fbpx

Rozmowa

Nie skupiam się tylko na jadłospisie i wyliczaniu kalorii

fot. Steve Buissinne z Pixabay

Z dietetykiem klinicznym, Joanną Bałys-Wawro, rozmawiamy o przełamywaniu stereotypów w żywieniu, sześciu magicznych pigułkach, konieczności samodzielnego dbania o własne zdrowie i historii jej wpisu na Facebooku.

Małgorzata Jankowska: Opublikowała Pani na Facebooku pewien wpis. Czego on dotyczył?

Joanna Bałys-Wawro: Dotyczył tak naprawdę lęku. Choć przez niektórych był zinterpretowany jako swego rodzaju recepta na zdrowie – też dobrze, bo wielu osobom otworzyło to oczy, pozwoliło popatrzeć szerzej na kwestię zdrowia, a nie tylko jednotorowo tak jak ukierunkowują to media głównego nurtu. O to w sumie chodziło.

Dlaczego zamieściła Pani wpis tej treści?

Próbowałam przede wszystkim znaleźć argumenty i wytłumaczyć sobie zachowania osób w otoczeniu. To było około pół roku po ogłoszeniu stanu epidemii / pandemii (?) w Polsce. W momencie, w którym już można było zweryfikować rzeczywistość. Te sześć miesięcy to też wystarczająca ilość czasu, w którym można było już bardzo dużo zrobić i zmienić w swoim stylu życia, aby zadbać o zdrowie. Wciąż obserwowałam osoby zastraszone, nieracjonalnie postępujące, przyjmujące do siebie tylko najgorsze treści i nakazy. Nie rozumiałam, dlaczego tak ślepo w to brną, zgadzają się z tym i nic nie robią dla siebie jako jednostki.

Czym się Pani konkretnie zajmuje jako dietetyk kliniczny?

Wbrew pozorom nie odchudzaniem ludzi, jak się to powszechnie uważa.

Zajmuję się wspieraniem powrotu do zdrowia osób chorych poprzez zmianę stylu życia, głównie sposobu żywienia. Dietetyk kliniczny, który holistycznie podchodzi do zdrowia, nie skupia się tylko na ułożeniu jadłospisu i wyliczeniu kalorii, ale bierze pod uwagę inne aspekty zdrowia takie jak: sen, psychika, nawyki, infekcje przewlekłe (które są notorycznie bagatelizowane przez lekarzy), aktywność fizyczna.

Zaintrygowało nas to, co stało się później. Podobno wpis zyskał popularność, a nawet niektórzy przypisywali sobie jego autorstwo. Jaka była skala upowszechnienia się treści wpisu i „zmian autorów?” I jak Pani to odebrała?

Tak, to co się wydarzyło przez te półtora roku od publikacji, kiedy post rozsiał się po całym Internecie, mnie również zaskoczyło. Udostępnianie i cytowanie jak najbardziej jest w porządku i cieszy mnie, kiedy ktoś w taki sposób wyróżnia mój tekst. Niestety zdarzało się również, że ludzie kopiowali tekst i podpisywali się swoim nazwiskiem – to zwykły plagiat i kradzież wartości intelektualnej.

Szczytem bezczelności było jednak to, kiedy ostatnio ktoś dopisał kilka zdań do mojego tekstu, zmieniając zupełnie jego wydźwięk i taka wersja kolejny raz falą rozniosła się po Internecie. Były to kolejne setki tysięcy udostępnień, tym razem już podpisane przez przeróżne osoby. W takiej sytuacji pozostaje droga sądowa, bo plagiat w Polsce jest karalny.

Powiedzmy nieco więcej o kilku wybranych wątkach z Pani wpisu. Zacznijmy od witaminy D3 i jej roli. Naprawdę nie możemy osiągnąć jej wymaganego poziomu w organizmie? To smutna perspektywa.

Niestety z powodu naszego stylu życia – w godzinach od 11:00 do 15:00, kiedy ta witamina mogłaby być syntetyzowana przez skórę w naszym organizmie, jesteśmy po prostu zamknięci w pomieszczeniach, szkołach, biurach – to jest niemożliwe. Skutecznie blokujemy sobie też syntezę D3, stosując kremy z filtrami przy każdej możliwej okazji. Mimo tego jak dużo mówi się o tym, że tak naprawdę każda komórka naszego ciała potrzebuje tej witaminy, nadal populacyjnie mamy jej niedobory i skutki w postaci m.in. chorób cywilizacyjnych.

„Serek wiejski i bułeczka to najgorszy (prozapalny) posiłek, jaki możesz zafundować swoim jelitom” – ale czy tak właśnie nie wyglądają często nasze śniadania? Dlaczego to jest szkodliwe zestawienie? Co zrobić?

Czasem wyglądają jeszcze gorzej i jest to mleko z chrupkami. Niestety nadal niewiele osób ma świadomość, że pszenica i mleko (oraz wszystkie produkty z nich wytworzone) nie niosą dla nas absolutnie żadnych wartości zdrowotnych. Są one problemem samym w sobie, a ich połączenie dodatkowo go potęguje. Nasze jelita i układ pokarmowy nie radzą sobie z glutenem (w takiej ilości jak jest powszechnie zjadany), kazeiną oraz laktozą. Nie mamy po prostu do tego enzymów, natura nie chciała, żeby one były naszym pożywieniem. Szczegółowo opowiadam o tym w filmie na moim kanale.

Zatem jak najkorzystniej żywieniowo zacząć dzień? Proszę podać chociaż ogólne kategorie produktów, po które warto sięgnąć rano?

Dzień warto rozpocząć od szklanki ciepłej wody – to podstawa. Śniadanie bogate w białko, naturalne tłuszcze i warzywa na pewno da nam energię na długo i wesprze nasz mózg. Po jajecznicy na maśle z awokado i bukietem świeżych warzyw na pewno efektywność naszej pracy będzie większa niż przeciętnie. Proszę spróbować i się przekonać.

Dlaczego olej kujawski to – Pani zdaniem – badziewie? Czym go zastąpić?

Nie chcę tutaj piętnować tylko jednej marki, bo tak naprawdę każdy olej roślinny rafinowany (oczyszczony), w plastikowej butelce jest trucizną. Po pierwsze są to tłuszcze częściowo utlenione, po prostu zjełczałe (światło słoneczne, okres przydatności do spożycia). Po drugie opakowanie – plastik reaguje z tłuszczem, po prostu go rozpuszcza i taki mikroplastik po spożyciu pozostaje w naszym ciele. Po trzecie jest ogromny problem z zanieczyszczeniem rzepaku pestycydami, które my razem z olejem spożywamy. Mówiąc wprost, skutki tego wszystkiego widzimy po prostu na przepełnionych oddziałach onkologii. Używając takich olejów, dostarczamy sobie toksyczną mieszankę trujących tłuszczy, plastiku i glifosatu.

Powinniśmy stosować tłuszcze tłoczone na zimno, świeże, nierafinowane, z krótką datą ważności (zwykle trzy miesiące), w butelkach szklanych, ciemnych – bez dostępu do światła.

A wpływ glifosatu na nasz organizm. Jak on wygląda?

Tak jak wspomniałam powyżej, bardzo często kończy się rakiem, ale nie tylko.

Glifosat zaburza szlak szikimowy, nie tyle w naszym organizmie, bo u nas on nie występuje, ale u naszych bakterii jelitowych, powodując brak możliwości ich rozwoju.

Rola mikrobiomu, jego działanie ochronne to ponad 80% sił odpornościowych naszego organizmu. Łączymy kropki i mamy odpowiedź, dlaczego tak wiele osób boryka się z problemami zdrowotnymi.

Przybliży Pani nieco skutki wpływu negatywnych emocji na nas?

Każdy psycholog zwróci teraz uwagę, że nie ma pozytywnych i negatywnych emocji. Wszystkie są potrzebne i nie można ich kategoryzować. Celowo tak to uprościłam, aby zwrócić uwagę, że jeśli skupiasz się w swoim życiu na złości, żalu i negatywach, a nie doceniasz wszelkiego dobra na co dzień, to przyciągasz do siebie to zło. Zwykle ludzie, którzy są z góry nastawieni negatywnie, mają w życiu pod górkę.

Długo hodowane złość i żal będą się odbijać również bezpośrednio na naszym zdrowiu, na pracy hormonów, enzymów, narządów i ot – kolejna cegiełka do budowania choroby, a nie zdrowia.

Intrygujące jest również zagadnienie szkodliwości niebieskiego światła z ekranów TV, smartfonów itp. Czemu to zainteresowało dietetyka klinicznego i skąd czerpie Pani wiedzę na ten temat?

Wpływ niebieskiego światła na zdrowie człowieka odbija się głównie w pracy układu hormonalnego, odpornościowego i nerwowego, dlatego to też jest temat dla dietetyka, który podchodzi holistycznie do zdrowia. Biohacking to cały nurt zajmujący się właśnie możliwością modyfikacji różnych czynników, nie tylko dietetycznych, w celu poprawy zdrowia.

Słyszałam określenie, że jelita to jakby drugi mózg człowieka. Czy jest ono słuszne i jak wyjaśnić to zjawisko?

Prawda jest taka, że zanim nasz mózg cokolwiek pomyśli i zadziała, to najpierw musimy go nakarmić, więc logiczne jest, że myślimy tak, jak karmimy nasz mózg. Błędem jest myśleć, że nasz mózg potrzebuje tylko glukozy do działania. Jeśli zabraknie jakiegoś składnika, który potrzebny jest do konkretnych procesów, mamy zachowania, jakie mamy. Oczywiście tutaj ogromną rolę odgrywa nasz mikrobiom, który te wszystkie składniki przetwarza, przetrawia i pomaga wchłonąć.

Jakich zaleceń, ogólnych wskazówek, dzięki którym powinniśmy podążać ku dobremu zdrowiu, mogłaby Pani nam udzielić?

Należałoby zacząć od tego, aby w końcu uświadomić sobie, że Twoje indywidualne zdrowie jest TYLKO Twoją sprawą i to TOBIE ma zależeć najbardziej na tym, żeby być zdrowym. Nie można powierzać odpowiedzialności za własne zdrowie komuś obcemu. Ktoś nam może dać wskazówki, podpowiedzieć, ale sami podejmujemy decyzję o sobie i sami ponosimy jej konsekwencje. Bez tego żadne działanie nie ma sensu. Sama konsultacja z dietetykiem nie sprawi, że nagle poczujesz się lepiej, bo największą pracę masz do wykonania sam. Naciski różnych stron na inne działania i ich ślepe, przymusowe podejmowanie też nie sprawi, że będziesz zawsze zdrowy i niezniszczalny.

Z darmowych, najlepszych sześciu magicznych pigułek na zdrowie jakoś tak najmniej chcemy korzystać, a są to: woda, zdrowa dieta, aktywność fizyczna, słońce, kontakt z naturą i sen.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 122 / (18) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Zdrowie

Być może zainteresują Cię również: