fbpx

Sztuczna inteligencja – groźne narzędzie w rękach Big-Techu

Profesor Andrzej Zybertowicz podczas XII Kongresu Polska Wielki Projekt.

Mateusz Dobosiak

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 143 / (39) 2022

Czy będziemy kiedykolwiek w stanie zbudować sztuczną świadomość? Jeśli tak, to czy ów byt autonomiczny nie wymknie się spod kontroli i nie zacznie działać niezależnie od nas, przynosząc nam więcej szkód niż pożytku? Czy myślące maszyny postanowią zdominować ludzkość? Pytania te, stanowiły punkt wyjścia do dyskusji, która odbyła się w trakcie największego w Polsce spotkania konserwatywnych środowisk eksperckich – XII kongresu „Polska Wielki Projekt”.

Udział w niej wzięli: Bronisław Wildstein (moderator), prof. Andrzej Kisielewicz (Politechnika Wrocławska, Uniwersytet Opolski), prof. Jerzy Surma (Szkoła Główna Handlowa w Warszawie) oraz prof. Andrzej Zybertowicz (doradca prezydenta RP).

Paneliści dowodzili, że stworzenie tzw. silnej sztucznej inteligencji (strong A.I.), całkowicie samoświadomego syntetycznego umysłu równego ludzkiemu albo przewyższającego go, to proces niemożliwy do zrealizowania.

Próby replikacji człowieka, w kontekście fizycznym, intelektualnym oraz duchowym, w opinii uczestników dyskusji, to mrzonki i czyste science fiction. Czy w takim wypadku, sztucznej inteligencji przyjdzie funkcjonować jedynie w fikcyjnych światach pokroju „Terminatora” bądź „Odysei Kosmicznej”? Zdaniem prelegentów, niekoniecznie.

Czym jest sztuczna inteligencja?

Profesorowie przekonywali, że chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o rzeczywistej sztucznej inteligencji,

w pierwszej kolejności powinniśmy zredefiniować samo jej pojęcie. Odrzucić fantastyczne teorie o stworzeniu superinteligentnej samoświadomości (strong A.I.), a pochylić się nad dziedziną programowania, zajmującą się tworzeniem algorytmów do ściśle określonych czynności.

Słaba sztuczna inteligencja (weak A.I.) w założeniu koncentruje się na jednym zadaniu, które ma wykonywać lepiej i szybciej od człowieka. Uczestnicy panelu za przykład podali m.in. aplikację służącą do przeszukiwania sieci społecznościowych pod kątem fotografii ludzkich twarzy oraz program zajmujący się odczytywaniem zdjęć medycznych w celu diagnozowania chorób. Czy to oznacza, że ludzkość może odetchnąć z ulgą? Czy słaba sztuczna inteligencja może stanowić jakiekolwiek zagrożenie? Przecież algorytmowi rekomendacji Netflixa bądź aplikacji Siri bardzo daleko do złowrogiego „Matriksa”, prawda? Tylko pozornie.

Sztuczna inteligencja narzędziem w rękach ludzi pragnących władzy      

Według profesora Zybertowicza, przeciwnika technoentuzjazmu, programy i algorytmy określane mianem sztucznej inteligencji choć najprawdopodobniej nigdy nie przeistoczą się w samoświadome podmioty, będą funkcjonować jako niezwykle użyteczne narzędzia.

Doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy uważa, że sztuczna inteligencja jest i będzie wykorzystywana przez zorganizowaną mniejszość, chcącą zapanować nad zdezorganizowaną większością. Za zorganizowaną mniejszością, zdaniem socjologa, stoją wysoko postawieni ludzie związani z Wielką Piątką bądź Big-Techem.

Zybertowicz kilkukrotnie w trakcie dyskusji zaznaczył, że grupie GAFAM [1] zależy przede wszystkim na kumulowaniu wszelkich danych, związanych z naszą obecnością w sieci. W opinii profesora, ten kto ma wiedzę o specyficznych cechach psychiki każdego człowieka z osobna, ten może władać ludzkimi zachowaniami do woli.

Zdaniem Zybertowicza, to właśnie wyspecjalizowane systemy tzw. słabej sztucznej inteligencji (m.in. algorytm rekomendacji Netflixa), odpowiadają za przechwytywanie i zarządzanie uwagą użytkowników. Systemy te mają także generować  dezinformację, powodującą degradowanie kompetencji poznawczych i zawężenie spektrum ludzkich wyborów.

Socjolog przekonuje, że ostatecznym celem „gości z Big-Techu”  jest podłączenie zdezorganizowanej większości do systemu cyfrowego całkowicie kontrolowanego przez zorganizowaną mniejszość. „Każdy będzie miał implant, który będzie zarządzał jego potulną wyobraźnią” – wyjaśniał Zybertowicz.

Big-Tech beneficjentem pandemii i wojny na Ukrainie

W  trakcie debaty prof. Zybertowicz zaprezentował, moim zdaniem, szokującą hipotezę, jakoby dynamika świata cyfrowego zarządzanego przez Wielką Piątkę, miała w znaczącym stopniu, przyczynić się do wybuchu pandemii oraz wojny na Ukrainie. „Wartość giełdowa tych wszystkich firm [przedsiębiorstw z grupy GAFAM –  przyp. autora] wzrosła w czasie pandemii i w momencie, gdy wybuchła ta wojna, firmy te zapisały się do obozu walki z dezinformacją, na której żerowały przez ostatnie dekady. (…) Rewolucja cyfrowa zwiększyła mobilność i między innymi przyczyniła się do optymalizacji ruchu kontenerowego, tanich linii lotniczych itp. Bez tego ta mobilność byłaby znacznie mniejsza i prawdopodobnie dałoby się tę epidemię lokalnie zamykać i kontrolować. (…) Przeciążenie dezinformacją powodowało, że rządy, także nasz, reagowały nadmiarowo. (…) I Zachód, gdyby nie był ogłupiony przez strukturalnie zatrutą infosferę, był w stanie na czas powstrzymać Putina. To Big-Tech  jest beneficjentem pandemii i tej wojny” – przekonywał socjolog.

Big-Tech kontra zdezorganizowana większość

W opinii profesora Zybertowicza realną szansą na powtrzymanie planów „ludzi z GAFAM” jest wprowadzenie szeregu regulacji prawnych, które m.in. narzuciłyby powszechny podatek na molochy technologiczne oraz uniemożliwiły cyfrowym korporacjom wymianę danych o użytkownikach. Zdaniem  prezydenckiego doradcy, wpływy Big-Techu w amerykańskim kongresie są na tyle duże, że finalizowaniem aktów o rynkach cyfrowych powinni zająć się politycy z Unii Europejskiej.

Czy obywatel niezwiązany ze światem wielkiej polityki i biznesu jest w stanie przeszkodzić poczynaniom liderów Wielkiej Piątki? W ostatnich minutach debaty profesor Zybertowicz zwrócił się do współpanelistów oraz publiczności, zadając pytanie: „Przypomnijcie sobie modlitwy Waszych przodków i za każdym razem,  gdy ręka wyciągnie się Wam do smarfona czy tableta, pomyślcie, jakby zachowali się nasi przodkowie, którzy dali nam wolną Polskę?”.

W jaki sposób interpretować słowa socjologa? Dlaczego powinniśmy naśladować ludzi z czasów przed pojawieniem się sztucznej inteligencji? Być może dlatego, że wówczas człowiek nie dostrzegał ekranu smartfona, lecz twarze otaczających go rodaków. Chcąc odeprzeć ekspansję algorytmów, wystarczy po prostu częściej wybierać real zamiast cyber?

[1] Akronim używany do wskazania pięciu firm, które od ok. roku 2010, dominują w cyberprzestrzeni: Google,  Amazon, Facebook, Apple, Microsoft.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 143 / (39) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Polityka

Być może zainteresują Cię również: