Rozmowa

Po co nam media obywatelskie

pracownicy w studio radiowym
Obraz Andrzej Rembowski z Pixabay

Z Urszulą Doliwą, profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, rozmawiamy o sukcesach mediów obywatelskich, jak je wzmocnić i o Centrum Monitoringu Internetowego Dziennikarstwa Obywatelskiego.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Media obywatelskie, korzyści społeczne).

Rafał Górski: Czym jest dziennikarstwo obywatelskie? Czy istnieje dziennikarstwo nieobywatelskie?

Urszula Doliwa: Moglibyśmy na ten temat całą godzinę dyskutować, bo jest to kwestia doboru odpowiednich nazw do pewnych zjawisk. Tutaj nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Z mojego punktu widzenia i z perspektywy badań, które prowadzę,

używamy tego określenia, żeby odróżnić dziennikarstwo głównego nurtu, które jest uprawiane przez zawodowych, profesjonalnych dziennikarzy, od tego nurtu oddolnego.

Dziennikarze obywatelscy to osoby, które nie są zatrudnione w redakcjach, zajmują się tym często po godzinach i z powodu wewnętrznej motywacji, żeby zrobić coś dobrego dla swoich lokalnych społeczności. Jest to dziennikarstwo niezorientowane na zysk, uprawiane przez osoby, które nie są profesjonalnymi dziennikarzami.

„Amerykanie, których uważa się za twórców i propagatorów idei dziennikarstwa obywatelskiego uważają, że jest ono najbardziej potrzebne, gdy społeczeństwo jest bierne i apatyczne. Jego głównym celem jest włączenie obywateli w życie społeczne. (…) Adaptując idee dziennikarstwa obywatelskiego do polskich warunków uważam, że obecnie jest nam ono potrzebne głownie do popularyzowania inicjatyw »oddolnych«, sygnalizowania problemów, jakie dotykają obywateli oraz edukowania społeczeństwa w zakresie gwarantowanych im przez państwo praw”, pisze Marta Kozakowska w tekście „Dziennikarz z naszych stron. Media obywatelskie”. Z kolei Piotr Frączak w artykule „Dziennikarstwo obywatelskie między prawdą a misją?” zauważa: „Najważniejszym elementem tego typu zaangażowanego pisania, jest uznanie konieczności aktywizacji społeczności, włączenia jej w dyskusję i działania na rzecz wspólnoty”.

Co Pani na to?

Dziennikarstwo obywatelskie to nie jest to samo co media obywatelskie. Można być dziennikarzem obywatelskim nawet kiedy nie działa się w ramach jakiegoś medium obywatelskiego.

Mnie szczególnie zajmuje dziennikarstwo obywatelskie uprawiane w oparciu o media obywatelskie, które stanowią dodatkową wartość w naszym systemie medialnym

– oferują przestrzeń do działania i współpracy dla ludzi, którzy są zainteresowani głównie sprawami lokalnymi, chcą o nich opowiadać, podejmować tematy, które nie są poruszane przez inne media. Często są takimi łącznikami między różnymi osobami, współpracują z organizacjami pozarządowymi. Ponadto, media obywatelskie są w dużej mierze oparte na wolontariacie. Osoby, które chcą zrobić coś dobrego dla innych kierują się motywacjami prospołecznymi w połączeniu z motywacjami osobistymi, tzn. niektórzy uważają, że mają coś ważnego do przekazania światu, chcą wykorzystać swój potencjał, być kreatywni i w ramach tych mediów obywatelskich mogą to robić, co również wynika z moich badań.

To, co jest wyjątkowe w mediach obywatelskich, to też fakt, że dają szansę zaistnieć tematom, osobom, które nie miałyby na to szansy w mediach głównego nurtu.

Często są to osoby marginalizowane, które dzięki mediom obywatelskim mają szansę się wypowiedzieć. Zaliczają się do nich osoby z różnych grup społecznych – na przykład imigrantów, kobiety, młodzież i osoby starsze. W mediach komercyjnych stawia się na konkretne grupy odbiorców. Te mniej atrakcyjne z punktu widzenia reklamodawców są pomijane. Media obywatelskie są miejscem, w którym mogą dyskutować o ważnych dla siebie sprawach i podejmować tematy, które są z różnych powodów albo niewystarczająco atrakcyjne, albo zbyt lokalne. Skala problemów, o których ludzie w ramach mediów obywatelskich opowiadają, jest na tyle niewielka, że trudno nimi zainteresować media ogólnopolskie czy media regionalne; więc to jest też miejsce, gdzie można o takich problemach porozmawiać i dać szansę na rozwiązanie pewnych problemów lokalnych, integrację lokalnych społeczności.

Z mojego punktu widzenia media obywatelskie są naprawdę wyjątkowe i pełnią bardzo ważną rolę w demokracji. Jürgen Habermas [niemiecki filozof, który stworzył teorię działania komunikacyjnego, według której racjonalna komunikacja oparta na argumentacji i dążeniu do porozumienia jest fundamentem demokracji – przyp. red.] mówił, że nie możemy mówić o prawdziwej demokracji, kiedy sprawy ważne dla obywateli nie są przez nich dyskutowane i powinniśmy stworzyć przestrzenie niezależne od sfer biznesowych i państwa, w których o tych ważnych sprawach można dyskutować. Właśnie media obywatelskie są takim miejscem. Sam Jürgen Habermas w swoich publikacjach wspominał zresztą o roli mediów obywatelskich jako ważnego elementu systemu demokratycznego.

Tygodnikowi Spraw Obywatelskich stuknęło w 2025 roku pięć lat. Naszym mottem są słowa Orwella „Jeśli wolność w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć”. Kiedy myślę o podejmowanych przez nas tematach, to uważam, że pasujemy do kategorii mediów obywatelskich. Piszemy np. o działaniach rad pracowników w zakładach pracy, o daniu obywatelom prawa do podpisu przez Internet przy zbieraniu 100 tysięcy podpisów pod projektami ustaw obywatelskich czy o genetycznie modyfikowanej żywności GMO.

Dlaczego tematy ważne dla milionów Polek i Polaków, nie znajdują swojego miejsca w mediach głównego nurtu, a w mediach obywatelskich tak?  

Ludzie poszukują w mediach głównie treści rozrywkowych i czasami im gorsze są te treści, tym większą publiczność gromadzą, i większe zainteresowanie. A w mediach komercyjnych chodzi o przynoszenie zysku, w związku z tym przedstawiciele tych mediów dokładnie badają potrzeby odbiorców i starają się na te potrzeby odpowiadać. Jeżeli odbiorcy potrzebują muzyki pop czy disco polo albo jakieś taniej rozrywki, to się im to oferuje.

Nieco inna jest koncepcja mediów publicznych, które miały niejako kształtować potrzeby, nie tylko na nie odpowiadać. To jest idea bardzo mocno związana z europejskim modelem mediów elektronicznych, który przez wiele lat opierał się na mediach publicznych, których zadaniem było nie tylko odpowiadanie na potrzeby odbiorców, ale też kształtowanie tych potrzeb, promowanie kultury, edukowanie i umacnianie postaw patriotycznych. Media publiczne, ze względu na skalę działania, rzadko interesują się jednak tym, co dzieje się w małych lokalnych i sublokalnych społecznościach. Jeżeli nałożymy na to inne problemy związane z funkcjonowaniem mediów publicznych, takie jak upolitycznienie czy spadające zainteresowanie nimi młodych odbiorców, to okazuje się, że nie ma takiego sektora mediów, który by wiele ważnych dla obywatela spraw poruszał, a jeżeli się to dzieje, to na zasadach narzuconych przez te media, a nie przez samych obywateli. To, co jest wielką zaletą mediów obywatelskich, to fakt, że są one często tworzone i zarządzane przez samych obywateli.

Z drugiej strony żyjemy w czasach, gdzie rzeczywiście treści mogą być bardzo zróżnicowane i docierać do różnych odbiorców. Są przecież osoby, które chcą o sprawach niszowych, lokalnych wiedzieć więcej i możemy im takie treści oferować między innymi w mediach obywatelskich.

Niestety nie są one w najlepszej kondycji. Wynika to z jednej strony z uwarunkowań organizacyjno-finansowych, z drugiej –  to jest wyraz słabości naszego społeczeństwa.

Z moich badań wynika, że tam, gdzie sektor mediów obywatelskich rzeczywiście rozwija się na szeroką skalę, nie jest to spowodowane wyłącznie działaniami państwa, lecz też samych obywateli. Bardzo mocna jest presja oddolna, żeby te media wzmocnić, zaoferować im wsparcie finansowe, możliwości rozwoju. W wyniku tej presji, często po wielu latach, państwa wprowadzały jakieś rozwiązania, żeby ułatwić obywatelom zakładanie mediów obywatelskich.

Jakie państwa ma Pani na myśli?

Na przykład w Wielkiej Brytanii walka o to, żeby wprowadzić trzeci sektor mediów elektronicznych do systemu medialnego trwała ponad dwadzieścia lat.

Jedną z postaci z nią związanych był profesor Peter Lewis – bardzo znana postać zaangażowana w promowanie rozwoju tak zwanych community media, czyli mediów obywatelskich. Dopiero po dwudziestu latach takiej oddolnej presji ze strony społeczeństwa obywatelskiego do systemu brytyjskiego udało się wprowadzić ustawę Community Radio Order i dzięki niej w kilka lat powstało dwieście stacji radia obywatelskiego. Office of Communications (OFCOM), czyli instytucja, która zajmuje się regulowaniem rynku audiowizualnego w Wielkiej Brytanii, w wielu raportach podkreślała, że wprowadzanie regulacji umożliwiających rozwój radia obywatelskiego w Wielkiej Brytanii to był jeden z największych sukcesów w zakresie kształtowania systemu medialnego w Wielkiej Brytanii.

Efekty przerosły nawet oczekiwania twórców tych regulacji, bo mimo niewielkiego dofinansowania dla tego sektora w bardzo krótkim czasie udało się uzyskać naprawdę spektakularne rezultaty. Wiodącym parametrem, na podstawie którego rozliczane są te stacje radia obywatelskiego w Wielkiej Brytanii, jest korzyść społeczna. Tak jak w Polsce stacje radiowe i telewizyjne składają do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji raporty na temat realizacji założeń koncesyjnych czy – w przypadku mediów publicznych – wypełnienia misji, tak tam trzeci sektor musi się spowiadać z tego, jaką korzyść społeczną osiągnęli członkowie społeczności, do których adresowany był program tych stacji w poprzednim roku.

Jakie korzyści te stacje wykazują?

Tych korzyści jest wiele i zależą od profilu stacji. Jedne są skierowane na sprawy kulturalne, inne na integrację lokalnych społeczności, a jeszcze inne chwalą się, że integrują różne mniejszości etniczne, kulturowe czy językowe.

Ciekawostką jest, że wielu Polaków chętnie korzysta z możliwości, które brytyjski system oferuje i tworzy audycje w języku polskim. Powstaje tutaj wielopoziomowa korzyść społeczna: oddawanie głosu grupom marginalizowanym; włączanie w dialog społeczny różnych nacji, które mieszkają na wyspach; integracja lokalnych społeczności, mówienie o ich problemach.

Byłam kiedyś w Sunderlandzie, w Wielkiej Brytanii i badałam działanie tamtejszej stacji obywatelskiej. Dużo uwagi poświęca się tam edukowaniu grup marginalizowanych, tak żeby mogły same robić audycje i mówić o swoich problemach. Taką grupą są np. kobiety, które zajmują się wychowaniem dzieci i ponieważ nie mają dla nich innej opieki, są niejako zamknięte w domach. Szkolenia są tak zaplanowane, by te kobiety mogły zabierać ze sobą dzieci, dla których jest zapewniona w tym czasie opieka.

W Polsce nie zbudowaliśmy jak dotąd takiej kultury działania mediów, żeby umożliwić ludziom szeroki dostęp do wszystkich dostępnych środków komunikowania.

Przypomniała mi Pani, że Tygodnik Spraw Obywatelskich, jako jedyne polskie medium, systematycznie porusza temat osób elektrowrażliwych, które mają gigantyczne wyzwania związane z elektrosmogiem. Jedna z naszych Czytelniczek napisała w liście do redakcji, jak trudno jest jej funkcjonować w społeczeństwie, w którym promieniowanie elektromagnetyczne jest na każdym kroku, a tematu nikt nie porusza. We Francji ta sprawa jest już w debacie publicznej.

Wracając do rozmowy o korzyściach: czy ma Pani przykłady mediów w Polsce, które dbają o tę korzyść społeczną? 

Odniosę się do ostatnich badań zrealizowanych w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Olsztynie. Stworzyliśmy katalog internetowych mediów obywatelskich Warmii i Mazur. Trafiły do niego zarówno większe media, jak i pojedyncze inicjatywy obywatelskie prowadzone w formie blogów czy podcastów. To właśnie przykłady mediów, które dbają o korzyść społeczną. Znajduje się tam również raport z badań, które przeprowadziliśmy.

Co dobrego mogą zrobić media obywatelskie? Mamy na przykład blogerów w Olsztynie, prowadzących blog Robimy podróże. Opowiadają o tym, jak podróżować z osobą niepełnosprawną, poruszającą się na wózku. Państwo Kowalewiczowie prowadzą go od wielu lat i stali się lokalnymi ekspertami w sprawach udostępniania przestrzeni publicznych osobom niepełnosprawnym. Zaproszono ich do debaty i na ich wniosek zmodernizowano plażę miejską w Olsztynie kupując wózki do kąpieli dla osób niepełnosprawnych. Niby mała rzecz, a jednak pokazuje, że działalność medialna może nadać obywatelom status ekspercki, który przydaje się do wprowadzenia korzystnych dla lokalnych społeczności rozwiązań.

Mamy również Marcina Bobińskiego, prowadzącego blog Olsztyńskie Tramwaje. Pewne proponowane przez niego rozwiązania zostały wprowadzone w życie przy uruchamianiu tramwajów w Olsztynie. Mamy znakomitą telewizję obywatelską w Ostródzie RzeczJasna TV – Internetowa Telewizja Społeczna, za której to sprawą bezdomni z Ostródy, którzy mieszkali w samochodzie, otrzymali mieszkanie komunalne. Są to małe rzeczy, które sprawiają, że życie ludzi w lokalnych społecznościach nabiera zupełnie nowej jakości.

Co powinno stać się w Polsce, by wzmocnić media obywatelskie?

Moim zdaniem dzisiaj należy działać dwutorowo. Jako badaczka mediów obywatelskich, od lat jestem zaangażowana w propagowanie idei wprowadzenia trzeciego sektora medialnego do naszej ustawy o radiofonii i telewizji. Pewną namiastkę już mamy w postaci statusu nadawcy społecznego [Status nadawcy społecznego może uzyskać stowarzyszenie lub fundacja w ramach realizacji celów statutowych, a także kościelna lub wyznaniowa osoba prawna kościoła lub związku wyznaniowego. Taki podmiot jest zwolniony z opłaty koncesyjnej, ale nie może nadawać reklam – przyp. red.], ale prawie nikt o tym nie wie i z tego nie korzysta. Zapisy te nie są przyjazne obywatelom, którzy chcieliby utworzyć taką stację w swojej lokalnej społeczności, a jedynymi poważnymi beneficjentami tych zapisów są stacje kościelne.

Nie mamy radia obywatelskiego czy telewizji obywatelskiej z prawdziwego zdarzenia w eterze, a jeżeli takie inicjatywy się pojawiają, to i tak działają w oparciu o komercyjne koncesje.

Przykładem są stacje studenckie. Nie działają dla zysku, a jednak są wtłoczone w ramy komercyjnego sektora.

Czemu w takim razie nie korzystają z rozwiązania, o którym Pani wspomniała?

Stacje studenckie formalnie nie mogą ubiegać się o status nadawcy społecznego, ponieważ jest to zarezerwowane dla fundacji, stowarzyszeń oraz podmiotów kościelnych. Osoba prawna, czyli uczelnia, która jest właścicielem koncesji, nie spełnia tych warunków formalnych.

Status nadawcy społecznego w Polsce jest też mało atrakcyjny. W innych krajach trzeci sektor mediów zazwyczaj otrzymuje choćby niewielkie dofinansowanie z funduszy przeznaczonych na media obywatelskie. W Polsce nie ma podobnych mechanizmów wsparcia. Dodatkowo nadawcy społeczni są całkowicie wykluczeni z rynku reklamowego.

Pojawia się więc pytanie: z czego miałby się utrzymywać nadawca społeczny?

Nawet stacje, które nie działają dla zysku, jak np. rozgłośnie studenckie, czy media prowadzone przez organizacje pozarządowe, często wybierają komercyjną koncesję. Dzięki niej mają możliwość niewielkiego finansowania się z rynku reklamowego. Bez tego nie miałyby żadnych realnych źródeł utrzymania, dlatego kwestia ta wymaga uregulowania. Ważne jest wspieranie mediów tworzących przestrzenie wspólne dla społeczności lokalnych, umożliwiających im rozmowę o ważnych sprawach i integrujących je wokół tematów istotnych dla życia codziennego.

Jednocześnie obecnie dużo mówi się o trudnej sytuacji mediów lokalnych – także komercyjnych, które często przynoszą straty i upadają.

W efekcie mamy rosnący deficyt informacji lokalnych, co stanowi problem zarówno dla państwa, jak i dla obywateli.

Dostęp do nich jest kluczowy dla funkcjonowania demokracji, ponieważ to one kształtują debatę publiczną na poziomie lokalnym. Wiele krajów wprowadza fundusze wsparcia mediów lokalnych, co jest rozwiązaniem wartym rozważenia także w Polsce.

Jednocześnie powinniśmy oderwać się od myślenia o mediach wyłącznie przez pryzmat platformy przekazu. Dziś nie ma już dużego znaczenia czy dana treść dociera do odbiorcy poprzez radio, telewizję, czy internet. Liczy się samo istnienie mediów i działalność dziennikarzy, zarówno obywatelskich, jak i komercyjnych w lokalnych społecznościach.

Co jest kluczowe w kontekście naszej kultury, woli politycznej i nastawienia decydentów do tej kwestii?

Prowadziłam ostatnio badania na temat procesu powstawania mediów obywatelskich w Polsce w latach 90. Już wtedy ich temat był dyskutowany. Szefem komisji, która miała przygotowywać założenia reformy radiofonii i telewizji był Karol Jakubowicz, zwolennik stworzenia przestrzeni do rozwoju mediów obywatelskich. Był to jeden z najbardziej znanych polskich medioznawców ostatnich dziesięcioleci.

Natomiast jego argumenty nie przebiły się na poziomie ustaleń sejmowych, we współpracy z politykami. Ostatecznie to politycy muszą przegłosować ustawy i zdecydować o ich kształcie. W pierwszej ustawie o radiofonii i telewizji nie znalazło się miejsce dla sektora mediów obywatelskich. Choć później wprowadzono kategorię „nadawcy społecznego” do Ustawy o radiofonii i telewizji, to te zapisy mają dużo wad i nie sprzyjają rozwojowi tego sektora mediów.

Uważam, że siły polityczne – zarówno partie prawicowe, lewicowe, jak i centrowe – nie są zainteresowane rozwojem trzeciego sektora medialnego, oddolnie tworzonego przez obywateli.

Powodem może być trudność w kontrolowaniu i wpływaniu na jego działania.

W przeciągu ostatnich lat powstało kilka projektów ustaw o radiofonii i telewizji. Przy każdej z tych inicjatyw podejmowałam starania, by uwzględnić media obywatelskie. Biuro Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji również dostrzegało potrzebę zmiany w tym obszarze i zorganizowało nawet publiczne konsultacje w tej sprawie.

Problem polegał na tym, że ja, jako medioznawca, byłam zainteresowana wprowadzeniem zmian, natomiast bardzo trudno było znaleźć osoby z tego środowiska, które aktywnie poparłyby działania i wykazały realne zainteresowanie wzmocnieniem sektora mediów obywatelskich. Bardzo dziękuję tym, którzy ze mną w tej kwestii współpracowali, ale tych partnerów do działania nie było zbyt wielu.

W Polsce świadomość roli mediów obywatelskich jest wciąż niewielka.

W wielu krajach funkcjonują rozwiązania wspierające ten sektor od lat, a u nas nadal nie są szeroko dyskutowane. Trudno jest popularyzować ten temat wśród polityków, którzy ostatecznie podejmują decyzje. Dopóki nie pojawi się silniejsza oddolna presja społeczna, trudno będzie o realne zmiany. Jednak obecny kryzys mediów lokalnych, zwiększa presję oddolną. Wiele z tych redakcji zdaje sobie sprawę, że jeżeli nie będą wywierać takiej presji, to prędzej czy później znikną z przestrzeni medialnej. To może stać się impulsem do podjęcia działań na rzecz wsparcia niezależnych mediów lokalnych, w tym też mediów obywatelskich.

Centrum Monitoringu Internetowego Dziennikarstwa Obywatelskiego – czym jest ta inicjatywa i w jakim celu została przez Państwa powołana? Jak można podjąć współpracę z Centrum?

Centrum Monitoringu Internetowego Dziennikarstwa Obywatelskiego jest próbą odpowiedzi na pytanie jak dziś działają media obywatelskie w sieci i co można zrobić, żeby wypromować ten sektor mediów tak, by stał się obiektem zainteresowania obywateli oraz instytucji. Jest to nasz autorski pomysł z Olsztyna.

W tym celu stworzyliśmy katalog oddolnych inicjatyw, o czym już wspominałam. Staramy się pokazywać działania mediów obywatelskich oraz ułatwić do nich dostęp. Działają na niewielką skalę i nie stać ich na profesjonalną promocję, a więc nawet jeżeli jest się mieszkańcem Warmii i Mazur, to można nie wiedzieć o istnieniu niektórych z nich.

Na stronie internetowej Centrum znajdują się wyszukiwarki tematyczne, a więc można znaleźć medium dopasowane do naszych potrzeb. To taki ukłon w stronę mediów obywatelskich działających w naszym najbliższym otoczeniu. Bardzo się cieszę, że projekt ten wraz ze mną realizują inni badacze z Katedry Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. To jest aż 10 osób: dr hab. Joanna Szydłowska, prof. UWM; dr hab. Maria Rółkowska; dr Marta Cichy; dr Dominika Myślak; dr Martyna Siudak; dr Magdalena Szydłowska; dr Marta Więckiewicz-Archacka; dr Magdalena Żmijkowska; dr Szymon Żyliński oraz dr inż. Adam Błaszczok.

Z naszych rozmów z twórcami mediów obywatelskich wynika, że już zauważenie czyjejś aktywności w lokalnej społeczności jest bardzo istotne dla twórców mediów obywatelskich.

Czują się wyróżnieni tym, że zostali skatalogowani. Zamierzamy w przyszłości zacieśnić współpracę z mediami obywatelskimi, bo wierzymy, że razem możemy osiągnąć więcej, czego już widzimy efekty. Zorganizowaliśmy już konferencje poświęcone mediom obywatelskim, prowadziliśmy debaty. Od lat jestem związana z organizacją Community Media Forum Europe, która zajmuje się promowaniem i reprezentowaniem mediów obywatelskich w Europie. Jak już wspomniałam, moim zdaniem presja oddolna jest zbyt słaba, by uzyskać pozytywny efekt. Wierzę jednak, że wspólne działania mogą przyczynić się do zmiany.

Jakiego ważnego pytania nikt Pani jeszcze nie zadał w temacie o którym rozmawiamy i jaka jest na nie odpowiedź?

Co możemy zrobić wspólnie dla poprawy sytuacji sektora mediów obywatelskich oraz jak możemy połączyć siły w tak ważnej sprawie? Mówiąc „my” mam na myśli sektor mediów obywatelskich, medioznawców, a także przedstawicieli instytucji państwowych, którzy mogliby być zainteresowani rozwiązaniem problemów, z jakimi nasz system medialny obecnie się boryka.

Z pewnością odpowiedzi jest wiele, a ja chętnie zaangażuję się we wspólne szukanie rozwiązań. Jest to temat do otwartej dyskusji, możliwe są różne ścieżki działania. Jednak dopóki nie połączymy sił, trudno będzie wdrożyć korzystne zmiany.

Dziękuję za rozmowę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 309 / (48) 2025

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura Obywatele decydują

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Obywatele decydują

Być może zainteresują Cię również:

Nowy Projekt

Obywatele decydują

Rozpoczynamy nowy projekt

Właśnie ruszyliśmy z nowym projektem „Obywatele decydują”, który poświęcony jest Obywatelskiej Inicjatywie Ustawodawczej (OIU). Projekt realizujemy w partnerstwie z Uniwersytetem Gdańskim – Katedra Prawa…