fbpx
Jesteś społecznikiem? Wykorzystaj prawo. Bezpłatne szkolenie

Nieodpłatna praca w domu – kilka refleksji na marginesie badań jakościowych przeprowadzonych w ramach projektu Instytutu Spraw Obywatelskich (INSPRO) z Łodzi

Z dniem 1 czerwca 2011 r. ruszyła nowa edycja programu Fundacji Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) z Łodzi „Pracujemy w domu”. Realizowany jest projekt „Zrobione, Docenione, Wiele Warte – projekt na rzecz likwidowania przyczyn zróżnicowań społecznych i ekonomicznych wynikających z niedoceniania nieodpłatnej pracy domowej”. Konkluzje Doktor Ewy Pogorzały po badaniach przeprowadzonych w ramach projektu Instytutu Spraw Obywatelskich.

Projekt jest dofinansowany ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Głównym celem podejmowanych działań jest docenienie nieodpłatnej pracy w domu i uzyskanie prawnej gwarancji zabezpieczeń socjalnych dla osób w tę pracę zaangażowanych. W ramach projektu prowadzona jest kampania informacyjno – promocyjna na rzecz docenienia pracy domowej kobiet oraz badania jakościowe, polegające na przeprowadzeniu wywiadów z osobami pracującymi w domu. Wywiady te zostaną następnie spisane, a na ich podstawie zostanie opracowany raport o nieodpłatnej pracy domowej[1] .Autorka niniejszego tekstu miała możliwość uczestnictwa w tym badaniu w charakterze osoby przeprowadzającej wywiady z respondentkami. Zdecydowana większość osób zaangażowanych w opiekę nad dziećmi i osobami zależnymi to kobiety. Ze względu na uwarunkowania kulturowe czynności związane z opieką zrzucane są na kobiety. Wskazać należy również na zjawisko typizacji płciowej, czyli przekonanie, że kobiety są „naturalnie” przygotowane do opieki np. nad osobami zależnymi, co ma również swoją konsekwencję w genderowej segmentacji rynku pracy oraz feminizacji opieki. Tak, więc głównie do kobiet zostało skierowane badanie, aczkolwiek poszukiwani byli również mężczyźni zajmujący się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Niestety bardzo trudno było dotrzeć do takich respondentów, a tym bardziej uzyskać ich zgodę na udział w badaniu.Jakie wnioski płyną z przeprowadzonych badań i szerzej z obserwacji rzeczywistości? Po pierwsze w potocznym języku absolutnie nie mówi się o pracy w domu. „Siedzi w domu” – to najczęściej używane sformułowanie w stosunku do kobiet, które zrezygnowały z aktywności zawodowej na rzecz wychowywania dzieci, albo też nigdy nie podjęły pracy zawodowej. Oczywiście w sensie semantycznym „siedzenie” z aktywnością nie ma wiele wspólnego, zaś aby opisać dominujący pogląd wielu na to, cóż robi ta kobieta „siedząca” w domu, wystarczy przywołać sceny z filmu „Komedia małżeńska”. Jakie główne refleksje płyną z badań, w których uczestniczyła autorka, przeprowadzając na początku lipca 10 wywiadów pogłębionych z mieszkankami Radomia[2] , w tym z jednym respondentem (ogółem w trakcie badania przeprowadzono około 50 wywiadów pogłębionych w różnych miastach Polski)? „Harówa”, „syzyfowa praca”, „głupiego robota”, „darmowa usługa”, „zjedzona praca” – takich określeń respondentki używają na określenie czynności, które wykonują na co dzień w domu. Zasadniczo w języku potocznym nie określa się tych czynności mianem pracy. Szczególnie niepokoi sytuacja społeczno – ekonomiczna i perspektywy kobiet z grupy 50+, które po okresie wychowywania dzieci próbowały w trudnych latach 90. wracać na rynek pracy. Wówczas bardzo często z względu na realia rynkowe, pozostawały w domu, nie mogąc znaleźć pracy i zajmowały się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Przypomnijmy również falę likwidacji przedszkoli na początku lat 90. Obecnie – mimo poprawy sytuacji społeczno – ekonomicznej w kraju, bardzo często ze względu na wiek kobiety te są dyskryminowane przez pracodawców. Stają również bardzo często przed kolejnym dylematem – pomóc dzieciom w wychowywaniu wnuków – czy iść do „byle jakiej” pracy, za płacę minimalną, żeby jakość wypracować lata do emerytury. Szokuje przede wszystkim stopień pauperyzacji kobiet, które rozstały się z mężem, lub precyzyjniej – zostały przez męża porzucone.Przypomnijmy, bowiem, że w przypadku osób, które korzystały z urlopu wychowawczego, wlicza się go jako tzw. okres nieskładkowy, obecnie zaś składki naliczane są od tzw. najniższej krajowej. Jeśli do tego dodamy niższy wiek emerytalny kobiet, a więc mniej okresów składkowych, sytuację na rynku pracy – która nie zachęca do przedłużania aktywności zawodowej, niższe wynagrodzenie kobiet w stosunku do wynagrodzeń mężczyzn, to powoduje to, że kobiety przechodzące na emeryturę, mimo że całe życie de facto pracowały, mają emeryturę na przykład na poziomie 1/3 – 2/3 emerytury męża, który pracował poza domem[3] . Zdarzają się również sytuacje, że kobietom nie przysługuje prawo do emerytury, o czym niestety autorka mogła dowiedzieć się w trakcie przeprowadzania wywiadów.W Polsce perspektywa tzw. gender budgeting, czyli budżetowania pod kątem płci, jest stosunkowo mało znana. Do jej rozpropagowania przyczynia się m. in. polityka horyzontalna UE gender mainstreaming, będąca strategią włączania problematyki płci do głównego nurtu polityki. Ma ona na celu m. in. przeciwdziałanie występowaniu zjawisk związanych z dyskryminacją kobiet na rynku pracy, takich jak „szklany sufit”, „ruchome schody” czy „lepka podłoga”. W tym kontekście przywołać należy zapisy dyrektywy 2006/54/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 5 lipca 2006 r. w sprawie wprowadzenia w życie zasady równości szans oraz równego traktowania kobiet i mężczyzn w dziedzinie zatrudnienia i pracy[4] .Z kolei gender budgeting, czyli budżetowanie pod kątem płci, jest częścią polityki wyrównywania szans gender mainstreaming. Postuluje podział zasobów z uwzględnieniem perspektywy gender. Celem gender budgeting jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn w zakresie podziału zasobów. Z powodu, bowiem ciągle utrzymującego się, specyficznego dla płci podziału pracy znaczna część obowiązków przeniesionych do sfery prywatnej przypada w udziale kobietom, które wykonują ją, jako pracę nieodpłatną. Chodzi tu więc, o równomierny podział pieniędzy, czasu, pracy zarobkowej i nieodpłatnej. Postuluje się, aby obok „oficjalnej“ gospodarki monetarnej związanej z przepływem pieniądza, dochodami, pracą zarobkową, brać po uwagę także nieodpłatny osobisty wkład w wychowanie dzieci czy opiekę nad osobami zależnymi[5] .W państwach europejskich problematyka polityki społecznej, prorodzinnej – szczególnie w kontekście niżu demograficznego, starzenia się społeczeństw, ale także spójności społecznej – jest szeroko dyskutowanym obszarem. Wystarczy przywołać choćby kilka cytatów z tekstu Selmy James pt. Kobiety w zastępstwie opieki socjalnej. Co kryje idea wielkiego społeczeństwa” torysów[6] , aby zrozumieć wagę, ale przede wszystkim polityczność problemu. Zacytujmy zatem przynajmniej fragment: „Ważny krok naprzód polegał niegdyś na tym, że powszechny zasiłek rodzinny (obecnie dodatek na dzieci), wypłacany wszystkim matkom, uznawał matki za pracownice – kluczowe wytwórczynie rodzaju ludzkiego. Krótko po wywalczeniu prawa głosu dla kobiet, Eleanor Rathbone, feministka pochodząca z liverpoolskiej rodziny przeciwników niewolnictwa, podjęła niestrudzoną walkę o przyznanie matkom i dzieciom dochodu niezależnego od tego, ile zarabiali – lub nie zarabiali – mężczyźni. Miało to być wyrazem uznania dla potrzeb dzieci oraz pracy i finansowej autonomii ich opiekunek. Zasiłek rodzinny miałby służyć zmniejszeniu ogromnej niesprawiedliwości dotykającej matek pozostających bez grosza i w ten sposób <<wydziedziczonych>> ekonomicznie. Matki i dzieci, jakkolwiek pozbawione dochodu, stanowiły w końcu większość populacji”. Cóż, opinie usłyszane od respondentek, stanowiły niestety smutną egzemplifikację tych spostrzeżeń. Poraża, wręcz świadomość zależności ekonomicznej, z jednej strony od męża, ale z drugiej strony strach o bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny i własne, w sytuacji uzależnienia od jednego źródła dochodu. W sferze publicznej nie dostrzega się, faktu że osoby prowadzące gospodarstwa domowe, wychowujące dzieci, wypracowują kapitał społeczny, a sprawujące opiekę nad osobami zależnymi odciążają państwo w jego funkcji socjalnej i opiekuńczej, nieodpłatnie i będąc zdanymi na siebie same. W Polsce politycy nawołują do zwiększenia dzietności kobiet, nie dając nic w zam ian, a jedynie straszą, że „nie będzie, kto miał pracować na nasze emerytury”. Przemilcza się fakt, że problem płynności systemu repartycyjnego narasta również przez wydłużającą się długość życia, bo cóż osoby starsze, to dość liczny elektorat. Wypracowanie długofalowych rozwiązań odsuwa się w czasie, a koszty przerzuca się na kolejne pokolenie – przykład KRUS-u, zmiany w OFE, przejęcie środków z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Dodatkowo narasta problem opieki nad starzejącym się przecież społeczeństwem – czy politycy nie dostrzegają problemu, czy też mają nadzieję, że obowiązki te nieodpłatnie wezmą na siebie kobiety (w międzyczasie rodząc i wychowując dzieci, prowadząc dom i pracując zarobkowo, żeby mieć godną/i w ogóle emeryturę)?Podsumowując, z wypowiedzi respondentek wyraźnie jednak wyłania się występujący w społeczeństwie mizoginiczny stosunek do czynności wykonywanych w domu, utożsamianych z nieodpłatną pracą domową kobiet. Nieodpłatną, a więc gorszą. Czy bowiem prestiżu danego zawodu, danej pracy nie mierzy się wysokością zarobków? Lub też cytując słowa jednej z respondentek „niby emancypacja kobiet, ale nie dla wszystkich”.

  1. Więcej informacji o kampanii i badaniu na stronie: http://pracujemywdomu.pl/
  2. Autorka dziękuje Polskiej Giełdzie Pracy Sp. z o.o. w Radomiu, Biuro projektu: Arena możliwości, Wygraj przyszłość za pomoc i udostępnienie pomieszczenia do przeprowadzenia wywiadów.
  3. Porównaj W. Paruszewska, Nowy system emerytalny – pułapka finansowa dla kobiet [online], dostępny w Internecie: <http://temida.free.ngo.pl/parusz2.htm>. Patrz także: http://www.obliczanie-emerytury.pl/wysokosc_emerytury/kobiece_emerytury/kobiety_otrzymaja_nizsze_emerytury
  4. (wersja przeredagowana), Dz. Urz. UE L 204 z 26.07.2006.
  5. Więcej na ten temat: http://www.fit-for-gender.org/webseiten/polishversion/polindex.htm
  6. [online], 6 kwietnia 2011 r., [dostęp 7 lipca 2011 r.], dostępny w World Wide Web: <http://www.recyklingidei.pl/james_kobiety_w_zastepstwie_opieki_socjalnej

Dr Ewa Pogorzała – (ur. 1978 r.) posiada stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; absolwentka stacjonarnych studiów doktoranckich na Wydziale Politologii UMCS w Lublinie (2007); obecnie zatrudniona na stanowisku wykładowcy w Zakładzie Politologii w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. Szymona Szymonowica w Zamościu; ukończyła Akademię Działaczy i Trenerów Antydyskryminacyjnych (Kampania Przeciw Homofobii w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Inicjatyw Niezależnych Mikuszewo, styczeń – luty 2009 r.), Szkołę Gender Mainstreaming Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk (luty – czerwiec 2009 r.) oraz III edycję kursu akademickiego Queer Studies (luty – lipiec 2010, Kampania Przeciw Homofobii, Fundacja im. Róży Luksemburg w Polsce).

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie polis.edu.pl i został udostępniony za zgodą redakcji portalu.

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

Dom to praca

Być może zainteresują Cię również:

Lepszy transport
Tiry na tory

Tournée wystawy „Tiry na tory”

Właśnie wyruszyła w Polskę wystawa zdjęć i grafik wielkoformatowych, zrealizowana w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej „Tiry na tory”. Do końca sierpnia objedzie ona Głowno, Stryków, Mińsk Mazowiecki, Górę Kalwarię, Bełchatów, Kępno, Wieluń, Wrocław, Zieloną Górę i Szklarską Porębę.

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.