fbpx

Felieton , Książka

Za gotówkę z góry dziękujemy!

Brett Scott i książka Cloudmoney o gotówce
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 150 / (46) 2022

Szklany wieżowiec, ostatnie piętro, surowy, przestronny gabinet pozbawiony ciepła. Wypastowane buty, garnitur szyty na miarę, martwe spojrzenie, chłodny uśmiech, pieniądz ich religią. Naprzeciw nich stoimy ty i ja, sąsiad spod dziesiątki, pani z piekarni, konserwator bloku. Zwykli ludzie. Oni są źli, zimni, pozbawieni moralności, chcą nas zniewolić. My, ci dobrzy, chcemy tylko spokojnie żyć. Taki obraz pewnie przychodzi na myśl, kiedy czytają Państwo nasze artykuły o gotówce. Hasła pokroju: „Broń gotówki” robią swoje. Zaprezentowany pejzaż jest jednak bardzo uproszczony. Konflikt ten nie wynika z zaniku sumienia jednej ze stron, lecz z zasad rządzących obecnym globalnym systemem gospodarczym, jakim jest kapitalizm. Brett Scott swoją książką „Cloudmoney…” pozwala spojrzeć na problem z dwóch stron barykady.

Wyobraź sobie następującą sytuację. Nasze piękne Słońce troszcząc się o twoje dobre samopoczucie, postanowiło wykorzystać swój naturalny blask i posyła w twoją stronę ciepły uśmiech. Gest ten tak cię rozgrzewa, że postanawiasz wstąpić do pobliskiego sklepu spożywczego, w celu nabycia jakiegoś napoju. Łapiesz płyn z ponętnym Panem Piłkarzem na etykiecie i ustawiasz się w kolejce. Kasy są dwie, pierwsza obsługiwana przez człowieka, druga samoobsługowa, płatność tylko kartą. Kolejka jednak ustawiła się naprzeciw Pani ekspedientki, być może spodobała im się zielona koszulka, którą ma na sobie i chcą się jej przyjrzeć z bliska. Być może.

Wyjmujesz portfel, tam karcie kredytowej towarzyszy pomięte 20 zł. Napój kosztuje 3 zł. I co, będziesz stał i do tego jeszcze z tą resztą się męczył? Rach, ciach, karta do terminala i po sprawie, ruszasz dalej, a tłumek w środku niech się dalej do siebie klei, myślisz zadowolony. Brzmi znajomo, prawda? Odpowiedz mi, proszę, teraz na dwa pytania. Czy uważasz, że koniec końców, ta Pani ze sklepu zniknie, a ty będziesz płacił tylko w takich kasach samoobsługowych? Czy czujesz, że masz jakiś wpływ na taki stan rzeczy?

Czerwona pigułka, niebieska pigułka

Jest niemała szansa, że posiadasz szerszą lub węższą wiedzę o ekonomii, zasadach jej działania, tworach, nurtach myślenia. Jest też niemała szansa, że tak jak dla mnie, nazwiska takie jak Smith, Keynes, Friedman i ich idee to dla ciebie barbarzyński panteon. Że po seansie „The Big Short”, filmu opowiadającego o kulisach kryzysu gospodarczego w USA z 2008, w pamięci pozostała ci tylko i wyłącznie Margot Robbie w wannie. Niezależnie od twojego poziomu wtajemniczenia, jestem pewien, że publikacja, do której pragnę cię zachęcić, powie ci coś, czego nie wiedziałeś.

Wróćmy jednak do pytań, które zadałem w poprzednim akapicie. Jestem gotów się założyć, że na 10 osób, które przeczytają ten artykuł, 9 odpowie na te pytania następująco: TAK, NIE. Wśród tych 9 osób na pewno znajdzie się paru dyletantów oraz paru ludzi mających przynajmniej podstawowe pojęcie o ekonomii, a może nawet całkiem rozległe.

Odpowiedz mi teraz na ostatnie pytanie: „Dlaczego twoje odpowiedzi są takie, a nie inne?”. Teraz pewnie usłyszałbym odpowiedź, która powołuje się na postęp technologiczny, wygodę płatności, system o zasięgu globalnym, więc jak może na niego wpłynąć jedna osoba lub argumenty bliskie właśnie tym. Ja natomiast odparowałbym, że myślisz tak, ponieważ pewne konkretne instytucje chcą, żebyś tak myślał i aktywnie podejmują kroki, które mają do tego doprowadzić.

Jednak najczęściej się mylę, więc jest duża szansa, że usłyszałbym coś błyskotliwego i szalenie pouczającego, a moje plany objawienia ci się jako Orfeusz oferujący czerwoną pigułkę, ległyby w gruzach. W praktyce jednak nie usłyszę nic, bo zamiast toczyć ze mną teraz intelektualną bitwę twarzą w twarz, ty wolisz czytać ten artykuł. Życie. Niezależnie od tego, czy sprofilowałem cię dobrze lub źle, drogi czytelniku, gorąco cię namawiam do pozostania ze mną, gdyż wierzę, że książka „Cloudmoney: Cash, Cards, Crypto, and the War for Our Wallets” autorstwa Bretta Scotta jest książką, którą warto poznać.

Z kamerą wśród biznesmenów

Przedmiotem tej publikacji jest wojna z gotówką, która jest wypierana przez obecne systemy płatności bezdotykowych promowane przez korporacje i rządy, zwłaszcza w okresie pandemii. Jednak książka ta wyróżnia się swoją perspektywą. Jej autor jest z wykształcenia antropologiem, co oznacza, że część swojego życia spędził, czytając o tym, jak Bronisław Malinowski podgląda baraszkujących mieszkańców Melanezji. To doświadczenie narzuciło mu pewien sposób patrzenia na świat. Antropologowie (a już na pewno kulturowi) zajmują się przede wszystkim badaniem norm, zachowań, wzorców, tradycji danych społeczności, jednym słowem, wszystkiego, co się da wrzucić do worka z napisem kultura.

Autor omawianej publikacji część życia spędził w świecie rekinów finansjery. Pracował między innymi jako konsultant i doradca od derywatów na Londyńskim Canary Wharf (brytyjski odpowiednik Wall Street). Wspominam teraz o tym, ponieważ Brett Scott, wykorzystując wiedzę przekazaną mu przez lektury jednego z najznakomitszych polskich naukowców, zbadał osobiście system, w jakim funkcjonują biznesmeni, bankierzy, inwestorzy, zrozumiał jak myśli i dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje. Następnie o wojnie z gotówką napisał książkę, która jednak nie patrzy na dane zagadnienie oczami przeciętnego Kowalskiego, który wieczory spędza, wcinając mrożoną pizzę, przeglądając informacje na telefonie i zastanawiając się, który rząd jeszcze go nie szpieguje.

Ta książka opowiada nam historię, którą można obserwować tylko z ostatnich pięter wieżowców wybudowanych na potrzeby międzynarodowych banków komercyjnych i korporacji, które niczym Oko Saurona, swoim spojrzeniem obejmują całą Ziemię i zastanawiają się, jak rozszerzać swoje wpływy.

Pozwólcie, że przybliżę wam główne idee wyłaniające się z tej książki.

Czy kiedykolwiek wasze myśli skierowały się ku pytaniu, kto tak naprawdę zarządza waszymi płatnościami? Co dzieje się w momencie, kiedy przystawiacie kartę do terminala? Jak szejkowie z Arabii Saudyjskiej przekazują pieniądze? Przyznam się szczerze, że do tej pory miałem ważniejsze rzeczy na głowie, na przykład, ile waży koń trojański. W każdym razie nie powiem nic odkrywczego, gdy skonstatuję, że banki, z których korzystamy do transferu cyfr na naszym koncie, nie lubią sobie brudzić rąk. Ruch wirtualnych i fizycznych liczb zlecają zewnętrznym kontrahentom, takim jak Visa lub Mastercard.

To samo dotyczy zarówno Kowalskiego, jak i szejka z Dubaju. On również chcąc wybudować kolejny wieżowiec, bardzo rzadko bezpośrednio przekazuje zleceniobiorcy te ogromne pieniądze. W 99% procentach przypadków zleci zarządzenie tą płatnością firmie zewnętrznej, być może sięgnie do kieszeni inwestorów, którzy również do transferu pieniędzy wykorzystają pośredników itd. Szejk z Dubaju natomiast płacąc za karmę dla kota, też używa karty kredytowej, będącej produktem danej korporacji. Zjawisku temu podlegają tak samo banki centralne, które emitując te właściwe pieniądze, przesyłają je do banków za pomocą pośredników. W ten sposób za obieg pieniądza odpowiedzialne są trzy byty: banki centralne, banki komercyjne i korporacje świadczące dla nich usługi.

Wyobraź sobie teraz, proszę, jeden wielki układ nerwowy, z masą rozgałęzień. Jego rdzeń stanowią banki centralne, ponieważ to one odpowiadają za emitowanie danej waluty. Zarówno fizycznej, jak i wirtualnej. Tę dostarczają do banków komercyjnych, które rozdysponowują ją między swoimi podmiotami za pomocą pośredników. Ta metafora ma mniej więcej zobrazować, jak wygląda obecnie globalny obieg pieniądza. Układ nerwowy charakteryzuje się neuroplastycznością, to znaczy zdolnością do wytwarzania nowych połączeń między neuronami. Daje nam to możliwość rozwijania tego układu w konkretnym kierunku. Nie inaczej jest w przypadku obiegu pieniądza.

Nasz obecny system gospodarczy zakłada generowanie kapitału w celu maksymalizacji zysku. Maksymalizacja ta jednak nie stawia żadnej granicy, skutkuje więc ciągłym rozwojem i wzrostem. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Postawmy się w miejscu bankowców. Jesteś dyrektorem jednego z banków. Pragniesz utrzymać się na rynku, minimalizować koszty, maksymalizować zyski. Jak to zrealizujesz? Przeanalizujmy. Jednymi z największych kosztów są fizyczne placówki i bankomaty, składowana tam gotówka, zatrudniony personel. Człowiek popełnia błędy, ulega emocjom, nie pracuje 24/7, bierze urlopy, potrzebuje czasu, żeby poznać potrzeby klienta, podjąć decyzję na przykład o udzieleniu kredytu. Placówki trzeba utrzymać, płacić za nie. Bankomaty trzeba stale zasilać, kontrolować ich bezpieczeństwo, konserwować. Gotówkę trzeba gdzieś składować, transportować, chronić, liczyć. Na tym tracisz. Na czym zarabiasz? Na kredytach. Jak więc udzielać ich więcej i szybciej? Dużo ludzi nie ma jeszcze kont w banku. Jak do nich trafić? Zarabiasz też na użytkownikach kart kredytowych i płatnościach bezgotówkowych, od tego bierzesz prowizje. Na transakcjach gotówkowych nie zarabiasz nic.

Do tego dochodzi świadomość, że pieniądze klientów, które przechowujesz na ich kontach, te cyfry pojawiające się na ekranie, to tak naprawdę nie są pieniądze. Raczej należy o nich myśleć jak o żetonach w kasynie. Te cyfry nie informują o tym, ile klient ma funduszy, są raczej obietnicą tego, ile może mieć, jeśli w danym momencie pójdzie i poprosi bank o wypłacenie mu jego należnego.

Wszelki ruch pieniędzmi w przestrzeni wirtualnej to tak naprawdę wymiany żetonów, a nie prawdziwego pieniądza. Dlaczego tak jest? Bo banki nie posiadają w rzeczywistości zasobów gotówki, które odpowiadają temu, co znajduje się w ich chmurze, sumy wszystkich kont klientów.

Wiarygodność i stabilność, a przez to również gospodarki instytucji bankowych jest ściśle powiązana z pewnością dostępu do fizycznego pieniądza. Co, jeśli nagle, broń boże, klienci zdecydują się na masowe inkasowanie żetonów? Nie jesteśmy w stanie się wypłacić. Jak więc to rozwiązać?

Niewygodny świadek

Aby pozbyć się placówek, szybciej podejmować decyzje w sprawie udzielania kredytów, czy szybszego i lepszego trafiania w potrzeby klientów, należy się w pełni zautomatyzować. Aplikacje, Internet, sztuczna inteligencja, współczesne technologie dają takie możliwości. W ten sposób eliminujemy ten problem. Jednak aby wszystko działało tak, jak należy, potrzebujemy odpowiednich algorytmów.

Algorytmy, by działać, potrzebują odpowiedniej ilości informacji. Transakcje bezgotówkowe je dostarczają, gotówkowe nie, bo nie zostawiają śladów.

Dlaczego jeszcze nie wszyscy ludzie mają konta w banku i nie korzystają z naszych usług? Bo do życia wystarcza im gotówka, którą posiadają. Jak obronić się przed potencjalnymi masowymi wypłatami pieniędzy, np. wskutek zbliżającego się huraganu, który może pozbawić nas prądu na jakiś czas? Jak wyeliminować koszty związane z przechowywaniem, transportem, ochroną gotówki? Z zarządzaniem bankomatami? Proszę się postawić w butach dyrektora wielkiego banku, mierzącego się z takimi dylematami. Przyznają Państwo, że rozwiązanie jest oczywiste.

Proszę do tego dodać banki centralne, będące podmiotami państwowymi, które tłumacząc się walką z przestępstwem i oszustwami podatkowymi, również pragną coraz większej cyfryzacji. Dla korporacji digitalizacja płatności też jest jak najbardziej pożądana, gdyż dzięki niej zarobią majątek, rozwijając platformy dla banków. W ten sposób otrzymujemy trzech wielkich graczy, dla których istnienie gotówki jest po prostu barierą maksymalizacji zysku. Barierę tę należy znieść.

Gwałtem się jednak nie da, trzeba to jakoś sprzedać. Z tego powodu tworzą narrację, że przyszłość jest bezgotówkowa, bo jest wygodniejsza, szybsza, bezpieczniejsza (zwłaszcza w trakcie pandemii). Bo jest to progresywne, modne, współczesne.

Bo w wyniku postępu technologicznego i tak jest to nieuniknione, nie da się przed tym uciec. Bo w ten sposób jesteśmy w stanie włączyć ubogich i wykluczonych ekonomicznie do globalnej gospodarki, co daje im szanse na polepszenie swojej sytuacji. Na jej potrzeby tworzą kampanie reklamowe, przemawiają na konferencjach, tworzą kolejne platformy dla płatności bezgotówkowych. Oczywiście jest to po prostu nieprawda, chwyt marketingowy, nic więcej. Nie chcą nikogo włączać, chcą uzależniać. Inkluzja polega na dawaniu możliwości. Pozbycie się gotówki jedynie te możliwości odbiera. Przekaz ten jednak działa, zwłaszcza na ludzi młodych, ja sam dałem się omamić. Odsyłam jeszcze raz do pytań z końca pierwszego akapitu. Czy ciebie też już przekonali?

Stary dobry banknot

Gotówka to anonimowość, gotówka to pewność. Gotówka nie potrzebuje prądu i Internetu. Gotówka to kontrola, gotówka nie dyskryminuje, gotówka jest prosta w użyciu, gotówka nie pobiera prowizji. Jednak gotówka to przede wszystkim ludzie.

Proszę mi odpowiedzieć, czy gdyby zabrakło gotówki, nadal organizowane byłyby pchle targi, jarmarki, nieformalne targowiska, ryneczki z warzywami od rolnika? Czy na poboczach dróg Panie by sprzedawały grzyby lub przetwory? Czy z odejściem fizycznych pieniędzy dałoby się sprzedać sąsiadowi grę planszową, gitarę, samochód bez prowizji dla instytucji? Wolę się nie dowiadywać.

Przedstawiłem Państwu skondensowany punkt widzenia zaprezentowany w książce Bretta Scotta „Cloudmoney: Cash, Cards, Crypto, and the War for Our Wallets”. Sama książka nie dość, że omawia problem z perspektywy zarówno instytucji, jak i jednostki, dodatkowo służy za dobry podręcznik z podstaw ekonomii. Przejrzyście tłumaczy chociażby, czym jest i jak działa system monetarny, krypto-waluty, derywaty.

Jest napisana przez antropologa, który chce zrozumieć kulturę świata wielkich finansów. To sprawia, że do tłumaczenia swoich odkryć często używa czytelnych metafor, jak chociażby ta z kasynem. Do tego traktuje również pieniądz nie jako zewnętrzny byt z góry nam narzucony, lecz jako wytwór kultury. Osadzając go w różnych kontekstach pokazuje, jak ważny jest on dla ludzkich interakcji, tych fizycznych. Do tego dochodzi zgrabny warsztat, czytelny język i nieduża objętość. To sprawia, że książka jest po prostu przyjemna w odbiorze. W tym artykule zaprezentowałem tylko fragment tego, co książka ma do zaprezentowania. Jeśli to Państwa zainteresowało i pragniecie więcej oraz znają Państwo angielski (niestety książka nie doczekała się jeszcze tłumaczenia), to zachęcam do sięgnięcia po nią.

Dominik Kaczmarski

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 150 / (46) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekonomia # Nowe technologie

Być może zainteresują Cię również: