 roku w USA miały miejsce 693 masowe publiczne strzelaniny. Chcecie wiedzieć, ile osób zginęło lub zostało trwale okaleczonych? Ta liczba statystycznie, rokrocznie rośnie o co najmniej kilkadziesiąt zdarzeń i to od wielu lat. Już w tym roku jedynie do kwietnia w takich makabrycznych incydentach w USA zginęło 221 osób, a 790 zostało ciężko rannych. Tych wydarzeń było więcej niż dni, które w tym roku upłynęły.

Dziesięć dni przed Uvalde – Bufflo w stanie Nowy Jork, masowa strzelanina markecie „Tops”. Osiemnastoletniemu zabójcy udaje się część rzezi transmitować nawet online. Zostaje aresztowany i określony jako zwolennik białej supremacji. Zginęło dziesięciu czarnoskórych Amerykanów.

Do wczoraj w 2022 roku w USA odnotowano aż 39 strzelanin w szkołach podstawowych, college’ach i na uniwersytetach: 10 osób zginęło, a 51 zostało rannych. Do wczoraj…

W USA w 2020 r. sprzedano 23 mln sztuk broni, 8,4 mln obywateli kupiło ją pierwszy raz. To 325-milionowy kraj z ponad 400 milionami sztuk broni. Obywatele tworzą tam „armię”. Statystycznie przypada 120 sztuk broni palnej na 100 obywateli. Najwięcej na świecie.

Czy Amerykanie w końcu czują się bezpiecznie? Salvador potrzebował aż dwóch sztuk broni. Ze statystyk obejmujących lata między 2001 r. a 2020 r. wynika, że najbardziej agresywne grupy wiekowe w Stanach Zjednoczonych z najwyższym wskaźnikiem brutalnej przestępczości to osoby w przedziałach wiekowych 15 – 19 lat i 20 –24 lata. W tych grupach zdarza się najwięcej samobójstw, zabójstw i wypadków z użyciem broni palnej.

Salvador ukończył właśnie 18 lat.

Poczytalność?

Nikt w USA nikogo nie pyta o poczytalność, jeśli broń nabywa się jako legalny towar, a jest ona „prawem”. Za to do oceny i kwestionowania poczytalności martwego napastnika zaczął dziś skłaniać się na konferencji gubernator Abbott. Abbot dość dużą odpowiedzialnością obarcza też jednak enigmatyczne „zło”, pojawiające się w jego wystąpieniach.

To najpopularniejsza metoda obrony tematu posiadania broni przez tamto społeczeństwo w ustach tych rządzących, którzy nie dostrzegają już wewnętrznego amerykańskiego chaosu, do którego usankcjonowania przykładali rękę. To zawsze pojawia się po takich „masowych egzekucjach”. Martwy sprawca jest podsumowany jako niepoczytalny i zaburzony. To wygodne.

W sieci zaczynają pojawiać się już opinie, że Salvador doświadczał ponoć przemocy ze strony rówieśników za to, że czuł przynależność do innej subkultury. Ubierał się inaczej. Miał wadę wymowy – jąkał się. Wykazywał ponoć aspołeczne zachowania. Bił się z kolegami. Był nieustannie pokłócony z matką. Nie potrafił utrzymać pracy, którą podjął w sieci restauracji Wendy’s. Konfliktował się tam z pracownikami, a pracującym dziewczynom wysyłał SMS-y o nieodpowiedniej treści. Opuszczał szkołę. Ponoć był fanem militarnej gry Call of Duty.

Był powoli jakby spychany na bok, na margines. Rzekomo miał znęcać się nad zwierzętami, co publikował potem w sieci. Koleżanki opowiadają przed kamerami, że od jakiegoś czasu nosił dziwne blizny na policzkach, do których jednak samodzielnego wykonania nie chciał przyznać się kolegom. Może inspirował się postacią Jokera, wroga Batmana, z popularnej serii komiksów i filmów? Ostatecznie można trafić już nawet na materiały fotograficzne, na których to rzekomo on przebiera się w sukienki i stylizuje na kobietę, sugerujące transseksualizm. Mówi się też o jakiejś „prowokacji”.

Kuriozalne plotki na temat Salvadora mnożą się w kolosalnym tempie. Weryfikacja jest trudna. Fakty są takie, że Salvador nigdy nie był karany. Nie miał też udokumentowanych za życia problemów ze zdrowiem psychicznym.

Zatem o przyczynach domniemanych problemów chłopaka możemy spekulować do woli. On już nie żyje. Nie odpowie. Czy był zły, czy tylko zagubiony? Czy się buntował? A może czuł się dyskryminowany jako Latynos w Teksasie? Czy w ogóle miał jakieś motywy? Dlaczego nikt nie zdążył mu pomóc? Naprawdę nikt niczego nie zauważył? Może nie było zbyt wielu zainteresowanych? Był przecież tylko samotnym, młodym mężczyzną, frustratem a jego latynoska rodzina była uboga. I tak przypina mu się teraz powoli etykietkę statystycznego zaburzonego mordercy z USA.

A może zwyczajnie zbyt często w ludzkiej egzystencji puste miejsce po braku miłości wypełnia śmierć.

Ktoś przecież zdecydował się sprzedać mu broń. I ktoś na tym zarobił. A broń w kulturze USA staje się lekiem na brak poczucia bezpieczeństwa egzystencjalnego. Czy może Salvador był ofiarą, czy był „słaby”? Czy broń w rękach słabego robi z niego potwora? Czyli broń tylko dla „silnych”? Paradoks polega na tym, że sam wymordował słabych i bezbronnych? USA to taki kraj, gdzie dzieci mordują dzieci. I do tego wykorzystują tam… szkoły. A wszystkiemu nadaje się przywileje tzw. wolności.

Jednak czy poczytalne jest prawo, które zezwala na zakup karabinków jednostrzałowych dziecku, które może wybrać sobie kolor broni?

W 2013 roku pewien pięciolatek w USA bawił się karabinem-zabawką, ale na ostrą amunicję, który był prezentem na jego czwarte urodziny. W pewnym momencie broń wystrzeliła, a kula 6,7 mm przebiła klatkę piersiową jego dwuletniej siostry. Dziecko zmarło.

Jeszcze inaczej. W USA od jakiegoś czasu stało się tragicznie modne dokonywanie samobójstw „z cudzym udziałem”. Osoby zamierzające popełnić samobójstwo, posiadające broń lub kupujące ją w tym celu, a niebędące w stanie samodzielnie targnąć się na życie (lęk), prowokują z pistoletem policję, która niestety nie pozostawia im żadnych szans w takiej konfrontacji. Nazywa się to „suicide by cop” lub „…by police”. Wszystko dodatkowo utrwalane jest kamerami zamocowanymi na policyjnych mundurach, potem dla transparentności operacji służb publikowane w Internecie.

I tu wydaje mi się, że Salvador mógł być potencjalnym samobójcą. Raczej zdawał sobie sprawę z tego, że nie wyjdzie z tych okoliczności cało.

Chaos

Bo to nieprawda, że USA są jakimś wzorem „superbohatera” i starają się jedynie zażegnywać wszelkie konflikty światowe, pomagać i angażować się w pokojowe rozwiązywanie brutalnych konfrontacji na arenie międzynarodowej.

Ameryka cały czas walczy…, bo Ameryka ma poważny problem sama ze sobą. A Amerykanie nieustannie biorą udział w wojnie, strzelając, gdzie się da i wzajemnie do siebie. Wojna domowa w USA trwa.

To paradoks, że Amerykanie nie czują się bezpiecznie w swoim kraju, który wśród narodów i państw świata stara się, lub chce, grać rolę gwaranta bezpieczeństwa. Nie czują wolności w kraju, który ma być jej ostoją. Czują narastający lęk.

Miałem dziś taką refleksję, że USA aktualnie „wpychają swój nos” (zresztą nieustannie) w dramatyczne wydarzenia za granicą, starając się być policjantem dla całego świata, np. w incydenty takie jak wojna na Ukrainie, proponując nagminnie „wyrękę” w niesieniu pokoju i wartości demokratycznych. Tymczasem Ameryka nieustannie zapomina, jak fatalny i nierozwiązany problem z przemocą ma sama u siebie.

I jak można ufać w szczere intencje i jakiekolwiek pokojowe zamiary czy zdolności do gaszenia konfliktów ludzi rządzących imperium, które samo dzięki wewnętrznej polityce i pseudokulturze zagrzewa wręcz swoich własnych obywateli do nieustannego mordowania. A służby tego kraju są wręcz momentami bezradne? Coś tu nie gra…?

Polityka

Polityka wewnętrzna tego kraju i system nadal promują posiadanie i użytkowanie broni.

Lobbują za tym szczególnie republikanie. Bo to biznes i profit. Absolutnie jednak polityka nie chroni obywateli przed skutkami eksploatacji broni. USA nie są też w stanie chronić tu bezbronnych.

Wczoraj w dramatycznym i wręcz rozpaczliwym wystąpieniu w senacie demokrata Chris Murphy w ciągu zaledwie pięciu minut, składając błagalnie ręce, powtórzył bezradnie kilkanaście razy frazę: „What are we doing?!”. Senator Murphy skupił się w wystąpieniu na problemie potwornego lęku, jaki przeżywają obecnie dzieci w szkołach z tytułu obaw o przemoc… i śmierć.

Czy Ameryka to już „dom wariatów”?

Po takim tragicznym ekscesie jak ten, wszyscy zawsze wykazują bezradność. Wszczyna się jednocześnie zaraz medialną i publiczną debatę o posiadaniu broni, po czym… usypia temat. Do następnego dramatu w takim „cyklu”.

Dziwnym trafem niezależnie czy rządzą demokraci, czy republikanie nikomu jakoś nie udaje się jak dotąd rozwiązać tego problemu. Bo nikt chyba tego problemu nie ma ochoty rozwiązać.

Cała wina bywa na koniec zrzucana na rzekomo niepoczytalnych, zaburzonych czy niedojrzałych ludzi, którzy ponoć dopuszczają się tych incydentalnych działań. Wszyscy decydenci wyrażają ubolewanie i ostrzegawczo machają palcem. Natomiast tych niepoczytalnych chyba tylko statystycznie przybywa?

A może to wcale nie „wariaci”? Może tacy są po prostu Amerykanie, bo taki jest „styl” funkcjonowania tego społeczeństwa. Oparty na pozornej ambiwalencji poglądów. I prawa do nich. Republika kontra demokracja. „Musimy mieć broń” kontra „nie chcemy broni”. To samo w sobie rodzi konflikty i budzi lęk czy wzajemne animozje.

USA są jak ktoś, kto jest zaburzony, kto nie radzi sobie ze swoimi problemami, a wybiega przed szereg do „niesienia pomocy” innym „pokrzywdzonym” na świecie. A może wcale nie chce pomóc? Może robi tylko interesy? U siebie i za granicą na masową skalę. Takie jak sprzedaż dwóch karabinów temu 18-letniemu dziecku. Proste. Obecna amerykańska „patokultura”, zwyczaje i polityka co najwyżej przemocą i brutalizacją są w stanie zainfekować śmiertelnie resztę świata.

Mam coraz bardziej skrajne uczucia, jak takie państwo może w ogóle komukolwiek z zewnątrz starć się nieść „pomoc”? Ponownie – choćby w tak dramatycznym położeniu w jakim obecnie jest Ukraina. Jak? Kiedy jedynymi sygnałami jakie wysyła ze swojego wnętrza jest jakiś kompletny moralny upadek i chaos – wewnętrzna wojna. Brak zdolności do radzenia sobie z własnymi problemami socjalnymi i socjologicznymi. Dajmy na to – kompletnie zepsuta, lansowana natrętnie dla zysku liberalna pseudokultura gdzie „wszystko wolno” w kontrze do pielęgnowanych już chyba jedynie też dla profitu czy celebry tendencji konserwatywnych. Wszystko wolno więc wszystko można i wszystko się dzieje, jak w tym przypadku. Do tego podsycane medialnie mody i promocja siły, agresji i przemocy. Dorzućmy jeszcze seksizm i dyskryminację.

Czujesz się słaby i zagrożony? Może zakup broni ci pomoże.

A aktualnie i od zawsze zresztą nad wszystkim tym wszechobecny duch ekspansywnego imperializmu w polityce zagranicznej. Ktoś wczoraj powiedział mi brutalnie: „… i ten »amerykański potwór« twierdzi ustami jego przywódców, że chce pomagać światu w niesieniu pokoju i stabilizacji?”. Teza może mocna, ale USA w moim mniemaniu stają się właściwie tyle warte, co obecnie potępiona za to co zrobiła „wielka Matka Rosja”. To jest ta sama śmiercionośna jakość tylko pod inną flagą.

Nie ma już dobrych i złych

Dochodzę do wniosku, że aktualnie na świecie w konfrontacji sił czy idei politycznych i doktryn społecznych nie ma już tych „dobrych” i „złych”. Tych lepszych i gorszych. Tu nie ma już opozycji. To robi się pozorne. Nie ma w czym wybierać. Wszystko się wielopoziomowo scala. Dezawuuje. W tle macie tylko transakcyjność i motyw profitów finansowych plus krzywdę ludzką, wynikającą z egoistycznego „lansu” jednych na drugich, mody na zaspokajanie własnych potrzeb – ważniejszych od reszty całego świata. Znika założenie, że ci po prawej są OK. A ci z lewa to zło. Albo na odwrót.

Aktualnie demokraci patetycznie wypłakują się wręcz w senacie. Republikanie potępiają incydent i pompują twarde frazesy o tragedii, słabości systemu i zagrożeniach. Będą jednak zaraz ponownie żądać broni.

Potem wszystko zrzuci się zgrabnie na przypadkowe zaburzenia emocjonalne bandyty i przystąpi medialnie i kulturowo do produkcji kolejnych dywizji narcystycznych socjopatów do rozstrzeliwania własnych dzieci.

Odnoszę wrażenie, że „całe towarzystwo” gra tam do jednej bramki…, tak, by bezwzględnie zniszczyć słabszego i niewinnego, jak te dzieci. A potem policzyć zysk. I to się dzieje obecnie zawsze i wszędzie i w każdej chwili na całym świecie. Ameryka to tylko taki papierek lakmusowy. To jest wojna.

Jesteście zaskoczeni i zdezorientowani? Nie dziwię się Wam. To zastanówcie się teraz, co może być tą siłą, która wywraca wszelki pozytywny porządek obecnie na świecie, tą negatywną siłą ponad podziałami? Jedyną siłą.

Pomyślcie…

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 126 / (22) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również: