fbpx

Książka

Roberto Esposito: Pojęcia polityczne. Wspólnota, immunizacja, biopolityka

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 102 / (50) 2021

Zbiór esejów prezentujących dziesięcioletni namysł Roberta Esposita nad najważniejszymi terminami z zakresu filozofii politycznej. Zamiast słownikowych definicji, autor proponuje genealogiczne przedsięwzięcie, ukazujące splot sensów kryjących się za pozornie oczywistymi znaczeniami przypisywanymi dziś prawu, wolności czy naturze ludzkiej (z opisu wydawcy).

Towarzystwu Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Nazizm i my

Potrzeba sporej uwagi, by nie stracić z oczu specyficznej jakości biologicznej, a w szczególności medycznej semantyki używanej przez nazistów. Zinterpretowanie polityki w terminach biomedycznych i – odwrotnie – nadanie biomedycynie ciężaru politycznego oznaczało ustawienie się w horyzoncie radykalnie różnym od całej nowoczesnej tradycji, ponieważ – to ponownie słowa Ramma – „narodowy socjalizm, w przeciwieństwie do jakiejkolwiek innej filozofii politycznej lub innego programu jakiejkolwiek partii, pozostaje w zgodzie z historią naturalną i biologią człowieka”[159]. To prawda, że język polityki od zawsze – począwszy od pradawnej metafory państwa-ciała – stosował i wcielał metafory biologiczne. Prawdą jest również, jak wykazał Foucault, że od XVIII wieku zagadnienie życia coraz wyraźniej krzyżowało się ze sferą politycznego działania. Sama idea NationalBiologie czy biologische Politik jest zanurzona w epoce wilhelmiańskiej i weimarskiej[160]. Jednakże w przypadku nazizmu stajemy wobec zupełnie innego w swej istocie i znaczeniu zjawiska.

Metafora stała się w pewien sposób realna: nie w tym sensie, że władza polityczna przeszła bezpośrednio w ręce medyków i biologów – chociaż wiele razy się tak zdarzało – ale w tym, o wiele istotniejszym, że politycy przyjęli zasady medyczno-biologiczne jako kryterium napędzające ich działania. Nie mówi się już przez to wyłącznie o instrumentalizacji.

Polityka nazistowska nie ograniczała się jedynie do używania ówczesnych badań biomedycznych w celu uzyskania legitymizacji – zmierzała raczej do idealnego utożsamienia się z nimi[161]. Kiedy Hans Reiter, przemawiając w imieniu Rzeszy w okupowanym Paryżu, deklarował, że „ten sposób myślenia ujęty w terminy biologiczne musi stawać się w końcu sposobem myślenia całego narodu”, ponieważ stawką jest w nim „substancja” samego „ciała narodu”[162], był w pełni świadomy, iż wypowiada się w imieniu czegoś, co nigdy dotąd nie stanowiło części konceptualnego języka nowoczesności. I właśnie dlatego pod koniec nowoczesności staje się on dla nas bezpośrednim wyzwaniem.

Działamy bez cenzury. Nie puszczamy reklam, nie pobieramy opłat za teksty. Potrzebujemy Twojego wsparcia. Dorzuć się do mediów obywatelskich.

3. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć ścisły związek, który w ciągu dwunastu przerażających lat uwidocznił się w polityce, prawie i medycynie, a którego ostatecznym efektem było ludobójstwo. Oczywiście udział środowiska lekarskiego w różnych formach tanatopolityki nie wiąże się jedynie z nazizmem. Znana jest rola psychiatrów w diagnozowaniu choroby umysłowej u dysydentów w Gułagach Związku Radzieckiego lub japońskich lekarzy, którzy na Pacyfiku dokonywali wiwisekcji amerykańskich więźniów. W Niemczech chodziło jednak jeszcze o coś innego. Nie mówię tylko o eksperymentach na „ludzkich królikach doświadczalnych” czy też o kolekcji żydowskich czaszek dostarczanych do instytutów antropologii bezpośrednio z obozów. Znane są hojne prezenty anatomiczne wysłane przez Mengele do jego mistrza Otmara von Verschuera, uważanego również dziś za jednego z założycieli współczesnej genetyki. W stosunku do tego wszystkiego pojawiła się już sądowa ocena oraz Kodeks Norymberski ogłoszony pod koniec procesu lekarzy bezpośrednio winnych morderstw[163]. Niewielki wymiar wyroków wobec ogromu sprawy świadczy jednak o tym, że problem dotyczył nie tyle nieuniknionego, rzecz jasna, określenia indywidualnej odpowiedzialności poszczególnych lekarzy, ile całościowej roli, jaką odegrała medycyna w ideologii i praktyce nazistowskiej.

Dlaczego medycyna była tą profesją, która znacznie bardziej niż inne bezwarunkowo przylgnęła do reżimu? I dlaczego reżim przyznał lekarzom tak rozległą władzę życia i śmierci? Dlaczego to właśnie lekarzowi dostarczał berło władcy i – wcześniej jeszcze – kapłańską księgę?

Kiedy Gerhard Wagner (Führer niemieckich lekarzy przed Leonardo Contim) powiedział, że lekarz „powróci do tego, czym był w przeszłości, powróci do bycia kapłanem, będzie zarazem lekarzem i kapłanem”[164], przyznawał, że tylko lekarzowi – tylko jemu – powinno przysługiwać prawo ostatecznej oceny, kogo pozostawić przy życiu, a kogo skazać na śmierć. Tylko lekarz posiada definicję życia ważnego, wartościowego, a zatem tylko on ma prawo wyznaczyć granice, poza którymi życie może zostać legalnie wygaszone. Lekarze – a przynajmniej wielu tych uznanych przez reżim – nie wahali się przyjąć wyznaczonego mandatu i wykonywać go z niebywałą skutecznością: od selekcji dzieci, a potem również dorosłych przeznaczonych na „miłosierną śmierć” w ramach programu T4, po rozszerzenie tego, co stale definiowano jako „eutanazję” więźniów wojennych (tzw. projekt 14f13) oraz wielką Therapia magna augschwitzciense – selekcję przy wejściu do obozu, początek procesu zagazowywania, deklaracje zgonu, wyrywanie złotych zębów ze zwłok, nadzór nad procedurami kremacji. Żaden etap produkcji seryjnej śmierci nie umykał ich kontroli. Zgodnie ze szczegółową instrukcją Viktora Bracka, szefa Działu Eutanazji Kancelarii Rzeszy, tylko lekarze mieli prawo wstrzykiwać fenol w serca „degeneratów” czy też odkręcać kurek z gazem przed ostateczna „kąpielą”. Jeśli najwyższa władza nosiła buty SS, to auctoritas przywdziewała biały fartuch lekarza. Także wagony, które transportowały Cyklon B do Birkenau, posiadały znak czerwonego krzyża, a napis przy wejściu do obozu w Mauthausen brzmiał: „Czystość i zdrowie”. Na ziemi niczyjej tej nowej teo-bio-polityki lekarze naprawdę powrócili jako wielcy kapłani Baala, który po kilku tysiącach lat znalazł się naprzeciw swoich odwiecznych żydowskich wrogów i mógł ich swobodnie pochłonąć. Nie pomylono się, gdy powiedziano, że Auschwitz-Birkenau było największym na świecie laboratorium genetyki[165].

4. Jak wiadomo, Rzesza potrafiła doskonale wynagradzać swoich lekarzy. Nie tylko poprzez przyznawane uniwersyteckie katedry i odznaczenia, ale również w sposób bardziej konkretny. O ile Conti podlegał bezpośrednio jedynie Himmlerowi, to chirurg Karl Brandt (zaangażowany w operację „eutanazja”) stał się jednym z najbardziej wpływowych postaci reżimu, podporządkowaną w swojej nieograniczonej jurysdykcji dotyczącej życia i śmierci tylko najwyższej władzy Führera. Nie wspominając też o Irmfriedzie Eberlu, „awansowanym” w wieku trzydziestu dwóch lat na komendanta obozu w Treblince. Czy to oznacza, że wszyscy niemieccy lekarze świadomie zaprzedali swoje dusze diabłu, czy też tylko ci, którzy przystąpili do nazizmu? Czy byli oni zwykłymi rzeźnikami w białych fartuchach? Nawet jeśli wygodniej byłoby wyobrazić sobie któreś z tych dwóch rozwiązań, w rzeczywistości sprawy miały się zupełnie inaczej. Niemieckie badania medyczne były nie tylko jednymi z najbardziej – jeśli nie najbardziej – zaawansowanymi na świecie (Wilhelm Hueper, ojciec profesjonalnej amerykańskiej karcinogenezy prosił nawet nazistowskiego ministra kultury Bernharda Rusta o możliwość powrotu do pracy w „nowych Niemczech”), ale naziści rozpoczęli też najpotężniejszą w tamtym okresie kampanię przeciw nowotworom, ograniczając stosowanie azbestu, tytoniu, pestycydów i koloryzatorów, zachęcając do rozpowszechniania integralnych posiłków i wegetariańskiej kuchni oraz ostrzegając przed potencjalnie rakotwórczymi skutkami promieni X (ich działaniu w celu sterylizacji poddawali z kolei kobiety niechcące ponosić kosztów związanych z salpingektomią). W Dachau, kiedy komin kopcił w najlepsze, produkowano organiczny miód. Zresztą sam Hitler nie znosił palenia, był wegetarianinem i miłośnikiem zwierząt, a ponadto człowiekiem niezwykle pedantycznie dbającym o kwestie higieny[166].

Co to wszystko, na czele z wręcz obsesyjną uwagą przywiązywaną do zdrowia publicznego (efekty w postaci ograniczenia śmiertelnej siły nowotworów nie były wówczas w Niemczech bez znaczenia), oznacza? Pomiędzy tym terapeutycznym podejściem i tanatologiczną ramą, w którą to pierwsze się wpisuje, nie istnieje sprzeczność, ale głęboki związek.

Dokładnie w tym obsesyjnym przejęciu zdrowiem ciała niemieckiego narodu lekarze dokonywali śmiertelnego nacięcia – w ściśle chirurgicznym sensie tego wyrażenia – w jego cielesnej tkance. Mimo że wydaje się to tragicznie paradoksalne, to, aby zrealizować swoją terapeutyczna misję, stawali się ostatecznie katami tych, których uznawali za nieistotnych lub szkodliwych dla poprawy ogólnego zdrowia publicznego.

Z tego punktu widzenia, jakiekolwiek nie byłyby tego koszty, należy stwierdzić, że ludobójstwo stanowiło rezultat nie nieobecności, ale właśnie obecności etyki medycznej obróconej w swoje zdemoralizowane przeciwieństwo. Powiedzieć, że w biomedycznej perspektywie nazizmu granica między wyleczeniem a morderstwem została przekroczona, to niezwykle mało. Ludobójstwo należy pojmować jako dwa oblicza tego samego projektu, w którym jeden stanowił niezbędny warunek dla drugiego: jedynie zabijając możliwie jak najwięcej osób, można było uzdrowić wszystkich tych, którzy reprezentowali prawdziwe Niemcy. Z tej perspektywy wydaje się nawet do przyjęcia, że przynajmniej niektórzy spośród nazistowskich lekarzy naprawdę wierzyli w poszanowanie ducha, jeśli już nie formy, przysięgi Hipokratesa o nieszkodzeniu w jakikolwiek sposób choremu. Tyle tylko, że jako chorego postrzegali, zamiast pojedynczej jednostki, cały niemiecki naród – dokładnie to było ich zadaniem: żądać masowej śmierci dla wszystkich, którzy zagrażali jego zdrowiu swoją obecnością. […]

5. Wiadomo, że Michel Foucault interpretował tę tanatologiczną dialektykę, posługując się pojęciami z zakresu biopolityki: w chwili, gdy władza przyjmuje samo życie za obiekt swoich kalkulacji i narzędzie swoich celów, jest możliwe – przynajmniej w określonych warunkach – że zdecyduje się poświęcić jego część na korzyść innej[168]. Nie umniejszając znaczenia tej perspektywy, uważam ją za niewystarczającą. Dlaczego to nazizm – w przeciwieństwie do wszystkich innych form sprawowania władzy obecnie i w przeszłości – doprowadził te zabójcze możliwości do najpełniejszej realizacji? Dlaczego nazizm – i wyłącznie on – odwrócił proporcję między życiem a śmiercią na korzyść tej drugiej aż po zaplanowanie własnej destrukcji? Odpowiedź, którą chciałbym w tym kontekście zaproponować, sprowadza się do konieczności powiązania kategorii biopolityki z pojęciem immunizacji. Jedynie ono bowiem w klarowny sposób odsłania śmiertelny węzeł, który zapętla się w funkcji ochrony życia aż po jego potencjalną negację. I nie tylko, bo w postaci choroby autoimmunologicznej wskazuje na próg, poza którym aparat ochronny zwraca się przeciw własnemu ciału, doprowadzając w końcu do eksplozji[169]. O tym, że jest to właściwszy klucz interpretacyjny do uchwycenia specyfiki nazizmu, świadczy szczególny rodzaj zła, przed którym starano się ochronić niemiecki naród. Nie chodziło przecież o jakąkolwiek chorobę, ale o chorobę zakaźną. Za wszelką cenę chciano uniknąć zakażenia bytów wyższych przez niższe. Śmiertelna walka wytworzona i rozpowszechniona przez propagandę reżimu przeciwstawiała pierwotnie zdrowym krwi i ciału narodu niemieckiego inwazyjne zarazki penetrujące je od wewnątrz z intencją osłabienia jego jedności i samego życia. Znane jest repertorium, z którego korzystali ideolodzy Rzeszy, aby przedstawić ich potencjalnych wrogów, a przede wszystkim Żydów. Byli oni „bakcylami”, „bakteriami”, „wirusami”, „pasożytami” i „mikrobami”. Andrzej Kamiński przypomniał, że również sowieckich internowanych określano nieraz tymi samymi terminami[170]. Traktowanie Żydów jako pasożytów jest zresztą częścią wielowiekowej historii antyjudaizmu w Niemczech i nie tylko. W nazistowskim słowniku ta definicja przyjęła jednak inną wartość. To tak jakby przeciążona metafora przybrała w pewnym momencie rzeczywistą postać ciała. Jest to skutkiem całkowitej biologizacji słownictwa, którym się posługiwano: Żydzi nie przypominają pasożytów, nie zachowuje się jak bakterie – nimi. I stosownie do tego powinni być traktowani. Dlatego też zasadnym terminem na określenie ich masakry, o wiele trafniejszym niż sakralny „holokaust”, jest „eksterminacja”: dokładnie to, co robi się wobec owadów, szczurów i wesz. W tym sensie należałoby absolutnie dosłownie rozumieć słowa Himmlera skierowane do SS w Charkowie: „z antysemityzmem jest dokładnie tak, jak z odwszeniem. Nie jest kwestią światopoglądową, że się usuwa wszy. To jest sprawa czystości”[171]. Zresztą sam Hitler używał znacznie bardziej precyzyjnej terminologii immunologicznej:

odkrycie żydowskiego wirusa jest jedną z największych rewolucji tego świata. Walka, w którą jesteśmy obecnie zaangażowani, jest identyczna wobec tej przeprowadzonej w poprzednim stuleciu przez Pasteura i Kocha (…). Odzyskamy nasze zdrowie, jedynie eliminując Żydów[172].

[…] Kto łudził się pod koniec wojny lub w okresie po niej następującym, że stare kategorie oficjalnie zwycięskich demokracji mogą ponownie zadziałać, grubo się mylił. Twierdzenie, że cała złożoność zglobalizowanego świata, wraz z przeszywającymi go nierównościami dotyczącymi bogactwa, władzy i gęstości zaludnienia, może być zarządzana nieefektywnymi narzędziami prawa międzynarodowego lub tradycyjnej władzy suwerennej, jest czystą utopią. Oznacza niezrozumienie, że jesteśmy coraz bliżej równie dramatycznego progu, jak ten z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Tak jak wtedy, nawet jeśli w inny sposób, zetknięcie – zespawanie – polityki i życia czyni nieużytecznymi wszystkie znane z tradycji teoretyczne i instytucjonalne zapośredniczenia – począwszy od idei reprezentacji.

Rzucenie okiem na panoramę początku XXI wieku wystarczy, by zauważyć uderzający obraz: od eksplozji biologicznego terroryzmu po wojnę prewencyjną, która ma na celu odpowiedzieć mu na jego terenie, od etnicznych (a więc znów opartych na biologii) masakr po masowe migracje rozsadzające przewidziane dla nich bariery, od technologii, które używają nie tylko pojedynczych ciał, ale także cech całego gatunku, po psychofarmakologię modyfikującą nasze życiowe zachowanie, od polityki środowiskowej po eksplozje nowych epidemii, od ponownych otwarć obozów koncentracyjnych w różnych częściach świata po zamglone rozróżnienie prawne między normą a wyjątkiem.

To wszystko w momencie, gdy wszędzie w niekontrolowany sposób eksploduje nowy i potencjalnie niszczący syndrom immunitarny. Jak już zostało powiedziane: nic z tego nie powtarza wydarzeń z lat 1933–1945, ale też nic nie jest całkowicie zewnętrzne wobec podnoszonych wówczas kwestii dotyczących życia i śmierci. Stwierdzić, że dziś bardziej niż kiedykolwiek znajdujemy się na odwrotnej stronie nazizmu, oznacza, że nie można uwolnić się od niego, odwracając wzrok. Aby rzeczywiście go przezwyciężyć i odrzucić do piekieł, skąd pochodzi, należy ponownie z pełną świadomością przekroczyć te ciemności i odpowiedzieć – oczywiście w odwrotny sposób – na to, co się wówczas stało, na pytania, które zostały podniesione.

Roberto Esposito, Pojęcia polityczne. Wspólnota, immunizacja, biopolityka, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2015

Przypisy:

159 R. Ramm, Arztliche Rechts-und Standeskunde, dz. cyt., s. 156.
160 Por. P. Weindling, Health, Race and German Politics between National Unifìcation 1870–1945, Cambridge 1989, s. 220 i n.
161 G. Agamben, Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie, przeł. Mateusz Salwa, Warszawa 2008, s. 195.
162 H. Reiter, La biologie dans la gestion de l’État [w:] État et Santé: L’image héréditaire de l’homme, red. O. von Verscheur, L. Conti, H. Reiter, Paris 1942, s. 51.
163 Zob. R. de Franco, In nome di Ippocrate. Dall’Olocausto medico nazista all’etica della sperimentazione contemporanea, Milano 2001.
164 Cyt. za: B. Müller-Hill, Murderous Science: Elimination by Selection of Jews, Gypsies, and Others; Germany 1933–1945, Oxford 1988, s. 102.
165 E. Klee, Auschwitz: medycyna III Rzeszy i jej ofiary, przeł. E. Kalinowska-Styczeń, Kraków 2005.
166 R. Proctor, The Nazi War on Cancer, Princeton 1999.
168 M. Foucault, Trzeba bronić społeczeństwa. Wykłady w Collège de France, 1976, przeł. M. Kowalska, Warszawa 1998, s. 237–260.
169 Zob. więcej: R. Esposito, Immunitas. Protezione e negazione della vita. Fragment pierwszego rozdziału tej książki (jej strony 25–42) został przetłumaczony na język polski: tenże, Zawłaszczenie, przeł. M. Surma-Gawłowska, przypisy oprac. M. Burzyk, „Politeja” 2013, nr 23, s. 41–52 oraz 53–66 [przyp. tłum.].
170 A.J. Kamiński, Koszmar niewolnictwa. Obozy koncentracyjne od 1896 do dziś. Analiza, przeł. H. Zarychta, A.J. Kamiński, Warszawa 1990, s. 73.
171 Tamże, s. 84.
172 A. Hitler, Libres propos sur la guerre et la paix recueillis sur l’ordre de Martin Bormann, Paris 1952, t.1, s. 321.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 102 / (50) 2021

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.