fbpx

Roundup – korporacyjne mydlenie oczu trwa!

Occupy Monsanto, fot. Daniel Lobo, Flickr

„Tego dnia, kiedy doszło do wypadku, w którym zepsuł się opryskiwacz, a ja zostałem zmoczony środkiem chwastobójczym, nie myślałem o tym zbyt dużo. Umyłem się w zlewie, tak dobrze jak mogłem i zmieniłem ubrania. Później poszedłem do domu i wziąłem długi prysznic, lecz nadal nie myślałem: O mój Boże, umrę z tego powodu. Potem dostałem delikatnej wysypki. Następnie zrobiło się tylko gorzej i gorzej. W pewnym momencie miałem zmiany na twarzy, ustach, całych ramionach i nogach. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem się z lekarzem, był on całkowicie zdezorientowany i nie wiedział, co dzieje się na mojej skórze” – opowiadał w wywiadzie dla magazynu TIME Dewayne „Lee” Johnson, pierwsza osoba, która wygrała sprawę w sądzie przeciwko Monsanto.

Od przełomowego procesu w sprawie Dewayne’a „Lee” Johnsona – konserwatora zieleni w jednej z kalifornijskich szkół w mieście Benicia, minęły już niemal trzy lata, a końca batalii sądowej pomiędzy ofiarami korporacyjnych nadużyć a producentem Roundupu, nadal nie widać.

Monsanto, wykupione w 2018 roku przez firmę Bayer, zmaga się obecnie już z czwartym procesem, w którym posądzany jest o narażenie swoich klientów na utratę zdrowia. Obecnie ponad 50 000 osób wniosło pozwy, w których oskarżają koncern o to, iż ekspozycja na Roundup doprowadziła u nich do rozwoju raka – konkretniej chłoniaka nieziarniczego (NHL), i zarzucają firmie, że nie ostrzegła ona swoich klientów o istnieniu takiego ryzyka. Producent Roundupu broni się przed przyznaniem, że jego produkt mógł przyczynić się do wywołania choroby u ponad 120 000 osób, pomimo istnienia naukowych przesłanek o związku pomiędzy herbicydami na bazie glifosatu a tym konkretnym rodzajem raka.

Niezależnie od liczby nowych badań naukowych, opisujących ryzyko powiązane z wystawieniem na działanie tego związku chemicznego oraz trzech przegranych procesów sądowych, koncern nadal skłania się ku własnym i kilku wybranym zewnętrznym badaniom pro-glifosatowym, broniąc się przed zarzutami werdyktem amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA), która w 2016 roku ogłosiła, że glifosat jest całkowicie bezpieczny.

Konflikt w świecie nauki. Krótka historia problemu z klasyfikacją glifosatu

W 2013 roku niemiecki Federalny Instytut ds. Oceny Ryzyka (BfR) przejrzał ponad 1000 badań (epidemiologicznych, na zwierzętach, in vitro itd.), na których podstawie stwierdził, że „nie ma potrzeby, aby klasyfikować glifosat jako czynnik rakotwórczy [1] ”. Następnie w 2015 roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) opublikował raport, oświadczający, iż „glifosat nie stanowi zagrożenia rakotwórczego dla ludzi [2] ”. Obie opinie zostały skrytykowane przez dziewięćdziesięciu sześciu naukowców w liście otwartym, w którym oskarżyli BfR o niedopełnienie naukowych zasad na temat otwartości i przejrzystości procedur [3] . Raport EFSA sprawił jednak, że Monsanto uzyskało pozwolenie na sprzedaż Roundupu w Unii Europejskiej.

Również w 2015 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), będąca częścią Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), opublikowała dokument, podsumowujący wiele różnorodnych badań toksyczności glifosatu. Na ich podstawie stwierdziła ona, iż glifosat jest substancją prawdopodobnie rakotwórczą, zaznaczając jednak, iż „znaleziono ograniczone dowody na to, by wywoływał on chłoniaka nieziarniczego (NHL) u ludzi [4] ”.

BfR nie zgodziło się z werdyktem IARC i oskarżyło ją o niepełne zapoznanie się z badaniami, twierdząc, że inne studia przeczą zaproponowanej klasyfikacji. Co ciekawe, dokumenty, o których mowa to dokładnie te same artykuły, za których uwzględnienie BfR było krytykowane przez naukowców we wyżej wspomnianym liście otwartym. Badania te nie zostały nigdzie opublikowane, co oznacza, że mogły być nieobiektywne w porównaniu z opublikowanymi.

Opinia IARC nie spodobała się również producentowi Roundupu, który zażądał jej wycofania, a kiedy do tego nie doszło, zaangażował się w kampanię, celem zdyskredytowania naukowców, wchodzących w skład panelu oceniającego glifosat i samego IARC .

Dzięki temu, iż IARC nie zmieniło klasyfikacji glifosatu, w 2017 roku został on oficjalnie uznany za czynnik powodujący raka przez Office of Environmental Health Hazard Assessment (OEHHA) stanu Kalifornia. Podczas gdy Europejska Agencja Chemikaliów podtrzymała ocenę glifosatu, jako związku szkodliwego dla organizmów wodnych.

Od tamtej pory opublikowano kilka nowych badań, które potwierdzają związek pomiędzy herbicydami na bazie glifosatu a chłoniakiem nieziarniczym (NHL). Między innymi studium wykazujące, iż kontakt z herbicydami na bazie glifosatu zwiększa ryzyko rozwoju tego rodzaju raka u ludzi o 41%, czy artykuł analizujący dane od ponad 300 000 rolników zaczerpnięte z badań przeprowadzonych we Francji, Norwegii i Stanach Zjednoczonych, udowadniające, że niektóre insektycydy i herbicydy na bazie glifosatu powodują zwiększenie ryzyka rozwoju podtypu raka NHL – chłoniaka rozlanego z limfocytów B.

Obecnie przyjmuje się, że glifosat jest substancją prawdopodobnie rakotwórczą, ponieważ istnieje wystarczająco dowodów naukowych wskazujących, iż jest to możliwe, ale nie wystarczająco, aby zaklasyfikować go jako kancerogen. Roundup tymczasem ze względu na bycie mieszanką tego związku chemicznego z innymi substancjami w celu zwiększenia jego skuteczności, jest uważany za gorszy od samego glifosatu.

Producent Roundupu jednak w czasie rozpraw sądowych traktuje glifosat i Roundup synonimicznie, tym samym zrównując je ze sobą, prawdopodobnie licząc na to, że wtedy klasyfikacja glifosatu jako związku nierakotwórczego będzie również opisywała jego produkt, mimo iż EPA nigdy nie badała toksyczności tej mieszanki.

Kampania dezinformacji – czyli jak korporacje okłamują człowieka

Producent Roundupu od ponad 40 lat reklamował swoje środki chwastobójcze na bazie glifosatu jako tak bezpieczne, że nie trzeba się przed nimi chronić w żaden sposób. Z tego też powodu etykiety herbicydu zatwierdzone w USA przez EPA są całkowicie pozbawione ostrzeżeń, nawet tak oczywistych, jak to, że przez to, iż jest to środek chemiczny, nie powinien on mieć kontaktu ze skórą. Jedynym ostrzeżeniem na etykietach z 1997 i 2007 , które można by zrozumieć, jako formę informowania o szkodliwości, ale bez nazywania tego wprost jest zdanie: „Użytkownicy muszą nosić koszule z długimi rękawami i długie spodnie, buty oraz skarpetki”. W Europie etykieta tego środka zatwierdzona przez Komisję Europejską wyglądała nieco inaczej. Wszystkie europejskie wersje zawierają ostrzeżenie, by nosić odzież ochronną, czasem z wyraźnym podkreśleniem ochrony oczu i twarzy.

Kampanie i spoty reklamowe utwierdzające klienta w przekonaniu, że Roundup jest bezpieczny dla nich i środowiska były zdaniem poszkodowanych osób tak przekonujące, że jedna z nich w swoim zeznaniu porównywała herbicyd do wody z cukrem.

W 2015 roku w Europie zrobiło się głośno natomiast o Patricku Moore, który w wywiadzie dla francuskiej telewizji Canal+, przekonywał, że Roundup jest do tego stopnia bezpieczny, że można go nawet pić – pomimo ostrzeżeń o niespożywaniu na etykiecie – a potem odmówił zrobienia tego na wizji. (Szklanka, którą mu podano, nie zawierała herbicydu). Transmisja miała miejsce niedługo po ogłoszeniu glifosatu jako środka prawdopodobnie rakotwórczego przez IARC.

Pomyśleć by można, że tylko osoby, niemające pojęcia o nauce i zagrożeniach płynących z wystawienia na działanie tego środka, rozpowszechniały tego typu informacje. Niestety w tym konkretnym przypadku nawet badaniom naukowym nie wolno było ufać.

W celu przeprowadzenia procesów zgodnie z literą prawa producent Roundupu musiał udostępnić setki wewnętrznych dokumentów oraz maili, dzięki czemu na światło dziennie wyszły wszelakie informacje, stawiające firmę w niezbyt ciekawym świetle. Jak chociażby rozmowy pomiędzy przedstawicielem firmy a reporterką Reuters Kate Kelland, która przed opublikowaniem artykułu dyskredytującego IARC, poufnie konsultowała się z firmą, jak ma ten artykuł napisać, poprzez wysłanie do nich szkicu w celu jego zatwierdzenia. Czy też dokumentów ujawniających bliskie stosunki pomiędzy koncernem a urzędnikami EPA.

Dzięki temu do tej pory ujawniono co najmniej pięć artykułów naukowych w ten czy inny sposób „zasponsorowanych” przez Monsanto. Część z nich to artykuły napisane w kolaboracji z naukowcami powiązanymi z koncernem, podczas gdy reszta została poddana procesowi ghostwritingu [5], czyli „czynności polegającej na stworzeniu dzieła dla zamawiającego, które następnie w obiegu publicznym będzie rozpowszechniane nie pod oznaczeniem twórcy”. Krótko mówiąc, praca naukowa miała innego autora niż wskazuje na to opis, co w tym przypadku oznacza, iż była ona napisana na zlecenie Monsanto. Z tą różnicą, że autorami zostali przypadkowi naukowcy, niezwiązani z firmą, w celu odsunięcia od niej podejrzeń o wpływanie na opinię środowiska naukowego dla własnej korzyści.

Z tego też powodu producent Roundupu był wielokrotnie porównywany do koncernów tytoniowych, które również wiedziały o szkodliwości swoich produktów i aktywnie oszukiwały klientów.

Batalia sądowa – opis zakończonych i trwających procesów

Poniżej opisujemy trzy najszerzej omawiane sprawy przeciwko producentowi Roundupu.

Pierwszy proces w sprawie o wywołanie przez jego produkt chłoniaka nieziarniczego u Dewayna „Lee” Johnsona rozpoczął się 7 lipca 2018 roku, a zakończył 10 sierpnia tego samego roku. Ława przysięgłych w San Francisko wydawała werdykt na korzyść poszkodowanego, stwierdzając, iż koncern nie ostrzegł przed tym, że Roundup jest środkiem rakotwórczym i przyznało Johnsonowi 289 milionów dolarów odszkodowania.

Firma dwukrotnie odwołała się od wyroku, dzięki czemu udało jej się obniżyć tę kwotę najpierw do 78 milionów, a następnie do 20,5 miliona dolarów. W 2020 roku koncern starał się odjąć kolejne 4 miliony, ponownie już powołując się na fakt, iż przewidywania odnośnie długości życia Johnsona wskazują, że nie należy mu się tak wysoka nagroda, ponieważ nie będzie żył wystarczająco długo, aby takowe odszkodowanie uzasadnić.

Według prawa stanu Kalifornia, gdzie obecnie odbywa się większość procesów przeciwko producentowi Roundupu, wysokość odszkodowania szacowana jest na podstawie „przyszłego bólu i cierpienia” osoby i ma za zadanie wynagrodzić jej krzywdę wywołaną przez sprawcę. Oznacza to, że jeżeli ktoś będzie żył bardzo krótko, kwota ta może zostać odpowiednio obniżona ze względu na to, iż cierpienie ofiary nie będzie trwać wystarczająco długo.

Za pierwszym razem sędzia przychylił się do prośby koncernu i obniżył kwotę zasądzonego odszkodowania. Tym razem jednak sąd stanął po stronie Johnsona. Sędzia odrzucił również inne zarzuty firmy takie jak chociażby to, iż werdykt sądu w San Francisko został osiągnięty za sprawą „pomyłki w prawie”, czy też prośbę o ponowne rozpatrzenie sprawy w celu skorygowania analizy ich produktu oraz uchylenie werdyktu lub odszkodowania za straty moralne.

Prawnicy Johnsona w odpowiedzi na odwołania producenta Roundupu, starali się o przywrócenie oryginalnej nagrody, powołując się na fakt, iż 298 milionów dolarów stanowi jedynie 3,8% wartości netto firmy i jest „lekką karą, biorąc pod uwagę wysoce naganne zachowanie Monsanto”. Nie udało im się to głównie ze względu na fakt, iż u poszkodowanego stwierdzono śmiertelny przypadek raka NHL oraz przez ciągłe machinacje samego koncernu. Ostatecznie musiał on jednak wypłacić Johnsonowi 20,5 miliona dolarów.

Drugi proces w sprawie o wywołanie u Edwina Hardemana podtypu raka NHL – chłoniaka rozlanego z limfocytów B, rozpoczął się 25 lutego, a zakończył 27 marca 2019 roku. Sędzia w swoim orzeczeniu stwierdził, iż przedstawiono wiele dowodów na to, iż firma nie podjęła odpowiednich kroków, aby zapewnić bezpieczeństwo produktu i przyznał Hardemanowi w sumie 80 milionów dolarów odszkodowania. Koncern odwołał się od wyroku, twierdząc, że ich etykieta była zgodna z Federalną Ustawą o Insektycydach, Środkach Grzybobójczych i Rodentycydach (FIFRA). Sędzia Vince Chhabria uznał za „konstytucyjnie niedopuszczalne”, by kwota odszkodowania karnego była 15 razy większa niż kwota odszkodowania wyrównawczego, dlatego też obniżył odszkodowanie całkowite do 25 milionów dolarów.

Hardeman i jego żona od lat 80. Używali Roundupu do zwalczania przyrostu traw i chwastów na 56-akrowym, dawnym schronieniu dla egzotycznych zwierząt w hrabstwie Sonoma w Kalifornii. Raka zdiagnozowano u niego miesiąc przed tym jak IARC uznała glifosat za związek prawdopodobnie rakotwórczy.

Za sprawą wniosku producenta Roundupu proces został podzielony na dwie części, dzięki czemu część dowodów została usunięta z obraz sądowych. Z pierwszej fazy wyłączono chociażby dokumenty udowadniające, iż firma brała udział w ghostwritingu literatury naukowej, czy e-maile omawiające współpracę pomiędzy koncernem a American Council on Science and Health (ACSH). Z obu faz wyłączono dowody dotyczące spotów marketingowych firmy i argumenty, że „glifosat jest potrzebny do nakarmienia świata”. Całkowicie wykluczono natomiast niektóre dokumenty EPA i porównania działań koncernu do tych stosowanych przez przemysł tytoniowy w celu oszukiwania klientów. Sędzia dopuścił analizę glifosatu jako czynnika rakotwórczego przeprowadzoną przez IARC, ale w ograniczonej formie.

W trakcie tego procesu doszło do konfliktu pomiędzy sędzią Chhabrią a główną prawniczką reprezentującą Hardemana – Aimee Wagstaff. Sprawa zaczęła się od ciągłego przerywania, werbalnego atakowania grożenia z jego strony oraz nałożeniu kary na Wagstaff za rzekome niestosowanie się do wyznaczonych przez sąd granic. Początkowe zachowanie Chhabrii zwróciło uwagę wielu osób i doprowadziło do spekulacji, jakoby sędzia miał na celu przeprowadzenie rozprawy na korzyść producenta Roundupu ze względu na fakt, iż pracował on wcześniej w firmie broniącej Monsanto przed obawami przemysłu mleczarskiego w związku z syntetycznym suplementem bydlęcego hormonu wzrostu (rBGH).

Innym powodem było to, iż z grupy sędziów zasiadających w ławie przysięgłych wykluczył on tych, którzy wyrazili niechęć względem Monsanto, jednak odrzucił prośbę prawników Hardemana o usunięcie również przysięgłego przekonanego, że koncern jest „szczery i pomaga społeczeństwu”, a Roundup sam w sobie jest całkowicie bezpieczny.

Ostatecznie podejrzenia te okazały się bezpodstawne, kiedy w ciągu kolejnych dni sędzia stanął po stronie poszkodowanego, stwierdzając, że herbicydy na bazie glifosatu, czyli w tym przypadku Roundup, mogły wywołać raka u Hardemana. Obrona prawników firmy skupiająca się na szukaniu innych przyczyn, jak chociażby zapalenie wątroby typu C, na które chorował wyżej wspomniany, nie odniosła żadnego skutku. Głównie dzięki temu, iż świadkami zeznającymi po stronie Hardemana byli: dr Beate Ritz – kierownik Katedry Epidemiologii Uniwersytetu Kalifornijskiego (UCLA) i dr Christopher Portier – były dyrektor Agency for Toxic Substances and Disease Registry (ATSDR). Oboje po zapoznaniu się z badaniami na temat glifosatu i ocenieniu ich zgodnie z metodą analizy Bardforda Hilla, doszli do wniosku, że herbicydy na jego bazie, a co za tym idzie Roundup, mogły przyczynić się do rozwoju raka NHL u osób wystawionych na kontakt z nimi.

To właśnie w trakcie tego procesu po raz pierwszy wspomniano o meta-analizie potencjału herbicydów glifosatowych, gdzie stwierdzono, iż u osób ciągle narażonych na kontakt z tymi środkami, ryzyko rozwoju chłoniaka nieziarniczego (NHL) wzrasta o 41%.

Pomimo zaprezentowanych dowodów, producent Roundupu nadal utrzymuje, że jego produkt jest bezpieczny. W międzyczasie koncern stara się również o podważenie oryginalnego werdyktu sądu w sprawie Hardemana, licząc na to, iż utworzy to precedens, na podstawie którego firma będzie mogła odrzucić inne pozwy, bazujące na tych samych argumentach.

Z tego też powodu firma do tej pory nie wypłaciła poszkodowanemu zasądzonych 25 milionów dolarów.

Trzeci proces w sprawie o wywołanie u Alvy i Alberty Pilliod – małżeństwa po siedemdziesiątce – chłoniaka nieziarniczego rozpoczął się 28 marca, a zakończył 13 maja 2019 roku. Sąd w Kalifornii rozstrzygnął sprawę na korzyść powodów, przyznając im w sumie 2 miliardy dolarów odszkodowania. Dodatkowo mieli oni otrzymać również 55 milionów za przeszłe oraz przyszłe szkody.

Producent Roundupu odwołał się od wyroku, stwierdzając, że jest rozczarowany werdyktem. Zasugerował on również, że roszczenie małżeństwa Pilliod o braku odpowiedniego ostrzeżenia na etykiecie Roundupu jest niezgodne z prawem federalnym, ponieważ EPA uprzednio zatwierdziła etykietę produktu w takiej formie. Chociaż sąd stwierdzić, iż firma wykazała się „świadomym i umyślnym lekceważeniem bezpieczeństwa innych”, w procesie odwoławczym koncernowi udało się zmienić kwotę odszkodowania Alvy i Alberty Pilliod z 2 miliardów na 87 milionów dolarów, ze względu na to, iż była ona wyższa niż ustanowiony konstytucyjny limit. Sędzia Smith zasądziła również obniżenie nagrody za przeszłe i przyszłe szkody z 55 milionów do 17 milionów dolarów.

Alva i Alberta Pilliod używali Roundupu od połowy lat 70. Oboje przyznali, że wybrali Roundup, ponieważ kampanie reklamowe Monsanto przekonały ich, że ten produkt jest bezpieczny zarówno dla nich, jak i zwierząt. To właśnie Alberta powiedziała, że w tamtych czasach uznawała herbicyd za tak bezpieczny, że w rozmowach z mężem często porównywała go do wody z cukrem. Chorobę zdiagnozowano u nich kolejno w 2011 i 2015 roku. Alva cierpli na raka NHL z przerzutami do miednicy i kręgosłupa, a Alberta na raka NHL mózgu. Od 2019 roku oboje są w stanie remisji, lecz Alberta, która była wielokrotnie hospitalizowana, musi przyjmować chemię podtrzymującą. Ze względu na zaawansowany wiek pary ich prawnicy wnieśli o przyśpieszony termin rozprawy. Koncern sprzeciwił się temu w sądzie, jednak sędzia Ioana Petrou rozstrzygnęła spór na korzyść małżeństwa Pilliod.

W trakcie procesu małżeństwo było pytane, czy etykieta Roundupu zakazywała im noszenia szortów oraz klapek i czy nakazywała, aby nosili rękawice oraz maski. Oboje zeznali, że nie, stwierdzając, iż spoty reklamowe Monsanto dały im fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

„Ława przysięgłych na własne oczy zobaczyła wewnętrzne dokumenty firmy, świadczące o tym, że już od pierwszego dnia, Monsanto nie było zainteresowane ustaleniem, czy Roundup jest bezpieczny. Zamiast inwestować w solidną naukę, inwestowali miliony w atakowanie nauki, która zagrażała ich planom biznesowym” – mówił adwokat reprezentujący małżeństwo Pilliod, Brent Wisner po zapadnięciu wyroku, odnosząc się do ujawnionych dokumentów i e-maili firmy. Tych samych, których nie wolno było przytoczyć w procesie Hardemana ze względu na wprowadzone przez sąd limity. Tym razem prawnicy nie musieli się jednak ograniczać i zgodnie ze słowami współ-prawnika Wisnera – Michaela Millera „mogli wreszcie pokazać ławie przysięgłych górę dowodów, wskazujących na to, że Monsanto brało udział w manipulowaniu nauką, mediami i agencjami regulacyjnymi” w celu osiągnięcia korzyści kosztem zdrowia i życia ludzi oraz zwierząt. Po zapoznaniu się ze wszystkimi dowodami przysięgli jednogłośnie stwierdzili, że koncern dopuścił się oszustwa.

Podczas tego procesu producent Roundupu starał się uzyskać pozwolenie na zmianę etykiety ich produktu. EPA jednak w odpowiedzi oświadczyła, że opatrzenie  go ostrzeżeniem o środku rakotwórczym jest niezgodne z zaleceniami FIFRA, tym samym pozwalając, aby Roundup i inne herbicydy na bazie glifosatu produkowane przez koncern, były sprzedawane bez odpowiedniego oznakowania i nadal zagrażały klientom.

Sędzia Chhabria tymczasem nakazał producentowi Roundupu rozpoczęcie mediacji z tysiącami innych osób pozywających firmę. Między innymi dlatego, że koncern przez miesiące starał się ustalić odpowiednią kwotę odszkodowania, która zaspokoiłaby roszczenia wszystkich poszkodowanych, jednocześnie nadal walcząc o podważenie wyroków w trzech przegranych sprawach, małżeństwo Pilliod do tej pory nie dostało zasądzonych pieniędzy.

Obecnie w sądzie toczy się czwarty już proces w sprawie Donetty Stephens. Pierwotnie w kolejce po małżeństwie Pilliod było kilkanaście innych osób z grupy pozywających, która liczy w sumie ponad 50 000 osób. Te rozprawy jednak nie odbyły się, ponieważ poszkodowani zgodzili się na zaproponowaną przez firmę ugodę w postaci 11 miliardów dolarów na pokrycie wszystkich roszczeń.

Na ten moment Bayer liczy na to, że werdyktem Sądu Najwyższego USA uda im się uzyskać wniosek mówiący, iż zatwierdzenie ich produktów przez EPA oznacza, że skargi oparte na nie ostrzeżeniu klientów o zagrożeniu rakotwórczym są bezpodstawne ze względu na regulacje FIFRA.


Przypisy:

 [1] Renewal Assessment Report: Glyphosate. Volume 1. Report and Proposed Decision. December 18, 2013. German Institute for Risk Assessment, page 65.

 [2] EFSA Journal: „Conclusion on the peer review of the pesticide risk assessment of the active substance glyphosate”, https://efsa.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.2903/j.efsa.2015.4302

 [3] Portier, Christopher J.; et al. (November 27, 2015). „Open letter: Review of the Carcinogenicity of Glyphosate by EFSA and BfR”

 [4] IARC Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans. International Agency for Research on Cancer, 112. August 11, 2016.

[5] M. Jankowska, Autor i prawo do autorstwa, Warszawa 2011, s. 21.

Narodowy Instytut Wolności – logo Fundusz Inicjatyw Obywatelskich – logo

Przygotowano w ramach projektu „Glifosat. Dialog obywatelski” realizowanego przez Fundację Ecorower. Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 103 / (51) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Świat # Zdrowie Chcę wiedzieć

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.