Rozmowa

Łuczaj: Trawę kosimy raz, a mądrze. Kosimy, jak będzie wyższa niż kolano dorosłego człowieka

Trawnik na osiedlu z nieco wyższą trawą prezentuje się efektownie, fot. Rafał Górski
Trawnik na osiedlu z nieco wyższą trawą prezentuje się efektownie, fot. Rafał Górski

Z profesorem Łukaszem Łuczajem z Uniwersytetu Rzeszowskiego rozmawiamy o faktach i mitach związanych z koszeniem trawy, o tym że zielone nie znaczy równe, oraz o tym, czy zamiast trawników warto zakładać łąki kwietne.

Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Koszenie trawy – fakty i mity.

Rafał Górski: „Zwracam się z prośbą o ograniczenie koszenia w naszej miejscowości. Obecnie cały świat odchodzi od zbyt częstego koszenia zieleni miejskiej. Częste koszenie trawników nie ma w większości wypadków funkcji praktycznej”, pisze Pan w proteście przeciw zbyt częstemu koszeniu trawników w miastach. Panie Profesorze, czy można wskazać przykłady miejscowości, gdzie wprowadzono zakaz koszenia trawników?

Prof. Łukasz Łuczaj: Całkowite zakazanie koszenia jest niezgodne z prawem. Natomiast niektóre miasta wprowadziły ograniczenia w koszeniu trawników i robią to rzadziej, a także później. Przykładem takich miast jest np. Warszawa i Kraków.

Czy Pana zdaniem możliwa jest sytuacja, w której na terenie spółdzielni mieszkaniowej całkowicie rezygnuje się z koszenia trawników? W swoim miejscu zamieszkania przekonuję, że koszenie trawy nie powinno odbywać się częściej niż raz lub dwa razy w roku, ponieważ działa to korzystnie na porost trawy.

Pewne koszenia w warunkach społeczności miejskiej są potrzebne. Szczególnie mam na myśli jedno koszenie, które powodowało ograniczenie wzrostu drzew.

Jeśli w ogóle by go nie było, to już po roku zaczęłyby się pojawiać młode drzewka, które zamieniłyby teren przy bloku w las.

Można pozwolić drzewom zarastać budynki, jeśli chcemy mieć obok mieszkania cząstkę lasu, jednak ze względu na utrudniony dostęp do światła takie rozwiązania nie są pożądane.

Z punktu widzenia bioróżnorodności i zagęszczenia gatunków w otoczeniu koszenie raz w roku jest najlepszym rozwiązaniem, natomiast częstsze będzie powodowało zmniejszenie bioróżnorodności. Mimo to, gdybyśmy na terenach miejskich kosili trawę nawet dwa razy w roku również przyniosłoby to pozytywne efekty, ponieważ skutecznie ograniczyłoby rozrost gatunków inwazyjnych.

Jeżeli kosić raz albo dwa razy w roku, to w jakich miesiącach?

Różnorodnie. Z punktu widzenia istnienia wielu gatunków roślin wczesne koszenie jest niekorzystne, dlatego że w półnaturalnych siedliskach czy środowiskach naturalnych występują tzw. geofity, czyli rośliny, które posiadają organy podziemne takie jak cebule czy kłącza. Ich cechą charakterystyczną jest to, że zakwitają wczesną wiosną i zasychają latem, a resztę roku przeżywają ukryte w ziemi.

Jeśli skosimy geofity wczesną wiosną, możemy je zabić.

W miastach cykl koszeń zaczyna się pod koniec kwietnia a powinien na przełomie maja i czerwca. Niektóre miejsca powinniśmy jedna kosić w lipcu, a inne w sierpniu.   

Ekolog Jacek Baraniak pisał, że „Runo niskich roślin zielnych z gatunkami traw lub bez często spełnia funkcje antysmogowe, a konkretniej ich liście pochłaniają wiele niebezpiecznych związków chemicznych jak tlenek węgla (CO) czy tlenki azotu (NOx) oraz pył zawieszony (PM) czy też sadza, wydobywających się na ulicach głównie z rur wydechowych spalinowych samochodów oraz ze ścierających się bieżników opon”, wskazując na pozytywne aspekty nieskoszonej roślinności. Co mówią badania naukowe na temat koszenia i niekoszenia trawników w mieście?

Takich badań do niedawna było dość mało, ponieważ dla ekologów pewne fakty były oczywiste. Trawnik jest przestrzenią zubożałą gatunkowo, dlatego nie stanowi ciekawego obiektu badań dla naukowców. Dopiero od kilku lat pojawiają się prace na ten temat, np. w Niemczech i Anglii.

W Tybindze przeprowadzono eksperyment, w którym przez kilka lat zmieniono reżim koszenia na części trawników.

Potem porównano różnorodność gatunkową roślin oraz owadów i wykazano, że przyrost ilości gatunków był znaczny.

Ostatnio pojawiła się także analiza łąki kwietnej założonej w Cambridge w miejscu, gdzie od dziesiątek lat istniał trawnik. Po czasie porównano ilość gatunków fauny i flory. Okazało się, że to spowodowało niewiarygodny przyrost ilości owadów, a dzięki temu także żywiących się nimi nietoperzy.

Wspomniany przyrost liczby gatunków wynika z kilku powodów. Po pierwsze, więcej owadów pojawia się, gdy zwiększymy różnorodność gatunków roślin — niektóre owady żerują tylko na konkretnym gatunku czy rodzaju rośliny. Po drugie, przyrost ten wynika z większej biomasy owadów, które w wyższym zbiorowisku mają więcej kryjówek i mogą się łatwiej wykarmić.

Czy jest Pan zwolennikiem tego, żeby zamiast trawników były łąki kwietne?

Jestem zwolennikiem tego, żeby zamiast trawników była wyższa roślinność, czyli taka powyżej 20 cm. Taka wysokość pozwala na rozwój bardziej poważnego zbiorowiska owadów, które mogą się w niej ukryć przed ptakami. Koszenie takiej roślinności jest również zależne od pogody. W jednym roku może być sucho i łąka będzie niższa, a w drugim roku nastąpi więcej opadów deszczu i łąka będzie szybciej rosnąć i wymagać częstszego koszenia, aby utrzymać ją na wysokości około 20, czy 30 cm.

Sam zbieram nasiona na łąki kwietne od 1999 roku.

Dzięki temu są one złożone z naturalnych rodzimych gatunków i archeofitów, czyli roślin występujących w Polsce od kilkuset lat. Natomiast na większą skalę zaczęły się pojawiać w miastach miejsca zarówno z rodzimymi jak i obcymi gatunkami roślin ozdobnych, funkcjonujące pod nazwą „łąka kwietna”. Głównym celem takich miejsc było to, aby uczynić przestrzeń bardziej kolorową i zyskać pokarm dla zapylaczy. Taka działalność prowadzi również do dominacji obcych gatunków roślin, naturalnie niewystępujących w Polsce. Jednakże świadomość w kwestii zakładania łąk kwietnych cały czas wzrasta, przez co inwestorzy i producenci zaczęli tworzyć kompozycje nasion złożone z gatunków typowych dla rodzimych łąk.

Obecnie warto stosować podejście łączące ograniczenie koszenia trawników z celowym wspieraniem naturalnych procesów.

Rzadsze koszenie sprzyja pojawianiu się rodzimych gatunków roślin i może prowadzić do samoistnego tworzenia się łąk kwietnych. Takie łąki wspierają bioróżnorodność i ułatwiają zasiedlanie terenu przez gatunki, które z różnych przyczyn wcześniej tam nie występowały. Sam jestem zwolennikiem tworzenia dużej ilości łąk kwietnych mniejszych, ale rozproszonych, aby dawać gatunkom większą ilość przyczółków do migracji.

Trawnik na osiedlu, fot. Rafał Górski
Trawnik na osiedlu, fot. Rafał Górski

Jakie są trzy najpopularniejsze mity związane z koszeniem trawników?

Pierwszym mitem jest przekonanie, że przystrzyżony trawnik uchodzi za estetyczny. „Estetyczny”, „ładny” to pojęcia względne, a uznanie koszonego trawnika za jedyną estetyczną formę to efekt kultury. Drugim mitem jest przekonanie, że koszenie trawy kilka czy kilkanaście razy w roku jest łatwiejsze. Argumentuje się, że wyższa trawa wymaga grabienia i usuwania pokosu.

W rzeczywistości jednak suma pracy włożonej w wielokrotne koszenie jest większa niż wtedy, gdy skosimy trawę raz lub dwa razy w sezonie, nawet jeśli wymaga to miejscami grabienia i zebrania skoszonej biomasy.

Trzecim mitem jest przekonanie, że krótki, zielony przydomowy trawnik jest naturalny i korzystny dla przyrody. W rzeczywistości rośliny na takim trawniku są często ograniczone w rozwoju i produkują mniej tlenu niż łąka czy las. Pojawia się tam mała ilość organizmów, np. mrówek czy koników polnych. Stosowanie herbicydów oraz dosiewanie traw prowadzi do tego, że na trawniku dominuje jeden lub kilka gatunków traw, a liczba innych roślin jest niewielka. Standardowy trawnik zwykle nie przekracza 10 gatunków roślin na powierzchni wielkości pokoju w bloku.

Co Pan odpowiada na argumenty, które mówią, że trzeba kosić często, bo w trawach zalegają psie kupy oraz gromadzą się kleszcze, które mogą być zagrożeniem dla człowieka?

Podejście do zbierania psich odchodów w polskich miastach zmieniło się na lepsze od pewnego czasu, więc nie jest ich już tak dużo, a pojedyncze kupy rozłożą się w trawie lub zmyje je deszcz. Może być to problem, ale niewielki. Natomiast kleszcze obecne są wszędzie w naturze, więc jeśli ktoś się ich boi, może chodzić po chodniku. Ludzie masowo wyjeżdżają do parków narodowych lub na agroturystykę i wówczas nikt nie wspomina o kleszczach i o koszeniu trawy.

Sami stworzyliśmy sobie wizję miasta jako sterylnej przestrzeni.

Tymczasem współcześnie są to wielkie obszary, często z przyłączonymi wsiami, gdzie powierzchnia użytków rolnych jest mniejsza niż dawniej. Na wsiach część terenów jest zamieniona na plantacje roślin uprawnych, silnie opryskiwanych herbicydami i pestycydami, więc tam również nie ma wystarczająco miejsca dla przyrody. Bardzo dobrą przestrzenią do „oddania” naturze jest zieleń miejska.

Co więc warto robić?

Spółdzielnie mieszkaniowe są bardzo konserwatywne w kwestii koszenia i jest to najtrudniejszy obszar do zmiany. Jeśli władze, jak chociażby zarząd zieleni miejskiej są świadome, wówczas mogą ustalić liczbę koszeń na danym terenie. Można rozważyć wprowadzenie regulacji prawnych określających maksymalną liczbę koszeń na terenach zieleni komunalnej, na przykład nie częściej niż cztery razy w roku, jednak formalnie nie ma możliwości zakazania spółdzielni częstego koszenia.

Jako członek spółdzielni w moim miejscu zamieszkania uważam, że wpływ mieszkańców na spółdzielnię jest spory — możemy użyć odpowiednich argumentów, wyciągnąć ekspertyzy, rozmawiać i dzięki temu przegłosować odpowiednie zapisy.

Panie Profesorze, czym kosić?

Czym się da. Można deptać lub wypasać, co oczywiście będzie dawało inne efekty estetyczne. Najbardziej pożądane byłoby koszenie kosą, ponieważ z dostępnych metod jedynie ono nie powoduje hałasu i emisji spalin.

Grupa osób kosi trawę kosami
Koszenie ręczne też jest rozwiązaniem, fot. archiwum Instytutu Spraw Obywatelskich

Kosą tradycyjną ręczną, tak?

Tak, sam coraz częściej stosuję taką metodę, choć tego się obecnie w miastach nie robi i do wykaszania dużych powierzchni używa się traktora lub kosiarki rotacyjnej. Natomiast należałoby ograniczyć huczące wykaszarki, które emitują niepotrzebny hałas. Warto jednak dodać, że z punktu widzenia oczyszczenia terenu czy zmniejszenia wysokości roślinności, każda metoda koszenia jest dobra.

Z tego co wiem, najmniej inwazyjna, jeśli chodzi o bioróżnorodność na łące, jest kosa ręczna.

I tak, i nie — jest to kwestia świadomości. Jeśli ktoś mądrze pracuje wykaszarką, będzie się zachowywał tak samo jak kosząc kosą ręczną i zauważy w trawie, to czego nie należy wykosić. Ktoś inny może być zapalonym kosiarzem i kosą ręczną wykosić wszystko.

Kto korzysta, a kto traci na koszeniu trawników?

Na rzadszym koszeniu trawników bezpośrednio korzysta przyroda, ponieważ sprzyja ono wzrostowi bioróżnorodności. Pośrednio zyskujemy na tym również my, gdyż mamy większy wybór roślin do zbierania, czerpiemy wartość z samej różnorodności biologicznej, a ponadto takie tereny sprzyjają większej produkcji tlenu i zmniejszeniu emisji zanieczyszczeń. Traci niestety parę gatunków roślin światłolubnych, lubiących częste koszenie, np. stokrotka czy życica trwała.

Co radzi Pan obywatelom walczącym z bezmyślnym koszeniem trawy?

Radzę protestować, mówić i przekonywać.

Warto przyzwyczajać ludzi do wysokiej roślinności czy nierównej trawy,

ponieważ dopiero jeśli będzie to dla nich codzienny widok w pracy, w domu i u sąsiada, wówczas zaczną go akceptować. Zielony, przystrzyżony trawnik jest konstruktem społecznym i jeśli przyzwyczaimy się do jego braku w przestrzeni miejskiej, nie będzie to postrzegane jako problem.

Czyli odpowiada się Pan za tym, żeby popularyzować estetykę dzikiej przyrody?

Jestem za tym, aby popularyzować bioróżnorodność, znajomość roślin, owadów, ptaków, płazów, grzybów i wszelkich organizmów żywych. Ludzie chcą się tego uczyć, lecz nie ma im kto opowiadać.

Kult zielonego trawnika jest związany z fascynacją kosiarkami i kontrolą terenu.

Jest to pewien atawizm związany z tym, że jako ludzie podświadomie lubimy przebywać w miejscach, w których możemy zobaczyć, co znajduje się na ziemi.

Koszenie osiedlowego trawnika kosiarką, fot. Rafał Górski
Koszenie osiedlowego trawnika kosiarką, fot. Rafał Górski

W tym roku w moim miejscu zamieszkania spółdzielnia zarządziła koszenie trawy tylko dwa razy. Niestety, przez suszę oraz lekkie gleby, wykoszone fragmenty przypominają klepiska. Co w takim przypadku powinno się zrobić?

Kosić raz, a mądrze.

„Człowiek bez refleksji, a obdarzony inteligencją, człowiek bez komisji rewizyjnej używania rozumu daje odmianę Homo debilis” – prof. Włodzimierz Sedlak. Według Pana potrzebni nam są mądrzy kosiarze?

Tak, potrzebni są świadomi kosiarze, którzy potrafią rozpoznać ciekawe, wartościowe rośliny i zdecydować o ich pozostawieniu.

Często takie podejście widzę w Karpatach, gdzie ludzie zostawiają często w rowach nieskoszoną krwawnicę, ponieważ ładnie kwitnie. Niestety jako społeczeństwo gubi nas masowość, co widać nie tylko na przykładzie bezrefleksyjnego koszenia – mamy wielkie pola, które są użytkowane w jednakowy sposób czy lasy z ujednoliconym sposobem gospodarowania.

Jakiego ważnego pytania nikt jeszcze Panu nie zadał w temacie, o którym rozmawiamy? I jaka jest na nie odpowiedź?

Nikt jeszcze nie zadał pytania o to, co by się stało, gdyby w ogóle nie kosić? Z jednej strony mielibyśmy rozrost gatunków wysokich bylin krajowych (np. nawłoć kanadyjska, przymiotno roczne czy niecierpek himalajski), które nie lubią koszenia.

Doprowadziłoby to także do powrotu lasu na terenach miejskich. W naszych wyobrażeniach miasto to parki i chodniki.

Natomiast coraz więcej mówi się o tym, że w mieście jest przestrzeń na mikrolasy, które w dobie ocieplania klimatu i suszy staną się naturalną klimatyzację.

Mamy w Polsce stare uzdrowiskowe miejscowości, takie jak Konstancin, Podkowa Leśna, Milanówek czy Otwock które są zalesione i w których dobrze się żyje. Dzięki lasom nie jest tam dokuczliwie gorąco, co umożliwia spacery, a starsze osoby mogą przemieszczać się, nie będąc narażonym na silne działanie słońca.

Przyszłość leży w zwiększeniu ilości drzew w mieście.

To niepopularne, ale jestem wielkim fanem użytkowania drewna jako źródła energii i gospodarowania nim przez społeczeństwo, chociażby do produkcji mebli czy płotów. Ciekawym elementem są też żywopłoty, które w Polsce spotykamy tylko z jednego gatunku rośliny, zazwyczaj z tui, grabu i ligustru. Natomiast w wielu krajach występują żywopłoty wielogatunkowe, złożone z głogu, dzikiej róży, kaliny, szakłaku, derenia świdwy czy gatunków obcych jak dereń jadalny lub mirabelka. Są one świetnym miejscem do życia dla zwierząt, umożliwiają gniazdowania ptaków, a jeśli wydają owoce, mogą być również źródłem pokarmu.

Jak ruch „zdziczania” miasta wygląda w innych krajach Europy?

Ruch „zdziczania” miasta jest bardzo silny na całym świecie, jednak najbardziej zauważalny jest w krajach takich jak Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. Jadąc przez najbardziej zurbanizowaną część Europy często widuję łąki kwietne i miejsca mniej skoszone, co świadczy o większej świadomości w tym zakresie.

Kilka lat temu zachwyciłem się roślinnością na lotnisku w Stanstead w pobliżu Londynu. Idąc tam na parking, widzimy murawę, na której rośnie prawie 100 gatunków kwiatów. Koszenie rozpoczyna się tam dopiero pod koniec czerwca i często spotkać można wysokie łąki kwietne albo zarośla chwastów, na których żeruje wiele gatunków motyli i gąsienic.

Z punktu widzenia użytkowania terenu w mieście trudną sprawą jest tolerowanie roślinności wyższej niż powyżej kolana, bo ciężej jest ją skosić i może powodować pojawienie się gatunków inwazyjnych. Aby zachować kompromis pomiędzy dziką przyrodą i potrzebami miasta, chciałbym zaproponować bardzo prostą regułę – trawę kosimy, jak będzie wyższa niż kolano dorosłego człowieka. Poza tym, większość naszej flory stanowią gatunki osiągające wielkość powyżej kolana, więc naturalnie zwiększa się pula owadów, którym dobrze się żyje w takiej roślinności.

Dziękuję za rozmowę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 298 / (37) 2025

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: