Studentki w związkach zawodowych? O Łódzkim Kole Młodych Inicjatywy Pracowniczej
Z Dominiką Lichańską, Różą Skrobiś i Dominiką Zymni rozmawiamy o konieczności łączenia pracy ze studiami, drogich akademikach, nastawieniu uczelni wyższych na zysk, potrzebie tworzenia akademickiej wspólnoty. I o działalności studentek i studentów w związkach zawodowych.
Jak opisałybyście okoliczności i cel powstania Łódzkiego Koła Młodych IP?
Dominika Lichańska: Celem Kół Młodych Inicjatywy Pracowniczej jest stworzenie oddolnej organizacji, która działa w interesie jej członkiń, niezależnie od uniwersytetu, od partii politycznych.
Chcemy poprawić naszą codzienność i codzienność przyszłych pokoleń.
Na Uniwersytecie Łódzkim, tylko w ciągu ostatnich siedmiu lat, liczba miejsc w akademikach zmniejszyła się o około 200 – a trendy mówią, że studentów generalnie przybywa. Poza tym ceny w akademikach są coraz mniej konkurencyjne wobec rynku prywatnego.
Współpraca z Uniwersytetem w ramach samorządu nic nie daje. Władze parlamentarne są bierne, jeśli chodzi o naszą sytuację materialną. Od lat nie powstają akademiki, a my jesteśmy spychani do pracy w gastronomii, do sektora prywatnego czy na ,,staże”, na których pracujemy na etat, na śmieciówce, czując na plecach oddech przełożonego, który może zwolnić nas z dnia na dzień. Obserwując działalność pozostałych Kół Młodych Inicjatywy Pracowniczej czułyśmy, że problematyka, którą podnoszą, jest uniwersalna — niezależnie od miasta, w którym studiujemy lub pracujemy, a często jedno i drugie — wszystko to, dotyczy też nas.
Kiedy dołączyłyście do koła i dlaczego?
Dominika Zymni: Łódzkie Koło Młodych powstało w lutym 2024 roku. Ja dołączyłam do koła ponad pół roku temu, nie mogłam się odnaleźć w innych formach aktywizmu, nie czułam się dostatecznie reprezentowana, ani że mam wpływ na cokolwiek. Część z nas działała w Inicjatywie Pracowniczej w innych miastach lub w formie Łódzkiej Komisji Środowiskowej IP, która nie skupiała się tak mocno na problemach studentek, sytuacji młodych na rynku pracy.
Wszystkie studiujemy i dotykają nas z tego powodu podobne problemy, takie jak trudności ze znalezieniem taniego zakwaterowania, brak sensownego wsparcia ekonomicznego ze strony uczelni, próba łączenia studiów z pracą czy alienacja. To nas łączy i daje impuls do działania. Samorządy studenckie nie reprezentują nas w takim stopniu jakbyśmy sobie tego życzyły, chciałyśmy mieć prawo głosu i być stałym elementem życia uczelnianego. Tworzymy organizację oddolną, niezależną od polityki uniwersytetu.
Róża Skrobiś: Do koła dołączyłam w dniu jego zawiązania. Jestem studentką prawa, w tamtym czasie byłam członkinią koła naukowego prawa pracy i ta gałąź prawa zawsze mnie interesowała; działalność w kole naukowym jednak zdawała mi się dość bezproduktywna.
Dominika Lichańska: Jestem studentką socjologii i działam w kole od jego początku – prowadziłam zebranie założycielskie. Wcześniej zawiodłam się na innych sposobach działania, a że jestem z niezamożnej rodziny, to kwestie takie jak zatrudnienie czy pomoc z uniwersytetu, na którym teraz jestem, są dla mnie, można powiedzieć, pracą u podstaw.
Dlaczego również studenci powinni móc dołączać do związków zawodowych?
Róża Skrobiś: Nie chcemy tworzyć osobnej organizacji studenckiej. Domagamy się uznania związku zawodowego jako reprezentacji również naszych interesów.
Do związków zawodowych wstępować mogą już bezrobotni, renciści czy stażyści, zatem związki zawodowe nie zrzeszają osób wyłącznie wykonujących pracę najemną na podstawie umowy o pracę – w założeniu są reprezentantami osób znajdujących się w podobnej sytuacji społeczno-materialnej, czy klasowej.
Widzimy wspólnotę naszych interesów z innymi zrzeszonymi i uważamy, że jako jeden, wielobranżowy, klasowy związek jest najlepszym sposobem, na skuteczny opór wobec systemu.
W jaki sposób dążycie do realizacji waszych celów?
Dominika Lichańska: Działamy wielotorowo. Jesteśmy częścią związku zawodowego, z ramienia którego bierzemy udział w szkoleniach z zakresu prawa pracy, edukujemy się wewnętrznie. W kołach zbieramy potrzebne nam dane, wysyłamy pisma o udip-y (dostęp do informacji publicznej – przypis autorki), tworzymy treści w naszych social mediach, ale i plakaty, ulotki, które rozdajemy na uniwersytetach. Robimy też coś mniej oczywistego — rozdajemy pod wydziałami posiłki czy wypieki, żeby z jednej strony promować naszą działalność, ale z drugiej zwrócić uwagę na to, że uczelnie mogą wyglądać inaczej, że powinniśmy móc na nich tanio zjeść i spędzić czas w społeczności, która jest nasza. Wspieramy też działania związkowców i związkowczyń Inicjatywy Pracowniczej w Łódzkim EC1, Muzeum Sztuki i na uniwersytetach. Współpracujemy z osobami chcącymi powołać nowe komisje i dążymy do tego, żeby po prostu pracowało nam się lepiej.
Dominika Zymni: W związku zawodowym przyświeca nam wspólny cel. Zrzeszamy się, dzieląc się swoimi doświadczeniami i tym, jak walczyć o osiągnięcie tego celu. Mimo że jesteśmy oddolną, niezależną organizacją, nie działamy impulsywnie. Każde działanie jest przemyślane i uzgadniane, a po formy takie jak strajki sięgamy, kiedy wszystkie inne możliwości zostały wyczerpane.
Jakie przyświecają wam idee?
Dominika Lichańska: Jesteśmy zrzeszone w związku zawodowym. Zajmujemy się pracą wręcz organiczną, wydarzenia, które organizujemy mają edukować w zasadniczych dla nas kwestiach.
Obecnie różne raporty wskazują, że pracuje ponad 40% studentów, jednak mało który raport mówi o tym, jak pracujemy, czy to bezpieczna praca, dlaczego w ogóle pracujemy, czy jak wpływa to na studiowanie. My chcemy przerwać to milczenie i organizujemy się wokół poprawy sytuacji w miejscach pracy, walczymy z niewypłacalnymi pracodawcami, z bezpłatnymi nadgodzinami, mówimy o prekaryzacji zatrudnienia.
Na uczelni działamy trochę dystansując się od jej roli wyłącznie intelektualnej. Nie możemy rozwijać się naukowo i tworzyć społeczności, gdy doba ma tylko 24 godziny, a my pracujemy cały miesiąc, żeby opłacić pokój wielkości 8m2. Walczymy o lepszy byt, lepszą przyszłość przyszłych pokoleń młodych osób — to chyba idea sama w sobie.
Róża Skrobiś: Staramy odwrócić się trend indywidualizowania doświadczeń każdego z nas, sprowadzania ich do prywatnych przeżyć i błędów — chcemy pokazać, że nasza sytuacja ma wymiar kolektywny, systemowy, i tylko wspólnie, solidarnie, możemy jej zaradzić. Jesteśmy również apolityczni — jako oddolna i niezależna organizacja nie bierzemy udziału w wyborach do samorządu studentów i nie opowiadamy się za żadnym stronnictwem.
Patrzymy na ręce każdej władzy i wobec każdej władzy forsujemy nasze postulaty.
Jakie są wasze zadania w kole?
Róża Skrobiś: Biorąc pod uwagę funkcje związane z działaniem koła jako jednej ze struktur związku — bo koła młodych są de facto komisjami środowiskowymi — niektóre członkinie i członkowie zasiadają w prezydium, co wiąże się z istnieniem obowiązków stricte skorelowanych z tym organem. Oprócz tego, jeśli chodzi o działalność bieżącą, nie istnieją odgórnie delegowane obowiązki, które spoczywają na poszczególnych członkach koła. Organizujemy się i każdy z nas podejmuje decyzje co do tego, czy i w jaki sposób weźmie udział w naszych inicjatywach.
Dominika Zymni: Zadaniami dzielimy się w zależności od akcji, wydarzeń, umiejętności. Są w naszym kole osoby, które czują się pewniej w kwestiach logistycznych, inni tworzą zaplecze merytoryczne.
Chcemy wykorzystać każdy talent i dać pole do działania jak największej liczbie członkiń.
Dominika Lichańska: Każdy może wykorzystać u nas swoje kompetencje. Poza zespołem tworzącym grafiki i posty na social media, mamy także osoby piszące dłuższe teksty na stronę związku i do naszej niezależnej gazety „Alarm Studencki”. Są też osoby zbierające dane, osoby będące w kontakcie z komisjami zakładowymi oraz te, które koordynują mniejsze projekty jak gotowanie posiłków na wydawki. Członkowie zajmują się również organizacją dużych wydarzeń, jak odbywający się od dwóch lat w Łodzi Socjalny Kongres Kobiet oraz wydarzeń na uczelniach, np. Ile kosztują Cię studia?, rozmowy o tym, jak odradza się ruch studencki, o kwestii zatrudnienia.
Jakie są wasze doświadczenia z poprzednich wydarzeń Młodych IP?
Róża Skrobiś: Brałam udział zarówno w naszych działaniach lokalnych (spotkanie „Studia bez pustego portfela”, ulotkowania, wydawki) jak i w mobilizacji ogólnopolskiej, jak okupacja Kamionki [akademik w Krakowie — przyp. red.]. Okupacja była szczególnie budującym doświadczeniem, które pozwoliło nam na mocną integrację wewnątrz struktur kół młodych, zaangażowanie nowych osób w naszą działalność i weryfikację metod walki, z których korzystaliśmy. Szczególnie ważnym wydarzeniem, które pozwoliło na wymianę refleksji z tym związanych, był Zjazd Młodych, który odbył się pod koniec sierpnia 2024 roku.
Dominika Zymni: Wszystkie brałyśmy udział np. w strajku w Kamionce, wydawkach żywności na Uniwersytecie Łódzkim, organizacji Socjalnego Kongresu Kobiet. Dla mnie, jak i pewnie dla wielu z nas, najbardziej stresującym wydarzeniem był strajk okupacyjny w Kamionce. Jednocześnie było to bardzo budujące — własnymi siłami tchnęliśmy trochę życia w opuszczony od kilku lat akademik. Organizowałyśmy wspólnie prace porządkowe oraz dbaliśmy o różnorodny harmonogram paneli edukacyjnych. Otrzymaliśmy również bardzo dużo wsparcia ze strony wykładowców oraz mieszkańców osiedla w pobliżu DS. Kamionka. Zabrałyśmy głos w sprawie, która dotyczyła nas wszystkich. Spotkanie i spędzanie czasu z działaczkami z innych kół również było dla mnie bardzo inspirujące.
Czy uznałybyście te działania za sukces?
Róża Skrobiś: Tak. W początkowym okresie działalności koła nasze lokalne działania nastawione były przede wszystkim na dotarcie do osób gotowych do działania, zbudowanie szerszej bazy członkiń i członków oraz na zaistnienie koła w przestrzeni uczelni. Te cele zostały w dużej mierze osiągnięte.
Działania ogólnopolskie, takie jak okupacje, przyniosły realny materialny efekt w postaci skutecznej obrony dwóch akademików.
Poza namacalnymi rezultatami czteroletnia działalność kół młodych przyczyniała się do przesunięcia dyskursu wokół zaplecza socjalnego uczelni oraz zwiększenia świadomości i aktywności politycznej wśród studentów i studentek.
Dominika Lichańska: Lokalnie sukcesem było oczywiście założenie koła. Rośniemy w siłę, przychodzą na wydarzenia nowe osoby, te które nie dołączają, uważają naszą działalność za ważną. Poza tym dużym sukcesem — z mojej perspektywy — jest zorganizowanie Socjalnego Kongresu Kobiet. Przyjechało prawie 100 działaczek związkowych, feministycznych, lokatorskich, społeczniczek, żeby wzajemnie się wspierać, wymieniać doświadczeniami, strategiami walki, pomysłami.
Poza tym pomogliśmy uzwiązkowić się w zakładach pracy dwóm nowym, łódzkim komisjom Inicjatywy Pracowniczej, komisji Akademickiej i przy EC1, to duży sukces. Na co dzień też mogą liczyć na naszą pomoc i cieszymy się, że realnie ich sytuacja w miejscu pracy może ulec poprawie.
Czy jest coś, co sprawia wam trudności w działaniu?
Dominika Lichańska: Jest masa takich trudności!
Już to, że łączę studia z pracą, a obecnie nawet dwoma, to gigantyczne wyzwanie.
Większość z nas jest w identycznej sytuacji, dzielimy zadania, organizujemy je od A do Z, i jakoś to idzie.
Innym problemem jest to, że władze uczelni nie traktują nas jak studentów!
Jedynym przedstawicielem naszego głosu powinien być samorząd studencki, który woli raz do roku organizować Juwenalia, niż zająć się codziennymi sprawami studentek i studentów — to w końcu mniej atrakcyjne i widowiskowe w ich przyszłych politycznych i naukowych karierach.
Dominika Zymni: Każde wydarzenie poprzedza długi okres przygotowań, wszystko ustalamy razem. Przygotowujemy się zarówno merytorycznie jak i tworzymy własne zasoby materialne: ulotki, naklejki, plakaty. Przez brak zaangażowanych członków reszta może być zbyt obciążona.
Róża Skrobiś: Większe zaangażowanie w życie związku wymaga poświęcenia niemałej części swojego wolnego czasu na pracę, za którą nikt nam nie płaci i która nie zawsze jest przyjemna.
Ta bariera często okazuje się nie do przeskoczenia dla osób, które łączą pracę ze studiami i chcą mieć przy tym czas na życie towarzyskie i odpoczynek.
Jednocześnie, społeczność studencka dalej pozostaje w dużej mierze w marazmie. Nie mamy podmiotowości jako grupa.
Współczesny student to człowiek wyalienowany, pozbawiony poczucia wspólnoty i sprawczości.
W naszej działalności wielokrotnie spotykamy się z pobłażaniem czy brakiem zainteresowania. Łódzkie uczelnie mają również mniej funduszy niż Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagielloński, a co za tym idzie mniej rażących przypadków, w których brak materialnego wsparcia studentek i studentów jest wynikiem wyłącznie decyzji politycznej.
Co Was motywuje?
Dominika Lichańska: Sukcesy, wygrane walki, bycie potrzebnymi.
Róża Skrobiś: Przede wszystkim chęć poprawy naszej sytuacji materialnej. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami bardzo długa droga, a efektów naszej pracy najpewniej nie poczujemy sami podczas naszych studiów.
Mimo to uważamy, że w obecnej sytuacji ekonomicznej, mamy obowiązek działać.
Niekoniecznie dla nas samych, ale dla nas jako klasy. Budowanie silnego, oddolnego społecznego oporu to według nas jedyna szansa na realną systemową zmianę.
Dominika Zymni: Mnie motywuje przede wszystkim chęć poprawy życia studentów i poprawy jakości kształcenia na uniwersytetach. Uważam, że kiedy uczelnia zaczyna się zmieniać i traktować siebie jako korporację nastawioną na zysk, działa to na szkodę całego społeczeństwa, nauka przestaję się rozwijać tak, jak powinna, badania są stronnicze i finansowane przez wielkie firmy. Zawsze chciałam móc się kształcić, rozwijać, była to dla mnie najwyższa wartość.
Koło jest dla mnie czymś w rodzaju pracy u podstaw, pomogło mi poczuć satysfakcje i chęć zmiany.
Jakie są Wasze opinie na temat funkcjonowania współczesnych uczelni? Co należałoby zmienić?
Dominika Lichańska: Uczelnia funkcjonuje jak fabryka dyplomów. Odbębniamy w niej nasze pół etatu, żeby uzyskać gratyfikację i wlecieć na rynek pracy, który prawdopodobnie pokaże nam, że nasz dyplom i tak nie ma wartości.
Chciałabym, żeby uczelnia była czymś więcej.
Społecznością, z którą się utożsamiam, miejscem, w którym czuję się bezpiecznie, w którym mogę rozwinąć moje pasje naukowe.
Dominika Zymni: Widzę duże niebezpieczeństwo w ostatniej antyspołecznej polityce uczelnianej — zmuszanie studentów do pracy na własne utrzymanie i odciąganie od nauki zmniejsza pulę wykwalifikowanych pracowników oraz tworzy niezdrowe nawyki ciągłej pracy po niskich kosztach.
Uczelnia nie powinna, według mnie, być nastawiona na finansowy zysk, nie wszystkie pozytywy da się przeliczyć na kapitał.
Róża Skrobiś: Studenci poświęcają dużo mniej uwagi na życie naukowe i kulturalne. Jednocześnie „wspólnota akademicka” realnie nie istnieje.
Struktura uczelni przypomina raczej drabinę feudalną.
Nie czujemy więzi z innymi studentami i akademikami.
Poza tym, problemem jest sposób finansowania szkolnictwa wyższego. System punktowy i nastawienie na pozycję w rankingach zmusza uczelnie do rywalizacji między sobą, co destruktywnie wpływa na dostępność edukacji i jakość kształcenia w mniejszych ośrodkach akademickich. Trudno jest opisać wszystkie problemy polskich uczelni w jednym akapicie, musimy całkowicie zmienić nasz sposób myślenia o tym, czym jest uniwersytet.
Nie chcemy fabryki lecz dobra wspólnego.
Jak młodzi ludzie mogą się angażować?
Róża Skrobiś: Nasze problemy wynikają z systemu, który otacza nas z każdej strony. Żyjemy w nim na co dzień, wychowaliśmy się w nim i prawdopodobnie w nim umrzemy. Status quo jest dla wielu niepodważalną oczywistością. Dla tych, którzy dostrzegają jego niesprawiedliwość, ta świadomość może być bardzo przytłaczająca. Jedynym sposobem walki o lepsze jutro jest skupienie się na konkretnych, lokalnych formach ucisku i podjęcie akcji bezpośredniej.
Dominika Zymni: Chętni mogą się angażować przychodząc na spotkania otwarte i panele dyskusyjne, podpisując otwarte petycje, właściwie każda forma włączenia się i zainteresowania się naszym wspólnym celem jest pożądana.
Dominika Lichańska: Myślę, że warto do nas dołączyć, żeby zmieniać nasz los. Nie możemy polegać wyłącznie na tym, że po oddaniu głosu w wyborach, coś się zmieni. Żeby dołączyć do koła, należy napisać do nas wiadomość na Facebooku, Instagramie lub mailowo. Następnie przyjść na zebranie, podpisać deklarację członkowską, zadeklarować, w jakim zakresie dana osoba chce działać i już. Generalnie działamy mocno interdyscyplinarnie, nie zrzeszamy wyłącznie studentów.
Czego możemy się spodziewać od łódzkiego koła w najbliższych miesiącach?
Dominika Zymni: Chcemy coraz bardziej angażować się w lokalne akcje i stworzyć swoje miejsce na stałe w społeczności akademickiej. Mamy w planach organizacje kolejnych wydawek jedzenia na terenie kampusu oraz otwartych paneli dyskusyjnych i spotkań. Na pewno chciałybyśmy docierać i zrzeszać coraz większą grupę studentek i studentów. Skupić się na organizowaniu większej ilości lokalnych inicjatyw. Na razie mamy około trzydziestu członków, chcemy zrzeszać większą liczbę i zbudować wspólną tożsamość.
Dominika Lichańska: Działalność taka jak nasza cechuje się tym, że trzeba naprawdę dużo pracy, aby coś osiągnąć.
To, co widzą media, co sami publikujemy na Facebooku czy Instagramie, to tylko namiastka naszych działań i pomysłów na przyszłość.
Planujemy zebrać kompleksowe dane dotyczące łódzkich uczelni, szczególnie ich zaplecza socjalnego: akademików, stołówek, pokoi socjalnych i działać w tym temacie. Chcemy w Łodzi taniej stołówki, a jak to zrobimy, to już czas pokaże. Poza tym wraz z Komisją Międzyakademicką OZZ IP działamy na UŁ w celu stworzenia nowych sposobów procedowania spraw o mobbing i przemoc seksualną. Pracujemy nad postulatem studentek i studentów w związkach zawodowych, redagujemy gazetę, będziemy robić wydawki, wydarzenia, a jeśli trzeba — strajki.
Róża Skrobiś: Chcemy stać się silnym, prawdziwie masowym ruchem. Przebić subkulturową, aktywistyczną bańkę i dotrzeć do szerokiego grona młodych ludzi, których dotykają problemy, o których mówimy.
Już teraz, pomimo retoryki władz, metodą faktów dokonanych, staliśmy się partnerami w rozmowie na temat tego, jak mają wyglądać nasze uczelnie. W tym celu, od początku roku akademickiego, będziemy dalej organizować spotkania, rozdawać gazety, agitować. Chcemy dokładnie zbadać warunki bytowe studentek i studentów łódzkich uczelni. Na podstawie tych badań wybierzemy strategiczne obszary, w których działanie na rzecz zmiany może przynieść realne efekty.
Poza tym, widzimy potrzebę budowania świadomości politycznej wewnątrz naszych struktur. Zaplanowaliśmy serię spotkań dyskusyjnych na istotne dla nas tematy polityczne.
Chcemy wypracować kulturę otwartej dyskusji i poprzez wymianę myśli uczyć się od siebie nawzajem i tworzyć wspólnotę.
Nasze metody stale ewoluują, wyciągamy wnioski i uczymy się na błędach. Nie możemy wykluczyć, że dojdzie do kolejnych okupacji, jednak widzimy potrzebę dostosowania naszej taktyki do coraz ostrzejszych reakcji rektorów. Co do strajków w zakładach pracy, w których działa nasz związek, jestem pewna, że w przyszłości będziemy mieli wiele okazji, by wspierać nasze koleżanki i naszych kolegów z komisji zakładowych.
Dziękuję za rozmowę.
Przygotowano w ramach projektu Rozwój Centrum Wspierania Rad Pracowników dofinansowanego ze środków Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Wspierania Rozwoju Organizacji Poradniczych na lata 2022–2033.
Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:
Przejdź do archiwum tekstów na temat:
# Rynek pracy # Społeczeństwo i kultura Centrum Wspierania Rad Pracowników