Książka

Stanisław Lem: Okamgnienie

okładka książki Lem Okamgnienie
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 214 / (6) 2024

Stanisław Lem rozprawia się w „Okamgnieniu” z własnymi hipotezami na temat rozwoju ludzkości i dawnymi złudzeniami co do możliwości nauki. Robi to wyjątkowo surowo, widząc we współczesnej kulturze masowej przede wszystkim niekompetencję i ignorancję. Sensacyjne doniesienia prasowe, pseudonaukowe publikacje i rosnąca komercjalizacja dokonująca się na styku nauki i mediów stwarzają w efekcie fałszywy obraz rzeczywistości – pełen uproszczeń i przekłamań (z mat. Wydawcy).

Wydawnictwu Literackiemu dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki

Przyszłość jest ciemna

Francis Fukuyama jest zamerykanizowanym Japończykiem niezmiernie upartym: swojej pracy zapowiadającej koniec historii broni różnymi kolejnymi artykułami ze wszystkich sił. Założeniem, które było podstawą jego zapowiedzi o końcu historii, miał być zgon ciągłego i nieuchronnego rozwoju światowego. Ponieważ jednak, oprócz komunistów chorych na materializm historyczny oraz wspierających ich tak zwanych pożytecznych idiotów, w ową rozumianą teleologicznie drogę wzwyż ku powszechnemu postępowi ludzkości uwierzyły osoby tylko bardzo niedokształcone i młode, całą gadaninę wokół historycznie zachodzącej jakoby progresji bytowej naszego świata należy zetrzeć z tablicy mokrą gąbką. W książkach moich, zwłaszcza dyskursywnych, choć nie tylko takich, zajmowałem się postępami wiedzy i sprawności technopochodnych, jednakowoż w nieasertorycznych utworach beletrystyki fantastycznej wszystkie pomysły o uszczęśliwianiu bądź doszczęśliwianiu ludzkości likwidowałem, zazwyczaj metodą eksperymentów umysłowych (Gedankenexperimente).

Z perspektywy kończącego się właśnie dwudziestego wieku jesteśmy zmuszeni uznać, że ludzkość nigdy się w jakiejkolwiek stateczności nie zatrzyma. Zbliżamy się do kresu szałów jądrowych, wchodząc w fazę szałów łącznościowych.

Ludzkość chętnie uprawia działania niedorzeczne, wykazuje zwiększające się apetyty na różnorodne okrucieństwa, zaś technologię powszechnie stosuje ze wzrastającą sprawnością, jako narzędzie do włamywania się tam, gdzie jej nikt nie prosił. Z bezliku książek przedstawiających życiowe koleje największych uczonych z reguły dowiadywałem się, że byli oni używani jak pociągowe zaprzęgi cywilizacyjne, często źle opłacani, raczej z ochotą podporządkowywali się naczelnym politykom swoich czasów, częściowo motywowani ambicjonalnie, częściowo zaś kuszeni po prostu sposobnościami wykorzystywania swych nadprzeciętnych uzdolnień, które regularnie, rychło po ziszczeniach, degenerowały się, na skutek kolizyjnej roboty możnych decydentów, w bagrownice, czy też inne pogłębiarki masowych grobów. Jeśli przynosili światu dobro, to moce, nad jakimi nie panowali, przeważnie obracały je w zło. Jako dwudziesto-, czy też czterdziestolatek byłem w pisarstwie moim motywowany i napędzany optymizmem pragmatycznym, przeważnie branym fałszywie już to za bajania i bredzenia, już to za moje uroszczenie technokratyczne. Obecnie panuje w biologii poczucie triumfu wywołane zdekodowaniem składu nukleotydowego jednego z pierwszych chromosomów ludzkiego genomu. Odpowiada to z grubsza rozpoznaniu i rozbiciu na poszczególne elementy, w postaci poszczególnych nut, pierwszej strony partytury IX Symfonii Beethovena. Podobnie jak tacy deszyfratorzy, na razie nie potrafimy prawie nic począć z uzyskanym mrowiem danych. Nie twierdzę, żeśmy natrafili na drodze do optymizującej człowieka autoewolucji na betonowy mur, lecz tylko na ostrzeżenie, że owo przedsięwzięcie będzie dlatego bardzo trudne, ponieważ, po pierwsze, nie wolno dokonywać na razie żadnych doświadczeń na dziedzicznej substancji ludzkiej, a po wtóre, ponieważ kapitał nie jest i nie może być zainteresowany w niezmiernie odległych skutkach procesów, które doraźnie musiałby wspierać.

Działamy bez cenzury. Nie puszczamy reklam, nie pobieramy opłat za teksty. Potrzebujemy Twojego wsparcia. Dorzuć się do mediów obywatelskich.

Ze wspomnianych pism czołówki uczonych dwudziestego wieku dowiedziałem się, z jaką bezczelnością i zuchwałością byli wykorzystywani przez polityków. Odległy musi być czas, w którym kandydatów na najwyższe stanowiska jakichkolwiek państw będzie się kierowało na egzaminacyjne filtry, ażeby umysłowości wielostronnie marne bez wszelkiego miłosierdzia kierować do robót publicznych. W tym właśnie z cenzuralnie narzucanej, jak również ślepej na rzeczywistość głupoty omijałem przez cały czas trwania protektoratu sowieckiego w Polsce problematykę społecznopolityczną. W archaicznych, do tego trwających wskutek bezwładności, srogich gorsetach dezaktualizujących się ustaw, praw, wiar poruszamy się nie jak jeden twór fikcyjny zwany ludzkością, ale raczej jak wielosektorowy ciąg gąsienicznych segmentów. Ilość niewiadomych łącznie stanowiących zasłonę przyszłych dróg ludzkości z upływem czasu narasta. Wolność nie oznacza wykorzystywanej szansy zaspokajania sprawiedliwie wyczuwanych potrzeb, ponieważ potrzeby są nam wmawiane i wciskane przez często anonimowe grupy wielkich inwestorów światowego kapitału.

Jakkolwiek w krótkich chwilach wyborów demokratycznych albo pseudodemokratycznych vox populi est vox Dei, to jednak częściej sprawdza się porzekadło vulgus vult decipi — ergo decipiatur.

Bezpośrednia demokracja, umożliwiona już dzięki elektronice, byłaby niechybnie większym nieszczęściem aniżeli demokracja pośrednia, co być może wyjaśnię w oparciu o następującą dychotomię. Zasadniczo ludzie cierpią albo na głupotę krótkowzroczną, albo na dalekowzroczną.

Zdaję sobie sprawę z goryczy powyższego rozpoznania, które wydaje mi się czymś w rodzaju conradowskiego wymierzenia sprawiedliwości naszemu światu. Historia nie była pozbawiona okresów umiarkowanej stabilności, które zresztą często nie tyle wynikały z napawających społeczeństwa błogostanów, ile raczej z zaadoptowania się do Prokrustowego łoża istniejących warunków. Gatunek nasz zdominował planetę w sposób tak szybki i tak w geologicznej skali gwałtowny, że już zagraża biosferycznej i klimatycznej równowadze.

Lem Okamgnienie - okładka

Stanisław Lem, Okamgnienie, Wydawnictwo Literackie, 2023

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 214 / (6) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: