Felieton

Uzależnienia od technologii. Dzieci do decyfryzacji

dziecko trzyma w rękach smartfon i patrzy w ekran
fot. Chin Onn Ong z Pixabay

Daniel Dziewit

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 173 / (17) 2023

Twórcy technologii cyfrowych dedykowanych rozrywce zaprojektowali je w taki sposób, aby trudno było się od nich oderwać. Bliska doskonałości znajomość natury ludzkiej stanowi podstawę sukcesu produktów cyfrowych szeroko rozumianych. Przyjrzyjmy się przez chwilę produktom dedykowanym zabawie (gry, portale społecznościowe, platformy hazardowe, portale pornograficzne).

Nie jest tajemnicą, że wysiłek fizyczny w pracy jest mniej atrakcyjny niż praca za pomocą laptopa. Podobnie z wakacjami, wydaje się, że te nad morzem w temperaturze pokojowej są atrakcyjniejsze niż sama temperatura pokojowa w dżdżysty, pochmurny dzień w naszej szerokości geograficznej. Podobnie z wygodą – nawet przy kasie kupując bagietkę, wygodniej jest „kliknąć” blikiem niż grzebać w portfelu szukając końcówki ceny.

Nowe technologie, nowe uzależnienia

Twórcy cyfrowych ułatwień o tym wiedzą, że lubimy wygodę, zabawę, luz i lans. Zaangażowanie użytkowników, np. w gry komputerowe, jest wytłumaczalne. Naturalna chęć zabawy i bezbolesnej rywalizacji wciąga użytkowników do tego stopnia, że wszelkie stopnie nie mają znaczenia ani w szkole, ani te Celsjusza. Bez względu na pogodę setki i tysiące godzin spędzonych na „grywalizacji” przeistacza się w wynaturzenie liczone w miesiącach i latach. Jedynie kolejne stopnie wtajemniczenia w kolejny etap gry są iluzją satysfakcji. Coraz częstszym zjawiskiem jest niemożność oderwania od gier coraz większej rzeszy użytkowników.

Do ośrodków odwykowych coraz częściej przyjeżdżają dorośli z pytaniem, co mają zrobić ze swoim np. synem, który przestał chodzić do szkoły, leży w łóżku z laptopem czy smartfonem i coraz rzadziej wychodzi z pokoju.

Zaniepokojeni opowiadają o tym, że zasłony w pokoju są zasłonięte nawet w pogodny dzień, a grający nastolatek – na sugestie, że zbyt dużo czegoś robi w komputerze – reaguje agresją, nierzadko straszy samobójstwem. I powstaje pytanie, czy to jest uzależnienie, zaburzenie, a może nie ma czym się martwić i to tylko przejściowe?

Dorośli szukają pomocy – jak oderwać dzieci ekranu od ekranu. Zastanawiają się nad tym, co będzie dalej z nauką, szkołą i ich przyszłością. Pocieszają się tym, „że wszyscy nastolatkowie tak mają”. Na takie słowa wypada zauważyć, że jednak póki co sale w szkołach nie świecą pustkami i sporo młodych, czy dorastających młodych dorosłych, nie śpi do południa po nocy spędzonej z telefonem.

Zatem jeśli w danym przypadku mamy do czynienia z uzależnieniem, rozumianym jako niemożność standardowego funkcjonowania człowieka, to szukanie pomocy jest konieczne. Za nadmiarowym korzystaniem z technologii stoją indywidualne cechy danego człowieka i powody, dla których jeden potrafi sobie czegoś odmówić, a drugi nie potrafi. Badania w tym zakresie trwają.

Do dziś badacze nie znaleźli jednoznacznych przyczyn i odpowiedzi na fundamentalne pytanie: dlaczego człowiek A pije okazjonalnie wino, a człowiek B nie potrafi okazjonalnie pić i wpada w destrukcyjny nałóg. Pewne stereotypy myślowe brzmią znajomo w tym sensie, że człowiek uzależniony twierdzi, że wszyscy piją, podobnie jak rodzice dzieci są zdania, że przecież wszyscy grają. Wiemy, że ten stereotyp jest zafałszowany w obu przypadkach.

Domniemanym „dowodem” na to jest chociażby to, że część Czytelników zgodzi się ze mną, a część nie. Nie mogę stereotypowo założyć, że „wszystkim ten tekst się spodoba”. Ale mogę założyć, że dla niektórych zaskoczeniem nie będzie. Coraz częściej media – tzw. głównego nurtu – piszą wprost o destrukcji cyfrowej i zajmują się tematem uzależniającego wpływu technologii cyfrowych na odbiorców, czyli de facto na / lub osoby z naszego najbliższego otoczenia. W skrócie może to być ktoś bliski, z kim nie mamy jak i o czym pogadać, bo „ciągle siedzi w telefonie”, czy gra i nie chce przestać.

Człowiek uzależniony od różnych substancji też z reguły nie chce przestać lub rzadko sam z siebie chce. Trudno jest zrezygnować z iluzji przyjemności, podobnie jak trudno zrezygnować z iluzji bycia mistrzem w e-sporcie.

O ile gry zręcznościowe mogą wyrobić i udoskonalić refleks, o tyle klasyczne „strzelanki”, gdzie promowane jest wirtualne zabijanie kobiet w ciąży czy starców, jest destrukcyjne.

Zrozumieli to Chińczycy, wprowadzając do kodeksu karnego zakaz gier dla nieletnich w godzinach od 22.00 do 6.00 rano. W tygodniu dzieci mogą grać maksymalnie do trzech godzin. Karane nie są dzieci, ale dorośli. Jeśli komuś zgrzyta w zębach, że to kraj dyktatorów to przeskoczmy na mapie do Stanów Zjednoczonych, gdzie przybywa ośrodków detoksykacyjnych od technologii wyłącznie dla dzieci, a manipulacje producentów wirtualnych zabawek wzbudzają coraz większy gniew. Większość tych zabawek „ryje przysłowiowy beret”.

A bez metafor? Badania dotyczące neuroobrazowania mózgu wykazują negatywne zmiany. Eksplozja hormonów szczęścia, endorfiny czy dopaminy oraz triki perswazyjne stosowane w przemyśle wojskowym sprawdzają się też w rozrywkowym. Problem polega na tym, że coraz większa grupa badaczy zajmująca się psychiatrią, psychologią czy uzależnieniami bezradnie rozkłada ręce, nie mając pomysłu jak oderwać „małpkę od banana”? Niekiedy i małpka, mając zapas rarytasów, mówi sobie „dość”.

Leczenie uzależnień cyfrowych

Poszukiwanie sposobu wsparcia i pomocy w powrocie do realnego świata przyjemności, przeciwności, budowania relacji międzyludzkich „od nowa”, stało się trudnym wyzwaniem. Z jednej strony społeczeństwo ma być „cyfrowe”, „nowoczesne” ale z drugiej zdrowe.

Przytłaczająca ogromem fala depresji, zaburzeń i prób samobójczych ma swoje źródło w szeroko rozumianym Big Techu. Możemy przyjąć to za koszt, efekt uboczny, cenę za wygodę na zasadzie „coś za coś”. Tabletka za tablet, czyli najpierw zabawa, potem rzekoma szkolna edukacja a potem terapie plus tabletki. Tak produkuje się chorych uzależnionych i rodziny współuzależnionych. Stąd też coraz powszechniejsze zjawisko smutku, braku poczucia sensu, celu i braku nadziei.

Wciskanie na siłę technologii do szkół zakończyło się sukcesem jednych i społeczną porażką dla drugich.

Wydaje się, że beneficjentów jest mniej niż konsumentów cyfrowego smoczka. Otumanione cyfrowe dzieci porzucają dotychczasowe pasje i odnajdują nowe. Jedną z nich jest mefedron, pregabalina i cała masa suplementów zdrowia i poczucia szczęścia.

Na decyfryzację nie ma co liczyć. Bal na Titanicu trwa w najlepsze i nie w tym rzecz, żeby wyłącznie biadolić, ale poszukać miejsca w łódce. Najpierw dla siebie, a potem dla najbliższych, na którym nam jeszcze zależy. Trudne to, bo w społeczeństwach ogarniętych depresją trudno liczyć na pomoc ze strony dotkniętych tą samą chorobą. Sami próbujemy walczyć o siebie. Widzę to zmaganie na co dzień w prywatnym ośrodku, gdzie trafiają pacjenci na detoks, a potem terapię. Jedną nogą niby w terapii, a drugą w telefonie.

Zaskoczył mnie kilka dni temu znajomy, który prowadzi usługi wszywania tabletek „oduzależniających” w tyłek. Zaniepokojony sytuacją w jednym z prywatnych Ośrodków terapii – gdzie nie wiadomo skąd ktoś miał przy sobie „trawę” plus jakieś uzależniające środki – zrobił ze mną „wywiad”, czy w takim przypadku z kadrą terapeutów jest wszystko w porządku, no bo skoro to ośrodek, to przecież oni mają pilnować. Nie upilnują. Jeśli smartfon jest w zasięgu ręki, to nie ma problemu ze złożeniem zamówienia on-line. Wystarczy podać adres, zrobić zdjęcie kawałka działki, wskazać konkretne drzewo lub krzak, godzinę dostawy i załatwione. Opakowane w liście środki lądują w miejscu zamówienia, a klient w wolnej chwili odbiera przesyłkę. Tak to wygląda w praktyce, bo smart narkosklepy pracują całą dobę.

Stąd też nawet jeśli pacjent wyraża zgodę na to, aby, np. kiedy będzie wracał z przepustki, ktoś sprawdził mu torbę, nie wyeliminuje to możliwości wprowadzenia substancji do Ośrodka. Jedynie odcięcie od telefonu daje gwarancję spokoju, a nie profesjonalizm kadry. Kiedy wyjaśniłem znajomemu, jak wygląda taki łańcuch dostaw, był zaskoczony. Na pocieszenie – coraz więcej Ośrodków wprowadza podczas terapii ograniczenia korzystania z technologii. Nie jest to łatwe. Cyfrowi ludzie nie lubią ograniczeń. Szczególnie najmłodsi – dzieci. Jeśli dałeś dziecku zabawkę, która jest jak studnia bez dna i nagle chcesz ją odebrać, to sprzeciw będzie ogromny. W wielu przypadkach oderwanie od monitora nie jest możliwe.

We wspomnianych już Ośrodkach detoksykacji cyfrowej cyfrowy detoks trwa około sześciu tygodni. Terapia prowadzona jest stacjonarnie, a odstawienie jest nagłe.

Reakcje po odcięciu pacjenta bywają podobne: agresja, niepokój, gniew, frustracja, poczucie pustki, zamknięcie się w sobie. Potem powolny powrót do siebie, do ludzi. W skrócie – detoks ma wymiar psychoedukacyjny, motywacyjny i konstruktywny. Prowadzi do odbudowania kondycji psychicznej i fizycznej.

Celem jest doprowadzenie do równowagi i obrazowo rzecz ujmując „wyciagnięcie” pacjenta z łóżka. To już jest pierwszy sukces. Kolejne małe kroki pozwalają mieć nadzieję na zerwanie toksycznego sposobu życia i oddziaływania na innych. Brzmi to trochę jak terapeutyczny bełkot, niemniej jest skuteczny. Adam Alter, profesor psychologii z Uniwersytetu Harvarda, Yale i paru innych uznanych uczelni opublikował książkę „Uzależnienia 2.0”, w której tłumaczy, dlaczego tak trudno oprzeć się nowoczesnym technologiom, przytaczając wiele przykładów z życia nie tylko użytkowników ze Stanów Zjednoczonych. Artykułów, książek i materiałów ostrzegających przybywa.

Wciąż prowadzone są badania wpływu technologii na mózg, zachowania, reakcje, samopoczucie psychiczne użytkownika. W niektórych krajach rozważane są ograniczenia systemowe i zakazy. Idzie to mozolnie, jak po grudzie. Biznes musi się kręcić. A do gabinetów terapeutycznych, psychologicznych i psychiatrycznych ustawiają się coraz dłuższe kolejki.

Iceland, Liechtenstein, Norway – Active citizens fund

Działania organizacji w latach 2022-2024 dofinansowane z Funduszy Norweskich w ramach Programu Aktywni Obywatele – Fundusz Regionalny.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 173 / (17) 2023

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Zdrowie

Być może zainteresują Cię również:

Piotr Wójcik

# Polityka

Felieton / Deregulacyjny populizm

Piotr Wójcik

Legislacyjna zasada „jeden-za-jeden” to klasyczny przykład liberalnego populizmu. Na pierwszy rzut oka wydaje się zdroworozsądkowa i nowoczesna, ale przyniosłaby społeczeństwu więcej szkód niż…