fbpx

Felieton

Pyffel komentuje: Tajwan, czyli równanie z (co najmniej) pięcioma niewiadomymi

Tajpej
Tajpej fot. Pexels z Pixabay

W ostatnich tygodniach oczy całego świata zwrócone są w stronę Cieśniny Tajwańskiej, która uznawana jest za jedno z największych potencjalnych źródeł zbrojnego konfliktu. A gdyby do niego doszło, bardzo prawdopodobny stałby się w nim udział dwóch, od jakiegoś czasu już otwarcie ze sobą rywalizujących supermocarstw, USA i Chin; warto sprawie przyjrzeć się bliżej.

Artykuł o Tajwanie i kwestiach związanych z wyspą można by złożyć z samych pytań. Wydaje mi się, że najważniejsze jest pięć z nich:

  1. Czy Kontynentowi (rozumianemu tutaj jako Chiny Kontynentalne – przyp. red.) uda się skutecznie izolować wyspę, czy może Tajwanowi uda się znacząco przełamać izolację Pekinu?
  2. Jak w sytuacji ewentualnego konfliktu zareaguje społeczeństwo wyspy lub pisząc wprost, w jakim stopniu Tajwańczycy będą umierać za utrzymanie status quo (i nie chodzi tu tylko o morale, ale o to, na jaki opór mieszkańców wyspy realnie stać)?
  3. Czy ostry polityczny podział Tajwanu mieści się w ramach zwyczajnych podziałów w demokracjach i jest taki sam, jak np. w Niemczech, Belgii, czy Norwegii, czy jednak w sytuacji niemożności obrony status quo, za którym różnie je interpretując, opowiada się większość mieszkańców wyspy, ostre podziały polityczne między dwoma obozami (zielonym i niebieskim) zaczną odgrywać istotną rolę i zostaną wykorzystane przez Pekin?
  4. Last but not least, czy Kontynent zdecyduje się na „ostateczne rozwiązanie”?
  5. A jeśli tak, to jak zachowają się wtedy Amerykanie?

Izolacja, czy jednak nie?

Jeszcze kilka miesięcy temu pytanie o izolację międzynarodową wyspy wydawało się łatwe. Republikę Chińską na Tajwanie uznawało zaledwie 18 krajów[1].

Jednak dynamika ostatnich tygodni wytworzyła sytuację, w której Tajpej zaczął rozluźniać uścisk Pekinu. Zaczęło się od niespodziewanej akcji Litwy, która placówkę, nazywaną zwyczajowo „biurem przedstawicielskim Tajpej” nazwała „biurem przedstawicielskim Tajwanu”, co spowodowało natychmiastową reakcję Pekinu i przejście do strategii „zabić kurczaka, by zobaczyły to małpy” (chińskie przysłowie wyrażające, że warto poświęcić jednostkę, by dać sygnał innym – przyp. red.), a więc wycofanie ambasadora z Wilna – i poproszenie o opuszczenie Pekinu przez ambasadora Litwy – oraz między innymi wstrzymanie pociągów towarowych z Chin nad Niemno.

Pod koniec sierpnia 2021 roku we wspólnym oświadczeniu parlamenty Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, a także parlamenty Irlandii, Republiki Czeskiej, Estonii, Łotwy, Litwy, Holandii, Szwecji i Ukrainy oraz Parlament Europejski wezwały „swoje rządy, Unię Europejską i innych sojuszników do udzielenia pełnego wsparcia Republice Litewskiej w określaniu polityki służącej interesom jej obywateli i szerszej społeczności międzynarodowej” i „potępiły naciski polityczne, dyplomatyczne i gospodarcze wywierane przez Chińską Republikę Ludową na Litwę”.

Później dość istotną, choć subtelną rolę odegrała Japonia, która po wyrażeniu przez Chiny woli przystąpienia do Partnerstwa Transpacyficznego (TPP – przyp. red.) zaproponowała członkostwo w tej organizacji również… Republice Chińskiej na Tajwanie, celowo wywołując (spodziewaną) wściekłość Pekinu.

Działania dyplomacji japońskiej pokazały innym, że w przypadku różnicy zdań z Pekinem używanie karty tajwańskiej będzie zawsze uderzeniem w czuły punkt.

Z sytuacji tej ochoczo i umiejętnie zaczął korzystać sam Tajwan, który chętnie „daje się używać” w rozgrywkach z Kontynentem, aby samemu rozluźniać międzynarodową izolację. Tym samym ostatnie tygodnie to już wysyp międzynarodowych inicjatyw z udziałem nieuznawanych i bojkotowanych przez Pekin władz wyspy: przylot do Tajpej francuskich senatorów, wizyta szefa tajwańskiej dyplomacji Josepha Wu na Słowacji, w Czechach i państwach bałtyckich, rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywająca Komisję do podpisania umowy inwestycyjnej z Tajwanem (ze względu na produkowane na wyspie półprzewodniki), wreszcie pierwsza w historii wizyta eurodeputowanych w Tajpej.

Jak zareagują Tajwańczycy?

Gra o izolację (lub wyrwanie się z niej) trwa w najlepsze i będzie trwała, dopóty Tajwan nie zostanie przyłączony do Kontynentu albo ogłosi niepodległość, a Kontynent to zaakceptuje.

Czy w najbliższych latach coś wyjaśni się w tej kwestii i stan chwiejnego status quo przejdzie do historii? Pełne emocji wypowiedzi tajwańskich polityków, z jednej strony uprawdopodobniają taki scenariusz, z drugiej mogą świadczyć o tym, iż będą próbowali zmobilizować tak opinię międzynarodową, jak i własne społeczeństwo. Na początku października szef tajwańskiej dyplomacji wystąpił w australijskiej telewizji ABC i stwierdził, że jego kraj liczy się z rychłym atakiem Chin na wyspę. Powiedział wprost, że jego kraj szykuje się do wojny i apeluje do Australii o pomoc.

W związku ze wzrostem napięcia Tajwan zamierza zwiększyć w ciągu pięciu lat budżet przeznaczany na wojsko o 9 mld USD, a prawie 65 proc. budżetu obronnego ma zostać przeznaczone na przeciwokrętowe pociski, w tym ponad 50 proc. na pociski Hsiung Feng, zdolne do niszczenia obiektów na wodzie i lądzie.

Reszta środków ma zostać przeznaczona na pociski ziemia-powietrze oraz inne rodzaje rakiet. Ponadto w trakcie debaty parlamentarnej potwierdzono istnienie rakiet Yun Feng, które mają mieć zasięg do 1500 km i być przeznaczone do ataków na cele naziemne w Chinach.

Przypadająca 10 października rocznica rozpoczęcia Rewolucji Xinhaiskiej – która doprowadziła do ustanowienia Republiki Chińskiej w 1911 roku – obchodzona była po obu stronach Cieśniny (na Tajwanie jako święto narodowe). W swym wystąpieniu prezydent Tsai Ing-wen powiedziała: „Liczymy na poprawę stosunków w Cieśninie (Tajwańskiej) i nie będziemy działać pochopnie, ale nikt nie powinien żywić złudzeń: Tajwańczycy nie ugną się pod naciskiem”.

Podkreśliła, że Tajwan będzie nadal wzmacniał swoją obronę, aby nikt nie mógł zmusić wyspy do zaakceptowania ścieżki, którą wyznaczyły Chiny, nie oferując ani wolności, ani demokracji.

W Pekinie z okazji rocznicy rozpoczęcia Rewolucji Xinhaiskiej przemawiał również przywódca Chin, Xi Jinping. Xi oświadczył wtedy, że „kwestia tajwańska to wyłącznie wewnętrzny problem Chin i żadna ingerencja z zewnątrz nie jest dopuszczalna”.

Władze Chin ostro skrytykowały przemówienie prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen z okazji 110. rocznicy Rewolucji Xinhaiskiej, twierdząc, że podżegało ono do konfrontacji i wypaczało fakty. Na początku października 2021 roku zabrał głos również minister obrony Tajwanu Chiu Kuo-cheng, który poinformował, że Chiny mają już możliwość przeprowadzenia ataku na Tajwan, a inwazja na pełną skalę będzie w zasięgu ChRL w 2025 roku. Wskazał również, że ostatnie liczne wtargnięcia chińskich samolotów wojskowych do strefy identyfikacji obrony powietrznej (ADIZ) Tajwanu sprawiają, że tajwańscy piloci są pod dużą presją.

Pomimo tych emocjonalnych wypowiedzi obraz tajwańskiego społeczeństwa wyłaniający się z badań opinii publicznej jest niejednoznaczny. Jedne sondaże mówią o tym, że około 80 proc. zdecydowałoby się bronić wyspy, inne z kolei, że ponad 50 proc. w ogóle nie wierzy w możliwość konfliktu w najbliższych pięciu latach.

Reakcja społeczeństwa tajwańskiego w godzinie prawdy (czyli ataku na wyspę) pozostaje więc niewiadomą. Z jednej strony deklaruje ono chęć walki, z drugiej nie wierzy w jej realność.

A co z Ameryką?

Joe Biden mówił na początku października, że on i Xi zgodzili się przestrzegać porozumienia dotyczącego wyspy. Prezydent USA wydaje się powtarzać politykę jednych Chin, którą uznaje ChRL, ale oczekuje pokojowego rozwiązania przyszłości Tajwanu.

Pomimo małego zamieszania, spowodowanego wypowiedziami prezydenta Joe Bidena, wygląda na to, że klaruje się stanowisko USA w sprawie wyspy. Dzięki zręcznej dyplomacji Tajpej – która cały czas podkreśla, że konflikt jest bliski, ale że wyspa liczy tylko na siebie i będzie walczyć do samego końca – teraz to USA sprawiają wrażenie bardziej zainteresowanego zademonstrowaniem, że nie „odpuszczą” w sprawie Tajwanu, niż sama wyspa wykazaniem, że tak w rzeczywistości będzie.

Klarowanie amerykańskiego stanowiska w tej sprawie zaczęło się od rautu CNN, na którym prezydent Joe Biden został zapytany dwukrotnie o to, czy Stany Zjednoczone będą bronić Tajwanu. Najpierw jeden z uczestników odniósł się do niedawnych doniesień dotyczących przetestowania przez Chiny najnowocześniejszego pocisku hipersonicznego i zapytał Bidena, czy mógłby „przysiąc, że będzie chronić Tajwan” i co zrobi, aby odpowiedzieć na rozwój militarny Chin. Prezydent odpowiedział: „Yes and Yes” i dodał, że nie ma potrzeby „martwić się o to, czy będą potężniejsi”, ponieważ „Chiny, Rosja i reszta świata wiedzą, że jesteśmy najpotężniejszą armią w historii świata”.

Następnie został po raz drugi zapytany przez prezentera CNN Andersona Coopera, czy Stany Zjednoczone staną w obronie Tajwanu w przypadku ataku ze strony Chin. Biden odpowiedział: „Tak, mamy do tego zobowiązanie”, co – według ekspertów – jest wyraźnym odejściem od długo utrzymywanego dotychczasowego stanowiska w polityce zagranicznej USA. Rzecznik Białego Domu dementował później deklarację szefa w rozmowie z niektórymi amerykańskim mediami, podkreślając, że wypowiedź prezydenta nie oznacza zmiany polityki USA dotyczącej Tajwanu: Stany Zjednoczone na mocy traktatu sojuszniczego z 1954 roku są zobowiązane do obrony Tajwanu w razie agresji innego kraju. Ale dotychczas celowo niejasno mówiły o tym, co faktycznie zrobiłyby, gdyby Chiny zaatakowały Tajwan, co eksperci określają jako „strategiczną niejednoznaczność”.

„Nikt nie chce, aby problemy po obu stronach cieśniny doprowadziły do wymiany ​​ciosów, a już na pewno nie prezydent Biden” – stwierdził sekretarz obrony USA Lloyd Austin.

Jednak późniejsze wypowiedzi przesłuchiwanego przez Senacką Komisję Spraw Zagranicznych Nicolasa Burnsa, który ma zostać ambasadorem USA w Pekinie, wskazywały na znacznie twardsze stanowisko. Mówił on wprost, iż „nie możemy w żadnym wypadku ufać Chińczykom w sprawie Tajwanu” oraz „musimy zrobić wszystko, aby Tajwan stał się trudnym orzechem do zgryzienia”. W tym duchu wypowiadała się również obejmująca stanowisko dyrektor amerykańskiego biura przedstawicielskiego w Tajpej oraz szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken, który na spotkaniu w Rzymie z Wang Yi, ministrem spraw zagranicznych ChRL, jednocześnie cytował prezydenta Bidena, mówiąc „mamy zobowiązania, by to zrobić” („we have commitment to do that”) i zapewniał, że polityka amerykańska w tej kwestii nie uległa zmianie.

Mimo tych deklaracji i wyraźnej chęci USA do zademonstrowania swojego zaangażowania odpowiedź na pytanie, jak zareagują Amerykanie, również nie będzie do samego końca stuprocentowo pewna.

Kuomintang

Jeszcze więcej niejasności dotyczy wewnętrznych kwestii związanych z tajwańskimi partiami politycznymi. Do osobliwej sytuacji doszło pod koniec września 2021 roku, gdy Xi Jinping w liście gratulacyjnym do nowego przewodniczącego Kuomintangu (KMT) Erica Chu nazwał sytuację na Tajwanie „złożoną i ponurą” oraz stwierdził, że Partia Komunistyczna i Kuomintang muszą współpracować, aby „dążyć do zjednoczenia narodowego”.

Eric Chu, który wygrał wewnętrzne wybory w Kuomintangu, odpowiedział na list Xi Jinpinga i w korespondencji do przywódcy ChRL skrytykował rządzącą wyspą Demokratyczną Partię Postępu (DPP), pisząc o antysinizacyjnej i antychińskiej polityce, zaburzającej status quo. Publiczna wymiana myśli lidera największej partii opozycyjnej z przywódcą ChRL wywołała falę krytyki na wyspie. Kuomintangu i jego wyborców raczej nie można lekceważyć, gdyż w ostatnich dekadach oscylowali wokół 30 proc. poparcia i za kilka lat, jeśli trendy się odwrócą, mogą wrócić do władzy. Deklaracje o „antychińskiej polityce” również nie dają pewności, jak zachowają się, gdy KPCh, która w przeciwieństwie do DPP akurat ich uznaje za partnerów do rozmów, postanowi zastosować jakąś formę „ostatecznego rozwiązania”.

Sytuacji nie ułatwi fakt, iż sondaże ostatnich tygodni pokazały rosnące poparcie dla „Partii Ludzi Tajwanu”, która po raz pierwszy wyprzedziła w nich Kuomintang (dla którego poparcie spadło do około 16 proc.). „Partia Ludzi Tajwanu” chce skończyć z podziałem na Zielonych (DPP) i Niebieskich (KMT) i jest wyraźnie na fali wznoszącej. Czy trend ten się utrzyma? Trudno teraz wyrokować.

Co zrobi Pekin?

I w ten sposób dochodzimy do ostatniego pytania, czyli pytania o „jakąś formę ostatecznego rozwiązania”.

Niestety w odpowiedzi na nie również musimy posiłkować się słowem „niejasność”.

Z jednej strony w chińskiej kulturze strategicznej idealne zwycięstwo odniesione jest jak najniższym kosztem (w tym wypadku pokojowe przeciągnięcie Tajwanu na swoją stronę). Do tego inwazja na wyspę wygląda na trudną do przeprowadzenia, kapryśne i krótkie okienka pogodowe, tajfuny itd. Atak na Tajwan wiązałby się zapewne z licznymi ofiarami po obu stronach.

W Cieśninie Tajwańskiej mogłoby zatem dojść do swoistego Monte Cassino, a w kulturze chińskiej przelana krew Chińczyków po obu stronach cieśniny nie byłaby uznana za chwałę, ale powód do wstydu i strategiczną zbrodnię.

Do tego pojawia się pytanie, co dalej z tak pokonanym Tajwanem (jeśliby uległ)? Jak rządzić wyspą, której mieszkańcy zawsze byli niepokorni, a teraz jeszcze zostaliby pobici w wojnie?

Z drugiej jednak strony twarda opcja została w ostatnich miesiącach zastosowana wobec Hongkongu. Nie doszło tam co prawda do rozlewu krwi, ale Pekin się nie zawahał i poszedł „na ostro”, aresztując swoich przeciwników. W efekcie oddaliło to chyba co najmniej na jedno pokolenie możliwość zaskarbienia sobie sympatii miejscowych i przeciągnięcia ich na swoją stronę tą drogą oraz, nie zapominajmy, doprowadziło do całkowitego odwrócenia nastrojów na Tajwanie i porażki Kuomintangu. Cena była więc dość wysoka.

Innym czynnikiem, który uprawdopodabnia „ostateczne rozwiązanie”, jest szaleństwo na światowym rynku komponentów i brak półprzewodników w wielu istotnych branżach, począwszy od samochodowej aż po telekomunikacyjną. Tak się składa, że produkuje się je… na Tajwanie, co może być atutem w tej rozgrywce, ale równocześnie może całkowicie zmienić kalkulacje Pekinu, który również cierpi na ich braki…

Reasumując, ostatnie tygodnie wiele pokazały, ale co najmniej pięć najważniejszych kart wciąż pozostaje mniej lub bardziej zakrytych. I obyśmy nie musieli ich odkrywać.

Więcej na kanale autora:

Felieton ukazał się na stronie Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w ramach cyklu „Pyffel komentuje”, w którym autor analizuje bieżącą sytuację międzynarodową.
(Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.)

Przypisy:

[1] Countries That Recognize Taiwan [dostęp: 07.11.2021]

Żródła:

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 101 / (49) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Świat Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej”

Być może zainteresują Cię również:

zaden z powyższcyh fot. Instytut Spraw Obywatelskich

Obywatele decydują
# Polityka

Petycja / Żaden z powyższych

Domagamy się wprowadzenia kratki „żaden z powyższych” na karcie wyborczej. Dlaczego? Po pierwsze, zwiększy to frekwencję. Na wybory pójdą także ci obywatele, którzy nie widzą na karcie wyborczej żadnego…