Sygnalista, czyli architektura (nie)ufności. Co kryją w sobie polskie procedury zgłoszeniowe?
Z Michałem Jarosławskim, autorem raportów o sytuacji sygnalistów w Polsce, rozmawiamy o zderzeniu założeń z naszą praktyką, wzajemnej nieufności, „oazach zaufania” i perspektywach.
Małgorzata Jankowska: 23 czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Sygnalisty, a 14 czerwca minęła druga rocznica uchwalenia polskiej ustawy o ochronie sygnalistów. To idealny moment na bilans.
W ramach europejskiego projektu WAKE-UP zrealizowałeś złożone badanie jakościowe obecnej sytuacji. Ukazał się przygotowany przez ciebie „Polski Raport Krajowy o ochronie sygnalistów w Polsce”. Wkrótce ukaże się „Raport z badań percepcji społeczno-kulturowej”. Wszystkie wywiady i analizy przeprowadziłeś samodzielnie. Jak z perspektywy badacza wyglądało zderzenie założeń z praktyką polskich instytucji?
Michał Jarosławski: To było, mówiąc wprost, potężne wyzwanie metodologiczne. Przeprowadziłem łącznie 21 pogłębionych wywiadów, rozmawiając z audytorami, członkami rad pracowników, prawnikami i aktywistami. Ale żeby do tych 21 osób dotrzeć, musiałem wykonać wiele prób nawiązania kontaktu, telefonicznie i mailowo, które najczęściej kończyły się fiaskiem.
Najciekawsze jest jednak to, dlaczego mi odmawiano. Instytucje twierdziły, że skoro od wejścia w życie ustawy w czerwcu 2024 roku nie wpłynęło do nich ani jedno zgłoszenie, to w ogóle nie mają o czym ze mną rozmawiać, bo system „jeszcze nie zadziałał”. Ta powszechna, zdiagnozowana w raporcie „głucha cisza” stała się punktem wyjścia do moich dalszych analiz.
Szybko zrozumiałem, że brak zgłoszeń w skrzynkach nie oznacza, że w Polsce nie ma korupcji czy mobbingu. Oznacza jedynie, że ludzie boją się z tych skrzynek korzystać.
W „Raporcie Krajowym” piszesz o „regresie technologicznym” w administracji publicznej i na uczelniach. Brzmi to niemal anachronicznie w epoce sztucznej inteligencji. Jak to wygląda w praktyce?
I to jest jeden z tych smaczków, które obnażają nasz polski deficyt zaufania. Mogłoby się wydawać, że urzędy czy uniwersytety będą zwolennikami wdrożenia nowoczesnych, szyfrowanych platform IT. Tymczasem z moich badań wynika, że niektóre z tych instytucji świadomie uciekły w rozwiązania całkowicie analogowe.
Dlaczego? Z czystego lęku przed inwigilacją ze strony własnych działów informatycznych.
Audytorzy i pełnomocnicy bali się, że firmowy administrator sieci w pięć minut namierzy po adresie IP osobę, która wysłała niewygodne zgłoszenie.
Dlatego wrócono do starych, sprawdzonych metod – na uczelniach dokumenty lądują w fizycznych szafach pancernych, a w urzędach miast królują procedury „podwójnej koperty” – anonimowa koperta włożona w drugą kopertę, żeby omijać główny obieg dokumentów i wścibskie spojrzenia kolegów z biura.
Drugi przygotowany przez ciebie dokument – „Raport z badań percepcji społeczno-kulturowej” – obnaża naszą mentalność. Eksperci, z którymi rozmawiałeś, stawiają tam bardzo mocne tezy. Twierdzą na przykład, że nowe prawo to „ustawa-trup”, i porównują ją do „sieci rybackiej o powiększonych oczkach”, która łapie tylko urzędnicze płotki, a przepuszcza grube, korupcyjne ryby. Czy to nie jest jednak zbyt radykalna i jednostronna ocena?
Oczywiście, że powinno się na to spojrzeć szerzej. Eksperci, z którymi rozmawiałem, są faktycznie bezlitośni w swoich ocenach. Należy jednak pamiętać, że ten legislacyjny opór i ostrożność ustawodawcy nie musiały wynikać ze złej woli czy politycznego spisku. W Polsce po prostu nie mieliśmy wcześniej takich mechanizmów. Uczą się ich zarówno instytucje, jak i biznes. Dlatego moim zdaniem dobrze, że ustawa się w końcu w polskim porządku prawnym pojawiła.
Jeśli zaś chodzi o pracodawców to oni bronią się przed bardzo realnym ryzykiem. W małych społecznościach czy silnie zorientowanych na rywalizację zespołach istnieje zjawisko, które moi rozmówcy nazwali „sygnalistą-kameleonem”
– to osoba, która potrafi instrumentalnie wykorzystać procedurę zgłoszeniową do niszczenia wewnątrzfirmowej konkurencji, czy w ramach osobistej wendetty. Pracodawcy boją się fałszywych oskarżeń, które mogą w jeden dzień zrujnować reputację budowanej latami spółki. Ten dualizm – z jednej strony pracownik obawiający się utraty środków do życia, z drugiej zarząd obawiający się pomówień – tworzy środowisko czasem paraliżującej nieufności.
Skoro mowa o nieufności. Raporty bardzo mocno akcentują historyczne obciążenie słowa „sygnalista” w Polsce. Używasz sformułowań takich jak „lojalność plemienna” czy „syndrom watahy”.
To największa bariera dla wdrożenia unijnego paradygmatu w Polsce. Europejski model zakłada, że zgłoszenie patologii to akt obywatelskiej troski. W naszym kraju, z bagażem PRL-u i zaborów, wyjście przed szereg to wciąż często zdrada stada, złamanie „lojalności plemiennej” wobec kolegów ze zmiany.
W języku potocznym sygnalista to wciąż donosiciel, kapuś i konfident.
Świadczy o tym pewien tragikomiczny smaczek. Jedna z miejskich, progresywnych organizacji NGO, chcąc wydać poradnik o obywatelskim zgłaszaniu nieprawidłowości, nazwała go wprost… „Poradnikiem konfidenta”. Nasz język tak mocno przesiąkł tym stygmatem, że brakuje nam pozytywnych określeń na legalizm.
W wywiadach z obrońcami praw pracowniczych ujawniasz też instrumentalne wykorzystywanie przez pracodawców Kodeksu karnego – słynnego artykułu 212 o zniesławieniu. Ustawa miała dać parasol ochronny w postaci odwróconego ciężaru dowodu [jeśli sygnalista doświadczy negatywnych konsekwencji w pracy, to na pracodawcy spoczywa obowiązek dowiedzenia, że nie wyniknęły one z powodu działań sygnalistycznych, a obiektywnych merytorycznie powodów – przyp. red.]. Dlaczego to nie działa?
Ponieważ odwrócony ciężar dowodu rozbija się o dramatyczną niewydolność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Moi rozmówcy raportują, że sprawy w sądach pracy potrafią ciągnąć się od pięciu do ośmiu lat. Zwykły obywatel, pozbawiony pensji i obciążony kredytami, po prostu tego nie wytrzymuje finansowo i psychicznie. Co prawda są organizacje, które próbują konflikty łagodzić wewnątrz, stawiając na miękką mediację, ale w zderzeniu z dużą korporacyjną machiną prawną, zwalniany pracownik pozostaje na z góry straconej pozycji.
Gdzie w takim razie szukać nadziei? Znalazłeś podczas swoich badań miejsca, gdzie system po prostu działa i spełnia swoją funkcję?
Tak, i tu mamy kolejny paradoks. Najlepszymi „oazami zaufania” okazały się w Polsce międzynarodowe, zagraniczne korporacje. One całkowicie porzuciły stygmatyzujące słowo „sygnalista”, zastępując je np. pojęciem „Kodeks Etyki”. Pracownik nie donosi, tylko dba o wspólną rentowność firmy.
Ale kluczem do ich sukcesu jest tzw. system „Zielonej Linii”. Zgłoszenia z polskich hal produkcyjnych czy biur omijają całkowicie lokalny, polski zarząd i trafiają bezpośrednio do centrali – np. we Frankfurcie czy w USA.
Polski pracownik znacznie bardziej ufa zewnętrznym, zagranicznym audytorom, wiedząc, że nie są oni uwikłani w lokalne układziki i kolesiostwo.
Na koniec spójrzmy w przyszłość. Jesteśmy w 2026 roku. Ustawodawca, zgodnie z planem, powinien niedługo przeprowadzić kompleksową Ocenę Skutków Regulacji (OSR) ex post, czyli rządową ewaluację działania tych przepisów po dwóch latach od ich wejścia w życie. Jakich wniosków po tej ewaluacji oczekiwałbyś?
Przede wszystkim, tak jak już wspominałem, cieszę się, że ta ustawa w końcu ujrzała światło dzienne. Trochę to bowiem trwało.
Liczę, że rządowy OSR zdiagnozuje to, co ja usłyszałem na samym dole, od ludzi. Po pierwsze – przywrócenie prawa pracy do ustawowego katalogu zgłoszeń. Wydaje się, że to odblokowałoby zaangażowanie związków zawodowych i pomogło w edukacji milionów pracowników. Po drugie – ustawowy nakaz merytorycznego procedowania wiarygodnych zgłoszeń anonimowych.
W małych miastach i gminach, bez pełnej gwarancji anonimowości, nikt nie zaryzykuje kariery i bezpieczeństwa swojej rodziny.
To są fundamenty. Reszta to długofalowa, popkulturowa edukacja, byśmy za dekadę nie traktowali obrońcy dobra wspólnego jak „konfidenta” z czasów słusznie minionych.
Na pewno pokłosiem ustaleń poczynionych przeze mnie na kanwie obydwu raportów będzie oficjalne stanowisko Instytutu Spraw Obywatelskich skierowane do rządowych decydentów w tym m.in. pani Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Podczas konsultacji, które czekają nas przy okazji rewizji polskiej ustawy o ochronie sygnalistów, która jeszcze w bieżącym roku ma mieć miejsce, Instytut na pewno zabierze głos.
Twoje analizy powstały w ramach projektu WAKE-UP. Czego on dotyczy?
WAKE-UP, czyli Whistleblower Advocacy for Knowledge, Empowerment, Unity, and Protection, to międzynarodowy projekt europejski badający systemy ochrony sygnalistów w pięciu państwach Unii Europejskiej: we Włoszech, na Łotwie, w Rumunii, Estonii i w Polsce.
Polska część tych badań, którą miałem przyjemność realizować z ramienia Instytutu Spraw Obywatelskich, polskiego partnera konsorcjum projektowego, opierała się na przeprowadzeniu jakościowych wywiadów pogłębionych z audytorami, pełnomocnikami ds. zgłoszeń, związkowcami i ekspertami.
Głównym celem było zidentyfikowanie luki wdrożeniowej pomiędzy literą prawa ukształtowaną przez dyrektywę UE, polską ustawą o ochronie sygnalistów, a naszą codzienną praktyką organizacyjną.
Muszę powiedzieć, że ten projekt daje mi niezwykle dużą satysfakcję. Do tej pory nie miałem okazji współpracować przy realizacji projektów unijnych z zagranicznymi partnerami. WAKE-UP dużo mnie uczy, pozwala praktycznie w trybie ciągłym na poszerzanie wiedzy i umiejętności na wielu płaszczyznach.
Za nami już pierwsze, zapoznawcze spotkanie członków międzynarodowego zespołu projektowego w Rumunii. Przeprowadzamy cykliczne zdalne spotkania, gdzie sprawozdajemy się z postępów. Kolejnymi etapami projektu będą m.in. szkolenia z efektywnego wdrażania mechanizmów związanych z polską ustawą o ochronie sygnalistów.
Na pewno największym wyzwaniem dla nas, jako polskiego partnera, będzie przygotowanie i przeprowadzenie dużej konferencji międzynarodowej w 2027 roku, która podsumuje projekt oraz wypracowane w trakcie realizacji wnioski. To będzie z pewnością bardzo istotne i po prostu ważne dla tematyki sygnalistycznej w Unii Europejskiej wydarzenie.
Najciekawsze w tym projekcie jest poznawanie ludzi, interakcja, wymiana poglądów i opinii, różnych spojrzeń na ten sam temat. Jest to dla mnie niezwykle rozwijające.
Dziękuję za rozmowę. Wszystkich czytelników zachęcamy do lektury „Polskiego Raportu Krajowego dotyczącego ochrony sygnalistów w Polsce”. Już niebawem zaprezentujemy pełne wnioski z „Raportu z badań percepcji społeczno-kulturowej”.
Funded by the European Union. Views and opinions expressed are however those of the authors only and do not necessarily reflect those of the European Union or the European Education and Culture Executive Agency (EACEA). Neither the European Union nor the granting authority can be held responsible for them.
Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:
Przejdź do archiwum tekstów na temat:
# Rynek pracy # Społeczeństwo i kultura Centrum Wspierania Rad Pracowników