Ukraina, Gaza… ABC wojny i pokoju

Gaza, miasto po izraelskim bombardowaniu, 2023
Gaza, miasto i zniszczenia po zbombardowaniu przez Izrael w trakcie wojny trwającej od 07.10.2023 r., fot. Emad El Byed on Unsplash

Jan Szmyd

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 235 / (27) 2024

Wojna nie daje się jednoznacznie zdefiniować, czy ściśle określić. Jest działaniem na tyle złożonym i wewnętrznie powikłanym a przeżyciowo dogłębnym i dotkliwym, że nie poddaje się – mimo podejmowanych prób w tym zakresie – uniwersalnemu logicznemu zdefiniowaniu.

Nie daje się też w pełni wysłowić w języku potocznym, codziennym. Jest tak, bo obok językowo wysławialnych swych składników, zawiera treści trudno albo zupełnie niewyrażalne w języku pojęć i wyobrażeń. Wojna niewyrażalna jest też w pełni w języku naukowym, a tym bardziej w publicystycznym, bo języki te nie ogarniają sfery najgłębszych, najbardziej osobliwych, a zarazem najcięższych doświadczeń i przeżyć wojennych, a zwłaszcza sfery doświadczeń potworności i absurdalności wojennej, tragizmu i barbarzyństwa wojennego.

Czym jest wojna – stwierdzenia elementarne

Poważne trudności, a nawet niemożności, pojawiają się przy odniesieniach ocennych do wojny, zwłaszcza przy próbach oceny motywacji bezpośrednich sprawców wojny, jej zasadności i celowości, dalekosiężnych skutków i konsekwencji (bezstronność i obiektywizm lub zwykła prawość i rzetelność jest w tej sferze ocen zazwyczaj nieosiągalna).

Paradoksem poznawczym wojny jest m.in. to, że „uczymy” się jej najgłębszych i najistotniejszych stron nie tyle w oparciu o dociekania i analizy racjonalno-logiczne, naukowe i filozoficzne, co w pozaracjonalnym jej doświadczaniu, w fizycznym, zmysłowym, emocjonalnym, odczuciowym, intuicyjno-instynktownym, a więc bezpośrednim, pozapojęciowym z nią kontakcie, indywidualnym doświadczaniu i przeżywaniu. Stąd w rozpoznawaniu „natury” wojny, jej antyludzkiej intencjonalności i bezgranicznej tragiczności i też tego, co ona faktycznie „robi” z człowiekiem, z jego ludzką kondycją i człowieczeństwem, bardziej przydatne od rozpraw naukowych i traktatów filozoficznych o wojnie, są np. reakcje na wojnę i wypowiedzi o niej żołnierzy z pól i okopów bitewnych, wynurzenia słowne i emocjonalne matek synów poległych, czy „oswojona” i w bezradności wyciszona rozpacz ludzi starszych, kiedy po zniszczeniach wojennych środowiska ich życia nie mają się „gdzie podziać” i coś „nadziejnego” dla siebie zrobić.

Bardzo cenne są tu też doniesienia wojenne uzdolnionych i odważnych reporterów wojennych, a także utwory literackie o tematyce wojennej wielkich pisarzy, którzy osobiście uczestniczyli w walkach wojennych i ich skutków, na miarę swej niepospolitej wrażliwości i zdolności poznawczej, dogłębnie wojnę doświadczają (Przykładowo rzecz biorąc, chodzi m.in. o tej miary pisarzy jak Lew Tołstoj Wojna i Pokój, Ernest Hemingway Komu bije dzwon, Arturo Pérez-Reverte Terytorium Komanczów i im podobni).

Zastanawiające natomiast jest to, jak niewiele o istocie wojny mieli i mają do powiedzenia ci, co o niej decydują, wywołują ją i kończą, tzn. ludzie władzy i biznesu; jak ułomne i stronnicze, często wręcz i prostackie i godne pożałowania dają oni świadectwo sensu i celowości wywołanego przez siebie zjawiska.

Nawiasem mówiąc, wojny są dobitnym zaprzeczeniem demokracji: wywoływane były i są przez „nielicznych” w opozycji lub obojętności „licznych” i z reguły z doraźną i krótkotrwałą korzyścią „nielicznych”, a z ogromną i długotrwałą szkodą „licznych”.

Wojny historycznie wcześniejsze były w porównaniu z teraźniejszymi wojnami bardziej „uczciwe” i prostolinijne, mniej cyniczne i zakłamane. Na ogół nie ukrywały rzeczywistych swych przyczyn i celów, czyli nie były w swych zawiązkach i trwaniu zafałszowane i propagandowo zasłaniane.

Daje się jednak w przybliżeniu wyartykułować pewne poznawczo-ocenne ABC wojny, które w elementarnym interesie nas wszystkich należałoby obecnie, w zaistniałej sytuacji geopolitycznej, śmiało wprowadzać do komunikacji społecznej i skutecznie popularyzować.

Może byłoby to w jakiejś mierze pomocne w kształtowaniu naszego poprawnego stosunku do wojen dnia dzisiejszego i do wzmagających się realnych zagrożeń wojną, a także we właściwym rozpoznawaniu i odczuwaniu teraźniejszego czasu stanu „przedwojennego”.

A zatem ogólnie stwierdzić można, że wojna jest najgorszym z możliwych czynów i doświadczeń człowieka.

Jednocześnie jest działaniem i odczuwaniem niezwykle złożonym i trudnym – jak już wyżej stwierdzono – do jednoznacznego i wyczerpującego określenia, a tym bardziej do obiektywnego i intersubiektywnego uzasadnienia. Ma też w sobie coś ze swoistego fatalizmu czy z historycznej imperatywności – wojny nierozerwalnie i zadziwiająco regularnie wręcz na zasadzie swoistej historycznej prawidłowości i konieczności i niejako ze stałej potrzeby wojowania, towarzyszyły i towarzyszą nadal dziejom ludzkim. Można powiedzieć, że dzieje te, to przede wszystkim dzieje wojen – mimo ogromu czynionego przez nie zła, cywilizacyjnej i kulturalnej destrukcji, bezmiaru ludzkiego nieszczęścia i cierpienia, gwałtu i bólu zadawanemu człowiekowi; jego prawu do życia i zdrowia, godności i samorealizacji, bezpieczeństwa, pokoju i spokoju. Mimo gwałtu i bólu zadawanego wbrew jego woli i życiowemu nastawieniu, elementarnym prawom człowieka i wymogom człowieczeństwa.

Potrzeba pełniejszego określania prowadzonych wojen

Wojnę określa się najczęściej w oparciu o jej cele polityczne (pokonanie przeciwnika, zdobycze terytorialne, „łup wojenny”, uzyskanie lub umocnienie polityczno-gospodarczej dominacji w określonym regionie czy obszarze geopolitycznym, obrona niepodległości i „integralności terytorialnej”, własnego systemu wartości i porządku społeczno-ustrojowego – np. demokracji czy autokracji bezpieczeństwa zbiorowego itp.).

Za punkt wyjścia przyjmuje się tu dość często „klasyczne” określenie wojny Carla von Clausewitza:

„Wojna jest tylko dalszym ciągiem polityki prowadzonej innymi środkami”; „celem wojny jest pokonanie przeciwnika i uzyskanie jakiejś zdobyczy”.[1]

Nie da się zakwestionować tego, że jest to rażąco jednostronne i „bezduszne”, instrumentalne i politologicznie jednostronne, określenie wojny.

Daje ono krańcowo ułomny „obraz poznawczy” wojny i uniemożliwia jej właściwy osąd. Nie prowadzi też do pełniejszego zrozumienia jej istoty i antropologicznego charakteru. Żeby należycie, po ludzku „rozliczyć się” z wojną, trzeba ją znacznie szerzej i mniej instrumentalnie określać.

Przykładowo rzecz biorąc, niezbędne jest tu każdorazowe uwzględnianie jej skutków – zarówno w sferze materialnej, rzeczowej, a zwłaszcza podmiotowej, ludzkiej, człowieczej i to zarówno skutków doraźnych, naocznych, „namacalnych”, jak i długofalowych, przewidywalnych i wyobrażonych. Nie można też, w szerszym określaniu i waloryzowaniu wojny, pomijać charakterystyki jej, najczęściej bardzo złożonych, przyczyn (bezpośrednich i pośrednich, politycznych i ideologicznych, ekonomicznych i społecznych, instytucjonalnych i personalnych) oraz tego, co niemal z reguły jest pomijane w określeniach i ocenach wojen współczesnych, a mianowicie ich głęboko destrukcyjnego, skrajnie niszczycielskiego wpływu na duchowość i człowieczeństwo oraz ogólny standard antropologiczny uwikłanych w nie istot ludzkich.

Dopiero taki pełniejszy „obraz” wojny, uwzględniający nie tylko jej aspekty polityczne i ideologiczne, militarne i martyrologiczne, ekonomiczne i technologiczne, ale także antropologiczne i egzystencjalne, osobowościowo-duchowe i aksjologiczno-moralne, oddaje jej całościową „naturę” i charakter tego osobliwego i antyludzkiego zjawiska oraz sprzyjać może kształtowaniu właściwych, „poprawnych” postaw wobec niego.

Zaś niepełny i jednostronny, instrumentalny i uprzedmiotowiony (dominujący obecnie) wizerunek wojny pomaga jej legitymizowaniu i publicznemu oswajaniu.

Kijów, mężczyzna pcha wózek z butelkami z wodą, lato 2022
Kijów, mężczyzna pcha wózek z butelkami z wodą, lato 2022, fot. Dmytro Tolokonov on Unsplash

Wojna a natura ludzka – pacyfizm

Współczesne wojny bezpośrednio przedstawiają – filmują, fotografują, nagłaśniają i komentują korespondenci wojenni, zwłaszcza bezpośredni reportażyści, operatorzy, „dźwiękowcy”, fotografowie. To oni, pracując „na granicy życia i śmierci” dla prasy i telewizji na współczesnych frontach wojennych, niejako na żywo i plastycznie „portretują” wojnę. Czyniąc to demaskatorsko, odsłaniają „najciemniejsze zakamarki” i „zwierzęce zapędy” natury człowieka współczesnego – niewiele różniące się, a często nawet jak gdyby wzmożone i wyostrzone w porównaniu ze „złą” stroną i naturą człowieka historycznego. Oglądając w telewizji czy w internecie współczesne „obrazy wojenne”, oglądamy w gruncie rzeczy samych siebie, najczęściej nie zdając sobie sprawy z dość ewidentnej kwestii, a mianowicie z tego, że zaciekawiające nas „migawki wojenne” są też migawkami tego, kim z natury swej w istocie jesteśmy lub moglibyśmy być.

Daje się dowodnie stwierdzić, iż wojna, czyli wzajemne zabijanie się, w swej tragiczności, destrukcyjności i potworności, szaleństwie i barbarzyństwie, nie jest obca naturze ludzkiej; przeciwnie – jest w niej głęboko zakorzeniona i często bywa jej akceptowanym przejawem. Stąd za uprawnione wydaje się często wypowiadane w kontekście wojny twierdzenie o „nikczemności” i „podłości” natury ludzkiej.

Związek wojny i wojowania z naturą ludzką jest jednak bardzo złożony i nie urzeczywistnia się na zasadzie prostej i zawsze jednakowo ujawniającej się zależności. Rządzą tu skomplikowane mechanizmy funkcjonowania owego związku. Nie ma tu miejsca na opis tego złożonego i interesującego procesu.

Ale można powiedzieć, że dość często tak się staje, że „wojowniczość” ludzkiej natury bywa w znacznym stopniu osłabiona i przeorientowywana na tendencje niewojownicze, pokojowe, ugodowe. I to jest chyba główne uzasadnienie dla współczesnego pacyfizmu.

Stały i powszechny pokój najprawdopodobniej jest jednak utopią – ale ta utopia jest wielorako potrzebna. Nie można ją pomijać i ignorować, bo jest dobrym punktem odniesienia dla myśli i intencji o niezbędnym ludzkim „współbyciu” czy „współistnieniu”. I mimo znacznych jego ograniczeń i jednostronności pacyfizmu nie można go deprecjonować, pomniejszać jego znaczenia, przypisywać mu cechy politycznej naiwności i iluzyjności, a w konsekwencji – społecznej nieużyteczności. Jest poglądem i dążnością politycznie znaczącą i potrzebną, co więcej – jednoznacznie proludzką i humanistyczną. Może nie eliminuje wojen, które w dziejach ludzkich są pewnie nieuniknione, ale może wydłużać „czas pokoju”, pomniejszać liczbę konfliktów wojennych i częstotliwość ich występowania.

Wojna ciągle „ta sama”

Wojna ma różne „oblicza”; różne swoje przejawy, działania i skutki: zewnętrzne, przedmiotowe i wewnętrzne, podmiotowe; przejściowe i długotrwałe; fenomenalne, zjawiskowe i esencjalne, istotowe.

Były, są – i zapewne będą – różne wojny, ale w gruncie rzeczy wojna jest jedna, zawsze ta sama, niezależnie od tego, czy się toczyła w Troi, Kabulu, Bagdadzie, Sarajewie czy – jak obecnie – toczy się zbrodniczo na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Zawsze należy do zjawisk najgorszych z możliwie złych, najpotworniejszych z możliwie potwornych.

Ma też – jak już powiedziano – różne przyczyny sprawcze: polityczne, ekonomiczne, ideologiczne, geopolityczne, biznesowe. Jednakże jej pierwotne źródła tkwią – jak się często o tym mówi – w „głowach ludzkich”, w naturze ludzkiej; jest jej ważną emanacją i konsekwencją. I oczywiście należy jej, jako przejawu największego zła, za wszelką cenę unikać, ale z dziejów ludzkości się jej nie wymaże, jako że prawdopodobnie jest jednym z integralnych sposobów istnienia i aktywności gatunku ludzkiego. Zaś pacyfizm zapewne jest ideą szlachetną i doniosłą, ale, niestety, w istocie rzeczy niemożliwą do trwałego urzeczywistnienia.

Oblicza wojny

Zewnętrzne „oblicze” wojny. Zewnętrzne „oblicze” wojny słyszy się, widzi i czuje. Słyszany jest huk spadających bomb i pocisków, odgłos strzelającej artylerii, strzały karabinowe, świst kul karabinowych i rakiet, warkot silników samolotowych, łoskot i trzask poruszających się czołgów, chrzęst deptanego szkła, jęki i krzyki umierających i rannych, okrzyki przerażonych i otumanionych istot ludzkich, płacz dzieci i matek, lament bezradnych staruszek, przyciszona mowa starców. Widzi się w tym „obliczu” zaciemnienie i kurz, pożary i dym, błyski wybuchów i smugi pocisków, ruiny domów i zabudowań, leje po wybuchu bomb i rakiet, gruz i powszechny nieład, wyludniałe miasta, wsie i osiedla, „świeże” lub rozkładające się ciała zabitych ludzi i zwierząt, wymęczonych i zabrudzonych żołnierzy, przerażonych i otępiałych cywilów, podnieconych reporterów wojennych i różnych uciekinierów, ludzi zabłąkanych itp. Czuje się ostry zapach spalonego drzewa i plastiku, dynamitu i prochu strzelniczego, ropy i benzyny, woń rozkładających się ciał ludzkich, zwierząt, produktów i zgnilizny.

„Tego zapachu nie spotyka się nigdzie indziej i towarzyszy ci on przez wiele dni, utrwalony w nosie i w ubraniach, choćbyś się kąpał dwadzieścia razy i nie wiadomo jak dawno wyjechał. (…) nie można w ciągu półtorej minuty korespondencji dla wiadomości przekazać tego, co człowiek czuje, kiedy w ruinach domu – pośród połamanych mebli, brudnych firanek podartych na strzępy, pod obrazem na ścianie przeciętym serią z karabinu – naraz znajduje na ziemi album z rodzinnymi zdjęciami, wdeptanymi w popiół, zdeformowanymi przez deszcz i słońce. Jakiś mężczyzna uśmiecha się do obiektywu. Staruszek z trzema dziewczynkami na kolanach. Kobieta, jeszcze młoda, ładna, o zmęczonych oczach i uśmiechu dalekim i smutnym, jakby kryła w sobie złe przeczucia” – pisze reporter wojenny.[2]

Do tego wszystkiego dołącza się często charakterystyczna przestrzeń wojenna, nazwana w slangu zawodowym reporterów wojennych „terytorium Komanczów”. „Terytorium Komanczów to jest to miejsce, gdzie słyszysz, jak szkło trzeszczy pod butami, i choć nikogo nie widzisz, wiesz, że jesteś obserwowany. To tam, gdzie nie widzisz luf, ale lufy widzą ciebie”.[3]

Wewnętrzne „oblicze” wojny. Wojna, każda wojna, ma też głębsze, wewnętrzne, jeszcze bardziej „nieludzkie” i potworne „oblicze”. Chodzi o podmiotowy, przeżyciowy, osobowościowy przejaw wojny, w którym ujawnia się jej esencja, istota, właściwość dogłębna, uniwersalna prawda o niej i najdobitniejsza symbolika.

A więc wewnętrzne „oblicze” wojny, to – ogólnie mówiąc – doświadczanie wielkiego strachu, przerażenia i lęku, wewnętrznego napięcia i roztrzęsienia; to dogłębne cierpienie, ból fizyczny i duchowy; doświadczanie różnego typu gwałtu i zniewolenia; często też poczucie utraty wszystkiego, co się miało, całego „dorobku życia”; to wzmożone poczucie kruchości wszystkiego, a zwłaszcza życia własnego i życia innych; to nieustanne „patrzenie w oczy śmierci” i szerokie, dookolne jej postrzeganie; to w gruncie rzeczy stałe na nią oczekiwanie; to ogląd niszczenia wszystkiego, w tym symboli kultury i religii; to postrzeganie i doświadczanie okrucieństwa, katastrofy i barbarzyństwa, to niezwykły smutek, porażająca samotność.

Przede wszystkim zaś – ogólnie mówiąc – to niemożliwa do zdefiniowania potworność. Potworność, w której upatrywać można – zdaniem A. Pérez-Reverte – esencję, istotę wojny, mimo że nie można dojść do pełnej prawdy o niej. Można natomiast potworność wojny przeżyć lub ją jakoś dojrzeć, np. w spojrzeniu dziecka na wojnie, oskarżającego starszych za ból, którego nie zna przyczyny; w wyrazie twarzy staruszek i starców, matek i dzieci chroniących się po ciemnych piwnicach przed bombami; w nastrojach w domu starców w czasie wojny, czy w pustce w oczach żołnierza, który ma być rozstrzelany.

„Potworność można przeżyć i można ją pokazać, ale nigdy nie da się oddać prawdy o niej. Ludzie myślą, że najgorsze na wojnie są krew, zabici, ranni. Ale potworność bywa tak prosta, jak spojrzenie dziecka czy pustka w oczach żołnierza, którego mają rozstrzelać. Albo wzrok opuszczonego psa, który kuleje za tobą (…) czasem potworność kryje się w domu starców (…) w piwnicy – w której np. kryją się (…) Dzieci, kobieta, staruszka.” „Naprawdę zawsze polega to na tym samym barbarzyństwie: (…) zawsze jest to ta sama wojna. (…) wojna jest jedna: jakieś nieboraki w rozmaitych mundurach strzelają do siebie, umierając ze strachu, w dziurach pełnych błota, a ważny sukinsyn siedzi i pali cygaro w klimatyzowanym biurze, gdzieś bardzo daleko, wymyśla flagi, hymny narodowe i pomniki nieznanego żołnierza, nie brudząc się krwią ani gównem. Wojna to biznes dla sprzedawców i generałów, (…). Cała reszta to bałach”.[4]

„Prawdziwa” wojna, ma jeszcze inne, bardzo szerokie i zróżnicowane dziwaczne „oblicza” zewnętrzne i wewnętrzne. Ma swoją, właśnie wojenną specyfikę i jedyne w swoim rodzaju udziwnienia, cechy na pozór nieprawdopodobne i w najwyższym stopniu zadziwiające, niekiedy wręcz oszałamiające, czy – jak z pozoru wydawać by się mogło – ewidentnie niemożliwe i nierealne.

I na koniec może dobrze byłoby zadać sobie pytanie, czy na akceptację zasługuje odniesione – przez cytowanego wyżej pisarza i sprawozdawcę wojennego – do projektantów nowej, „inteligentnej”, coraz bardziej śmiercionośnej i niszczycielsko wyrafinowanej broni oraz do dzisiejszych handlarzy bronią i jej producentów, do biznesu, bez skrupułów żyjącego z wojny – a zwłaszcza do tych, którzy niepokojąco łatwo podejmują decyzje o rozpoczęciu wojny, określenie: „morderca”?


Przypisy:

[1] Carl von Clausewitz: O wojnie, tłum. A. Cichowicz, Bellona, Warszawa 2022, s. 26.

[2] A. Pérez-Reverte: Terytorium Komanczów, przeł. J. Karasek, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2001, s. 15, 96, 97.

[3] Tamże.

[4] Tamże, s. 100, 101.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 235 / (27) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura Forum Geopolityczne

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Forum Geopolityczne

Być może zainteresują Cię również: