fbpx

Książka

Zbigniew Parafianowicz: Prywatne armie świata

Parafianowicz Prywatne armie świata_ksiązka okładka
Prywatne armie świata, fot. Wydawnictwo MANDO
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 118 / (14) 2022

Wojny, do których państwa wolą się nie przyznawać. Kim są osławione rosyjskie zielone ludziki i kto nimi dowodzi? Do czego posuwają się najemnicy walczący w Syrii, Libii i na wschodzie Ukrainy? Jaki wpływ na międzynarodową politykę mają armie najemników? Ta książka jest właśnie o tym, jak prywatne armie – w sumie nie do końca profesjonalne, lecz brutalne i bezideowe – bez wielkiego rozgłosu zmieniają świat na gorsze (z opisu wydawcy).

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz zajmujący się sprawami międzynarodowymi, wyruszył na Bliski Wschód i na Ukrainę, by przekonać się, jak wyglądają konflikty z udziałem najemników. W jaki sposób działają, jaki mają kodeks, do czego są wynajmowani?

Wydawnictwu MANDO dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Przedmowa

Pracownicy rosyjskich prywatnych firm wojskowych nie mają „listów kaperskich” od władcy. Nie mogą zachować dla siebie łupów wojennych. Oficjalnie w Rosji ich biznes jest nielegalny. Mimo to poprzez zaprzyjaźnionych oligarchów nieoficjalnie obsługują państwo.

Grupa Wagnera – czy też cała konfederacja podobnych do niej firm – przedefiniowały rolę najemnika. Do tej pory to był tylko biznes. Od dekad świadczono usługi wojskowe i prywatyzowano wojnę za pośrednictwem przedsiębiorstw z Europy, USA czy Południowej Afryki. Traktowano ich jednak tylko jako podwykonawców.

Władimir Putin wywrócił stolik. Podobnie jak od oligarchów i świata przestępczego, tak i od grup wojskowych oczekiwał włączenia się w budowanie nowej Rosji. Oczekiwał, że ich praca będzie miała „wymiar państwowy”. Niezależnie od tego, jak rozumiał to pojęcie prezydent. Mark Galeotti, znawca Wschodu i właściciel firmy Mayak Intelligence, tę specyficzną symbiozę określił mianem kryminternu – związku bogaczy, kryminalistów, byłych szpiegów i żołnierzy, który działa na rzecz państwa. Grupa Wagnera i cała rzesza podobnych do niej przedsiębiorstw doskonale w ten schemat się wpisały.

Oligarcha Jewgienij Prigożyn zdobywa państwowe kontrakty, które czynią z niego miliardera. Płaci jednak podatek w postaci utrzymywania prywatnych armii. Te biją się w Syrii o dostęp do ropy, w Afryce o zyski z wydobycia diamentów i uranu, a na Ukrainie o kontrolę nad separatystycznymi republikami w Doniecku i Ługańsku. Złożone często z osób, które znają świat kryminalny od środka – nie przejmują się czymś tak banalnym jak prawo. Działają poza nim i często wygrywają. Są tanim i skutecznym narzędziem w rękach państwa, które mimo że strukturalnie nie jest silne – potrafi lewarować to, co umie najlepiej: konflikt w każdej formule.

Ta książka jest o tym, jak Rosja zmieniła prywatny biznes wojenny. O tym, jak uczyniła z niego nie tylko maszynkę do zarabiania pieniędzy, ale też produkt, który bez listów kaperskich wykonuje rozkazy władcy, niemal doskonale zacierając granicę między tym, co w tym biznesie jest prywatne, a tym, co państwowe. […]

Biesy, jenoty, sadyści i wariaci

Czyszczenie Ługandonu

Jeśli chodzi o ukraiński etap kariery Wagnera, to trzeba powiedzieć, że grupa walczyła przede wszystkim pod Ługańskiem. W 2014 roku Utkin wysłał do Ługańskiej Republiki Ludowej – pogardliwie nazywanej przez Ukraińców Ługandonem (od rosyjskiego słowa gondon, czyli kondom) – dwie kompanie sformowane w bazie pod Rostowem. Luna i Step pojawiły się w Republice w maju. Większość żołnierzy stanowili byli żołnierze Specnazu.

Obie formacje zajęły się szkoleniem batalionu Karpaty zasilanego przez lokalnych Kozaków i Ukraińców, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo Kijowowi. Formacja nie przedstawiała wielkiej wartości bojowej. W 2017 roku przemianowano ją na batalion Wiesna, wzmacniając żołnierzami z Rosji i północnego Kaukazu.

Ukraińskie SBU poświęciło sporo uwagi grupom bezpośrednio podporządkowanym Wagnerowi. Ustalili, że pod Ługańskiem mieli robić dokładnie to samo co Biezler i Girkin w rejonie Doniecka. Mój rozmówca z polskich służb przekonuje również, że o ile Donieck był domeną FSB, o tyle za Ługańsk odpowiedzialny był wywiad wojskowy GUGSz. „Obie agencje działały poprzez swoich proxy, czyli prywatne lub półprywatne formacje. Służby rywalizowały ze sobą” – opowiada. Na początku wagnerowców na Ługańszczyźnie było maksymalnie 250. Ta liczba szybko wzrosła do półtora tysiąca, by po roku dobić do pięciu tysięcy. Do najważniejszych bitew w tym okresie ich działalności należą walka o lotnisko w Ługańsku w sierpniu i wrześniu 2014 roku i udział w bitwie o Debalcewe zimą 2015 roku. Ta ostatnia ma szczególne znaczenie. Siły ukraińskie poniosły wtedy porażkę i doprowadziły do podpisania drugiego porozumienia mińskiego, które na wiele lat zamroziło konflikt na Donbasie.

Nie mniej ważne było zaangażowanie wagnerowców w czystki w szeregach separatystów na terenie Ługańskiej Republiki Ludowej. Ich zadanie polegało na likwidowaniu wszystkich, którzy mieli wątpliwości w kwestii podporządkowania się popieranemu przez Kreml liderowi Igorowi Płotnyckiemu. To wtedy wagnerowcy zyskali miano czyścicieli. Według najbardziej prawdopodobnej wersji z ich rąk zginął między innymi Aleksandr Biednow, dowódca sił szybkiego reagowania Ługańskiej Republiki Ludowej. Ludzie Utkina zajmowali się również rozbrajaniem grup, które zyskały zbyt dużą autonomię, jak obstawiający graniczne Izwaryne batalion Odessa.

Szczegółowy zakres działalności rosyjskich prywatnych firm wojskowych na Ukrainie przedstawił w prezentacji dla Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR Wadym Skibicki. Jeden z moich rozmówców przekazał mi całość tego dokumentu. „Prywatne firmy wojskowe (PMC) są tańsze w użyciu za granicą niż regularne oddziały. Można je szybciej rozmieścić, mniej jest biurokratycznych procedur, natychmiast osiągają gotowość bojową (…). Można ich również używać bez zgody międzynarodowych instytucji. Użycie PMC nie wybrzmiewa tak głośno w przestrzeni publicznej jak użycie sił zbrojnych (…). Mimo że w samej Rosji PMC są nielegalne [szczegółowo opisuje to art. 208 i 359 rosyjskiego kodeksu karnego – ZP], są stosowane przeciw Ukrainie” – pisze Skibicki. I dookreśla: „Do tej pory PMC były używane jako firmy konsultingowe i zapewniające ochronę. Rosja korzysta z nich przy osiąganiu celów politycznych. W ostatnich latach ich zaangażowanie przeniosło się jednak na inny poziom: prowadzenia działań ofensywnych i zbudowania kręgosłupa sił okupacyjnych”.

Skibicki potwierdza, że grupa Wagnera walczyła głównie na Ługańszczyźnie, podkreśla również jej udział w walkach o Debalcewe. Ponadto jego zdaniem w przyszłości PMC będą wykorzystywane przez Rosję nie tylko na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie, ale również w innych państwach europejskich. Udowodniły przecież, że jako grupy dywersyjne sprawdzają się idealnie. A przy tym państwo rosyjskie w każdej chwili może się od nich odciąć i nie brać za nic odpowiedzialności. Według Skibickiego obecne wyszkolenie i wyposażenie PMC nie odbiega od poziomu, na którym znajdują się rosyjskie siły zbrojne.

Rzeczywiście są tańszą wersją sił zbrojnych – dodaje – bez całej tej osłony socjalnej ze strony państwa. Wszystko wskazuje na to, że Rosja nie zmniejszy skali wykorzystania PMC w najbliższych latach (…).

Obecnie rosyjskie PMC rosną w siłę, jeśli chodzi o liczbę i zdolności bojowe. Rozszerzają swoje wpływy i zostawiają coraz więcej śladów działalności. Stają się silniejsze finansowo i otrzymują więcej funduszy z ukrytych źródeł rządowych i pozarządowych. W przyszłości Kreml zintensyfikuje użycie tych zastępczych sił do realizacji własnych interesów i do podminowywania stabilności w otoczeniu międzynarodowym.

Skibicki apeluje równocześnie o powołanie międzynarodowej agencji, która zajmie się kontrolą tego typu przedsiębiorstw i ustanowi podstawowe reguły ich działania i ponoszenia przez nie odpowiedzialności. Liczy na to, że prawo międzynarodowe ureguluje ich funkcjonowanie.

Spadochroniarze Barlowa i grzeczni chłopcy z USA

„Byłem zaszczycony, gdy zaproszono mnie jako panelistę na 14. Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Petersburgu. Mam wystąpić w części Nowe modele współpracy w przemyśle wojskowym. W tym przepięknym mieście, niegdyś znanym jako Leningrad, znajduje się wiele muzeów (…).

Forum wspiera prezydent Władimir Putin, sam też bierze w nim udział” – pisał w 2010 roku na swoim blogu Eeben Barlow, spadochroniarz z okresu apartheidu, dawniej szef prywatnej firmy wojskowej Executive Outcomes, a dziś wpływowy biznesmen z branży militarnej.

Poza zachwytami nad Rosją w szczerym wpisie jest mnóstwo informacji na temat tego, z kim spotkał się ten legendarny żołnierz i co z tych spotkań wynikło. Dowiadujemy się na przykład, że przewodnikiem Barlowa po Petersburgu był Siergiej Niedorosliew, kluczowa postać w holdingu Kaskol, obsługującym między innymi Airbusa, a wcześniej wysokiej rangi menedżer Rosoboronoeksportu, czyli firmy zajmującej się sprzedażą rosyjskiej broni na całym świecie. Wśród rozmówców znaleźli się też ówczesny doradca ministerstwa energetyki Nikołaj Kowarski i nieżyjący już wpływowy prawnik i polityk Jewgienij Tarło.

Barlow opowiada o Rosji z fascynacją, za to o Forum z kokieteryjnym rozczarowaniem. Chwaląc współpanelistów, przekonuje jednocześnie, że zbyt wiele uwagi poświęcono technologiom i słownictwu opisującemu współczesność, a zbyt mało prozie życia, czyli przygotowaniu żołnierzy do walki. Ta szczerość musiała się spodobać w rosyjskim ministerstwie obrony. To właśnie wystąpienie Barlowa podczas Forum i doniesienia na temat sukcesów jego firmy w Afryce były impulsem do zaprojektowania tego, co później świat nazwał grupą Wagnera. Rosyjscy oficerowie fascynowali się Barlowem, jego bezpretensjonalnym podejściem do wojny, konserwatywnym myśleniem o przygotowaniu żołnierzy, przyjmowaniem zleceń i wreszcie skutecznością. Rosjanie znali już wtedy amerykańskie prywatne firmy wojskowe, nie były one jednak dla nich inspiracją. Poza tym jankesi zajmowali się tylko ochroną VIP-ów, a to było za mało. Spadochroniarz z dawnego RPA wzbudzał szacunek.

Urodzony w 1953 roku Barlow służył w wojsku – przede wszystkim w uznawanych za jedne z najlepszych na świecie jednostkach spadochronowych i w owianym złą sławą wywiadzie – od połowy lat 70. do początku lat 90. Był między innymi w niejawnej jednostce Burgerlike Samewerkingsburo (BS), kierowanej przez generała Magnusa Malana.

Komisja Prawdy i Pojednania – powołana, by rozliczyć czasy apartheidu – uznała, że organizacja miała na swoim koncie zabójstwa, a mówiąc wprost: określiła ją jako szwadrony śmierci. Sam Barlow zaprzecza, jakoby służył – jak to określił – w siłach specjalnych, z ogólnodostępnych źródeł wynika jednak, że ma na swoim koncie epizod w komórce BS odpowiedzialnej za tak zwany region 5B, czyli Europę i Bliski Wschód, a konkretnie za powoływanie do życia spółek, które pozwalały władzom RPA omijać nałożone na ten kraj pod koniec lat 70. sankcje na zakup broni. Miał również odpowiadać za przecieki dotyczące rzekomych powiązań Afrykańskiego Kongresu Narodowego z Irlandzką Armią Republikańską. Zaprzyjaźnieni z nim dziennikarze europejscy dostawali właśnie takie informacje.

Przy inspirowaniu się Barlowem ten okres jego kariery nie był z pewnością bez znaczenia. Prigożyn, oprócz tego, że jest kucharzem Putina, odpowiada też za to, by do rodziny prezydenta docierały wymykające się wszelkim kontrolom przepływy finansowe. Zasmakował też – podobnie jak Barlow – w manipulacjach medialnych i propagandzie. Imponował mu idealny wręcz cynizm. Oficer z dawnego RPA nie był tak mroczny jak Nikołaj Stawrogin, niemniej jednak dalece sceptyczny wobec wszelakiej ideowości. Współpracował z apartheidem, a za kompanów miał ludzi, którzy oprócz niewątpliwych zasług w południowoafrykańskiej wojnie granicznej mieli na koncie również zbrodnie. Do tego pochodził z kraju, który upadł, by się następnie odrodzić w nieznośnych dla Barlowa warunkach, niczym powstała na gruzach ZSRR Rosja Borisa Jelcyna, przykry twór dla byłych KGB-istów. W tym sensie Barlow był swój.

Executive Outcomes powstała w 1989 roku. Gdy Francis Fukuyama ogłaszał koniec historii, dla Barlowa historia się zaczynała. Nelson Mandela zażądał rozwiązania takich jednostek jak 32. Batalion, Koevoet czy Burgerlike Samewerkingsburo. Między innymi z tych formacji zbudowano firmę Barlowa. Miała zajmować się szkoleniem oddziałów specjalnych, jej pierwszy poważny kontrakt dotyczył jednak ochrony kopalni diamentów w Botswanie. Zlecenie pochodziło od koncernu Debswana i dotyczyło również zwalczania nielegalnych i działających poza oficjalnym obrotem syndykatów wydobywających kamienie szlachetne. Wiedza o tym, jak walczyć z rebeliantami – wyniesiona z czasów służby wojskowej – była w tym przypadku na wagę złota. Firma Barlowa szkoliła również na lewo siły specjalne Angoli. Gdy te informacje dotarły do władz Botswany, zmusiły diamentowy holding do zerwania kontaktów z Executive Outcomes.

Sytuacja ta doskonale pokazuje, jak Barlow definiuje sojuszników i wrogów. Dla niego są to określenia czysto sytuacyjne. W końcu włada pierwszą w historii prywatną armią bez państwa i bez sprecyzowanej idei założycielskiej. Chodzi wyłącznie o dolary. […]

Prywatne armie świata, fot. Wydawnictwo MANDO
Prywatne armie świata, fot. Wydawnictwo MANDO

Zbigniew Parafianowicz, Prywatne armie świata, czyli jak wyglądają współczesne konflikty, Wydawnictwo MANDO, 2021

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 118 / (14) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.