Wolontariat jak forma buntu i wolności
Z Weroniką Kursą, autorką tekstów do Tygodnika Spraw Obywatelskich, rozmawiamy o tym, czym jest dla niej pisanie, co i dlaczego liczy się dla niej w życiu, o wolności i wyrażaniu własnych przekonań.
Jak się zaczęła Twoja przygoda z pisaniem artykułów dla Tygodnika Spraw Obywatelskich?
Moje pojawianie się w Instytucie Spraw Obywatelskich było trochę przypadkowe. Pewnego razu trafiłam w internecie na artykuł Olafa Swolkienia. Od razu wydał mi się bardzo ciekawy, a przede wszystkim inny niż to, co proponują tzw. media mainstreamowe. Potem zobaczyłam informację, że TSO szuka wolontariuszy i współpracowników, a jak się zorientowałam, że redakcja znajduje się w moim mieście, w Łodzi, to tym chętniej się zgłosiłam.
Wysłałam moje artykuły, które pisałam na portalu Niezła Sztuka oraz dodatkowo próbny tekst, który, o dziwo, już tydzień później był opublikowany w Tygodniku. Mogę zatem powiedzieć, że moja współpraca z TSO zaczęła się w sposób dość szalony i nieprzewidywalny. A z szalonego i nieprzewidywalnego, niemal od razu przeszliśmy do stałej współpracy. Rafał Górski, naczelny redaktor, zaproponował mi, żebym pisała teksty co miesiąc, ale potem stwierdziłam, że opisując książki, zwłaszcza zagraniczne i na tematy, które wymagają większego przygotowania, potrzebuję więcej czasu i teraz przygotowuję tekst raz na dwa miesiące.
Szczerze mówiąc, nie czuję się wolontariuszką, może dlatego, że już jestem na takim etapie życia, że mam stałą pracę, nie muszę „wyrabiać” godzin do jakiegoś stażu, nie robię tego w ramach obowiązków, ale traktuję to jako hobby.
Po prostu bardzo lubię pisać, a w Tygodniku Spraw Obywatelskich mogę mówić o rzeczach, które uważam za ważne i bez cenzury.
Pamiętam, że pewien dosyć kontrowersyjny tekst, taką satyrę na restrykcje covidowe, wysłałam najpierw do mojego przyjaciela. Oczywiście, nie było to po drodze z jego poglądami, ale dyplomatycznie odparł, że tekst ciekawy, ale tego to na pewno nikt nigdy mi nie opublikuje. I to był właśnie ten mój artykuł jako pierwszy opublikowany w Tygodniku.
Jak łączysz wolontariat z codzienną pracą?
Mam pracę, która zapewnia mi stabilność. Jest ona dla mnie ważna ze względów ekonomicznych, ale nie spełniam się w niej pod względem artystycznym. Od czasu licealnych i na studiach, słyszałam, że dla tak zwanych humanistów, nie ma zbyt wiele pracy na rynku. I coś w tym jest, o czym się sama przekonałam.
Wydaje mi się, że nie zawsze talent i umiejętności decydują o zleceniach, klientach i zatrudnieniu w branży kreatywnej. Interesuję się też fotografią analogową, próbowałam swoich sił w różnych konkursach. Udało mi się zająć pierwsze miejsce w konkursie Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego. Jednak najczęściej miałam poczucie, że w branży artystycznej decyzje zapadają bardzo subiektywnie i trudno na nich opierać swoją przyszłość.

Słowo wolontariat pochodzi z łacińskiego słowa dobrowolny. A co dla Ciebie znaczy wolontariat?
Bardzo ważna jest dla mnie wolność, w szeroko rozumianym aspekcie tego słowa. Jest to też częsty temat moich artykułów. Skoro w życiu zawodowym zgodziłam się na pewnego rodzaju kompromis, to w sferze artystycznej chciałam mieć wolność bez ideologicznego zaangażowania.
W Tygodniku można wyrażać swoje poglądy i nie trzeba być po żadnej linii politycznej. Redakcja jest bardzo otwarta na różne, uargumentowane poglądy i perspektywy spostrzegania świata. Zdawałam sobie z tego sprawę, że współpraca jest wolontariatem, ale dla mnie bardzo cenną „zapłatą” i wartością tej pracy jest wolność. Myślę, że gdybym pisała do innej gazety, to musiałabym spełniać oczekiwania tematyczne, uważać na to, co piszę i jednocześnie zgadzać się z odgórną linią programową czy też polityczną. Owszem, może mogłabym mieć z tego pieniądze, a tutaj mam wolność i satysfakcję.
Jak łączysz świat zawodowy i świat pisania?
Czytanie książki, na podstawie której chcę pisać artykuł, to dla mnie czysta przyjemność, zresztą tak samo jak robienie notatek, zaznaczanie ważnych fragmentów. Jak już wszystko mam w głowie, pomysł na tekst, to muszę to jeszcze przemyśleć i na przykład idę na spacer. Najtrudniejszy moment jest wtedy, kiedy trzeba usiąść i zacząć pisać. Jak już mam za sobą kilka zdań, z których jestem zadowolona, to czuję, że zanurzam się w świecie pisania. I zostaję w nim jak najdłużej. Oczywiście często pracuję etapami, robię przerwy, zastanawiam się, jak połączyć fragmenty, tematy, ale jak już jestem w procesie pisania, to, szczerze mówiąc, już nie chcę tak szybko wracać do tego świata, powiedzmy, standardowego.
Jak sobie wyobrażasz swojego potencjalnego czytelnika? Dla kogo piszesz?
Zdaję sobie sprawę, że często piszę na niewygodne tematy i na pewno nie każdy jest tym zainteresowany. Nie mam złudzeń, sądzę, że nie mam wielu czytelników, być może nawet są tacy, którzy widzą moje nazwisko i od razu rezygnują. Zresztą kiedyś widziałam negatywny komentarz do mojego tekstu o paszportach covidowych. Po tym, co ktoś napisał, od razu widziałam, że nawet nie przeczytał całego artykułu.
Pisząc, wyobrażam sobie taką garstkę osób, która ewentualnie przeczyta mój tekst. Kiedy piszę na trudny temat, który ogólnie budzi dużo emocji i skrajnych opinii, myślę o czytelniku, który się ze mną nie zgadza i od razu staram się wejść z nim w pewnego rodzaju dyskusję, stawiając odpowiednie pytania, np. dlaczego w ogóle warto poruszać dany temat, skoro wydaje się, że powiedziano już wszystko albo, że nie ma mowy już o innych punktach widzenia.
Co daje ci wolontariat oprócz wolności w pisaniu i wyrażaniu siebie?
Na pewno mogę szlifować warsztat, ponieważ staram się pisać w różnych stylach, w zależności od tematu i typu tekstu. Czasami mam większy luz, przy felietonach mogę sobie na więcej pozwolić, bawić się stylem i słowami, co zresztą w tekście zaznaczam. Im temat jest poważniejszy, czy bardziej naukowy, to chciałabym wybrzmieć bardziej bezstronnie, nawet jeżeli mam swój pogląd, to chcę być rzeczowa.
Jak według Ciebie wygląda dobrze zorganizowany wolontariat?
Zacznę od negatywnego przykładu. Dwanaście lat temu pracowałam jako wolontariuszka przy jednym z łódzkich festiwali. Nie miałam w tym żadnego praktycznego celu, nie musiałam wyrabiać żadnych godzin, po prostu pomyślałam, że przy okazji nauczę się czegoś, poznam ciekawych ludzi. Niestety byłam bardzo rozczarowana, bo organizatorzy nie wiedzieli, jakie przydzielić nam zadania, a moja rola ograniczała się do sprawdzania biletów. Wcale nie czułam się tam potrzebna, a raczej, że tracę czas. Jedyne i aż, co z tego wyniosłam to to, że poznałam moją przyjaciółkę, z którą pozostajemy w kontakcie do dziś. Mogę powiedzieć, że warto było, ale ogólnie byłam rozczarowana organizacją tamtego wolontariatu. Lubię konkret. Dobra komunikacja w kwestii rozdzielenia zadań i obowiązków, to dla mnie podstawa. Bardzo to doceniam, jeśli jakąś sprawę można załatwić w kilku zdaniach, a nie w długiej korespondencji, czy niepotrzebnym spotkaniu online albo rozmowie telefonicznej.
O czym lubisz pisać?
Zawsze to powtarzam, że interesuje mnie absurd, który przejawia się w poczuciu niedopasowania do społeczeństwa, do narzucanych norm. Lubię też pisać o propagandzie. O sposobach manipulacji.
To wszystko też się łączy z wolnością, o której zawsze wspominam. Jiddu Krishnamurti powiedział: „Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa”. Dlatego lubię wyłapywanie absurdów w społeczeństwie.
Z takich aktualnych tematów, to chociażby wybory prezydenckie były bardzo ciekawe, chociaż nie przepadam za polityką. Interesuje mnie to, co się dzieje wokół tego, podejście społeczeństwa, to, jak nie potrafimy się wydostać z marazmu politycznego, że ciągle toczy się walka między jedną partią a drugą, które potrafią tylko przerzucać się odpowiedzialnością za to, co złe. W jaki sposób prowadzone są debaty, dyskusje, co się podczas nich dzieje z kandydatami, jak tracą nad sobą panowanie, jakich używają argumentów… Wszystko to jest właśnie na poziomie pewnego absurdu. Niestety czasami miałam nawet wrażenie, że oglądam darmowy kabareton, chociaż to był bardziej śmiech przez łzy.
Z tematem wolności połączony jest kolejny, ważny dla Ciebie motyw – bunt. Czy to właśnie dzięki niemu, czyli buntując się, można wydostać się z absurdu i osiągnąć wolność?
Można tak powiedzieć. Myślę, że trzeba mieć silny kręgosłup moralny, żeby mieć odwagę wyrażać własne poglądy. Nie każdy chce nawet mówić o tym, co myśli, jeżeli wie, że jego pespektywa różni się, czy odbiega od większości. Ja też nie zawsze mam ochotę i potrzebę wychylać się w towarzystwie i poruszać tematy uznawane za kontrowersyjne, ale za to mogę i chcę o nich pisać. Może pisanie to jest jakiś przejaw mojego buntu?
Jaką według Ciebie wolontariat pełni rolę w dzisiejszych czasach?
Myślę, że wszystko zależy od typu wolontariatu. Jeśli ktoś opiekuje się starszymi ludźmi albo pomaga w schronisku dla zwierząt, to wydaje mi się, że bardziej robi to z jakichś wyższych pobudek serca. Natomiast jeśli chodzi o inne typy wolontariatów, jakieś biurowe, czy nawet tutaj, pisanie tekstów, to niestety może być tak, że chodzi bardziej o wyrobienie godzin do wpisania sobie tego do CV. Oczywiście, jeśli mowa o wolontariacie czy generalnie o robieniu czegokolwiek za darmo, to można by się kłócić, na ile w ogóle istnieje coś takiego jak altruizm, czy to nie jest trochę tak, że robiąc coś charytatywnie dla kogoś, robimy to dla siebie, bo chcemy się poczuć lepiej. O tym mówi właśnie mój ulubiony pisarz Albert Camus w słynnym opowiadaniu „Upadek”. Chociaż, z drugiej strony, chyba i tak lepiej czynić dobro, niż go nie czynić.
Wolontariat może przybierać różne formy, ale niezależnie od nich może być rodzajem buntu wobec świata nastawionego na konsumpcję, materializm i komfort nabywania, gromadzenia, zarabiania po to, żeby mieć więcej i się tym pochwalić przed sąsiadami.
Takie podejście wydaje mi się ulotnym i nietrwałym poczuciem szczęścia. Wolontariat może być sposobem na pokazanie, że można działać i żyć inaczej.
Projekt „I nie opuszczę Cię aż do… Rozkręcamy wolontariat systematyczny w Instytucie Spraw Obywatelskich!” jest współfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Korpusu Solidarności – Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.