Felieton

Szkoła wylogowana. Dlaczego dzieci nie powinny używać smartfonów?

dziecko połączone przewodem ze smartfonem, na ekranie którego jest smoczek
Smoczek, rys. Paweł Kuczyński

Daniel Dziewit

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 327 / (14) 2026

W ostatnich tygodniach poprowadziłem warsztaty dla rodziców w różnych częściach kraju. Dotyczyły skutków nadużywania technologii cyfrowych przez dzieci. W jednym z prywatnych przedszkoli pięcioletni chłopiec od czasu do czasu mówi do innych dzieci, że się zabije. Nie od dziś wiadomo, że w sieci często padają słowa „zabij się” w różnych kontekstach, np. „jesteś gruba! weź się zabij!”. Chłopczyk ma dostęp do technologii i w sumie wychowawcy niewiele mogą zrobić, aby ustalić, co chłopiec ogląda. Nauczyciele są zaniepokojeni jego zachowaniem.

Z kolei w innym mieście nauczyciele szkoły podstawowej wiedzą od uczniów z klas 2-3, że te dzieci mają dostęp do filmów pornograficznych. Jedyne co chcą chętnie robić, to grać w przeróżne gierki w telefonie. Robią to podczas przerw między lekcjami, czasami próbują podczas lekcji.

W jeszcze innym miejscu w Polsce chłopcy w ramach „wyzwania” wcisnęli w odbyt innemu chłopcu kij baseballowy na szkolnym korytarzu. Jeszcze w innym przypadku chłopiec z szóstej klasy onanizował się podczas lekcji, nagrywając „wyzwanie” i wrzucając do sieci.

To nie szkoła zachęca do takich wyzwań. To nie dyrektor kupił dzieciom smartfona i to nie on ustala reguły korzystania z technologii poza murami szkoły. Kiedy dzieci naoglądają się różnych dziwnych filmików, nakręcanych przez różnych „twórców” internetowych, to te zachowania przynoszą w kieszeni do szkoły.

Szkoła staje się areną wyzwań i sceną, na której widzowie mają podziwiać „twórcę”.

Moment, w którym grono pedagogiczne może powstrzymywać ten rozlewający się na korytarzach cyfrowy szlam to minimalna znajomość regulaminów takich platform jak TikTok, Instagram czy WhatsApp. Właściciele tych platform w regulaminie informują o tym, że dzieci poniżej 13. roku życia nie mogą zakładać swoich kont – ani indywidualnie, ani grupowo. A takie grupy są zakładane przez dzieci – czasami zachęcanych do tego przez nauczycieli-wychowawców. Niezgodnie z regulaminem tych platform.

Nauczyciele stają się w ten sposób naganiaczami nowych „klientów” i wywołują kryzysy. Tego nie należy robić, bo to szkoła ma respektować zasady. I w dobrze pojętym interesie dzieci jest niezakładanie tych grup. Nie ma tam dorosłego administratora. Nauczyciele i dorośli nie wiedzą, kto, co, do kogo wysyła, a nierzadko są to treści szokujące, bulwersujące i drastyczne. To te treści wywołują m.in. zaburzenia lękowe.

Są cyfrowym podwórkiem hejtu i złośliwości. Nie spełniają swojej „misji” polegającej na tym, żeby dziecko „uzupełniło” lekcje i wiedziało o tym, co się działo w szkole podczas jego nieobecności. Odrabianie lekcji czy uzupełnienie notatek za pomocą grup jest jedynie dodatkiem.

Właśnie o tym mówią mi młodzi ludzie podczas warsztatów, czyli o zawartości „nienaukowej” tych grup:

  • o zdjęciach pornograficznych wrzucanych na grupy,
  • o drastycznych zdarzeniach (linki),
  • o wyśmiewaniu,
  • o złośliwościach,
  • o wulgaryzmach,
  • o niekończących się dyskusjach na temat nauczycieli, wyzwiskach nauczycieli, przeróbkach pornograficznych ich wyglądu.

Misja edukacyjna na szkolnych grupach jest, delikatnie mówiąc, iluzoryczna. Zatem zakładanie grup na rzecz szkolnych działań jest wychowawczym błędem, a nie tylko i wyłącznie nieznajomością regulaminów platform.

Często prowadzi do wyrządzania krzywdy. Rodzic ma niewiele do powiedzenia w momencie, gdy dziecko przynosi wiadomość do domu, że „pani powiedziała, żebyśmy sobie założyli grupę”.

A co, jeśli dziecko nie ma smartfona? Mamy wówczas do czynienia z wykluczeniem analogowym, nie cyfrowym. Rodzi się przymus zakupu: „no bo przecież dziecko musi być na grupie”.

Szkoła nie jest miejscem do tego, aby naganiać zarówno sprzedaż smartfonów, jak i powstawanie grup. W momencie kryzysu (hejtu, cyberprzemocy, seksizmu na grupach) słyszymy, że przecież „to rodzice są odpowiedzialni”, „to ich smartfony”, „my nie mamy na nic wpływu”. Tak, to prawda. Jeśli wychowawca nie jest na usługach cyfrowych, to rzeczywiście nie ma wpływu, ale jeśli za jego namową została założona grupa dzieci np. w wieku dziesięciu lat, to jego zadaniem jest być świadomym chociażby w kwestii regulaminów platform. Warto o tym pamiętać, tym bardziej że trwają prace legislacyjne nad tym, aby do 15. roku życia założenie konta na tzw. social mediach nie było już możliwe. Zatem wiele grup klasowych pójdzie do kasacji w imię zdrowia psychicznego dzieci i nastolatków. Jest szansa, że kolejne grupy nowych roczników już nie powstaną.

Na razie dużo się mówi. To taki cyfrowy wodospad opinii, komentarzy, analiz, badań, argumentów „za” i „przeciw”. Pojawiają się nowe autorytety higieny cyfrowej, opłacane przez cyfrowych gigantów, które „są za ograniczaniem, a nawet przeciw”. Brylują w mediach, edukują, pouczają, wskazują winnych: czyli to rodzice „muszą!”, to szkoła „musi!”. I biadolą, że: skala depresji rośnie, że brzuchy rosną (no, tak nie mówią, zwracają uwagę na nadwagę), że przybywa zachowań rezygnacyjnych. Ale to nie ma związku z technologiami, aż tak dużego! Suicydologiczni celebryci tańczący na trumnach zapraszają na kolejną konferencję o samobójstwach z uśmiechniętych plakatów.

Sukcesem ogłasza się mniejszą liczbę prób samobójczych, jednocześnie podając, że liczba skutecznych prób urosła o 25 procent.

Komisja za komisją, spotkanie za spotkaniem i tak w kółko. A czas spędzany w sieci przez dzieci i dorosłych rośnie. W 2013 roku było to 1,5 godziny, dziś jest to podobno 5,5 godziny dziennie. Brakuje czasu na sen, rozmowę, naukę, czytanie książek, oglądanie wspólne filmów edukacyjnych, przygodowych, spotkania na świeżym powietrzu, na zabawę.

Na wiele zajęć brakuje czasu.

W takim cyfrowym więzieniu pojawia się konieczność na wykrojenie czasu na terapię, na psychologa, na kolejne orzeczenie. Rośnie nam pokolenie orzeczeń. Im więcej godzin w necie tym więcej orzeczeń, lęków, samookaleczeń i smutku zmieszanego z samotnością. Takie są fakty. Pocieszające jest to, że świadomość zagrożeń jest opisywana przez naukowców z zagranicy.

Czego dotyczą postulaty globalnego zakazu korzystania ze smartfonów?

Postulaty globalnego zakazu korzystania ze smartfonów wybrzmiały z apelu Global Education Monitoring Report UNESCO w 2023 roku. Zwrócono w nim uwagę na negatywny wpływ komputerów i smartfonów na stan psychiczny dzieci i osiągane przez nie wyniki. Raportów dotyczących skutków używania technologii przez dzieci jest więcej. Zamieścił je Jonathan Haidt w swoim dziele „Niespokojne pokolenie”. Co ciekawe niektórzy polscy „badacze” poddają w wątpliwość wnioski, do których doszedł Haidt i nadal twierdzą, że nie ma problemu.

Miejmy nadzieję, że w Polsce nadszedł czas wprowadzenia reguł i zasad obejmujących wszystkie szkoły i przedszkola.

Smartfon do nauki potrzebny nie jest.

Gierki mają niewiele wspólnego z nauką, ale wiele wspólnego z rozrywką. Potężne korporacje nie chcą ograniczeń w imię autonomii i wolności słowa. Nie chodzi jednak o wolność czy autonomię, ale o pieniądze. Mniej ludzi – mniej pieniędzy. Mniej scrollowania, mniej zarabiania. Stąd tak wielki opór ubrany w szczytne hasła, że to „dla dobra dzieci”, „ich rozwoju”, „kompetencji” itp. „Kompetencje cyfrowe” to często niekompetencje życiowe, gdzie wyjście podczas gry w czasie rzeczywistym z pokoju kończy się sikaniem do butelki po mineralnej, żeby nie uronić ani sekundy i nie przegapić przejścia do kolejnego levelu. Zachęcam do refleksji i obiektywizmu bez tej całej otoczki dobrostanu cyfrowego – w szczególności w stosunku do najmłodszych. Być może trzeba zrobić krok do tyłu, żeby łatwiej pokonać kolejne kroki do przodu.

Zanim cokolwiek się zmieni na poziomie krajowym warto pochylić się nad swoim spokojem domowym.

Ten analogowy możemy wprowadzić od zaraz.

Poniższe sugestie spisałem na kanwie pracy z rodzicami i młodymi ludźmi, którzy wpadli głęboko w gry komputerowe, filmy, social media i scrollowanie. Są też wynikiem obserwacji w różnych miejscach i czasie. Potraktujmy te punkty jako podpowiedzi i drogowskazy w codziennym życiu.  

Jakie są zasady, dzięki którym odzyskasz spokój w Twoim domu?

  • pokój dziecka bez ekranów (bez komputera, telewizora, tableta),
  • skrzyneczka „smartfonowa” do odkładania telefonów po jego użyciu razem z ładowarkami dla wszystkich domowników,
  • podczas kąpieli w wannie lub pod prysznicem – nie używamy,
  • nie wchodzimy z telefonem do łazienki, ubikacji,
  • nie używamy podczas jedzenia,
  • nie używamy równolegle dwóch narzędzi, telefonu i komputera, na czas używania komputera odkładamy telefon w ustalonym miejscu,
  • nie używamy tabletu czy telefonu podczas podróży np. w samochodzie,
  • nie używamy telefonu na przystankach autobusowych, w ruchliwych miejscach, gdzie są rowerzyści, piesi i miłośnicy hulajnóg,
  • podczas nauki pływania:
  • w morzu, basenie, rzece, jeziorze,
  • podczas skakania na dmuchańcach, zjeżdżalniach i karuzelach,
  • podczas jazdy na rowerze,
  • podczas jazdy na nartach, na wjazdach na wyciągach narciarskich (orczykach, kanapach),
  • podczas przechodzenia po pasach drogowych,
  • podczas nauki wynosimy telefon z pokoju, w którym dziecko się uczy,
  • komputer, tablet ma być widoczny dla dorosłych w miejscu „wspólnym” – w salonie, w korytarzu tak, aby rodzic widział, co dziecko robi w internecie czy w jaką gra grę,
  • kupujemy budzik tradycyjny i zegarek zwykły na rękę,
  • dajemy dziecku gotówkę na drobne wydatki, nie płaci kartą, blikiem,
  • ustalamy, że rozmowy telefoniczne odbywają się w jednym z pokoi, tak aby nie przeszkadzać domownikom,
  • nie przerywamy rozmowy z dzieckiem w momencie, gdy dzwoni telefon lub otrzymujemy powiadomienie,
  • nie nagrywamy filmików z dzieckiem i nie wrzucamy do sieci,
  • nie wrzucamy zdjęć dziecka do internetu,
  • zdjęcia wywołujemy, zakładamy albumy ze zdjęciami z wyjazdów, uroczystości, wydarzeń.

Przed zakupem urządzenia cyfrowego ustalamy zasady korzystania z niego.

Określamy, kiedy dziecko ma na to czas i kiedy rodzic wyraża na to zgodę. Sprawdzoną praktyką jest podpisanie kontraktu, umowy, w której określamy zasady.

Co zyskujemy?

  • pieniądze niewydawane na terapeutów i diagnozy,
  • spokój (nie ma ryzyka pornografii, przemocy, hejtu, zachowań autodestrukcyjnych),
  • zdrową relację z dzieckiem pozbawianą konkurencyjnych „cyfrowych rodziców”,
  • mniej kłótni i awantur o telefon czy komputer,
  • lepsze wyniki w nauce.

Lista korzyści jest dłuższa i obejmuje zdrowie fizyczne i psychiczne. Istotne też jest to, że to nie smartfon w domu zajmuje pierwsze miejsce, ale ostatnie. Do nauki, sportu, muzyki, plastyki, odkrywania własnych talentów – jest zbędny. Do budowania trwałych przyjaźni – jest zbędny.

Im więcej świata realnego, tym mniej okazji popadnięcia w bagno świata „cyfrowego” i wspomnianego na początku wyzwania onanizowania się w szkole.

Dlatego warto, aby szkoła była coraz częściej wylogowana. Dla dobra nas wszystkich.

Logotypy: Komitet do spraw Pożytku Publicznego, Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Rządowy Program Fundusz Inicjatyw Obywatelskich na lata 2021-2030 NOWE FIO

Projekt „SZKOŁA WYLOGOWANA” sfinansowano ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 327 / (14) 2026

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura Ratuj dzieci

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Ratuj dzieci

Być może zainteresują Cię również: