Felieton

Mam szafę, żądam mieszkania!

Parkowanie w mieście
Parkowanie w mieście fot. Henryk Niestrój z Pixabay

Piotr Rachwalski

Zaprawdę dziwny ten świat, w którym pieniądze publiczne przeznaczane na drogi nazywa się inwestycją, a te same pieniądze przeznaczane na kolej – dotacją. Przy czym drogi w 99% nie przynoszą żadnych przychodów, a za każdy kilometr przejechany przez pociąg po torach trzeba za te tory zapłacić.

Temat efektywnych inwestycji publicznych w infrastrukturę transportową będzie szczególnie ważny w obliczu kryzysu i mniejszego dostępu do środków publicznych w wyniku epidemii koronawirusa. Tym bardziej trzeba przyglądać się temu, na co idą i tak skromne środki publiczne…i komu służą. Czy tylko tym, których stać na samochody, czy też wszystkim potencjalnie korzystającym z transportu zbiorowego, i tak już solidnie pokiereszowanego w wyniku epidemii.

Transport kolejowy płaci za wszystkie swoje koszty, także zewnętrzne, natomiast drogowy z natury jest zwolniony z większości opłat. Utrzymanie dróg jest przerzucone na społeczeństwo, płaci za nie każdy, czy korzysta, czy nie.

publiczna-inwestycja-zmarnowana-dotacja
Publiczna inwestycja kontra zmarnowana dotacja rys. Andy Singer

Nie do końca to w porządku, że biedna gmina wiejska musi płacić na budowę, a także późniejsze utrzymanie drogi (remonty, odśnieżanie, oświetlenie, mycie i uzupełnianie znaków, koszenie poboczy, sprzątanie itd.), po której za darmo jeździ swoim lexusem czy inną limuzyną milioner, którego byłoby stać, by zapłacić/dopłacić do usług publicznych. Na tę wolną, bezpłatną jazdę milionera dokłada się biedna wdowa i uczeń z likwidowanej podstawówki. Jednak przyjęło się, że to jest za darmo i się należy.

Być może to relikt z czasów, gdy samochodów prywatnych prawie nie było, ale myślę, że bardziej efekt źle rozumianej „wolności” przemieszczania się, jednakowoż utożsamianej z darmowym korzystaniem z infrastruktury publicznej. Niestety, tylko drogowej. Stąd pewnie wspomniane we wstępie językowe różnice w podejściu do infrastruktury (środki na kolej to zwykle „dotacja”, te same na drogi to już „inwestycja”).

To też w sumie ciekawe, jak to jest, że ludzie przyzwyczaili się do płacenia za pociąg czy autobus, ale jeśli mają zapłacić za parking czy płatną drogę, to zwykle jest opór, hałas i bunt. Do tego stopnia, że odrzucono pomysł budowy np. mostów w ramach PPP (partnerstwa publiczno-prywatnego), które to mosty zbudowane przez inwestora miały być potem płatne. Co z tego, że skracałyby o kilka czy kilkanaście kilometrów drogę. Ludzie nie akceptowali bowiem, by taki most był płatny – woleli jeździć dookoła niż zapłacić cokolwiek.

Temat zresztą jest szerszy – miasta i samorządy wydają miliony na budowę dróg i to jeszcze od biedy można zrozumieć, ale by wydawały też ze swej skromnej kasy miliony na budowę… bezpłatnych parkingów, to jest trudne do logicznego wytłumaczenia. Prezydenci czy burmistrzowie ulegają naciskom tzw. opinii publicznej, która chce dostać za darmo coś, za co powinna płacić. Bo przecież każdy metr kwadratowy powierzchni w centrum miasta kosztuje krocie i każdy metr powinien zarabiać. Przestrzeń miast nie jest z gumy, dla wszystkich i tak nie starczy miejsca, z kolei parkingi w centrach miast generują większy, niepotrzebny ruch korkując miasta. Osobny temat to parkingi na osiedlach, pożerające ostatnie tereny zielone, przyczyniające się do wszechobecnej betonozy i potęgujące problemy, związane ze zmianami klimatycznymi (nagrzewanie się betonu, brak chłonności przy opadach to tylko niektóre skutki uboczne manii budowania parkingów wszędzie, gdzie tylko się da).

Co ciekawe, tego typu rozwiązania nie przeszkadzają zwykle różnej maści ultraliberałom, którzy to postulują, że każdy za wszystko powinien płacić i że „nie ma darmowych obiadów”. Może obiadów i nie ma, ale parking za kilkadziesiąt tysięcy złotych na potrzeby swego samochodu to już chcieliby dostać za darmo.

mem
mem fot. żródło FB

Wypowiedź na obrazku to oczywiście dowcipna przeróbka, dotycząca liberalnej premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, na temat wspomnianych darmowych obiadów – do kwestii dwóch standardów dotyczących płatności za usługi społeczne/publiczne – w tym za parkingi – pasuje jak ulał.

PS. Transport indywidualny być może będzie jedynym wygranym pandemii – temu zbiorowemu dorobiono gębę czarnym PiaRem, potem regulacjami które dobiły go ekonomiczne. Nigdy zresztą nie miał łatwo, nawet przed epidemią w 99% miast kara za przejazd autobusem czy tramwajem bez biletu była zwykle 3-4 krotnie wyższa od kary za parkowanie bez biletu opłaty w strefie płatnego parkowania. To pokazuje, że już na wstępie ludzie są dzieleni na lepszych i gorszych, a teraz na skutek epidemii odbudowanie zaufania będzie tym bardziej trudne i długotrwałe. Zwłaszcza że paliwo (póki co) staniało, więc znów opłaca się jeździć samochodem. Pojawi się zatem presja na nowe parkingi i inwestycje prosamochodowe – kosztem transportu publicznego. Trudne czasy nadciągają.

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekonomia Lepszy transport

Być może zainteresują Cię również:

Lepszy transport
Miasto w ruchu

Wartość dodana ISO

W dniach 29-30 kwietnia 2010 r. (czwartek-piątek) Instytut Spraw Obywatelskich organizuje spotkanie robocze w ramach międzynarodowej kampanii „Added Value – Sustainable Energy in Transportation”, w której jest partnerem od 2007 roku.

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.