Felieton

Link jako początek, środek i koniec przekazu

nastolatki
fot. natureaddict z Pixabay

Olaf Swolkień

Nr 27 (2020)

Wiedziony naiwnym optymizmem nadal wdaję się w dyskusje, wierząc, że ktoś jeszcze w to gra.

Coraz częściej stają się one swego rodzaju pojedynkami na linki. W powoływaniu się na źródła, autorytety nie ma niczego złego poza tym, że stało się to zbyt łatwe i że sztuka argumentowania jak każda inna niećwiczona umiejętność, pewno wkrótce zaniknie i gdy jakimś cudem spotkamy się na żywo, to także konieczny będzie ekran, stałe łącze, będziemy nawet mogli walczyć na linki w nakazanych Polakom maskach, gdyż mówienie stanie się zbędne, kolejno klikać hasła, a następnie wyświetlać link, przejrzeć treść w kilka minut i poszukać kolejnego. Nikt bowiem niczego nie będzie pamiętał, bo po co – pamięć i jej ćwiczenie już dawno uznano za środek opresji szkolnych dzieci, a jeżeli nawet, to nikt mu bez linku nie uwierzy. Jednak dzisiaj linki można znaleźć na potwierdzenie wszystkiego, więc oczywiście następnym krokiem będzie podważanie wiarygodności linków. O wiarygodności linków decydują już nie ich treść, ale to, czy prowadzą do strony uznawanej, czy nie uznawanej, w kolorze takim lub owakim, a kto decyduje o ich klasyfikacji, uznaniu lub nieuznaniu? Oto przykład: Ostatnio opublikowałem link do badania amerykańskich weteranów, których zaszczepiono na grypę. Badanie wykazało, że weterani szczepieni na grypę chorują znacznie częściej na inne grypopodobne infekcje wywoływane przez znane od lat koronawirusy. Facebook dopisał mi do tego etykietkę – fałsz, według FB dlatego, że badanie nie dotyczyło obecnego roku, ale poprzednich. Najwidoczniej technicy Fejsbuka wyznaczający „zasady naszej społeczności” nie zajrzeli do podręczników wirusologii, które koronawirusy i wszystkie ich odkrywane dzisiaj z wielkim ach i och  przez masowe media cechy, opisywały już 40 lat temu. Byli przekonani, że koronawirus to coś zupełnie nowego, co pojawiło się jak deus ex machina na chińskim targu w roku 2019  i żadne badanie sprzed tej daty dotyczące koronawirusa nie może być prawdziwe.

Inny technik pouczył mnie przy okazji innego linku, że jest nic niewart, bo na stronie dominuje kolor żółty,  jest dużo reklam, a badanie pokazujące, że szczepienia na grypę są szczególnie niebezpieczne dla osób starszych, pochodzi o zgrozo, z roku 2017. Kpiono również z tego, że podręcznik wirusologii mówiący o tym, że koronawirusy nie atakują dzieci, tylko osoby starsze, że są bardzo zaraźliwe, ale stosunkowo niegroźne, pochodzi z roku nomen omen 1984. Wiedza sprzed pół wieku pokazująca jałowość i fałsz dzisiejszej debaty okazała się niegodna zaufania, bo zbyt stara. Z kolei technik montujący w kamienicy telewizję satelitarną pouczał mnie, że Astrę to montuje się tylko w hotelach, a normalni rodacy zadowalają się Hot Birdem. Potrzeba obcowania z obcymi językami także wydała mu się najwyraźniej czymś staromodnym, boć jest przecież Google tłumacz.

Jak twierdzi wiceminister cyfryzacji, której karcer miesza się z kancerogennością, ludzie zawsze obawiali się tego, co nowe i dlatego sprzeciwiają się budowie masztów 5G, a przecież wiadomo, że wszystko co nowe, jest lepsze niż to, co stare, a skąd wiadomo? Z Desy, Luwru, Hiroszimy, Auschwitz i porównując pisma czy wypowiedzi już nie tylko polityków XIX-wiecznych, ale nawet wychowanych w międzywojniu notabli PRL-u z wypowiedziami pani minister Buk, córki natowskiego generała.

Megalomański technik i biznesmen Elon Musk ostatnio publicznie obraził jednego z ostatnich humanistów dużego formatu Noama Chomskiego, być może za to, że ten wyraził wcześniej wątpliwość co do realności kolejnych cudów techniki, mających ponoć przekazywać myśli bez słów. Musk zrobił to na Twitterze, krótko i dosadnie nazwał uczonego głupcem. Takie po prostu są warunki techniczne.

„Środek przekazu sam jest przekazem” – te słowa Marshalla Mc Luhana z końca lat 60. kilkanaście lat potem, kiedy studiowałem socjologię na UJ, były na ustach niemal wszystkich, dzisiaj aktualne jak nigdy dotąd, poszły w zapomnienie, kiedy to było? Coraz bardziej jawnie totalitarna kontrola tego, co piszemy i mówimy, przenoszenie naszej komunikacji do internetu, rozmowy przez telefon komórkowy i inne komunikatory zamiast dyskusji na żywo doprowadziły do tego, że nie jesteśmy w stanie ani wysłuchać, ani przeczytać czegoś, co nie jest od razu puentą, bon motem, szyderstwem, obelgą. Jednocześnie zamiast argumentów coraz częściej pojawia się brutalna cenzura, stosują ją nie tylko kiepsko wykształceni informatycy, ale także wczuwający się w role administratorzy grup dyskusyjnych.

Kto ma technikę, ten ma władzę, a władza absolutna deprawuje absolutnie.

Ostatnia wyborcza debata telewizyjna dawała kandydatom po 1 minucie na odniesienie się do najważniejszych spraw państwa i społeczeństwa. Oburzaliśmy się, bo pytania były niezbyt mądre, ustawione stronniczo. Ale prawie nikt nie zwrócił uwagi, że obojętnie, jakie by nie były pytania, to tak krótki czas odpowiedzi wykluczał w zasadzie poważne potraktowanie tematu. Jednak to nie tylko sama telewizja jest temu winna. Gdyby kandydaci mieli do dyspozycji np. po 10 minut na każde pytanie, wtedy większość z widzów z pewnością kliknęłaby inny przycisk pilota, przerzucając się na coś wymagającego mniej wysiłku i bardziej emocjonującego, a internauci próbowaliby wypowiedzi szybko przewinąć do efektownego końca, potem by ją w dwóch, najlepiej dosadnych słowach skomentowali, a inne media zacytowałyby, jakie jest zdanie internautów.

Takie spłycenie przekazu jest oczywiście na rękę nie tylko producentom coraz to „nowych, lepszych” technologii w rodzaju tych, jakie sprzedaje Pan Musk, nie tylko służy psychopatycznym maniakom, którzy chcą kontrolować mózgi całej ludzkości poprzez brutalną technocenzurę, ale prowadzi także do upadku demokracji i ludzkiej inteligencji.

Podstawą demokracji była bowiem zawsze debata wykształconych ludzi,  przedstawianie i bronienie swoich racji zmusza do intelektualnego wysiłku, a inteligencja, tak jak mięsień, bez tego wysiłku więdnie.

Henry David Thoreau – jeden z autentycznych patronów ekologii zauważył, że „bardzo nam śpieszno skonstruować telegraf magnetyczny z Maine do Teksasu, może atoli Maine i Teksas nie mają sobie nic ważnego do przekazania”. Mam niepokojące przeczucie, że niedługo będą to jedynie linki zgodne z „zasadami naszej społeczności”.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 27 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.