fbpx

Felieton

Technologia kształtuje świadomość

człowiek i technologia
człowiek i technologia fot. Comfreak z Pixabay

Olaf Swolkień

Nr 23 (2020)

Sobotnia manifestacja w Warszawie przeciw przymusowi szczepień była sukcesem. Jedna rzecz dała mi jednak do myślenia. Zauważyłem dziwne i niepokojące zjawisko, ludzie zatracili umiejętność krzyku, okrzyki były anemiczne, szybko zamierały z braku zaangażowania uczestników.

Ponieważ od wielu tygodni nie pracuję głosem, to sam szybko prawie go straciłem, ale u ludzi idących obok, to nie była kwestia chrypy, tylko jakiejś wewnętrznej blokady. Ponoć tę samą konstatację poczynił Aleksander Jabłonowski, obserwując młodych adeptów jazdy konnej, niektórzy wydobyć krzyk byli w stanie dopiero po otrzymaniu uderzenia w twarz. Owszem, ludzie szli uśmiechnięci, widać było bardzo dużo sympatycznych, myślących twarzy, ale …mam obawy, że są zbyt grzeczni, zbyt „dobrze wychowani”.

Przypomniałem sobie, jak dosłownie drżała ulica Floriańska w Krakowie w końcu lat 80., gdy skandowaliśmy: so – wie – ci, do – do – mu, a do policji – milicji po odśpiewaniu „Boże coś Polskę” i ojcowskim wezwaniu, by zło dobrem zwyciężać, waliliśmy od razu po wyjściu z kościoła czym się dało i oni do nas też. Co działo się za moich czasów na podwórkach, osiedlowych boiskach, w czasie szkolnych przerw. Dzisiaj wobec tej ilości siniaków, podbitych oczu, czasem wybitych zębów ze szkoły nie wychodziłaby policja i prokurator. A ile kontuzji, wypadków przy przeróżnych zabawach, włażeniu tam, gdzie brudno, niebezpiecznie.

My leczyliśmy rany po odbytej solówie (z kopaniem lub bez, to się ustalało wcześniej, a reszta klasy pilnowała), młodzi przeżywają tragedie po tym, jak ktoś nie odpowiedział na SMS, wyłączył z grupy, nie zaprosił na urodziny.

Rodzice na ogół nic o naszych sprawach nie wiedzieli, tak jak nie wiedzieli, gdzie byliśmy po lekcjach, ważne było, żeby wrócić na obiad, kolację, a jeśli się dowiedzieli, to traktowali jako część edukacji, której nic nie zastąpi. Dzisiaj wielu z nich to rozczytani w gazetowej psychologii drobiazgowi nadzorcy, czujnie reagujący na objaw złego humoru czy zadrapanie, a magiczne pudełeczko sprawia, że rodzice tak samo, jak policja i koncerny znają każdy ruch swoich pociech. Czy gdyby ktoś nam za młodu powiedział, że jest taki prezent do wzięcia, to zgodzilibyśmy się na taką kontrolę?

Obserwując wiek osób chodzących w kagańcach widać, że przyzwyczajenie do elektronicznej smyczy u młodych zrobiło swoje i ta dodatkowa z materiału na buzi nie jest traktowana jako coś szczególnie dolegliwego. Wystarczy, że wolno trzymać w ręku smartfon, w uszach słuchawki. Ten zestaw – i to jest ciekawe, bo to przecież mogłaby być okazja do szukania prawdziwej wiedzy, służy do wprowadzania się w swego rodzaju letarg, stąd pewna obojętność i bierna akceptacja wobec kolejnych, odbierających już zupełnie namacalnie wolność pomysłów Big Farmy i reprezentujących ją rządów. Często jednak widać zza maski nabożnie oburzony wyraz oczu, wskazujący na poczucie robienia czegoś ważnego dla ratowania świata przed „groźnym koronawirusem”.

Teodor Kaczyński trafnie zauważył, że tak wyklinane dzisiaj lewactwo to nie zestaw konkretnych poglądów, ale po pierwsze rezultat nadmiernej socjalizacji, po drugie kompensacja braku możliwości innego, fizycznego wyrażenia agresji i nabrania poczucia fizycznego spełnienia. Bettina Röhl, pisząc o terrorystycznych wyczynach swoich rodziców z Rote Armee Fraktion, nazwała je trafnie zabawą w komunizm. Ostatnie ataki antify na przeciwników szczepionkowego totalitaryzmu pokazują, że przemoc nie jest im obca, jednak zawsze mają one swój moralniacki komponent i zawsze są na niby, zawsze na słabszych, zawsze w sprawach, które są współcześnie czystej postaci fejk problemami także w wymiarze moralnym. Gdyby było inaczej, członkowie antify leżeliby codziennie pokotem przed ambasadami USA, Izraela w związku z traktowaniem przez te państwa Syryjczyków, Palestyńczyków, mieszkańców Wenezueli, paliliby świeczki pod Sanepidem, Izbami lekarskimi i polskimi filiami Glaxo Smith Klein czy Monsanto. Jednak ostatnia sobota pokazała, że choćby robili to tysiącami i miesiącami, nie pojawiłaby się wtedy o tym ani jedna wzmianka w Gazecie Wyborczej, telewizji publicznej, TVN, TV Trwam, czy jakimkolwiek mainstreamowym portalu.

Pokolenie mające ze światem cielesny kontakt na niby, mające wiedzę na niby, zajmuje się problemami na niby, walką na niby, i w zamian otrzymuje śmieciowe gratyfikacje od systemowych mediów, ale ich agresja z tego powodu nie ustanie, tak samo, jak śmieciowe jedzenie, czy wirtualny seks nie zaspokoi prawdziwych potrzeb fizycznych czy emocjonalnych, bo człowiek ma potrzebę dobra i ma swoją małą, bardzo fizyczną wolę mocy.

Huxleyowski dziki chciał żyć na serio w zdominowanym przez sztuczne zamienniki, łatwym świecie. Na potrzebę takiego dzikiego, fizycznego, trudnego komponentu w życiu młodych, ale nie tylko młodych ludzi zwracał także uwagę nie kto inny jak endecki prekursor polskiej ekologii Jan Gwalbert Pawlikowski.

Dzisiejsi konserwatyści nie chcą widzieć oczywistego związku między nowymi technologiami a innymi sferami życia, związku między ciałem a psychiką, nie znają nie tylko Pawlikowskiego czy Kaczyńskiego, ale i platońskiej opowieści o królu Tamuzie i Teucie. Boją się za to panicznie, że jakiś pyszałkowaty śmieszek porówna ich do XIX-wiecznych luddystów i z lęku, by nie być uznanymi za przeciwników postępu (tyle że technologicznego), niczym straszni mieszczanie widzą wszystko osobno, a potem tylko dziwią się lub oburzają na kolejne klęski. Oburzanie się, to „najbardziej podejrzana figura retoryczna”, ale jaka łatwa, sprawia przecież tyle masochistycznej radości, niemal …lewackiej.

Tymczasem wyśmiane intuicje, zapomniane związki i idee, które kiedyś poniosły klęskę, tak samo, jak zwycięskie i utrwalone fałsze warte są odgrzebywania i rozgrzebywania, „bo to co jest, jest, a tego czego nie ma, nie ma”.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 23 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.