Felieton

Zachodnie „farmakracje”: monomedycyna na usługach państwa terapeutycznego – Thomas Szasz 

rozsypane tabletki
fot. Christian Trick z Pixabay

Weronika Kursa

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 225 / (17) 2024

Thomas Szasz (1920–2012) to dla mnie przede wszystkim obrońca wolności indywidualnej i działacz społeczny. Dopiero w następnej kolejności amerykański psychiatra, psychoanalityk, wykładowca i autor węgierskiego pochodzenia. Najczęściej kojarzony z ruchem antypsychiatrii, od którego, co ciekawe, sam się odżegnywał. Jego teorie kiedyś mogły, a dziś mogą tym bardziej, uchodzić za kontrowersyjne, a wręcz niepoprawne politycznie. W końcu co to za psychiatra, który kwestionuje istnienie choroby psychicznej? A dokładniej, który takową chorobę uznaje za metaforę…

Bardziej niż na dogłębnym wyjaśnianiu tego, dlaczego choroba psychiczna powinna być rozumiana metaforycznie, chciałabym się skoncentrować na przemyśleniach Szasza dotyczących zachodnich społeczeństw, które według niego najpierw z teokracji przekształciły się w demokracje, a następnie w „farmakracje”. W których „monomedycyna” narzucona przez państwo zastąpiła monoteizm…

W czasach, gdy na każdą chorobę znajduje się cudowne lekarstwo (albo w których dla każdego drogocennego lekarstwa znajdzie się nowa choroba-etykieta), teorie tego płynącego pod prąd, myślącego samodzielnie i nieobawiającego się wygłaszania swych myśli na głos lekarza zasługują na szczególną uwagę.

Pojęcie farmakracji i monomedycyny

Zacznijmy jednak od wyjaśnienia pojęcia farmakracji i monomedycyny.

Otóż według Szasza, po zakończeniu II wojny światowej (a wcześniej w Związku Radzieckim) dystrybucja usług medycznych w całym rozwiniętym świecie została przekształcona z systemu kapitalistycznego w socjalistyczny. Krótko mówiąc, źródłem dochodu lekarza przestał być pacjent, a stał się nim sam rząd lub regulowany przez rząd system ubezpieczeń.

W tym samym czasie coraz więcej osobistych nawyków i problemów – „od palenia, przez otyłość, po zarządzanie niesfornymi dziećmi” – zostało zdefiniowanych jako choroby. Co się zaś tyczy leków, wiele z nich po prostu usunięto z wolnego rynku i udostępniono wyłącznie na receptę osobom zdiagnozowanym jako chore i nazywanym  odtąd „pacjentami”. W ten sposób zachodnie społeczeństwa przekształciły się z teokracji w demokracje, a następnie w „farmakracje”.

W związku z powyższym, sama praktyka medyczna według Szasza jest monopolem rządowym, a nie nauką. „Tylko osoby licencjonowane przez państwo mogą nazywać siebie lekarzami i tylko one mogą wykonywać czynności lecznicze, które państwo definiuje jako praktykę medyczną.

W swoich relacjach z pacjentami lekarze muszą przestrzegać ścisłych zasad i przepisów, zwanych standardami praktyki i mogą przepisywać swoim pacjentom wyłącznie substancje, które państwo definiuje jako legalne leki. Odstępstwa od tych zasad są surowo karanymi przestępstwami”. To rozwiązanie Szasz określa mianem monomedycyny.

Warto nadmienić, że z monomedycyną zderzają się obecnie „niepokorni” lekarze, tacy jak np. Dorota Sienkiewicz, która na rok została pozbawiona prawa do wykonywania zawodu tylko dlatego, że ośmieliła się poddać w wątpliwość bezpieczeństwo i potrzebę szczepień przeciwko COVID-19 dla dzieci i młodzieży. Wystarczyło jej działalność określić mianem „antynaukowej”, by (próbować) wyeliminować ją z gry.

„Podobnie jak monogamia i monoteizm, monomedycyna jest narzucana przez państwo i uznawana przez ludzi za „naturalnie słuszną” – doprecyzowuje Szasz. „W «1984» [Orwella] niewolnictwo było nazywane wolnością. Dziś państwowy monopol medycyny nazywany jest «prywatną praktyką medyczną» i «wolnością medycyny»”.

Choroba psychiczna jako metafora

Szasz podkreślał, że podstawowe fałszywe prawdy mają w dzisiejszych czasach charakter medyczny. Skoro monomedycyna uznawana jest za naturalnie słuszną nic dziwnego, że tak często mamy do czynienia z tzw. odruchem Semmelweisa, czyli z odruchowym odrzucaniem nowej wiedzy, sprzecznej z zakorzenionymi normami, przekonaniami lub paradygmatami, bez zastanowienia, kontroli czy eksperymentu.

Teoria Szasza o „micie choroby psychicznej” lub, jak kto woli, „metaforze choroby psychicznej” nie mogła spotkać się ze zrozumieniem. Choć nie chcę ściśle koncentrować się na tym aspekcie jego pracy, nie mogę o nim nie wspomnieć, jako że stał się on punktem wyjścia dla dalszych rozważań dotyczących medycyny w ogóle. Medycyny, która według psychiatry, groziła przekształceniem się z osobistej terapii w polityczną tyranię.

Twierdzenie, że „choroby psychiczne są diagnozowalnymi chorobami mózgu” nie jest, według Szasza, oparte na badaniach naukowych – jest błędem lub kłamstwem:

„Moje twierdzenie, że choroby psychiczne są fikcyjne, również nie opiera się na badaniach naukowych; opiera się na materialistyczno-naukowej definicji choroby jako patologicznej zmiany komórek, tkanek i narządów. Jeśli przyjmiemy tę naukową definicję choroby, to wynika z niej, że choroba psychiczna jest metaforą, a głoszenie tego poglądu jest głoszeniem prawdy analitycznej, niepodlegającej empirycznej falsyfikacji”.

Niewybaczalnym grzechem Szasza w jego najsłynniejszej bodaj publikacji pt. „Mit choroby psychicznej” było, jak sam uznał, zwrócenie uwagi opinii publicznej na językowe pretensje psychiatrii i jej retorykę prewencyjną. W końcu kto może być przeciwko „pomaganiu cierpiącym pacjentom” lub „leczeniu uleczalnych chorób”? Kto może być za „ignorowaniem chorych ludzi” lub, co gorsza, „odmawianiem pacjentom leczenia ratującego życie”?

„Odrzucając ten żargon, upierałem się, że szpitale psychiatryczne są jak więzienia, a nie szpitale; że przymusowa hospitalizacja psychiatryczna jest rodzajem uwięzienia, a nie opieki medycznej; i że psychiatrzy stosujący przymus funkcjonują jako sędziowie i strażnicy, a nie uzdrowiciele.

Zasugerowałem, abyśmy postrzegali i rozumieli «choroby psychiczne» i psychiatryczne reakcje na nie jako kwestie prawne i retoryczne, a nie medyczne czy naukowe.

Thomas Szasz
Thomas Szasz (1920-2012), screen YT

Chociaż intuicyjnie oczywiste jest, że nie ma czegoś takiego jak choroba umysłu, idea, że choroba psychiczna nie jest problemem medycznym, jest sprzeczna z publiczną «edukacją», psychiatrycznym dogmatem definiującym psychiatrię jako gałąź medycyny, a chorobę psychiczną jako chorobę mózgu, oraz nieustanną propagandą medyczno-polityczną”.

Pomyślmy o tym, z jakimi reakcjami spotkałby się Szasz obecnie, głosząc, że choroba psychiczna nie jest problemem medycznym. Czy nie zostałby po prostu pozbawiony prawa do wykonywania zawodu?

Czy mógłby wygrać z tą, jeszcze bardziej rozszalałą niż za jego czasów „propagandą medyczno-polityczną”? Weźmy przykładowy tytuł artykułu dotyczącego chorób psychicznych popularnej Gazety Wyborczej: „Zrozumienie, że choroby psychiczne mają podłoże biologiczne, pomoże ludziom przestać się obwiniać”. Szasz spojrzałby na ten aspekt zgoła inaczej: bo czy chodzi o kwestię obwiniania się czy o dążenie do prawdy?

Dziś, aby „nie stygmatyzować chorych”, tłumaczy się, że choroba musi mieć podłoże biologiczne. Natomiast Szasz mówi, że, choć można wyobrazić sobie, że zaburzenia fizykochemiczne zostaną znalezione u niektórych „pacjentów psychicznych”, to nie oznacza to, że wszystkie tzw. choroby psychiczne mają biologiczne przyczyny.

Jest tak dlatego, że „stało się zwyczajem używanie terminu «choroba psychiczna» do stygmatyzowania, a tym samym kontrolowania osób, których zachowanie obraża społeczeństwo – lub psychiatrę stawiającego «diagnozę»”.

Oznacza to, że w tym konkretnym wypadku pojęcie „stygmatyzacji” zmieniło swe znaczenie o 180 stopni.

A czy po tylu latach od publikacji Szasza odkryto istotnie konkretne przyczyny biologiczne, konkretne zaburzenia mózgu odpowiadające, dajmy na to, za depresję, to inna sprawa. 

W jednym z aktualnych artykułów naukowych dotyczących depresji czytamy, że choć jest ona „główną przyczyną zaburzeń na całym świecie”, to „wciąż niewiele wiadomo na temat jej podłoża. Obecnie diagnoza depresji jest stawiana na podstawie objawów klinicznych, z niewielką ilością obiektywnych dowodów”.

Gdzie indziej czytamy (słowa psychologa, doktora nauk społecznych), że „nikt dziś nie uważa, że leki leczą przyczyny depresji, bo tych przyczyn nadal nie znaleziono”.  

W innej publikacji obala się mit wpływu genów na psychikę: „wśród ekspertów trwają spory na temat udziału genetyki w kształtowaniu psyche. Dobitnie pokazuje to analiza badań opublikowana w 2019 r., na łamach «The American Journal of Psychiatry», według której znalezione wcześniej powiązania między konkretnymi genami i ciężką depresją nie są jednak prawdziwe”.

Państwo terapeutyczne

Dla Szasza istotnym aspektem było zwrócenie uwagi na to, że osoby uznane za chore psychicznie były pozbawiane swoich praw i wolności, zaś orzekanie o tym, co jest normą, a co chorobą, było działaniem z gruntu subiektywnym, niepopartym dowodami naukowymi.

W ten sposób łatwo można było „eliminować” osoby niewygodne z życia społecznego. Tę tematykę bardzo obrazowo podjął Ken Kesey w swej zekranizowanej powieści „Lot nad kukułczym gniazdem”.

Z drugiej zaś strony, orzekając, że ktoś jest chory psychicznie, zwalnia się niejako daną osobę z odpowiedzialności karnej. Dlaczego nie założymy, że ktoś, kto morduje jest w pełni świadomy swoich czynów, czyni źle, bo ma wolną wolę, a nie dlatego, że jest „psychopatą” z defektem mózgu? Dlaczego taka osoba powinna zostać zamknięta w szpitalu psychiatrycznym a nie w więzieniu?  

Thomas Szasz ironicznie komentuje wypowiedź Alvina Poussainta, profesora psychiatrii z Harvard Medical School, który zadeklarował, iż „skrajny rasizm jest chorobą psychiczną, ponieważ reprezentuje zaburzenie urojeniowe”. W moich oczach takie postawienie sprawy brzmi w pewnym sensie jak usprawiedliwienie czystej niechęci wobec osób o innym kolorze skóry. Niechęci, która wynika z wolnej woli, natomiast nie ma podłoża chorobowego…  

Szasz tymczasem ostrzega nas przed psychiatrycznymi wyjaśnieniami tzw. nienormalnych zachowań. Zapytuje: czy nazwanie pedofilii chorobą psychiczną wyjaśnia ten czyn? Ja natomiast dodałabym: czy nazwanie pedofilii chorobą psychiczną odbiera ciężar powagi temu przestępstwu?

Według węgierskiego autora nastąpiła skrajna medykalizacja problemów ludzkich, tradycyjnie postrzeganych w kategoriach religijnych, przekształcających grzechy i przestępstwa w choroby.

To właśnie dla tego porządku politycznego, który wykorzystuje lekarzy i szpitale, zamiast policjantów i więzień do przymusu i zamykania przestępców (i, co ważne, który uzasadnia przymus jako terapię, a nie karę), Szasz zaproponował nazwę: państwo terapeutyczne.

„Nigdy nie zapominajmy, że państwo jest organem przymusu z monopolem na siłę – na  dobre lub złe. Im bardziej państwo wzmocni pozycję lekarzy, tym bardziej lekarze wzmocnią państwo (uwierzytelniając preferencje polityczne jako wartości zdrowotne), a wynikające z tego połączenie medycyny i państwa osłabi jednostkę (pozbawiając ją prawa do odrzucenia interwencji zaklasyfikowanych jako terapeutyczne). Jeśli właśnie takiego społeczeństwa chcemy, to właśnie takie otrzymamy – i na takie zasługujemy”.

Akredytacja i redefinicja chorób

W jaki sposób, zapytuje Szasz, „niepożądane” zachowanie przekształca się w chorobę psychiczną? Za pomocą władzy ustawodawczej APA, czyli Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (American Psychiatric Association).

Jeśli APA osiągnie konsensus, że przykładowo hazard jest chorobą, hazard po prostu się nią staje. Jest to zaiste bardzo gorzka konkluzja podważająca zasadność działań organizacji zaufania społecznego. Nie muszę mówić, że jest również bardzo niepokojąca…

Czy dziś na świecie to nie kolejna organizacja, jaką jest WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), ma ten przywilej decydowania o tym, od kiedy możemy mówić o „pandemii”, jak i o tym, co jest „chorobą” (nie tylko psychiczną), a co nie?

A na ile te decyzje są samozwańcze, a na ile poparte rzetelnymi, niezależnymi badaniami, to już kolejne bardzo istotne pytanie, jakie wypadałoby sobie zadać. Wobec tego kusi zapytać, po co właściwie stawia się diagnozy? Według Szasza istnieje co najmniej kilka powodów.

Powód naukowy: aby zidentyfikować narządy lub tkanki dotknięte chorobą i być może przyczynę choroby.

Powód zawodowy: aby zwiększyć zakres, a tym samym władzę i prestiż chronionego przez państwo monopolu medycznego.

Powód prawny: aby uzasadnić sankcjonowane przez państwo przymusowe interwencje poza systemem sądownictwa karnego.

Wreszcie, powód osobisty: aby pozyskać poparcie opinii publicznej, mediów i systemu prawnego dla przyznawania specjalnych przywilejów i nakładania specjalnych utrudnień na osoby zdiagnozowane jako chore (psychicznie).

Wszystkie powody, poza pierwszym – dosyć logicznym i neutralnym – brzmią groźnie, natomiast nie mogę ukryć, że ostatni z nich do bólu przypomina mi sytuację z nieodległej przeszłości, kiedy to na osoby „zdiagnozowane” (wątpliwej jakości testem) jako chore na Covid-19, a przy okazji na osoby niezaszczepione przeciwko tej chorobie, nakładano właśnie te specjalne utrudnienia… Dla odmiany – osoby zaszczepione otrzymywały „specjalny przywilej”, którym była po prostu możliwość w miarę normalnego funkcjonowania.

Szasz jako zawodowy psychiatra skupiał się na chorobach psychicznych, jednak na jego poglądy na temat farmakracji, monomedycyny, państwa terapeutycznego, a więc tym samym dowolnej żonglerki kryteriami stanowiącymi o tym, co jest chorobą, można spojrzeć w znacznie szerszym kontekście, daleko odbiegając już od samych problemów psychicznych:

„Elastyczne kryteria choroby ułatwiają naukowcom medycznym uzyskanie ideologicznego i ekonomicznego wsparcia ze strony rządu i prywatnego przemysłu, ale zagrażają ich naukowej uczciwości; lekarze, pacjenci, politycy i opinia publiczna zyskują imprimatur nauki, aby zaspokoić swoje ekonomiczne i egzystencjalne interesy za pomocą metod pseudomedycznych, ale tracą zdolność jasnego myślenia o chorobie i leczeniu”.

Według Szasza medycyna już za jego czasów była integralną, a wręcz najważniejszą częścią nowoczesnej ekonomii politycznej. Sama psychiatria zaś jest raczej „gałęzią prawa, sądu rodzinnego i systemu sądownictwa karnego niż gałęzią medycyny”.

Sprzedawanie chorób

O tym, że medycyna jest (może nawet bardziej niż za czasów publikacji „Mitu choroby psychicznej”) najważniejszą częścią nowoczesnej ekonomii politycznej mogli przekonać się konsumenci leku przeciwdepresyjnego „Aurorix” firmy Roche.  

Dzięki artykułowi „Sprzedawanie chorób: przemysł farmaceutyczny i podżeganie do chorób” dowiadujemy się, z jaką łatwością udało się zmanipulować opinię publiczną i przekonać do tego, że „fobia społeczna” powinna być leczona farmakologicznie. 

„Kiedy w 1997 r. Roche promował swój lek przeciwdepresyjny Aurorix (moklobemid) jako wartościowy lek na fobię społeczną, jego firma zajmująca się public relations wydała komunikat prasowy, podchwycony przez niektóre media, w którym ogłoszono, że ponad milion Australijczyków cierpi na niedostatecznie zdiagnozowane zaburzenie psychiczne zwane fobią społeczną. W komunikacie opisano «stan niszczący duszę» i zacytowano psychologa klinicznego zdecydowanie popierającego rolę leków przeciwdepresyjnych w jego leczeniu. W tym czasie dane rządowe sugerowały, że liczba osób cierpiących na to zaburzenie może być bliższa 370 000”. (…)

„W 1998 r. artykuł pt.: «Zbyt nieśmiali na słowa» – tym razem niezaaranżowany przez Roche – sugerował, że choroba ta dotyka dwa miliony Australijczyków. Wszystkie historie medialne wydawały się być częścią szerszego nacisku na zmianę powszechnego postrzegania nieśmiałości, z osobistej trudności na zaburzenie psychiczne.

Ważnym aspektem marketingu moklobemidu przez Roche była współpraca z grupą pacjentów o nazwie Fundacja Zaburzeń Obsesyjno-Kompulsywnych i Lękowych w Wiktorii i sfinansowanie dużej konferencji na temat fobii społecznej.

Według ówczesnego szefa fundacji, «Roche wkłada dużo pieniędzy w promowanie fobii społecznej. . . Roche sfinansował konferencję, aby pomóc w rozpowszechnieniu fobii społecznej wśród [lekarzy ogólnych] i innych pracowników służby zdrowia. Było to również narzędzie do podnoszenia świadomości w mediach». Promocja leku przeciwdepresyjnego Roche obejmowała również współpracę z pozornie niezależnymi specjalistami medycznymi”…

A to przecież tylko jeden przykład tego typu owocnej współpracy, rzekomo niezależnej medycyny z ekonomią i polityką…

Niebezpieczny sojusz medycyny z państwem

Wróćmy jeszcze na koniec do samego Thomasa Szasza i potraktujmy poniższe słowa jako przestrogę, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy to, jak sądzę, słowo „demokracja” istotnie z łatwością można zastąpić słowem „farmakracja”:

„Dawni znachorzy sprzedawali fałszywe lekarstwa na prawdziwe choroby. Nowi znachorzy sprzedają fałszywe choroby, by usprawiedliwić chemiczną pacyfikację i przymus medyczny.

Starzy znachorzy byli politycznie nieszkodliwi: mogli krzywdzić jednostki tylko za ich zgodą. Nowi znachorzy są poważnym zagrożeniem dla indywidualnej wolności i osobistej odpowiedzialności: są agentami państwa terapeutycznego, którzy mogą i szkodzą jednostkom zarówno za ich zgodą, jak i bez niej.

Teokracja to sojusz religii z państwem. Farmakracja to sojusz medycyny z państwem”.

I moim zdaniem jest to wyjątkowo niebezpieczny sojusz.

Źródła:

1. Thomas S. Szasz, „The Myth of Mental Illness”, Harper Perennial, 2010.
2. Ray Moynihan, Iona Heath, David Henry, „Selling sickness: the pharmaceutical industry and disease mongering” [dostęp: 08.04.2024].

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 225 / (17) 2024

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Zdrowie

Być może zainteresują Cię również: