Książka

Tim Schwab: Problem z Billem Gatesem. Rozliczenie z mitem dobrego miliardera

Bill Gates na okładce książki pt. Problem z Billem Gatesem
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 324 / (11) 2026

Spójrzmy zatem w lustro i zadajmy sobie pytanie: dlaczego tak długo pozwalaliśmy, by Bill Gates rządził, choć nikt mu nie dał do tego prawa? Zastanówmy się nad naszym zbiorowym syndromem sztokholmskim, który sprawił, że uwierzyliśmy, iż powinniśmy podziwiać Gatesa, zamiast go kontrolować. Może wtedy zdamy sobie sprawę, że Bill Gates i Fundacja Gatesów stanowią problem, ale nie jakiś, a nasz problem (ze Wstępu).

(Wydawnictwu Insignis dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.)

Wstęp

Na własne oczy przekonamy się, że Fundacja Gatesów utkała sieć wpływów, dzięki czemu może finansować kolejnych pośredników, firmy, firemki i dziwne fundacje, które powstają np. po to, by ona mogła realizować swoje prawdziwe cele. Zbadamy, jak ta zastępcza władza przekształca się w prawdziwą władzę polityczną, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na świecie, i zrozumiemy, że sześćdziesięcioośmioletni Gates dąży do tego, by w kolejnych latach zagarnąć jej jeszcze więcej.

Zobaczymy też, że jest to organizacja, która nie kryje, że „jest napędzana przez interesy i pasje rodziny Gatesów”, a nie potrzeby czy pragnienia jej docelowych beneficjentów.

Znajdziemy organizację zakochaną w samej sobie. We własnych pomysłach, strategiach, rozwiązaniach i gotową rozjechać każdego, kto stanie jej na drodze. Zobaczymy fundację, która traktuje swoich beneficjentów w przestarzałym kolonialnym stylu, bazując przede wszystkim na wysoko opłacanych technokratach siedzących w Genewie i Waszyngtonie i mających rozwiązywać problemy biednych ludzi żyjących w Kampali i Uttar Pradesh.

Znajdziemy też człowieka cierpiącego na ciężki przypadek syndromu zbawiciela, przekonanego o tym, że ma kompetencje, by przewodzić w wielu dziedzinach, choć w istocie brak mu do tego odpowiedniego wykształcenia, doświadczenia i oficjalnych uprawnień.

Zobaczymy organizację, która intensywnie reklamuje się jako orędowniczka nauki, rozumu i faktów, ale otwarcie sprzedaje ideologię. Zobaczymy fundację, która wydaje duże sumy na ewaluacje i recenzje innych organizacji, jednocześnie wychodząc ze skóry, aby ograniczyć dokonywanie oceny jej własnej pracy. Będziemy śledzić miliardy dolarów płynących z Fundacji do uniwersytetów i mediów, które wstrzymują się z krytyką. […]

Zrozumiemy, że myślenie, iż jedna osoba na świecie wie wszystko najlepiej, to myślenie, które przynosi więcej szkody niż pożytku.

Podobnie jak darowizny, które – powiedzmy to szczerze – przypominają rzucanie ochłapów z pańskiego stołu. Zdamy sobie sprawę, że ambicją Fundacji Gatesów jest nie tyle zmienić świat, co zachować go dokładnie takim, jakim jest, do czego przyczynia się traktowanie działań charytatywnych, jak każdego innego biznesu. Podejście business as usual utrudnia prawdziwą zmianę społeczną potrzebną do zmniejszenia nierówności. […]

Rolnictwo

Wśród cieszących się najgorszą sławą złoczyńców korporacyjnych ostatnich trzydziestu lat Monsanto plasuje się być może nawet wyżej niż Microsoft. Gdyby Bill Gates zdecydował się poświęcić swoją energię rolnictwu zamiast komputerom, to firma, którą by stworzył, wyglądałaby bardzo podobnie do giganta produkcji i dystrybucji nasion oraz agrochemikaliów z St. Louis (Bayer kupił Monsanto w 2018 roku).

Zła reputacja Monsanto, na którą firma zapracowała przez lata, wynika częściowo z jej monopolistycznej pozycji w dziedzinie produkcji żywności i dążenia do kontroli nad kodem genetycznym życia.

Tak się bowiem składa, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat znaczna część kukurydzy i soi uprawianej w Stanach Zjednoczonych zawierała modyfikacje genetyczne opatentowane przez Monsanto. Najlepiej znaną modyfikacją jest Roundup Ready, co odnosi się do odporności zmodyfikowanych nasion na herbicyd o nazwie Roundup. Oznacza to, że rolnicy mogą masowo spryskiwać swoje pola obsiane takim nasionami roundupem, czyli środkiem chwastobójczym. Uprawiane rośliny przetrwają ten oprysk dzięki modyfikacjom genetycznym. To ogromne ułatwienie, bo pozwala rolnikom uniknąć mechanicznego usuwania chwastów bądź precyzyjnego opryskiwania poszczególnych zagonów. Jednak powszechne stosowanie takich środków ochrony roślin budzi obawy o szkody dla środowiska i ludzkiego zdrowia. Między innymi dlatego w większości krajów, w tym w dużej części Europy, nie uprawia się GMO (organizmów zmodyfikowanych genetycznie).

Inna rzecz, że uprawianie roślin modyfikowanych genetycznie jest kosztowne i ma sens tylko w gospodarstwach wielkopowierzchniowych. Rolnicy obsiewają ogromne tereny wyłącznie kukurydzą lub soją, potem je nawożą, a następnie stosują na całości oprysk roundupem, którego zużycie gwałtownie wzrosło wraz z pojawieniem się GMO. Dla Monsanto to model idealny – sprzedaje i nasiona GMO Roundup Ready, i odpowiednie herbicydy.

Potęga Monsanto wynika nie tylko ze sprzedaży nasion. Gdy rolnicy kupują od Monsanto materiał siewny, podpisują umowy licencyjne ściśle regulujące sposób dalszego z nim postępowania. Monsanto nie ma oporów, by sprawdzać, czy rolnicy przestrzegają ich warunków. Jak donosił „Vanity Fair” w 2008 roku:

„Jak wynika z wywiadów i opasłych tomów akt sądowych, Monsanto zatrudnia armię prywatnych detektywów i agentów działających w sercu Ameryki, którzy wzbudzają strach wśród farmerów. Przemierzając wsie i małe miasteczka, potajemnie nagrywali rolników, właścicieli sklepów i pracowników spółdzielni, uczestniczyli incognito w lokalnych zebraniach i zbierali dane od informatorów. Mieszkańcy twierdzą, że niektórzy agenci Monsanto udają geodetów. Inni nagabują rolników, próbując na nich naciskać, by podpisali papiery dające Monsanto dostęp do ich prywatnej dokumentacji. Miejscowi nazywają ich „policją nasienną”, a opisując ich taktykę, używają takich słów jak „gestapo” i „mafia” Zapytana o te praktyki firma Monsanto odmówiła konkretnego komentarza, poza stwierdzeniem, że po prostu chroni swoje patenty (…). Niektórzy porównują bezkompromisowe podejście Monsanto do nadgorliwych działań Microsoftu, mających na celu ochronę ich programów przed piratami. W przypadku Microsoftu nabywca oprogramowania może go przynajmniej używać wielokrotnie. Rolnikom, którzy kupują nasiona od Monsanto, nie wolno robić nawet tego”.

Monsanto wzbudziło też pewne obiekcje związane ze swoim wpływem na działalność naukową. Uniwersytet Kalifornijski w San Francisco prowadzi internetowe archiwum dokumentów, które ujawniają kulisy tego wpływu (pliki umieszczone są tuż obok obszernej kolekcji materiałów poświęconych brudnym sztuczkom przemysłu tytoniowego). Jednym z wielu przykładów jest sytuacja z 2013 roku, kiedy to Monsanto skontaktowało się z grupą uczonych, proponując, by przygotowali ekspertyzy, tzw. policy papers, bazujące na argumentach dostarczonych przez firmę. Niektórzy z nich to zrobili, nie ujawniając roli Monsanto w powstaniu tych ekspertyz. Jednym z nich był ekonomista z Harvardu, Calestous Juma, który współpracował również w dziedzinie rolnictwa z Fundacją Gatesów.

Gatesowie sfinansowali część badań naukowych Jumy (a po jego śmierci ufundowali nawet stypendium jego imienia). Kiedy zaś Juma zaangażował się w działalność polityczną, na przykład pisząc w 2015 roku list z poparciem dla GMO do amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, chwalił się głośno powiązaniami z Fundacją Gatesów, ale oczywiście w żaden sposób nie ujawnił swojej bliskiej współpracy z Monsanto. Fundacja stała się cenną przykrywką dla ambicji wielkiego biznesu, charytatywną twarzą planów korporacji, podobnie jak w przypadku wielu innych obszarów, którymi zajmują się Gatesowie.

Powód, dla którego zarówno Fundacja, jak i Monsanto tak blisko współpracowały z Jumą, był ten sam. Urodzony w Kenii uczony pracujący na prestiżowym zachodnim uniwersytecie mógł pomóc wypromować wspólny cel Gatesów i Monsanto, jakim było wprowadzenie GMO do Afryki.

„Największy obszar gruntów ornych na świecie, który jest obecnie niedostatecznie wykorzystywany, znajduje się w Afryce”, ocenił Mark Edge, dyrektor w Monsanto, w artykule z 2016 roku opisującym partnerstwo firmy z Fundacją Gatesów. „To prawdziwa szansa dla biznesu. (…) Wybór jest taki: można tam wejść teraz, wiedząc (…), że nie będzie z tego zbyt wiele pieniędzy, ale można też położyć fundamenty pod to, co będzie za dziesięć czy piętnaście lat”.

Bill Gates proponuje trochę inną wersję tej narracji, sięgając po argumenty humanitarne: „Ludzie z bogatych krajów z wydajnym rolnictwem mogą zrezygnować ze stosowania GMO. Ale nie możemy im pozwolić, by narzucali swoje preferencje Afryce”. Jednocześnie Gates nie wydaje się mieć większych oporów przed narzucaniem jej swoich preferencji.

Jako samozwańczy ekspert, tym razem od rolnictwa, jest zadeklarowanym zwolennikiem GMO. Mimo że wielu naukowców ma wątpliwości, czy GMO naprawdę przyniesie korzyści drobnym rolnikom w Afryce Subsaharyjskiej, którym chce pomóc Fundacja.

Kiedy w wywiadzie dla serwisu The Verge w 2015 roku zapytano go, czy biedne kraje będą w stanie poradzić sobie z wdrożeniem niezbędnych regulacji, tak by GMO były bezpiecznie testowane i uprawiane – i czy Fundacja mogłaby się zaangażować, by zapewnić „quasi-regulacyjny nadzór”, odpowiadającemu na to pytanie Billowi Gatesowi nawet nie drgnęła powieka:

„Możemy sfinansować szkolenia, dzięki którym będą mieć nau­kowców zdolnych do pracy w ich komisji ds. bezpieczeństwa. Możemy zapewnić przeprowadzanie badań [naukowych], i to rzetelnych. Możemy zachęcić firmy, które tworzą te świetne nasiona dla krajów bogatych, by współpracowały w taki sposób, aby nasiona były dostępne i to po niższej cenie, ponieważ model zróżnicowanych cen, w którym kraje biedniejsze płacą mniej, bardzo dobrze się sprawdził w przypadku leków. To samo możemy osiągnąć w przypadku tych upraw. Ale ostatecznie to oni będą decydować, które szczepionki, które leki, które nasiona są dla nich w porządku. To ich kraj. Ale ich wiedza rośnie, więc myślę, że dokonają dobrego wyboru”.

Szczerość Gatesa jest niezwykła, ponieważ w gruncie rzeczy wyjaśnia on, w jaki sposób jego fundacja stara się kontrolować cały proces wyrażania zgody, z wyjątkiem formalnego przybicia pieczątki na samym końcu. Szkoli afrykańskich naukowców, którzy będą tworzyć regulacje dotyczące GMO. Prowadzi badania naukowe, które będą analizować. Ingeruje nawet w rynki prywatne, by zapewnić dostępność GMO. I kiedy to mówi, wcale nie przesadza.

W efekcie Bill Gates stał się dziś jedną z najbardziej wpływowych postaci w dziedzinie rolnictwa w Afryce, chronicznie niedofinansowanym sektorze, w którym dotacje Fundacji przekładają się na realny wpływ na kształtowanie polityki publicznej. Jak dotąd Fundacja wydała 6,5 mld dolarów na wszystkie projekty z tej dziedziny, w tym na finansowanie niektórych z najbardziej znanych organizacji rolniczych działających na tym kontynencie, sprawiających wrażenie afrykańskich, gdyż często mają w nazwie słowo „Afryka”. Sojusz na rzecz Zielonej Rewolucji w Afryce i Afrykańska Fundacja Technologii Rolniczych są w istocie „odnogami” Fundacji. Funkcjonują w podobny sposób, w jaki działały niegdyś organizacje fasadowe Monsanto: promują interesy swoich sponsorów, jednocześnie przedstawiając się jako niezależne, naukowe, prorolnicze lub kierowane przez Afrykanów.

Wprowadzenie GMO na kontynencie afrykańskim jest tylko elementem większego planu uprzemysłowienia afrykańskiego rolnictwa, tworzenia bardziej wydajnych gospodarstw poprzez szersze wykorzystanie tak zwanych czynników produkcji – chemikaliów, nawozów, zmodyfikowanych nasion i nawadniania. Jest to projekt, który Gates podjął w ścisłej współpracy z międzynarodowymi korporacjami sprzedającymi owe czynniki produkcji, które od dawna zerkają na Afrykę jak na łakomy kąsek. Dla Fundacji celem nie są zyski, ale wydajność: „potrzeba znalezienia rozwiązań, aby rolnicy – zwłaszcza ci w najbiedniejszych krajach – zyskali lepsze narzędzia i wiedzę, by mogli wyprodukować wystarczającą ilość żywności dla swoich rodzin”.

Działania Fundacji nie przyniosły jednak obiecanej rewolucji. Pomimo dziesięcioleci politycznego lobbingu ze strony grup interesu jedynym krajem, który w istotnych ilościach uprawia rośliny GMO, pozostaje Republika Południowej Afryki. Nie doczekaliśmy się też wyraźnego zmniejszenia głodu ani wzrostu plonów i dochodów rolników, które obiecywał Bill Gates.

Te niepowodzenia nie oznaczają jednak, że Fundacja nie wywiera żadnego wpływu.

„Pod wieloma względami są bardzo skuteczni, ponieważ udało im się narzucić swoją narrację”, powiedział mi Million Belay, szef Sojuszu na rzecz Suwerenności Żywnościowej w Afryce. „Według tej narracji afrykańskie nasiona są »zmęczone«, ziemia jest jałowa, a mieszkańcy Afryki dysponują przestarzałymi metodami. Aby produkować więcej żywności, potrzebne są nasiona odmian hybrydowych. Gleba jest mocno wyjałowiona, więc trzeba ją nawozić dużą ilością chemikaliów. Poza tym ma to być rolnictwo oparte na modelu rynkowym, zgodnym z neoliberalną ideologią”.

Najwyraźniej Fundacja wychodzi z założenia, że krajom afrykańskim brak specjalistycznej wiedzy, możliwości oraz narzędzi do zarządzania własnymi systemami produkcji żywności. Potrzebują zatem pomocy profesjonalistów i ekspertów z Globalnej Północy. Fundacja udziela jej, współpracując z politykami i decydentami w celu zmiany przepisów obowiązujących w krajach afrykańskich, w których działa, w praktyce wchodząc w rolę lobbysty, umieszczając swoich ekspertów w agencjach rządowych, a nawet pomagając tworzyć, finansować i obsadzać personelem zupełnie nowe instytucje, takie jak Agencja Transformacji Rolnictwa (The Agricultural Transformation Agency, ATA) w rodzinnym kraju Belaya, Etiopii.

Ten nowy organ, czyli „niezależna jednostka wspierająca Ministerstwo Rolnictwa w celu wzmocnienia jego pracy i przyspieszenia rozwoju rolnictwa”, skorzystał z co najmniej 27 mln dolarów przekazanych przez Fundację Gatesów. W 2010 roku etiopscy parlamentarzyści zatwierdzili nową agencję, a rok później starszy kierownik programowy Khalid Bomba opuścił Fundację, by zostać szefem ATA. W następnym roku Fundacja ogłosiła „powołanie swojego pierwszego oficjalnego przedstawiciela w Etiopii (…), [który] będzie służył jako łącznik między Fundacją a władzami Etiopii i Unią Afrykańską”. W kolejnych latach nastąpiła szybka roszada personelu między Fundacją a etiopską agencją. Jedna z grup badaczy uznała ATA za instytucję sprzyjającą większemu zaangażowaniu sektora prywatnego w rolnictwo w Etiopii, między innymi za sprawą otwarcia nowych rynków dla giganta nasiennego i agrochemicznego DuPont.

Innym przykładem potwierdzającym wpływ Fundacji jest finan­sowany przez nią Sojusz na rzecz Zielonej Rewolucji w Afryce (AGRA). Organizacja ta informuje, że w ciągu ostatnich czterech lat pracowała nad sześćdziesięcioma ośmioma różnymi reformami politycznymi w Burkina Faso, Etiopii, Ghanie, Nigerii, Tanzanii, Rwandzie i Wspólnocie Wschodnioafrykańskiej (organizacji międzyrządowej). Reformy te dotyczyły różnych dziedzin, począwszy od polityki handlowej przez przepisy dotyczące nasion po regulacje obejmujące pestycydy i rynek nawozów sztucznych. „AGRA łączy podejście polityczne i lobbingowe, co skraca czas potrzebny do realizacji reform polityki rolnej na drodze procesów administracyjnych i legislacyjnych”, informuje organizacja na swojej stronie internetowej. „Wszystko to ma na celu wzmocnienie skutecznych i funkcjonalnych systemów nasiennych, nawozowych i rynkowych”.

Gates wpływa także na kształt krajowych agend badawczych oraz programów szkoleniowych. Joeva Rock, antropolożka z Uniwersytetu w Cambridge, zwraca uwagę, że gdyby Fundacja zniknęła z dnia na dzień, byłoby to wielkim ciosem dla rozmaitych instytucji – od publicznych inicjatyw hodowlanych aż po instytucje edukacyjne.

„Nie chodzi tylko o likwidację tych programów: to również zamknięcie szkoleń dla naukowców i studentów”, powiedziała Rock.

Ten poziom uzależnienia od Fundacji i jej manipulacje wywołały wśród rolników sprzeciw. W latach 2021-2022 sprzeciw ten stał się znacznie bardziej widoczny, m.in. za sprawą opublikowanego na łamach opiniotwórczego magazynu „Scientific American” głośnego artykułu pod tytułem Bill Gates Should Stop Telling Africans What Kind of Agriculture Africans Need (Bill Gates powinien przestać mówić Afrykanom, jakiego rolnictwa potrzebują). Autorami artykułu byli Million Belay i Bridget Mugambe z Sojuszu na rzecz Suwerenności Żywnościowej w Afryce (Alliance for Food Sovereignty in Africa), największej organizacji społeczeństwa obywatelskiego na całym kontynencie, reprezentującej 200 milionów rolników, rybaków, pasterzy i członków rdzennych plemion w całej Afryce.

„Z zadowoleniem przyjmujemy inwestycje w rolnictwo na naszym kontynencie, ale pragniemy, by miały one charakter demokratyczny i odpowiadający na potrzeby ludzi, na których opiera się rolnictwo. Nie chcemy odgórnych ingerencji, które kończą się koncentracją władzy i zysków w rękach niewielkiej liczby międzynarodowych firm. Opowiadając, w jaki sposób nasiona GMO i inne technologie mogłyby rozwiązać problem głodu w krajach afrykańskich, Bill Gates stwierdził, że „to ich suwerenna decyzje. Nikt nie podejmuje jej za nich”. Jednak uzbrojona w potężne środki Fundacja Gatesów, którą współprowadzi, wywarła ogromny wpływ na afrykańskich naukowców i decydentów, w wyniku czego systemy żywnościowe na naszym kontynencie stają się coraz bardziej podporządkowane mechanizmom rynkowym i kontrolowane przez korporacje”.

Belay powiedział mi w wywiadzie, że działalność charytatywna Fundacji w dziedzinie rolnictwa nosi wszelkie znamiona kolonializmu:

dążenia do modernizacji i cywilizacji narodów afrykańskich przy jednoczesnym wspieraniu interesów wielkiego handlu, na przykład poprzez wywieranie presji na rolników, by kupowali genetycznie zmodyfikowane nasiona, nawozy, chemikalia i inne „czynniki produkcji” od międzynarodowych firm z siedzibami poza kontynentem.

„Kiedy nasze rolnictwo jest uważane za zacofane, a jedynym proponowanym rozwiązaniem jest technologia, mamy do czynienia z programem cywilizacyjnym”, powiedział Belay. „Ale ten program cywilizacyjny nie ma na celu nas ucywilizować, tylko uzależnić od technologii”.

Liczni docelowi beneficjenci Fundacji bardzo wyraźnie poprosili ją o to, by przestała im pomagać.

W 2021 roku ponad dwustu sygnatariuszy podpisało list wzywający do zmniejszenia finansowania AGRA, flagowego projektu Fundacji w Afryce. „Od powstania programu AGRA w 2006 roku liczba niedożywionych osób w tych 13 krajach [w których działa AGRA] wzrosła o 30%”, czytamy w liście. „Misja AGRA dotycząca zwiększenia produktywności i dochodów oraz poprawy bezpieczeństwa żywnościowego zdecydowanie się nie powiodła, w gruncie rzeczy szkodząc szerszym wysiłkom na rzecz wspierania afrykańskich rolników”.

Kolejny protest wybuchł, gdy sekretarz generalny ONZ ogłosił, że prezes AGRA został mianowany specjalnym wysłannikiem na ONZ-owski szczyt systemów żywnościowych w 2021 roku. Ponad 150 organizacji wezwało Organizację Narodów Zjednoczonych do wycofania tej nominacji, twierdząc, że obecność AGRA „zaowocuje powstaniem kolejnego forum, które będzie wspierało interesy agrobiznesu kosztem rolników i naszej planety. (…) W obliczu eskalacji kryzysu klimatycznego i faktu, że 820 mln ludzi głoduje, istnieje pilna potrzeba podjęcia znaczących globalnych działań”.

Setki grup i przywódców religijnych również wysłały list otwarty do Billa Gatesa, prosząc, by wysłuchał afrykańskich rolników, zamiast narzucać im swoje pomysły.

„Choć jesteśmy wdzięczni Fundacji Billa i Melindy Gatesów (…) za jej zaangażowanie w walkę o bezpieczeństwo żywnościowe i doceniamy pomoc humanitarną i infrastrukturalną udzielaną rządom naszego kontynentu, piszemy w poczuciu głębokiego zaniepokojenia, że wsparcie Fundacji Gatesów na rzecz ekspansji intensywnego rolnictwa na skalę przemysłową pogłębia kryzys humanitarny”.

Grupy te zwróciły się do Fundacji z prośbą o dialog, ale minęło wiele miesięcy, zanim otrzymały choćby wstępną odpowiedź, a następnie zaproszenie na spotkanie. Wkrótce potem Fundacja ogłosiła w mediach, że planuje przeznaczyć dodatkowe 200 mln dolarów na finansowanie AGRA.

Problem z Billem Gatesem okładka ksiązki

Tim Schwab: Problem z Billem Gatesem. Rozliczenie z mitem dobrego miliardera, Insignis, 2025, tłumaczenie Paweł Podmiotko

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 324 / (11) 2026

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również: