fbpx

Opinia

Rosyjska polityka wobec Krymu (1991 – 2019)

Perevalne_baza wojskowa 2014-03-09
fot, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:2014-03-09_-_Perevalne_military_base_-_0205.JPG / CC 3.0

Rosyjska polityka historyczna od lat 90. ubiegłego wieku przeszła poważną metamorfozę – począwszy od postrzegania zagadnień związanych z początkiem państwowości, aż do wydarzeń z XX wieku włącznie. I chociaż w okresie prezydentury Borysa Jelcyna największą uwagę poświęcono obaleniu dziedzictwa radzieckiego totalitaryzmu, to równolegle podnoszono wartości duchowe i odbudowywano cerkwie. Działania te jednak nie charakteryzowały się systematycznością, a sprawiały wrażenie chaotycznych.

Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Władimira Putina rozpoczął się przegląd polityki historycznej na szczeblu państwowym. Dzień zwycięstwa nad nazizmem w Europie, 9 maja, obchodzony był zawsze marszem żołnierzy oraz weteranów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej na Placu Czerwonym w Moskwie. Te pompatyczne parady zyskały jeszcze więcej patosu pod rządami Putina, jako demonstracja siły militarnej Rosji, a nie jako okazja do oddania hołdu prawdziwym bohaterom, których liczba z każdym rokiem maleje. Rosyjski przywódca tymi uroczystościami komunikuje narodowi i światu: „Podbiliśmy i uratowaliśmy Europę przed faszyzmem i nazizmem”. Od 2014 roku uzupełnia ten przekaz: „Teraz uratujemy przed »ukraińskim faszyzmem« – zwłaszcza rosyjskojęzycznych mieszkańców Krymu i Donbasu”.

Ważną kwestią o osobistym wymiarze dla Putina było i jest dziedzictwo państwa staroruskiego i przyjęcie chrztu przez księcia Włodzimierza Wielkiego w 988 roku. W ten sposób zbudowano „mit o Chersonezie” jako miejscu chrztu Rusi, zastępując nim wymieniony dotąd w tym kontekście Kijów. Pragmatycznemu Zachodowi trudno jest zrozumieć to zjawisko „równoległej rzeczywistości”, które pojawiło się na długo przed agresją Rosji na Ukrainie. Wśród rosyjskich intelektualistów, a także elit politycznych, funkcjonuje teoria mesjanizmu. Aleksander Sołżenicyn krytykował ostro polityków za popełnione błędy, ale także aktywnie promował niektóre rosyjskie mity, szczególnie te dotyczące Ukrainy, Białorusi i częściowo Kazachstanu.[1] Rosyjski mesjanizm ponownie przeciwstawia się Zachodowi i jego wartościom. Jeśli w okresie Jelcyna podobne zachowanie było utajone, to w Rosji Putina konfrontacja zyskała wymiar nowej „zimnej wojny”.

Rosyjskiemu społeczeństwu odgórnie narzucono opinię, że ich kraj jest fortecą otoczoną ze wszystkich stron przez wrogów. Rosja jest odrębną cywilizacją, której podstępny Zachód nie może wchłonąć i wciąż wymyśla nowe drogi dla osiągnięcia tego celu. Broniąc własnej cywilizacji, rosyjskie władze ratują także inne cywilizacje i kraje, którym również zagraża globalna ekspansja euroatlantycka[2].

Rosja i Rosjanie zawsze mieli szczególny sentyment do Półwyspu Krymskiego. Flota Czarnomorska ma siedzibę w Sewastopolu od czasów sowieckich. Kiedy więc ZSRR upadł, a Krym pozostał pod rządami Ukrainy, pojawiło się pytanie, komu będzie podporządkowana flota – Ukrainie czy Rosji? Walka o kontrolę nad flotą była niezwykle zacięta. W latach 1992-1993 pojawiło się zagrożenie konfrontacją militarną. Strona rosyjska za wszelką cenę starała się zachować pełną kontrolę nad flotą. Ci, którzy chcieli przysiąc na wierność Ukrainie, byli poddawani naciskom, a dodatkowo ich rodzinom groziło ogromne niebezpieczeństwo.

Gdy tylko Związek Radziecki rozpadł się, dowódca Floty Czarnomorskiej Igor Kasatonow przybył do Kijowa z propozycją podporządkowania floty władzom ukraińskim. W tym celu zażądał stanowiska ministra i stopnia admirała. Podczas gdy prezydent Krawczuk rozważał wszystkie opcje tego posunięcia, Kasatonow poleciał do Moskwy z podobną propozycją, a ta bez wahania spełniła jego warunki. Federacja Rosyjska zaczęła kształtować swoją politykę wywierania wpływu na Krym i jego mieszkańców. Na półwyspie, przy aktywnym wsparciu władz rosyjskich, opracowano i przyjęto pierwszą konstytucję. Jednocześnie Rada Najwyższa Autonomicznej Republiki Krymu ogłosiła niepodległość i zwróciła się do rosyjskich przywódców o przyjęcie Krymu jako część federacji. Stało się to w tym momencie jednym z najważniejszych problemów natury prawnej i politycznej dla państwa ukraińskiego, a strona rosyjska otrzymała kolejny silny argument w walce o Flotę Czarnomorską. Zgodnie z konstytucją z 1992 r. wprowadzono stanowisko prezydenta Krymu, które zostało obsadzone dopiero dwa lata później przez Jurija Meszkowa. Kandydat o wyraźnie prorosyjskiej orientacji został zapamiętany jako ten, który próbował przenieść Krym do moskiewskiej strefy czasowej. W odpowiedzi na działania Meszkowa prezydent Ukrainy Łeonid Krawczuk wprowadził dekretem stanowisko przedstawiciela głowy państwa na Krymie z szerokimi uprawnieniami. Nowo powołany przedstawiciel władz, Valerii Gorbatov, działał tak, aby unikając konfliktu zbrojnego, faktycznie stworzyć tam równoległe rządy.

Rosyjsko-ukraińska rywalizacja o Flotę Czarnomorską

21 lipca 1992 roku statek straży SKR-112, podnosząc ukraińską flagę popłynął z bazy niedaleko jeziora Donuzłav do Odessy. Przemieszczanie się trwało osiem godzin, cały czas statek ścigany był przez okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, która otrzymała rozkaz zatrzymania buntownika za wszelką cenę. Ścigający użyli ostrzegawczego ostrzału i próbowali zatrzymać uciekającą załogę, przechwytując ją na pokładzie. Jako wsparcie dla SKR-112 ukraińskie dowództwo wysłało myśliwce i łodzie graniczne. W obliczu zagrożenia rosyjscy marynarze odmówili wykonania rozkazów.

Sytuacja na półwyspie była wyjątkowo napięta przez cały 1993 rok. Doszło też do starć zbrojnych między piechotą ukraińską a rosyjską strażą przybrzeżną, która sprowokowała nawet Ukraińców do konfliktu. Władze rosyjskie przygotowywały scenariusz secesji dla Krymu, podobnie jak w mołdawskim Naddniestrzu, gdzie od 1992 roku trwa konflikt między Kiszyniowem a Tyraspolem. Konsulat Federacji Rosyjskiej rozpoczął praktykę wydawania rosyjskich paszportów obywatelom Ukrainy, którzy pracowali w bazach Floty Czarnomorskiej. Na terytorium dowództwa Marynarki Wojennej Rosjanie umieścili nowoczesne centrum telewizyjne, które umożliwiło transmisje rosyjskiej TV na całym półwyspie. Parlamenty Ukrainy i Rosji rozważały na swoich posiedzeniach kwestię krymską. Kontrowersyjny rosyjski polityk Władimir Żyrinowski oświadczył, że Krym jest albo rosyjski, albo turecki, ale w żadnym wypadku nie jest ukraiński.

Społeczeństwo na półwyspie uległo masowej psychozie. Wojna informacyjna rozpoczęta przez Kreml przyniosła owoce.

Powstały nielegalne grupy zbrojne, pojawili się przedstawiciele rosyjskiego ruchu kozackiego. Oddział militarny „Skorpion”, podlegający bezpośrednio prezydentowi Krymu Meszkowowi, miał stać się fundamentem przyszłej armii krymskiej. Oddział składał się z oficerów i marynarzy wciąż sowieckiej marynarki wojennej, którzy byli już na emeryturze. Według wspomnień generała Ołeksandra Skipalskiego w 1991 r. kontrwywiad wojskowy i siły specjalne Floty Czarnomorskiej złożyły przysięgę na wierność Ukrainie, w wyniku czego cała agenda i baza materialna były poza kontrolą rosyjskich służb specjalnych. Według generała Skipalskiego zapobiegło to starciom wojskowym na Krymie.

W 1994 r. prezydent Krymu Jurij Meszkow z Dumy w Moskwie wezwał do aneksji Krymu przez Federację Rosyjską, dając tym samym rosyjskim władzom pretekst do ingerowania i wkroczenia ich żołnierzy na terytorium półwyspu. 22 maja 1994 r. przewoźnicy opancerzeni Gwardii Narodowej Ukrainy przybyli do Symferopola w celu naprawy maszyn pancernych. Publiczna telewizja rosyjska (ORT) pokazała oświadczenie prezydenta Krymu o możliwym ataku strony ukraińskiej na Flotę Czarnomorską. Mieszkańcy Sewastopola przekazywali między sobą pogłoski o wysokiej zdolności bojowej i okrucieństwie ukraińskich żołnierzy. Ze wspomnień oficerów, którzy służyli w szeregach Gwardii Narodowej na Krymie, dowiadujemy się, że przychodzili do nich miejscowi emeryci i prosili o darowanie życia dzieciom.

W tym samym czasie rozpoczął się konflikt interesów między władzami na półwyspie. Spory dotyczyły kwestii prywatyzacji na Krymie. Prezydent Meszkow opowiadał się za rosyjskim biznesem, ignorując interesy miejscowego establishmentu, w tym jego współpracowników z opcji prorosyjskiej. Rozpoczęła się „wojna dekretów”. Meszkow wydał dekret o rozwiązaniu parlamentu krymskiego. Korzystając z tej sytuacji, nowy prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma doszedł do porozumienia z krymskimi parlamentarzystami w sprawie harmonizacji ustawodawstwa dotyczącego autonomii. Osoba bliska Kuczmie, Anatolij Franczuk, został mianowany przewodniczącym Rady Ministrów Krymu. W marcu 1995 r. parlament ukraiński uchwalił ustawę „O Autonomicznej Republice Krymu”. Konstytucja z 1992 r. została zniesiona, a rząd Krymu podporządkowany prezydentowi Ukrainy. Po takim rozwoju wydarzeń Meszkow uciekł do Moskwy, gdzie pracował i mieszkał aż do marca 2014 r., kiedy to powrócił na Krym. Administracji prezydenta Kuczmy udało się ustabilizować sytuację na półwyspie, wprowadzając na jego terytorium 60-tysięczny oddział graniczny i Gwardię Narodową. Dla Federacji Rosyjskiej rozpoczęła się wojna w Czeczenii, której apogeum stanowiło nieudane szturmowanie Groznego. Tym samym sprawa krymska zeszła na drugi plan. Jak trafnie zauważył ukraiński historyk, Jarosław Hrycak, Rosja z własnej woli pomogła władzom ukraińskim w stabilizacji sytuacji wewnętrznej. Bezwzględność, z jaką Jelcyn wysłał wojska rosyjskie do walki z Czeczenami w grudniu 1994 r., pozostawiła otwarte pole dla Kijowa w rozwiązywaniu sytuacji na Krymie.3

Łeonidowi Kuczmie udało się nawiązać aktywne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i wykorzystać ten czynnik do normalizacji stosunków ukraińsko-rosyjskich. Wspólne ćwiczenia wojskowe ukraińskich sił zbrojnych z oddziałami NATO na półwyspie wywołały niepokój na Kremlu, co zdaniem kanadyjskiego historyka pochodzącego z Ukrainy, Serhia Jekelczyka, zmusiło Federację Rosyjską do ustępstw i oficjalnego uznania integralności terytorialnej Ukrainy. Kuczmie udało się natychmiast stłumić przemówienia prorosyjskich separatystów, a w 1996 r. doprowadzić do zniesienia urzędu prezydenta Krymu.

Kreml nalegał na podporządkowanie Floty Czarnomorskiej Wspólnocie Niepodległych Państw (organizacji założonej na gruzach ZSRR w 1991 roku), co zostało określone w rezolucji WNP, która uznała Marynarkę Wojenną za „siłę strategiczną”.[3] Po wyborze na prezydenta Ukrainy Łeonida Kuczmę, strony wróciły do negocjacji w sprawie floty. Na spotkaniu prezydentów obu krajów w 1995 r. uzgodniono równy podział floty. W 1997 roku przyjęto kompromisowe rozwiązanie, gdy podpisano „Wielką Umowę o Przyjaźni między Ukrainą a Federacją Rosyjską”. Określa ona zasadę podziału własności floty, zgodnie z którą 18% miało trafić do strony ukraińskiej, a reszta pozostać we władaniu Rosji. Zgodnie z art. 17 konstytucji Ukrainy, rozmieszczenie zagranicznych baz wojskowych na terytorium Ukrainy jest zakazane, ale Flota Czarnomorska Federacji Rosyjskiej czasowo stacjonowała w Sewastopolu. Dlatego w przepisach przejściowych zawarto specjalny artykuł, który brzmi: „Wykorzystanie istniejących baz wojskowych do tymczasowego pobytu zagranicznych formacji wojskowych jest możliwe na warunkach dzierżawy w sposób określony przez międzynarodowe traktaty Ukrainy ratyfikowane przez Radę Najwyższą Ukrainy”. Zgodnie z umową z 1997 r. rosyjska Flota Czarnomorska miała pozostać w Sewastopolu do 2017 roku. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 2010 r. Wiktor Janukowycz podpisał w Charkowie porozumienia rosyjsko-ukraińskie, na mocy których Ukraina otrzymuje niewielką zniżkę na rosyjski gaz, podczas gdy rosyjska Flota Czarnomorska nadal miała zachować swoje bazy w Sewastopolu do 2042 roku. Po podpisaniu umów w Charkowie Rosja rozpoczęła aktywną modernizację floty. Mieszkańcy Krymu zdali sobie sprawę, że Rosja nie odpuści już półwyspu. Od 2010 r. rozpoczął się proces pełzającej okupacji Krymu, który zakończył się w marcu 2014 roku.

Geopolityczne znaczenie Krymu

Pod koniec lat 90. XX wieku miał miejsce interesujący epizod. Podczas wizyty delegacji rosyjskiego rządu na Krymie, grupa młodych ludzi, obywateli Federacji Rosyjskiej, rozpowszechniała na ulicach Symferopola ulotki, wzywające do powrotu półwyspu w zarząd Rosji. Ukraińskie organy ścigania zakwalifikowały ten akt jako chuligaństwo, a sąd skazał młodych mężczyzn na 15 dni aresztu. W rzeczywistości osoby te spędziły około 6 miesięcy za kratkami, a ich zatrzymaniu towarzyszył protest Federacji Rosyjskiej. Od 2010 r. na Krymie działa paramilitarna struktura ruchu profaszystowskiego. Rosyjski ruch wyzwoleńczy – bo o nim mowa – organizuje obozy szkoleniowe dla młodych ludzi, zwykle związanych z „Rosyjską jednością narodową”, marginalną siłą polityczną.

Znaczenie pobytu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu jest jednym z najważniejszych geopolitycznych środków łagodnego, a od 2014 r. twardego wpływania na politykę zagraniczną Kijowa. Zdaniem rosyjskiego politologa Andreja Piontkowskiego jest to sposób „zmuszania Ukrainy do przyjaźni”,[4] co stało się istotne po pomarańczowej rewolucji i zwycięstwie w wyborach prezydenckich Wiktora Juszczenki w 2005 roku. W polityce zagranicznej Juszczenko faktycznie kontynuował kurs swojego poprzednika nastawiony na integrację euroatlantycką Ukrainy. Wzbudzało to nerwowość na Kremlu, czego dowodem jest prowokacja Putina wokół wyspy Tuzła w 2003 roku. Jej celem było zmuszenie prezydenta Kuczmy do rezygnacji z planów członkostwa w NATO. Według danych wywiadu była to zaś kolejna próba zdobycia Krymu.

Ważnym był rok 2004, w którym odbyły się wybory prezydenckie na Ukrainie, w Rosji i USA. Putin ubiegał się o drugą kadencję. Na Ukrainie zaś toczyła się zacięta rywalizacja między Wiktorem Juszczenką a Wiktorem Janukowyczem.

Po masowych pokojowych protestach na terenie Ukrainy, znanych jako „pomarańczowa rewolucja” do władzy doszedł Wiktor Juszczenko. „Pomarańczowe władze” ogłosiły w polityce zagranicznej kierunek na europejską i euroatlantycką integrację, co nie spotkało się z aprobatą rosyjskich władz. Doszło do wspólnych ćwiczeń wojskowych pod nazwą „NATO – Ukraina Sea Breeze” na terenie Krymu. Przeciwko tym ćwiczeniom protestowała piąta kolumna Rosji – komuniści na czele z Petrem Symonenkiem i postępowi socjaliści na czele z Natalią Vitrenko. Konsulat Rosji na Krymie przy biernej postawie nowych władz ukraińskich wznowił wydawanie rosyjskich paszportów obywatelom Ukrainy.

Powrót Tatarów Krymskich do ojczyzny

Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku Tatarom Krymskim pozwolono wrócić do ich historycznej ojczyzny. I wtedy istotna stała się odpowiedź na pytanie, jak zapewnić prawa rdzennej ludności Krymu. Po wysiedleniu Tatarów w 1944 r. Rosjanie i Ukraińcy osiedlili się na tych ziemiach.

W tej sytuacji Tatarzy Krymscy, władze niepodległej Ukrainy i samo społeczeństwo wykazało się mądrością i cierpliwością. Ukraina udzieliła maksymalnego wsparcia Tatarom Krymskim – pomagano w procesie przeniesienia, zapewniając wszelkie wsparcie logistyczne i transportowe, a Tatarzy nie zaakceptowali idei prorosyjskich separatystów. Separatyści nie uznawali Tatarów Krymskich za rdzennych mieszkańców półwyspu. Aby skutecznie bronić swoich interesów i realizować cele polityczne, Tatarzy utworzyli własne zgromadzenie przedstawicielskie Milli Meclis, które tłumaczy się jako Zgromadzenie Narodowe. Mustafa Dżemilew, były dysydent i czynny zwolennik powrotu krymskich Tatarów do ojczyzny, został wybrany na przywódcę. W 1998 r. zgodnie z partyjną listą Ruchu Ludowego Ukrainy, Mustafa Dżemilew został deputowanym ludowym Ukrainy, a problemy rdzennej ludności Krymu zaczęły być coraz częściej ogłaszane z trybuny ukraińskiego parlamentu. Dostrzegalne były ich wyzwania społeczne, kulturowe i duchowe.

Wyzwanie stanowiło m.in. stworzenie szkół z nauczaniem w języku krymskotatarskim, czy rekonstrukcja meczetów. Stan ukraińskiej gospodarki nie pozwalał na samodzielne rozwiązanie tych problemów, ale nie było przeszkód w otrzymaniu pomocy od struktur zewnętrznych i lokalnych. W ten sposób Tatarzy Krymscy otrzymali wsparcie finansowe od europejskich, amerykańskich i kanadyjskich organizacji pozarządowych. Rząd turecki aktywnie wspierał odbudowę meczetów i miejsc pamięci historycznej. Większość Tatarów Krymskich jest muzułmanami, ale jest wśród nich mała grupa, głównie młodych ludzi, wyznawców islamskiego fundamentalizmu. Rosyjska propaganda przypięła wszystkim łatkę fundamentalistów. Przed tzw. referendum z 16 marca 2014 roku dzieci i kobiety zostały wysłane na kontynentalną Ukrainę, do „banderowców” – tak rosyjska propaganda nieustannie określała Ukraińców, zwłaszcza z terenów zachodniej Ukrainy, twierdząc, że chcą dokonać morderstw na rosyjskojęzycznych mieszkańcach Krymu. Tatarzy mieli jednak więcej zaufania do mieszkańców Tarnopola i Lwowa niż do rosyjskich mediów i zielonych ludzików.

Rosjanie mieszkający na Krymie mają własną wizję alternatywnej rzeczywistości. Po okupacji żyją w równoległym świecie, z własnymi wartościami, zwycięstwami i porażkami. Przyjęli narrację Putina – wszyscy dookoła są wrogami, szczególnie na Ukrainie.

Dla nich Ukraina jest państwem, które dobrowolnie opuścili z powodu tzw. referendum, więc nie był dla nich problemem powrót do ukochanej Rosji. „Zawsze byliśmy z Rosją” – tak mówią etniczni Rosjanie, których rodzice przybyli na Krym jako żołnierze lub przesiedleńcy w latach 60. XX wieku. Wierzą, że Rosja jest tam, gdzie ich bagaże.

Ale nawet w Rosji kontynentalnej nie są postrzegani jako „rosyjscy”. Są specyficzną warstwą społeczną. Mieszkają na półwyspie, mają rosyjskie obywatelstwo, ale „nie są częścią nas, po prostu do nas dołączyli”. Takie jest stanowisko większości Rosjan. Są postrzegani jako zdrajcy: „Zdradziłeś Ukrainę, a jutro zdradzisz Rosję”.

Na Krymie, niezależnie od pochodzenia etnicznego, głównym źródłem dochodów większości mieszkańców była i pozostaje turystyka. W sezonie wakacyjnym każdy mieszkaniec Krymu stara się zarobić jak najwięcej, aby godnie żyć do kolejnego sezonu. Społeczeństwo jest typowo sowieckie, pasywne i interesuje je wyłącznie przetrwanie. To, zdaniem Andrzeja Chwalby, jest głównym powodem, dla którego większość nie poparła agresywnej antyukraińskiej retoryki swoich elit.[5] Oni nie wspierali aktywnie w 1994 roku prezydenta Krymu Mieszkowa i nie wspierali również rebeliantów w 2014 roku. Było to widać 25 lutego 2014 roku po nieudanej próbie przejęcia terenów Rady Najwyższej Autonomicznej Republiki Krymu, której wiece zgromadziły około 1500 osób ze wstążkami gieorgijewskimi – czarno-pomarańczowymi wstążkami, które upamiętniają uczestników II wojny światowej w Dniu Zwycięstwa (9 maja) i nawiązują do tradycyjnej rosyjskiej Wstęgi świętego Jerzego. Proukraińscy zwolennicy zdążyli zmobilizować na wiece od 5 do 7 tysięcy Tatarów Krymskich. Pokrzyżowało to plany prorosyjskich prowokatorów w zajęciu gmachu krymskiego parlamentu.

Można uznać, że aktywna faza tej operacji specjalnej rozpoczęła się w Sewastopolu, natychmiast po rezygnacji prezesa administracji państwowej miasta Jatsuby. Kijów nie spieszył się, przynajmniej na początku, by wypełnić próżnię władzy. 23 lutego 2014 roku tysięczny tłum zgromadził się na placu Nachimowa, gdzie lud obrał nowego „mera” Sewastopola Aleksieja Czałego, obywatela Rosji.

W nocy z 26 na 27 lutego 2014 r. uzbrojeni rosyjscy żołnierze bez dystynkcji, przebrani w mundury ukraińskiej jednostki specjalnej „Berkut”, przejęli siedzibę Rady Ministrów Krymu. Rosyjscy Kozacy otrzymali broń z magazynów oddziałów krymskiej milicji i przed rosyjską telewizją byli przedstawiani jako „samoobrona krymska”. Interesujące są słowa Anatolia Mohylewa, ówczesnego przewodniczącego Rady Ministrów AR Krymu, dotyczące zachowania ludzi, którzy zajęli budynek: „Zapisali moje nazwisko i numer telefonu”. Może to oznaczać, że ci, którzy uczestniczyli w akcji przejęcia urzędu, nie znali tożsamości jego przedstawicieli. Lotniska i dworce zostały przejęte przez przedstawicieli „samoobrony Krymu”. Ukraińskie jednostki wojskowe na półwyspie zostały zablokowane, a personelowi zaoferowano przysięgę na wierność Federacji Rosyjskiej. Zdarzały się przypadki porwania proukraińskich aktywistów na Krymie. Najbardziej znanymi były porwania Ołeksja Gritsenko i Juria Pilunsky’ego.

Lokalni etniczni Rosjanie grozili Tatarom Krymskim nowymi deportacjami, jeśli będą stawiać opór. Ujawniło się ciche niezadowolenie z obecności na półwyspie ludności tubylczej, która zgodnie z międzynarodowymi standardami miała więcej praw własności. Liczba Tatarów Krymskich na półwyspie w ciągu 25 lat wzrosła z 12 do 20%. Zdecydowana większość z nich była zwolennikami pozostania pod rządami Ukrainy. Refat Chubarov, ówczesny członek parlamentu krymskiego krytycznie ocenił działania krymskich polityków i rosyjskiego wojska. – Ci ludzie popełniają nie mniej poważne przestępstwa niż ci, którzy strzelają na ulicach Kijowa. To oszustwo polityczne w trudnym momencie dla kraju. Krymscy Tatarzy po prostu na to nie pozwolą! To jest nasza ziemia, to jest ziemia wszystkich, którzy mieszkają na Krymie, nie mamy innej Ojczyzny. Będziemy w jednym państwie – powiedział.[6]

Jednym z powodów tej burzliwej sytuacji na Krymie były błędne kroki podjęte przez władze postmajdańskie w Kijowie. Po ucieczce Janukowycza parlament podjął uchwałę uchylającą ustawę „O zasadach polityki języka państwowego” z 2012 r., częściej znaną od nazwiska jej autorów jako „ustawę Kivalov-Kolisnichenko”. Uruchomiło to rosyjską propagandę – kampanię dezinformacyjną na temat ucisku rosyjskojęzycznej ludności, dlatego konieczne jest udzielenie „braterskiej pomocy” rodakom. Według retoryki Putina rodakami są ci, którzy uważają się za Rosjan lub ci, których Kreml tak nazywa, co najmniej 58% ludności na półwyspie jest etnicznymi Rosjanami, z których większość posiadała jednocześnie paszport ukraiński i rosyjski.

Obecnie Krym, według Valentyny Samar, jest zalany bronią, pozbawiony opieki prawnej Ukrainy, a zatem terytorium kierowanym przez osoby, które niespodziewanie otrzymały nieograniczone uprawnienia, chociaż ich moralne i psychologiczne zdolności do tego nie predestynują.

Sergiej Aksyonov, zanim ogłosił się naczelnym wodzem, wykorzystywał naciski i przekupstwo, aby zbudować swoją pozycję. Korupcjogenne mechanizmy i stosowanie gróźb skłoniły większość ukraińskich urzędników służby bezpieczeństwa do przejścia na stronę agresora. Tym, którzy odmówili, grożono i wywierano na nich presję. Słynny materiał telewizyjny ukazuje, jak część kadetów marynarki wojennej w proteście śpiewała hymn narodowy Ukrainy i odmówiła przysięgi na wierność Rosji. Wzbudzili podziw i dumę, a jednocześnie rozpacz u milionów Ukraińców.

Po aneksji na półwyspie rządzi strach jak w czasach stalinowskich. Wznowiono praktykę anonimowego donosu, powróciła nieufność między sąsiadami. Pensje są podobne do tych w Rosji, ale niestety podobne są także ceny. Seniorzy wspominają kolejki i puste półki w sklepach. Ci, którzy zajmowali się turystyką, obserwują w połowie puste plaże. Rosjanie nie chcą jeździć na Krym, choć zmuszeni są spędzać tu urlopy pracownicy rosyjskich urzędów państwowych. Społeczeństwo powoli zaczyna rozumieć, że Rosja, którą pokazywano im w telewizji, odbiega od rzeczywistości. Po blokadzie Krymu zorganizowanej przez ukraińskich działaczy wraz z Tatarami Krymskimi mieszkańcy poczuli, jak to jest żyć bez światła i wody pitnej.

Działa już tzw. krymski most wzniesiony nad Cieśniną Kerczeńską, czym chełpi się rosyjska propaganda. Milczy jednak o zagrożeniu ekologicznym dla Morza Azowskiego. Po aneksji i po powrocie Tatarów Krymskich do ojczyzny po raz pierwszy od 23 lat, władze okupacyjne nie zezwoliły na masowe zgromadzenia Tatarów z okazji 70. rocznicy deportacji. Na Ukrainie zgromadzenia odbyły się we wszystkich większych miastach, w których mieszkańcy Krymu zostali zmuszeni do ucieczki przed „obrońcami”. Takie demonstracje dla oddania hołdu ofiarom są obchodzone corocznie na lądowej części Ukrainy. Okupowany Krym pozostaje pogrążony w strachu i przemocy. Półwysep został przekształcony w bazę wojskową Rosji. Regularnie odbywają się tam ćwiczenia wojskowe, zarówno na lądzie, jak i na Morzu Czarnym i Azowskim. Gospodarka rolna na półwyspie pozostaje w katastrofalnym stanie, bez wody z Kanału Północnokrymskiego. Nowa ukraińska ekipa wpadła w pułapkę Kremla, który przy pomocy wznowienia dostaw wody na Krym, chce wywołać na Ukrainie kolejny kryzys polityczny. Obietnice Putina nic nie znaczą, szczególnie kiedy dotyczą interesów Rosji lub jego własnych. Ukraińskie społeczeństwo zdaje sobie z tego sprawę i ostrzega Zełeńskiego przed wszelkimi próbami kapitulacji.

Tekst pochodzi ze strony Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej.


Przypisy:

[1] Andrzej Nowak. Historie politycznych tradycji. Piłsudski, Putin i inni, Kraków: Arcana 2012, s. 167.

[2] Ibidem, s. 309.

[3] Andrzej Szeptycki, Ukraina wobec Rosji. Studium zależności, Warszawa: WUW 2013, s. 232.

[4] http://nv.ua/opinion/piontkovskiy/postimperskie-kompleksy-kak-moskva-zagnala-sebja-v-lovushku-147231.html, [dostęp: 02.06.2021].

[5] Andrzej Chwalba, Historia Powszechna: 1989 – 2011, Warszawa 2011, s. 180.

[6] Agnieszka Korniejenko, Pełzająca wojna. Quo vadis, Ukraino?, Kraków 2014, s. 40.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 75 / (23) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Świat Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.