Marc Elsberg: Blackout. Najczarniejszy scenariusz z możliwych
Thriller naukowy „Blackout” (i powieść sensacyjna w jednym) realistycznie przedstawia prawdziwie czarny scenariusz wydarzeń, których prawdopodobieństwo jest tym większe, im bardziej nasze codzienne życie uzależnione jest od elektroniki. Dopóki jest prąd, jesteś bezpieczny… (z mat. Wydawcy).
Wydawnictwu W.A.B. dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.
Tutejsza elektrownia wytwarzająca nieco poniżej tysiąca megawatów mocy należała do mniejszych producentów energii jądrowej we Francji. Dwa ciśnieniowe reaktory wodne leżały bezpośrednio nad Loarą i z niej pobierały chłodziwo. Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych Marpeuax przystąpił do pracy w tym obiekcie, wciąż jeszcze pracowały oba starsze reaktory typu grafitowo-gazowego. Od poważnej awarii, w wyniku której stopieniu uległa część paliwa, a sam obiekt został skażony i wyłączony z eksploatacji na dwa i pół roku, minęło wtedy już siedem lat. Na początku lat dziewięćdziesiątych Électricité de France zamknęła na stałe oba starsze bloki.
Marpeaux minął punkt kontrolny przy wjeździe i zaparkował auto w tym samym miejscu, w którym piętnaście godzin wcześniej wsiadł do samochodu, przekazawszy po nocy kierownictwo zmiany koledze.
Osiemdziesiąt procent energii elektrycznej wykorzystywanej we Francji pochodziło z elektrowni atomowych.
Jeśli doniesienia z ostatnich godzin są prawdziwe i sieć całkowicie się załamała, to znaczy, że większość reaktorów została automatycznie awaryjnie wyłączona, doszedł do wniosku Marpeaux. Automatyczne mechanizmy spowodowały opuszczenie między pręty regulacyjne dodatkowych prętów bezpieczeństwa i w ten sposób reakcja łańcuchowa uległa w znacznym stopniu zatrzymaniu. Dzięki swojej pracy wiedział od dziesięcioleci to, z czego większość ludzi w ogóle nie zdawała sobie sprawy przynajmniej do czasu katastrofy w Fukushimie: że wyłączony reaktor nadal produkuje parę i musi być chłodzony. Nawet jeśli temperatura jest o dziewięćdziesiąt procent niższa niż normalnie, to te dziesięć procent i tak wystarczało, by bez chłodzenia doprowadzić rdzeń reaktora do stopienia i w konsekwencji do potężnej katastrofy. W normalnej sytuacji energia zapewniająca działanie systemów bezpieczeństwa i chłodzenia pochodziła z ogólnej sieci energetycznej. Jeśli zaś ta przestawała działać, włączały się systemy awaryjne. W kompleksie Saint-Laurent na każdy blok przypadały po trzy niezależne od siebie systemy napędzane silnikami Diesla. Zapasy ropy starczały na co najmniej tydzień pracy.
Kiedy otworzył drzwi do centrum dyspozycyjnego, od razu usłyszał gorączkowe piszczenie i wycie najrozmaitszych wskaźników ostrzegawczych. Od niemal dwudziestu lat Marpeaux był operatorem reaktora, od prawie ośmiu kierował jedną z trzech zmian w ciągu doby. Takie sytuacje jak dzisiejsza już od dawna nie wywoływały u niego szybszego bicia serca. Gdy wszedł do pomieszczenia wypełnionego setkami światełek i lampek, zastał na swoich miejscach kilkunastu operatorów pracujących w spokoju i skupieniu. Jedni kontrolowali liczby, wskaźniki i lampki przed sobą, inni sprawdzali w opasłych księgach, co znaczy każdy poszczególny sygnał i czym mógł zostać wywołany. Sami doświadczeni pracownicy, którzy co najmniej dwa tygodnie w roku musieli podczas odpowiednich szkoleń rozwiązywać każdą potencjalną awarię. Kierownik zmiany przywitał go uściskiem dłoni.
***
Po dwóch dniach i nocach na nogach każdy w centrali Enelu miał bladą twarz. Ale w tym momencie wszyscy zrobili się trupio bladzi. Nie musieli długo szukać. Policyjni specjaliści od IT zaproponowali, żeby na początku sprawdzić logi w routerach.
– Dlaczego akurat to?
– Taką otrzymaliśmy sugestię.
W ciągu kilku minut je znaleźli.
Inteligentne liczniki prądu we włoskich domach i przedsiębiorstwach były połączone ze sobą za pośrednictwem routerów jak każda sieć komputerowa.
Z nich można było odczytać logi, które dokumentowały wszystkie sygnały wysłane do liczników.
– Rzeczywiście jest tu polecenie, aby przerwać połączenie z siecią energetyczną.
Blisko pięćdziesięciu mężczyzn zebrało się przed dużym ekranem, na którym kierujący zespołem kryzysowym Solarenti pokazywał odpowiednie dane i grafiki. Dla osób niemających nic wspólnego z programowaniem były to tylko niezrozumiałe kolumny liter i cyfr. Curazzo słuchał wyjaśnień z gęsią skórką na całym ciele.
– Ale to polecenie nie wyszło od nas – kontynuował Solarenti. – Tylko z zewnątrz. Ktoś wgrał je do jednego licznika, a z niego stopniowo zostało przeniesione do wszystkich w całym kraju. Do tego nie trzeba nawet wirusa. Jako drogę przekazu wykorzystano pewnie radio.
Zrobił pauzę. Wszyscy wstrzymali oddech. Curazzo słyszał tylko cichy szum maszyn.
– Boże drogi – powiedział ktoś w grobowej ciszy.
– Jak to się mogło stać?! – wykrzyknął ktoś inny. – A co z naszymi systemami bezpieczeństwa?
– Właśnie próbujemy to ustalić.
– Czyli innymi słowy ktoś rzeczywiście wyłączył nam światło – stwierdziła kolejna osoba. – I to w całym kraju.
– Nie tylko wyłączył – odpowiedział Solarenti. – I to jeszcze pogarsza sytuację. Najpierw ten ktoś odłączył gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa od sieci. W konsekwencji sieci się załamały. Kiedy w końcu w niektórych rejonach udało nam się je jako tako ustabilizować, kolejne obce polecenie włączyło liczniki. W wyniku tego zbyt wielu odbiorców wróciło nagle do sieci, co doprowadziło do wahań napięcia i znowu wszystko wysiadło.
– Czyli ktoś bawi się z nami w kotka i myszkę!
– To jest zła wiadomość. Ale mamy też dobrą. Skoro znamy już przyczynę, możemy zablokować to polecenie wyłączenia światła. Właśnie nad tym pracujemy. Za dwie godziny pozbędziemy się kłopotu.
Podczas gdy na filmach w takim momencie jak ten rozlegały się brawa i wiwaty, w centrum kryzysowym nadal zalegała cisza. Niektórzy szeptali między sobą. Powoli docierało do nich znaczenie usłyszanych słów. Włoska sieć energetyczna padła ofiarą ataku – na razie jeszcze nie wiadomo czyjego ani z jakiego powodu. Nie otrzymano żadnych żądań od szantażystów ani gróźb.
– To katastrofa – jęknął Tedesci. – Drodzy panowie – zwrócił się do policjantów, którzy stali obok niego. – Najważniejsze w tej sytuacji to zachować spokój.
Obaj popatrzyli na niego krytycznym wzrokiem.
– To w żadnym wypadku nie może dotrzeć do opinii publicznej. – Tedesci kontynuował pospiesznie cichym głosem. – I właściwie wcale nie musimy meldować o tym Europolowi. Przecież panowie słyszeli: za dwie godziny będzie po wszystkim!
Ingegnere Emilio Dani poruszył w zadumie głową, dottore Ugo Livasco zaś zmierzył członka zarządu z niewzruszoną miną.
– Drodzy panowie – powtórzył Tedesci z niecierpliwością w oczach. – Od 2001 do 2005 zainwestowaliśmy w ten system trzy miliardy euro, zainstalowaliśmy trzydzieści milionów liczników w całych Włoszech! Czy zdaje pan sobie sprawę, co może wywołać taka wiadomość?
Ingegnere potaknął. Curazzo odniósł wrażenie, że w ten sposób dawał wyraz jedynie temu, że pojmuje, ale bynajmniej nie ma zrozumienia dla prośby członka zarządu.
Dottore Livasco nie omieszkał się wtrącić:
– Jestem w stanie zrozumieć pańskie obawy, ale przecież nie można wykluczyć, że ten, kto dopuścił się tych manipulacji, coś podobnego zrobił też w innych krajach. Mamy obowiązek ostrzec innych.
– Porównywalny system jest na razie tylko w Szwecji. Jeśli Szwedzi coś u siebie znajdą, na pewno to zgłoszą.
– O tym, czy ta informacja zostanie upubliczniona, zdecyduje ktoś inny. My musimy prowadzić śledztwo.
– Ale te gryzipiórki z Brukseli…
– Europol ma siedzibę w Hadze – sprostował Livasco.
– Wszystko jedno! Przecież oni tam nie mają nic lepszego do roboty i od razu wszystko roztrąbią, żeby tylko nabić sobie punkty! – Tedesci mówił z furią. – Zaraz zadzwonię do mojego przyjaciela, pana premiera. Niech on zdecyduje, co mamy zrobić. To jest sprawa bezpieczeństwa narodowego!
Twarz Livasca nabrała jeszcze surowszego wyrazu. Na jego ustach pojawił się nieznaczny uśmiech.
***
Marpeaux trzymał się z tyłu. Obok niego stali rzeczniczka i sam dyrektor elektrowni. Centrum dyspozytorskie rozbłyskiwało jak świąteczna choinka. Prawie wszyscy operatorzy tkwili przed
pulpitami z grubymi księgami w rękach i szukali wyjaśnień dla otrzymywanych komunikatów. Kierownik zmiany biegał tam i z powrotem, tu zamienił z kimś kilka słów, tu wydał jakieś polecenie. Potem jeszcze gdzieś zadzwonił. Na koniec podszedł do Marpeaux i dyrektora.
– Ciśnienie i temperatura w pierwotnym obiegu chłodzenia ciągle rosną – poinformował.
Marpeaux zauważył, że jego czoło pokryte jest kropelkami potu.
Wszystkie czynne we Francji elektrownie jądrowe były zasilane przez reaktory wodne ciśnieniowe (PWR). W odróżnieniu od reaktorów wodnych wrzących (BWR), zastosowanych na przykład w elektrowni Fukushima-Daiichi, mają one dwa oddzielne obiegi czynnika roboczego – pierwotny i wtórny. W reaktorach PWR wysoka radioaktywność występuje tylko w obiegu pierwotnym. W wytwornicy pary gorąca woda z obiegu pierwotnego przepływa przez tysiące rurek w kształcie odwróconej litery „U” i oddaje ciepło wodzie w obiegu wtórnym. Woda w obiegu pierwotnym ma temperaturę 300–350°C
i ciśnienie 12–16 MPa (120–160 atmosfer), zawsze wyższe od ciśnienia odpowiadającego temperaturze nasycenia pary. Dzięki tak wysokiemu ciśnieniu woda w obiegu pierwotnym nie wrze pomimo wysokiej temperatury. W obiegu wtórnym ciśnienie jest niższe i woda zamienia się w parę. Para wytworzona w obiegu wtórnym ma ciśnienie 5–6 MPa (50–60 atmosfer) i temperaturę 270–300°C. Po osuszeniu jest kierowana na turbiny obracające generatory prądu.
Zastosowanie dwóch obiegów czynnika roboczego zdecydowanie zmniejszało ryzyko wycieku substancji radioaktywnych i dlatego reaktor tego typu uważany był za stosunkowo bezpieczny. Jednak nie w tym momencie.
Marpeaux gorączkowo zastanawiał się nad niezliczonymi możliwymi przyczynami anomalii – począwszy od usterki agregatów zasilających, przez niedomknięte lub źle otwarte wentyle, po błędy w elektronicznym sterowaniu systemem lub defekty, których do tej pory nikt nie znał.
Odnotowane w ostatnich dziesięcioleciach na całym świecie awarie pokazały jedno: wiele z nich eksperci uważali za niemożliwe – dopóki się nie zdarzyły.
– Silniki Diesla? – spytał Marpeaux.
– Dwa nie zaskoczyły, a ten, który ostatnim razem wysiadł, działa. Na miejscu pracują już trzy zespoły i wszystko sprawdzają.
Musieli jak najszybciej odzyskać kontrolę nad temperaturą w obiegu pierwotnym, a także nad ciśnieniem w zbiorniku reaktora. Jeszcze mieli na to dosyć możliwości, zanim zostaną zmuszeni do podjęcia bardziej drastycznych kroków, na przykład wypuszczenia radioaktywnej pary, aby zmniejszyć ciśnienie w zbiorniku.
Marpeaux mimo woli od razu przyszły do głowy dwa przypadki częściowego stopienia się rdzenia reaktora, które zdarzyły się w historii Saint-Laurent. Zarówno w 1969, jak i w 1980 roku nastąpiły one w dawno już unieruchomionych reaktorach typu Magnox w starego typu blokach A1 i A2. Francuski Urząd Nadzoru Nuklearnego nadał im 4. stopień w Międzynarodowej Skali Zdarzeń Jądrowych INES i uznał za największe katastrofy, jakie kiedykolwiek zdarzyły się we Francji. Oba bloki były niewykorzystywane przez lata, a dekontaminacja i ponowne uruchomienie pochłonęły krocie. Kilka lat później zamknięto je całkowicie.
– W Paryżu nie będą się cieszyć – zauważył dyrektor. Marpeaux zadał sobie pytanie, czy jego szef ma na myśli Électricité de France, czy rząd, czy jednych i drugich. Ta awaria zdarzała się nie w porę, bo w obecnej sytuacji nie da się ostrzec społeczeństwa ani przez telewizję, ani przez radio. Ale może to nawet lepiej, póki położenie nie jest krytyczne. Jednak o wiele bardziej niepokoiło Marpeaux to, że tak naprawdę nie mają pojęcia, co dzieje się w reaktorze. Mniej więcej od godziny lecieli samolotem bez pilota.
***
Po kilku pytaniach Doreuil uzyskała informację, że na samym początku awarii odjechały stąd dwa pociągi, ale od tygodnia ani jeden. Chodziły jednak słuchy, że jeszcze dzisiaj ma ruszyć skład do Paryża. Tyle że nikt nie wiedział kiedy, czy trzeba mieć bilety i skąd je wziąć. A może to były tylko plotki, bo nikt nie potrafił potwierdzić, ile jest w tych zapowiedziach prawdy. Mówiono też po kątach, że również Paryż został z powodu radio aktywnej chmury strefą zamkniętą i że dlatego na pewno nie zostaną wpuszczone do stolicy żadne pociągi.
– Nie sposób dowiedzieć się niczego konkretnego – stwierdził zawiedziony Vincent Bollard, kiedy zeszli się z powrotem w jednym miejscu. – Co prawda prąd już jest, ale personelu kolei nie ma.
– Wszystko wyłączyć idzie szybko – powiedziała jego żona. – Ale żeby teraz na nowo wszystko uruchomić, potrzeba więcej czasu.
Za wcześnie się cieszyliśmy.
Berlin
Sekretarz stanu Rhess przez ostatnie dwanaście dni schudł chyba z sześć kilogramów, pomyślała Michelsen, kiedy wstał.
– Na początek dobra wiadomość. Systemy komunikacji działają na znacznym obszarze republiki. Wszyscy mieliśmy już możność zadzwonić do rodziny i przyjaciół, przeczytać wiadomości w internecie albo usłyszeć je w telewizji. To wiele ułatwia w obecnej sytuacji, bo właśnie w najbliższych dniach będziemy mieli dużo do zrobienia w zakresie komunikacji. Musimy przekazać jak najwięcej informacji na temat samopomocy, ewentualnie o zaopatrzeniu w wodę i żywność. Kiedy już przez wszystkie stacje przetoczą się dyskusje i podsumowania rozmiarów katastrofy, zaczną narastać oskarżenia i krytyka. Kryje się w tym dla rządu oraz dla wszystkich instytucji państwowych zarówno duże niebezpieczeństwo, jak i szansa. Pojawi się wiele pytań. Dlaczego nasze systemy były tak łatwe do zaatakowania? Jaką odpowiedzialność
ponoszą firmy energetyczne i z jakimi konsekwencjami muszą się liczyć? Dlaczego systemów awaryjnego zasilania było tak mało? Dlaczego łączność radiowa przeznaczona specjalnie dla instytucji państwowych wyzionęła ducha już po paru godzinach? Jak to możliwe, że zamachowcy mogli knuć swoje plany zupełnie niezauważeni? Jak mogło dojść do katastrof w elektrowniach jądrowych, które przecież zdały testy stresu?
Na ile rzeczywiście inteligentne są liczniki inteligentne i cała przyszła sieć inteligentna.
A przede wszystkim: na ile są bezpieczne? Dlaczego już dzisiaj w każdym niemieckim gospodarstwie domowym nowo budowanym lub odnawianym musi zostać zamontowany licznik inteligentny, podczas gdy dostawcy prądu nie mają obowiązku zagwarantowania, że są one zupełnie bezpieczne? Czy to jest odpowiednia podstawa do modernizacji sieci energetycznych?
– To na pewno jest temat do dyskusji – wtrąciła minister środowiska. – Ale nie możemy wylać dziecka z kąpielą. Dotychczasowy system został wyeliminowany. Nie oferuje on zatem większego bezpieczeństwa niż ewentualny przyszły. W gruncie rzeczy może być tylko lepiej, czyż nie?
– Nie jestem tu po to, aby zajmować w tej kwestii stanowisko – odparł spokojnie Rhess – lecz by przygotować wszystkich na spodziewane debaty. To będzie jedna z wielu.
Bruksela
Angström zauważyła, że śmieje się za głośno i za dużo, ale po piątej lampce wina było jej już wszystko jedno. Fleur van Kaal den, Chloé Terbanten, Lara Bondoni oraz Lauren Shannon i tak nie zwrócą na to uwagi, bo same wypiły jeszcze więcej. Wciąż bawiła je ta historia, jak to włoski dziennikarz próbował przez Bondo niego dostać się do Manzana i Shannon i w tym celu skłonił swoją stację nawet do wynajęcia prywatnego odrzutowca, który przywiózł ich do Brukseli.
***
Posłowie i podziękowanie
Blackout jest fikcją. Jednak podczas pracy nad manuskryptem rzeczywistość kilkakrotnie prześcignęła moją fantazję. I tak szkic książki z 2009 roku opierał się na manipulacji w systemach SCADA w elektrowniach. W tamtym momencie nawet w gremiach fachowców uważano taki scenariusz za mało realny lub wręcz za niedorzeczny – aż do odkrycia Stuxneta. Podobnie było z zagrożeniem, jakie rodzą awaryjne systemy chłodzenia w elektrowniach jądrowych – do katastrofy w Fukushimie.
Mam nadzieję, że rzeczywistość nie będzie już konkurować z moją wyobraźnią i poprzestanie na tych dwóch wydarzeniach.
Zbierając materiał do książki, korzystałem z wielu źródeł. Rozmawiałem z ekspertami, między innymi z branży energetycznej i informatycznej, a także z fachowcami od zapobiegania katastrofom. Na ogół osoby takie nie mają nic przeciwko wspomnieniu o nich w książce, ale nie w tym przypadku. Wprawdzie każdy chętnie dzielił się swoją wiedzą, nikt jednak nie chciał być wymieniony z nazwiska. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę informacje, jakich mi udzielili.
Niewyczerpaną skarbnicą wiedzy jest oczywiście internet. Niektóre z jego źródeł chciałbym podkreślić szczególnie:
Bez encyklopedii online w postaci Wikipedii i jej dziesiątków tysięcy autorów twórca takiej książki jak ta musiałby znacznie dłużej zbierać do niej materiały (uprzedzając ewentualne pytanie: tak, wspieram Wikipedię finansowo).
Tuż przed skończeniem manuskryptu w maju 2011 roku moje ustalenia znalazły potwierdzenie w raporcie Komisji ds. Edukacji, Badań i Oceny Skutków Rozwoju Techniki (komisja 18.), którego tytuł brzmiał: „Zagrożenie i podatność współczesnych społeczeństw” – na przykładzie długotrwałego i wielkopowierzchniowego wyłączenia prądu. Wyniki studium wykorzystałem w książce. Raport znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Republiki Federalnej Niemiec. Autorzy tego opracowania opublikowali swoje ustalenia także w Edition Sigma pod tytułem „Co dzieje się podczas blackoutu – skutki długotrwałego i wielkopowierzchniowego braku prądu”.
Inspiracji do scen rozgrywających się w szpitalu dostarczył mi wyróżniony Nagrodą Pulitzera artykuł Sheri Fink zamieszczony 25 sierpnia 2009 roku w „New York Timesie” poświęcony dramatycznym dniom w Memorial Medical Centre w Nowym Orleanie po huraganie Katrina z 2005 roku.
Opisując odbudowywanie sieci, oparłem się na artykule Freda Prillwitza i Manfreda Krügera z Instytutu Elektrycznej Techniki Energetycznej uniwersytetu w Rostocku.
Również wspomnienia moich dziadków i rodziców – wtedy jeszcze dzieci – z okresu głodu po drugiej wojnie światowej znalazły swoje miejsce w tej opowieści.
Przedstawiony scenariusz jest jednym z wielu możliwych. Nikt nie może przewidzieć, co może się zdarzyć w takiej sytuacji. Ponieważ nie chciałbym w żadnym razie dostarczyć nikomu wskazówek do przeprowadzenia ataku terrorystycznego, pewne wrażliwe detale techniczne pominąłem w ogóle lub je zmieniłem. Kierując się dramaturgią narracji, niektóre okoliczności i elementy opisałem w sposób uproszczony, na przykład centra dyspozycyjne sieci przeniosłem do siedzib przedsiębiorstw, wydłużyłem działanie łączności telefonicznej i internetowej podczas awarii i zmieniłem wiele innych detali technicznych. Tak więc niektóre odstępstwa od stanu realnego czy brak precyzji mają swe źródło w tym zamierzeniu formalnym lub też wynikają z moich błędów, za które przepraszam.
