fbpx

Książka

Matt Taibbi: Nienawiść sp. z o.o.

książka_Nienawiść sp. z o.o.

Nr 54 / (2) 2021

Czym różni się dziennikarz popierający republikanów od tego, który stawia na demokratów? Co łączy konserwatywną sieć FOX z uchodzącą za postępową MSNBC? I czy na pewno media powinny budować kapitał na wzajemnej niechęci? Przed Państwem gorzki i pełen ironii audyt wielkiej korporacji Nienawiść sp. z o.o.

Wydawnictwu Czarne dziękujemy za udostępnienie do publikacji fragmentu książki „Nienawiść sp. z o.o.”. Zachęcamy do lektury książki.

Wyłączcie to

Herman i Chomsky wskazali w „Manufacturing Consent” pięć filtrów, przez które, jak twierdzili, działają mass media. Były to: własność, reklama, źródła, flak oraz religia organizująca.

W skrócie ich koncepcja jest następująca: media informacyjne to synteza zainteresowań elit. Muszą służyć interesom właścicieli mediów, przynosząc zyski lub dodając prestiżu większej intratnej sieci. Muszą też współgrać z wartościami reklamodawców, wzmacniać więzi łączące główne agencje informacyjne z wysoko postawionymi źródłami rządowymi i służyć celom propagandowym tychże źródeł, często poprzez nastawianie ludności przeciwko wspólnemu wrogowi.

Fundamentalnie newsy nadal pracują na rzecz interesów elit. Wciąż działa też większość filtrów. Model uległ jednak zakłóceniu pod jednym kluczowym względem. Jak zauważa Chomsky, szlag trafił ideę antykomunizmu jako religii organizującej.

Testowaliśmy innych wspólnych wrogów. Przez jakiś czas dobrze spisywali się terroryści islamscy. Czasami trochę czasu antenowego w tej roli zgarnie jakiś dyktator pokroju Slobodana Miloševicia. Ostatnio jako czarny charakter powróciła Rosja, choć już bez socjalistycznego sztafażu.

Wszyscy ci przeciwnicy znajdują się zbyt daleko jak na potrzeby krajowych widowni. Dlatego właśnie największa zmiana w modelu Chomskiego to odkrycie przez nowoczesne media zdecydowanie lepszego „wspólnego wroga”: jednych przeciwko drugim. Tak długo, jak pozostajemy zapiekle podzielonym państwem dwupartyjnym, telewizjom nie zabraknie czarnych charakterów. Kogo nienawidzimy? To zależy, który kanał oglądamy.

Związek Radziecki rozczarował nas wszystkich, kiedy rozleciał się przygnieciony przez własnych socjopatycznych przywódców i wszechogarniającą korupcję, przez co i on sam, i światowy komunizm wypadły z roli wiarygodnych przeciwników.

Podziały w naszych mediach po części chronią nas przed dostrzeganiem, że w naszym imperium nasilają się podobne pęknięcia.

Niegdyś, żeby odwracać uwagę widzów od rozległych problemów z naszymi instytucjami, wystarczały newsy o kotach na drzewach, Dynastia i fajne klipy na MTV.

Teraz ludzie walczą o przetrwanie, zaufania do instytucji nie mają za grosz, więc żeby nie patrzyli na to, jak bardzo już to wszystko przegniło, trzeba im rzucać jak najbardziej podkręcone piłki z arsenału propagandy. Nie możemy pozwolić, by choć przez chwilę przestali nas obserwować, bo dowody niekompetencji i skorumpowania polityków są wszędzie i nie da się ich podważyć.

Dla większości obywateli, niebiałych, a także białych, służba zdrowia to katastrofa. Mamy całe okręgi wyborcze do Kongresu, w których brak choćby jednej porodówki. Opowieści o rodzicach zmuszonych jechać pełnym gazem ponad sto pięćdziesiąt kilometrów, żeby ktoś przyjął poród ich dziecka, to już nic niezwykłego.

Doskwierają nam ogromna i narastająca nierówność dochodów i wyroków w sprawach kryminalnych, totalny brak stabilności zawodowej u większości obywateli, rozpad infrastruktury (potęgowany przez niewiarygodną niewydolność i marnotrawstwo władz), epidemia praktyk monopolistycznych i szukania najtańszych lokalizacji wśród największych korporacji, jak też zagrożenia dla środowiska z niemal każdej możliwej strony, od przełowionych oceanów po toksyczne plastikowe śmietnisko unoszące się na Pacyfiku, dwukrotnie większe od Teksasu.

Zarówno te problemy, jak i setka innych dotyczą całej ludności świata, a nie tylko Partii Republikańskiej czy Demokratycznej w USA.

Rozwiązanie ich byłoby dla naszych przywódców ciężkim zadaniem. Znacznie łatwiej jest grać na zwłokę, zaprzątając uwagę społeczeństwa prowincjonalnymi czy wewnątrzkrajowymi sporami.

Żeby było jeszcze lepiej, ta strategia przynosi mediom nadzwyczajne zyski. W roku 2018 niemal wszystkie wielkie spółki z tej branży tłukły ciężki szmal pomimo wyraźnych spadków w jakości dziennikarstwa (a może dzięki nim). W drugim kwartale „New York Times” odnotował dwadzieścia cztery miliony dolarów zysku, co – jak powie wam każdy, kto pracuje w gazetach – jest dobrym wynikiem jak na, no cóż, gazetę.

CBS w trzecim kwartale miała 1,24 miliarda dolarów zysku, nawet po tym, jak prezes Les Moonves (ten sam, który narobił kłopotów, przyznając, że Trump Ameryce szkodzi, ale świetnie robi na wynik finansowy) musiał złożyć rezygnację wskutek skandalu związanego z #MeToo. Pod koniec roku 2018 MSNBC wyskoczyła na pierwsze miejsce w ratingach, po raz pierwszy od osiemnastu lat wyprzedzając Fox, choć ta ostatnia w kablówkach zarobiła rekordowe 1,51 miliarda.

Ta strategia jest jedyną, jaka jeszcze mediom pozostała, która gwarantuje zarobki i służy właściwym celom politycznym. By zadowolić wszystkich na górze, którzy mają w tej sprawie coś do powiedzenia – od reklamodawców, przez dystrybutorów internetu i polityków napędzających newsy, po sponsorów kampanii – niemożliwe jest inne rozwiązanie. Tylko najbardziej zajadła wojna domowa w stylu reality show może sprawić, że Amerykanie nie oderwą wzroku od ekranów, by spojrzeć wprost na swoje problemy.

Ten chwyt to odwrócenie obserwacji Chomskiego. O ile kiedyś fabrykowaliśmy zgodę społeczeństwa na wszystko, od wojny w Wietnamie, przez bombardowanie Kosowa, po okupację Iraku, o tyle obecnie wytwarzamy niezgodę. Tylko tak możemy zapobiec rewolcie ludowej.

Tego nie da się ciągnąć dalej. Jak widzieliśmy przy wyborze Trumpa i w kampanii Berniego Sandersa (oraz w nieprzeliczonych ruchach protestu na całym świecie, od Katalonii po żółte kamizelki), wyborcy nie są jednak kompletnymi idiotami. Mają dość wiedzy, by czuć wściekłość. Komercyjne media newsowe gorączkowo usiłowały wyciągać kolejne czerwone peleryny, bylebyśmy tylko dalej ślepo szarżowali naprzód, ale zapas tych sztuczek jednak im się kończy.

Trudno będzie ukrywać dłużej ewidentny fakt, że zaprzestanie oglądania wiadomości powoduje u większości ludzi natychmiastową zmianę na lepsze. Jeśli chcecie czuć się szczęśliwsi, żyć na świecie, w którym problemów może być mnóstwo, ale przynajmniej jest on miejscem jaśniejszym, gdzie ludzie zachowują się wobec siebie bardziej przyzwoicie, są bardziej gotowi współpracować i okazywać sobie uprzejmość – po prostu wyłączcie telewizor.

Jeśli już ktoś musi być konsumentem wiadomości, proszę pamiętać o wszystkich presjach, które wymieniłem w tej książce. Proszę nie zapominać o złożonych aspektach ekonomicznych każdego kliknięcia w link do artykułu czy włączenia telewizora.

Od chwili, w której kierujecie oczy na ekran, któraś firma sprzedaje wam produkt konsumpcyjny, za który płacicie otwarciem się na reklamę czy też opłatami subskrypcyjnymi. Równocześnie inna spółka sprzedaje was osobnej grupie nabywców. Jednym produktem jest wasza uwaga, innym – wasze zachowania podczas surfowania w sieci i tak dalej.

Wobec tych wszystkich transakcji same newsy, informacje, wokół których to się kręci, stają się właściwie nieistotne. Liczy się tylko to, ile czasu im poświęcacie. To dlatego zawsze powinniście podejrzliwie traktować zawiadomienia o sytuacjach nadzwyczajnych, ba, każdego, kto każe wam przejmować się sprawami, na które nie możecie wpłynąć.

Wspomnijcie, jak Walter Cronkite kazał wam olać epokę lodowcową i z uśmiechem pożegnał się z wami do kolejnego wydania wiadomości.

A potem pomyślcie o tym, jak Rachel Maddow zaraz po 1 stycznia 2019 roku, w środku fali mrozów, która skuła cały kraj, rzuciła hipotezę, że Rosjanie w każdej chwili mogą wyłączyć nam wszystkim ogrzewanie. Ta makkartystowska kampania siania strachu została natychmiast przyklepana przez agendę władz USA zajmującą się weryfikacją faktów, Polygraph [Wykrywacz kłamstw], wydział Radia Wolna Europa / Radia Swoboda. Był to klasyczny przykład tego, jak interesy polityczne i komercyjne potrafią się bezproblemowo zgrać.

Żaden rodzic kładący się spać po tym, jak sprawdził zawinięte w kołdry pociechy, nie może pozwolić sobie na beztroskę wobec perspektywy odcięcia ogrzewania – i to nie tylko u niego w domu, ale i w całym regionie! Co byście zrobili, gdyby zabrakło ciepłych miejsc, do których moglibyście zabrać swoje dzieci? Starych rodziców?

Takie newsy wymagają, byście zachowali je w głowach jeszcze po zakończeniu programu informacyjnego. To przeciwieństwo koleżeńskiego „Do zobaczenia jutro” Cronkite’a. To lęk, odraza i niepokojące oburzenie, które każą wam nieustannie żywić, i to pod pretekstem patriotyzmu.

To zagrania zdradzające desperację, brak dobrych kart na ręce. Widzieliśmy to już wcześniej. Gdy George W. Bush chciał najechać Irak, jego Biały Dom musiał posunąć się w straszeniu społeczeństwa amerykańskiego tak daleko, że wspominanie tego budzi szczery śmiech.

Nawet darzony szerokim zaufaniem Colin Powell został zmuszony do przytakiwania Bushowi, że owszem, Saddam Husajn miał drony, które „gdyby je tu dowieźć”, mogłyby zostać użyte do rozpylania trucizn lub „czynników biologicznych” w sercu USA. Jak właściwie Saddam miałby dokonać tego transportu? Lotniskowców przecież nie miał. A my relacjonowaliśmy to jak poważne newsy. Tyle że oni tak naprawdę nie martwili się irackimi dronami. Bali się, że jeśli ludzie nie będą wystarczająco przerażeni, nie poprą tej wojny!

Była to tylko chwilowa mania rozpętana w ściśle określonym celu – skłonienia społeczeństwa do a) poparcia bezsensownego najazdu i b) ułatwienia Partii Republikańskiej zwycięstwa w paru wyborach, począwszy od tych do Kongresu w roku 2002, w połowie kadencji.

Ten obecny obłęd jest znacznie bardziej nasilony, dotyczy obu partii i nie widać jego końca. Obmyślono go nie jako chwilowe zaślepiające zapamiętanie. Mówią wam, że nie możecie wyprzeć tej paniki z waszego życia, bo w przeciwnym razie…

W przeciwnym razie co? Tego nie precyzujemy z bardzo ważnego powodu.

Spośród wszystkich tabu i oszustw w mediach o tym kłamiemy najczęściej. To, o czym najbardziej nie chcielibyśmy debatować, wiąże się właśnie z tym pytaniem: co się stanie, jeśli przestaniecie śledzić wiadomości.

A odpowiedź na nie brzmi: nic, oczywiście. Mało, że moglibyście bez nas żyć – nawet powinniście, przynajmniej przez większość czasu.

I tak to wygląda.

Książka_Nienawiść sp. z o.o.
Nienawiść sp. z o.o. fot. Wydawnictwo Czarne

Matt Taibbi, Nienawiść sp. z o.o. Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem, Wydawnictwo Czarne, 2020

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 54 / (2) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.