Felieton

Konsumpcja zamiast relacji

jedzenie
fot. StockSnap z Pixabay

Piotr Wójcik

Nr 29 (2020)

Komercjalizacja kolejnych obszarów życia napędza wzrost gospodarczy, trudno jednak powiedzieć, żebyśmy z tego powodu stawali się szczęśliwsi. Dobre życie nie polega na spełnianiu konsumpcyjnych zachcianek, tylko na budowaniu bliskich relacji z ludźmi w przyjaznym, zdrowym i bezpiecznym otoczeniu.

Kapitalistyczna gospodarka oparta na nieustannym wzroście obiecuje nieskończone możliwości zaspokajania potrzeb konsumpcyjnych. Dzięki nowym, coraz bardziej wymyślnym produktom będziemy szczuplejsi, zdrowsi i bardziej pachnący, a izby naszych domostw staną się bardziej sterylne. Zwiedzimy duże połacie świata, do których dotrzemy w błyskawicznym tempie i zobaczymy rzeczy, które naszym przodkom zaklinowanym między Odrą i Wisłą nawet się nie śniły. Ocieplenie klimatu? Nie ma sprawy, w ofertach klimatyzacji możemy przebierać. Zanieczyszczone powietrze? Nic nie szkodzi, w samochodach już montowane są nowoczesne filtry powietrza, których odpowiedniki można zresztą zakupić także do mieszkania. Otoczeni nabytymi na rynku dobrami możemy stworzyć wygodne enklawy, które odseparują nas od problemów świata. Przynajmniej na jakiś czas – aż do apokalipsy.

Z każdym takim indywidualnym udogodnieniem coraz bardziej oddalamy się od społeczeństwa. Rozluźniają się nasze więzi z innymi ludźmi, od których coraz mniej czegokolwiek potrzebujemy w codziennym życiu.

Choć współczesna gospodarka rynkowa obiecuje nam także polepszenie relacji międzyludzkich, chociażby dzięki substancjom psychotropowym, które zwiększą naszą empatię i potrzebę bliskości, to akurat tej obietnicy spełnić nie może. Z tego prostego powodu, że jest ona sprzeczna z filozofią, na której jest oparta. Według Edwarda Mishama, autora mającej już ponad 40 lat książki „Spór o wzrost gospodarczy”, to właśnie relacje międzyludzkie, w tym przyjaźń i zaufanie, najbardziej cierpią na współczesnym modelu ekonomicznym, według którego „więcej” oznacza „lepiej”.

Poobijana przyjaźń

Jak pisze Misham, bezkrytyczni zwolennicy kapitalizmu przekonują, że „wzrost gospodarczy, wyswobadzając masy ludzi od harówki i dostarczając im możliwości ciągłego przemieszczania się, sprzyja kontaktom między ludźmi i polepsza ich wzajemne stosunki”. Jest to jednak złudne. Utrzymywanie wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego wymaga od ludzi dostosowania się do niezwykle wysokiego tempa życia, które z rozwijaniem przyjaźni stoi w sprzeczności. Żeby móc skorzystać z całej oferty, jaką ma dla współczesny kapitalizm, musimy nieustannie uważać, żeby nie zostać w tyle i nie wypaść z obiegu. To wymaga od nas utrzymywania ciągłej uważności, nawet wtedy, gdy literalnie rzecz biorąc odpoczywamy. W takiej sytuacji trudno się odprężyć na tyle, by wejść w poważną relację z drugim człowiekiem. Tym bardziej, jeśli gdzieś z tyłu głowy pamiętamy, że za jakiś może być on naszym konkurentem.

Budowaniu relacji nie sprzyja także ciągła zmienność. Przyjaźń wymaga długotrwałej znajomości, powolnego budowania zaufania. Jak je budować w świecie, w którym wielokrotnie zmieniamy nie tylko miejsce pracy ale nawet miejsce zamieszkania?

Kiedyś naturalne przyjaźnie z ludźmi z sąsiedztwa czy zakładu pracy odchodzą do przeszłości. Zaczynają dominować krótkotrwałe relacje z setkami ludzi, z którymi akurat trafiliśmy na ten sam odcinek globalnego pędu do bogacenia się. Współczesny kapitalizm sprzyja budowaniu tysięcy pobieżnych relacji, które w każdej chwili możemy bez większego żalu zakończyć, by już za chwilę budować nowe, równie krótkotrwałe.

Niespotykany wręcz rozwój turystyki oraz usprawnienie indywidualnego transportu pozwala nam więc spędzić tydzień w kraju na drugim końcu świata, jednak jedyne co z tego pobytu zostaje, to zdjęcia, którymi możemy się pochwalić setkom swoich dalszych znajomych. Spotykamy w tym czasie tysiące ludzi, często z zupełnie obcych kultur, co jednak wcale nie oznacza, że zaczynamy je lepiej rozumieć. Do wzajemnego zrozumienia potrzebna jest empatia, a tej nie da się wyprodukować na zawołanie podczas urlopu, który składa się z kilkugodzinnych wypadów w różne „ciekawe miejsca”.

Technika życia

Według Mishama relacjom międzyludzkim zagraża także „wiara we wszechmoc techniki”. Technika jest tu jednak rozumiana dużo szerzej – nie chodzi jedynie o technologię. Raczej o „usystematyzowanie wszelkiego działania”. Także codziennego życia.

Powstają dziesiątki sposobów na udane i świadome życie, takie jak „mindfulness”, które dzięki technikom zachowania sprawi, że będziemy cały czas świadomi. A nieustanne świadomość jest niezbędna, by utrzymać wysokie tempo i nie zostać w tyle. Powstają także techniki zdrowego życia, opierające się na dokładnie zaplanowanej diecie, a nawet techniki głębokiego snu, dzięki którym już po sześciu godzinach wstaniemy wypoczęci i gotowi do dalszego biegu. Oczywiście możemy się także nauczyć technik seksu, dzięki którym staniemy się mistrzami w łóżku. „Nie ma tak intymnego, osobistego problemu, by nie można było stworzyć techniki umożliwiającej jego rozwiązanie” – pisze Misham.

Gdy człowiekowi jest źle, należy po prostu wdrożyć odpowiednią technikę, która naprawi jego wadliwe życie lub wadliwe zachowania. Najwyraźniej coś w nim szwankuje i trzeba go zreperować jak zepsutą maszynę. Warto robić też regularny przegląd swoich postaw, by móc na bieżąco eliminować usterki. Dzięki wdrożeniu odpowiednich technik nauczymy się kontrolować agresję, tłumić smutek, nakierowywać gniew na pożyteczne kwestie, a nawet na zawołanie otwierać się na innego człowieka. Na tych sztucznych postawach nie można jednak zbudować bliskiej relacji, tym bardziej że po jej drugiej stronie także mamy zestaw wypracowanych gestów i uśmiechów.

Zamiast bliskiej relacji mamy do czynienia z obopólną grą składającą się z wyuczonych technik zachowania, które pozwolą nam stworzyć znośną znajomość na krótką metę. Dzięki tej grze nie zrozumiemy innego, nie wejdziemy w jego skórę. Co najwyżej uda nam się go nie urazić i przyjemnie spędzić z nim czas. Relacja staje się więc kolejnym produktem, zasobem do wykorzystania. Warto rozwijać relacje nie dlatego, że bliskość z innym człowiekiem jest dobra sama w sobie. Relacje stają się siecią kontaktów, bez których nikt sobie nie poradzi. Zamiast grupy przyjaciół tworzymy listę swoich subskrybentów, z którymi utrzymujemy powierzchowny kontakt, składający się z pozdrowień i krótkich informacji o tym, jak nam się wiedzie.

Efekt komercjalizacji

Trzecim zagrożeniem dla relacji jest według Mishama indywidualna konsumpcja, która napędza wzrost gospodarczy. W jej wyniku zastępujemy wspólnotowe więzi serią transakcji rynkowych. Gdy wspólnota jako całość jest nam coraz mniej potrzebna, stopniowo oddalamy się od jej członków, gdyż wszystko możemy lub chcemy zapewniać sobie sami. Wspólnotowe usługi są wypierane przez indywidualnie nabywane świadczenia, które swobodnie wybieramy sobie z dostępnej na rynku oferty. Zrzucamy więc pęta społecznych zależności, by tworzyć na ich miejsce osobiste sieci znajomości tworzone na własnych zasadach. Jeśli wspólnota jest nam do czegoś potrzebna, to tylko wtedy, gdy w sposób opłacalny dla nas zapewni nam jakieś dobra. „Jesteśmy teraz już bardzo dalecy od świata wzajemnych zobowiązań i zaufania. Jednostka płaci po prostu rachunki, należności, podatki i w zamian uzyskuje usługę” – pisze Misham. Jeśli wspólnota nie radzi sobie z zapewnianiem jakiś usług w sposób  ekonomicznie racjonalny, czytaj rentowny, to należy ten obszar jak najszybciej sprywatyzować. Przecież nikt nie chce dopłacać.

Komercjalizacja kolejnych obszarów życia oczywiście napędza wzrost gospodarczy. Coraz więcej rzeczy wyceniamy na zasadach rynkowych, więc PKB pęcznieje. Na papierze stajemy się coraz bogatsi. Trudno powiedzieć jednak, żebyśmy z powodu tego procesu stawali się szczęśliwsi, a nasze życie stawało się lepsze. Dobre życie nie polega na otoczeniu się dobrami i spełnianiu konsumpcyjnych zachcianek, tylko na budowaniu bliskich relacji z ludźmi w przyjaznym, zdrowym i bezpiecznym otoczeniu. W społeczeństwie pędzącym nieustannie do przodu bliskie znajomości są zastępowane przez pobieżne kontakty, mające za zadanie dać korzyść lub przyjemność. W ten sposób tracimy z oczu problemy społeczne, takie jak wykluczenie albo przypadki jawnej niesprawiedliwości. Po co się nimi zajmować, skoro możemy się zanurzyć w przeżywanych indywidualnie lub rodzinnie przyjemnościach?

Nieustanny wzrost gospodarczy oparty na ślepej eksploatacji zasobów kiedyś musi zniszczyć planetę, ale całkiem prawdopodobne, że najpierw zniszczy człowieka.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 29 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.